Skip to main content

Full text of "Zarys dziejów powstania i upadku reformacji w Polsce. Tómaczenie z angielskiego. Wyda Jul. Bursche"

See other formats


Presented to the 
LiBRARY oj the 

UNIYERSITY OF TORONTO 

by 



PR0FES30R PETER BROCK 





^:^!e^7~^V<ocv^ 



Zarys Dziejów Reformacji. 



A 



ZARYS DZIEJÓW 

Powstania i upadku reformacji 



hr. Walerjana Krasińskiego. 



TŁOMACZENIE Z ANaiELSKIEGO 



-i-^^i^-i- 



Wydał ks. Jul. Bursche 

I Pastor Warszawski. 



-©• Tom I. '(^<.' 



WARSZAWA. 

NAKŁADEM „ZWIASTUNA EWANGELICZNEGO," 
1903. 

Skład główny w ijslegaml W, Mletkego, Elektoralna 30, 

DRUK A. GINSA, NOWOZIELNA 47. 




BR 



^03BOJieHo lXeH3ypoio. 
BapinaBa, 24 ceHTHSpa 1902 ro^a. 



PRZEDMOWA WYDAWCY. 



"TSir 



s= 



>ześćdziesiąt z górą lat upłynęło od czasu, kiedy 
Walerjan lir. Krasiński wydał swoją „Historją reformacji 
w Polsce." Wyszła ona w języku angielskim w Londy- 
nie p. t. : „Historical sketcłi of the rise, progress and de- 
cline of the Reformation in Poland" w dwóch tomach 
(z których pierwszy ukazał się w r. 1838, drugi — w r. 
1840), jednając mu wielki rozgłos. Wnet przełożono 
ją na języki francuski i niemiecki; tłómaczenia polskie- 
go, w języku ojczystym autora, dotychczas nadaremno 
wyglądano. Snąć ewangelicy polscy nie czuli się na si- 
łach, aby zabrać się do tak poważnego wydawnictwa, 
a ci, co byli hr. Krasińskiemu blizcy, nie uważali za 
potrzebne udostępnić własnemu społeczeństwu duchową 
jego puściznę. 

Teraz dopiero odpowiednia ku temu nastała pora. 
Wydajemy zaś Historję reformacji Krasińskiego nietylko, 
ażeby spłacić dług wdzięczności względem dziejopisa 
ewangelicyzmu polskiego; nietylko, że pisał ją polak- 
ewangelik, płomienną miłością do wszystkiego, co pol- 
skie, co ewangelickie, przejęty; i nietylko dlatego, że 
będzie to pierwsza historja reformacji w Polsce, po pol- 
sku, ze stanowiska ewangelickiego napisana ; ale prze- 
dewszystkiem z tego powodu, że głęboko przekonani je- 
steśmy, iż poglądy w pracy hr. Krasińskiego wypowie- 
dziane są nader trafne i rzucają snop jasnego światła 



— li- 
na wiek XVI, tę najciekawszą epokę w historji narodu 
polskiego. 

Nie zamykamy oczu na tą okoliczność, że Krasiń- 
ski nie zawsze zachowuje objektywność (gdzież zresztą 
znaleźć na świecie zupełną bezstronność!), że czasami 
fakta przytacza w oświetleniu osobistych swych zapatry- 
wań, że nawet niektóre szczegóły podaje mylnie ; ale 
całość, w każdym razie, obrobiona znakomicie, a pod- 
stawowe rzuty oka na przeszłość naszą dla każdego mi- 
łującego dzieje ojczyste, bez Avzględu na wyznanie, 
w wysokim stopniu są interesujące. Dlatego dzieło hr. 
Krasińskiego zasługuje na to, aby je poznały szersze 
warstwy naszego społeczeństwa. 

Podajemy w niniejszej naszej pracy Historję refor- 
macji Krasińskiego w dosłownem, bez opuszczeń i do- 
datków, tłómaczeniu. Sądzimy, że wymaga tego pie- 
tyzm względem autora. Pozwoliliśmy sobie jeno opu- 
ścić niektóre, mniej ważne, dopiski, a szczególnie cyta- 
ty łacińskie; inne skróciliśmy nieco. Natomiast doda- 
liśmy, jako dopiski, niektóre koniecznie potrzebne dopeł- 
nienia oraz sprostowania nielicznych zresztą błędów. 
Tej ostatniej pracy dopełniającej podjął się szanowny 
profesor H. M., któremu i na tem miejscu serdeczną 
składamy podziękę. Miło nam również podziękować 
tym wszystkim, którzy umożliwili nam wydawnictwo 
Historji reformacji hr. Krasińskiego, a przedewszystkiem 
jej tłómaczkom. 

Pozostaje nam jeszcze dodać kilka szczegółów z ży- 
cia autora. Walerjan Skorobohaty hr. Krasiński należy 
do szczepu rodziny, która, cała katolicka, wydała także 
nieśmiertelnego wieszcza, Zygmunta. Przodkowie Wa- 
lerjana przyjęli ewangelicyzm jeszcze w początkach sze- 
rzenia się reformacji w Polsce, a osiadłszy na Białoru- 



— III -^ 

si, należą do małej tej liczby rodzin szlacheckich, które 
zostały wierne swemu wyznaniu. Tamże, na Białorusi, 
urodził się Walerjan r. 1795, w czasie, gdy mienie oj- 
cowskie zrujnowane nie mogło synowi zapewnić spokoj- 
nego bj^tu. Mimo to, już w domu odebrał staranne wy- 
chowanie, czem się dawniej odznaczały wszystkie rodzi- 
ny ewangelickie i odróżniały od braci szlachty. 

Krasiński, obdarzony wielkiemi zdolnościami i ogro- 
mną pamięcią, młodym jeszcze chłopięciem już łakomie 
wczytywał się w stare dokumenty familijne i dawne 
księgi oraz notatki historyczne. Mając lat 24, przybył 
na uniwersytet wileński i poświęcił się studjom filologji 
i historji, nie zaniedbując jednocześnie słuchania i innych 
przedmiotów. Wszechnica wileńska jaśniała podówczas 
całj^m blaskiem znakomitych swych profesorów, jak 
Frank, Sniadeccy i inni, oraz gronem wyborowej mło- 
dzieży, z pośród której wyszedł Mickiewicz i ci wszyscy, 
którzy ]3Óźniej przodowali narodowi nauką i poświęce- 
niem. Krasiński był ewangelikiem, i to ewangehkiem 
reformowanym, z najgłębszego przekonania, a cała jego 
postać przypominała dawnych hugonotów. Wątłego cia- 
ła, silny był duchem, a niezłomną wolą umiał pokony- 
wać największe bodaj trudności. 

W roku 1822 przeniósł się do Warszawy a znako- 
mite zdolności wkrótce otworzyły mu drogę, po której 
idąc, mógł znaleźć świetną przyszłość. Powołany do ko- 
misji wyznań, wnet zwrócił na się uwagę wysoko po- 
stawionych osób i przy koronacji cesarza Mikołaja mia- 
nowany został kamerjunkrem. 

Niemałe zdzimenie w kołach arystokratycznych ów- 
czesnych wywołała wiadomość, że Krasiński założył dru- 
karnię. Było to nie żadne dziwactwo pańskie, lecz dobrze 
zrozumiana chęć służenia krajowi. W założonej przez niego 



— IV — 

drukarni po raz pierwszy użyto stereotypów, t. j. tłoczono 
książki nie luźnymi czcionkami, ale płytami, na których 
wyrazy były odlewane. Piękny papier i niezwykła ta- 
niość dały nowej drukarni wielki rozgłos, a publiczność 
czytająca skwapliwie nabywała druki Krasińskiego. Duch 
ewangelicki właściciela drukarni przejawił się zaraz w pier- 
wszem dziele, jakie wyszło z jego tłoczni: był to psał- 
terz Dawida. Następnie wydał w przekładzie polskim 
powieści Walter Skota i rozpoczął druk pierwszej ency- 
klopedji polskiej. Widzimy więc, jak działalność jego 
się rozszerzała a głęboki jego umysł doskonale pojmo- 
wał potrzeby i wymagania czasu. Pragnąc bowiem dla 
ludu oświaty, nie dość jest drukować książki, ale nale- 
ży je uczynić przystępnemi i dla mniej zamożnych. Tę 
ostatnią zaletę posiadały w wysokim stopniu stereotypo- 
we wydania Krasińskiego. Zbawienna jego działalność 
przerwana jednak została w r. 1831; wysłany bo- 
wiem do Anglji w sprawach politycznych, tam już po- 
został. 

Odtąd rozpoczyna się nowy okres w życiu Waler- 
jana. Rzucony między obcych, nie upadł na duchu: od 
młodości przyzwyczajony do pracy, pracą zapełniał żywot 
swój i na obczyźnie, służąc i tu wedle sił krajowi i ewange- 
lictwu polskiemu. Posiadając język angielski, wziął się do 
pióra, i aby anglików zaznajomić z obyczajami swego kra- 
ju rodzinnego, przełożył na język angielski powieść Bro- 
nikowskiego: „Zygmunt August, czyli Polska w XVI 
wieku." Była to jednak próba tylko i praca przedwstę- 
pna, zmierzająca do rozpoznania gustu czytającej publi- 
czności angielskiej. W kilka lat później wydał tę tu 
„Historję reformacji w Polsce," która, jak to już zazna- 
czyliśmy, zjednała mu wielki rozgłos: anglicy pochła- 
niali dzieje reformacji a król pruski przesłał autorowi 



— V — 

złoty medal i ofiarował mu katedrę we wszechnicy ber- 
lińskiej. Znakomity pisarz niemiecki Bunsen, autor 
obszernego dzieła: „Objaśniona Biblja" („Bunsens Bi- 
belwerk"), zaprzyjaźnił się z Krasińskim i namawiał go, 
aby się przesiedlił do Berlina. Lecz Walerjan wolał po- 
zostać w Anglji. 

Imię jego stało się jeszcze głośniejsze po napisaniu 
przez niego dzieła: „O panslawizmie i germanizmie" 
(„Panslayizm and Germanizm, London 1848"), w którem 
autor wyraża głębokie swe poglądy na słowiańszczyznę 
i przepowiada, że słowianie odegrają przeważną rolę 
w dziejacli ludzkości. Po tych pracach pojawiły się 
wnet inne, jako to: „Odczyty historyczne o religji sło- 
wian" (r. 1850 i 51) — dzieło, które doczekało się dwóch 
wydań a którego przekład na język francuski poprzedza 
przedmowa sławnego historyka kościelnego Merle d' Au- 
big-ne; „Montenegro i słowianie tureccy" (r. 1853); „Kwe- 
stja polska" (r. 1855) ; „Polska pod względem history- 
cznym, politycznym, literackim i obyczajowym" (r. 1855); 
„Polacy w wieku XVII" (r. 1850). 

Rozczytując się w pismach Krasińskiego, podziwiamy 
wszechstronność jego wykształcenia, głębokomyślność 
i gorącą chęć obznajmienia obcych z charakterem ro- 
dzinnego kraju autora. Ostatniem dziełem, nad którem 
pracował Krasiński, była „Historja polska." Śród naj- 
gorliwszej pracy nad nią śmierć go zaskoczyła. Zmarł 
w Edynburgu 22 grudnia 1855 roku, przeżywszy lat 60. 

Niezaprzeczoną zasługą znakomitego naszego spół- 
Avyznawcy jest, że śród obcych obudził zajęcie dla Pol- 
ski i dla polskiego protestantyzmu i że pomimo pokus, 
na których mu nie zbrakło, pozostał wierny wyznaniu swych 
praojców. Najwyraźniej jednak ewangelickie dążenia jego 
wypowiedziały się w naszej „Historji reformacji w Pol- 



— VI — 

sce," która przeto przedewszystkiem zasługiwała na 
spolszczenie. 

Niechaj więc idzie w świat w polskie szaty przyodzia- 
na i budzi śród społeczeństwa naszego zrozumienie, że 
Ewangelja jest pochodnią przyświecającą ludom, i że 
szczęśliwe te ludy, które w jej świetle kroczą. 



Kf^. Juljusz Bursche 

PASTOR. 



W Warszawie^ 31 iiaźdńcrnika 1902 r. 



SPIS RZECZY. 



Przedmowa autora str. 1. 

CZĘŚĆ PIERWSZA. 

Od zaprowadzenia wiary chrześcijańskiej do' reformacji Lutra (965 -1517 r.) 

Wprowadzenie chi-ześcijaństwa do Polski. — Rozległość posiadłości słowiań- 
skich w iX stuleciu. — Forma rządów, obyczaje i wierzenia słowian. — 
Św. Andrzej u słowian.— Siady chrze.ścijaustwa śród słowian przed IX 
wiekiem.— Cyryl i Metodjusz.— Wpływ ich na Polskę. — Powody po- 
wodzenia ich pracy apostolskiej.— Kościół narodowy w Polsce. — Kró- 
lowa Jadwiga. — Świadectwo pisarzy rz. katolickich. —Wpływ kościo- 
łów narodowych. — Chrzest Mieczysława. — Opór bałwochwalców. — 
Bolesław I. — Reakcja pogaństwa podczas małoletności Kazimierza 1. — 
Pokonane pogaństwo znika z Polski. — Bolesław Śmiały i Sczepano- 
wski. — Następstwa strącenia z tronu Bolesława 11. — Podział Polski na 
udzielne księstwa, sprzyjający wpływowi duchowieństwa. — Synod 
w Łęczycy. — Władysław Laskonogi żąda spadku po zmarłych bisku- 
pach. — Poddaje duchowieństwo władzy świeckiej. —Duchowieństwo 
ulega mu. — Kościół odzyskuje swą przewagę pod Władysławem Odo- 
nierem i Bolesławem Wstydliwym.— Kłótnie o dziesięciny. — Powody, 
dla których opór przeciw powadze kośiiola rz. kat silniejszy był 
w Polsce, niż w innych krajach. — Spory między papieżami a królami 
polskimi o prawo mianowania biskupów kończą się zwycięstwem pa- 
nujących. — Wewnętrzny stan duchowieństwa i jego stosunki z Rzymem 
w tym okresie są mało znane.— Małżeństwo księży.— Sekty religijne: 
wałdensowie. — Biczownicy i fratricelli. — Jan Pirnensis i jego zwolen- 
nicy. — Wpływ nauki Husa. — Dążności przeciwne Rzymowi pojawiają 
się w Czechach przed Husem; wpływ ich na Polskę. — Wpływ Wikleta 
na Czechy i Polskę. — Ścisłe stosunki Czech i Polski w tym czasie. — 
Obecna na soborze kostnickim szlachta polska gorliwie broni Husa. — 
Postępy nauki husyckiej w Polsce.— Stosunek polityczny Polski do 
Czech podczas wojen husyckich. — Czesi zapraszają na tron swój Wład. 
Jagiełłę, — Uroczyste poselstwo czechów do Jagiełły. — Czesi ofiarowują 
koronę Witoldowi, stryjecznemu bratu Jagiełły. — Książę litewski wy- 
słany z wojskiem na pomoc husytom. — Korybut rządcą Czech. — Kory- 
buta rządy w Czechach i jego upadek. — Husyci rozprawiają z dokto- 
rami wszechnicy Krakowskiej w obecności króla i senatu. — Ruch re- 
wolucyjny między polskimi husytami. — Rozbicie husytów po chwilo- 
wem ich zwycięstwie. — Stosunki między Polską a Czechami w r. 1438. — 



— II — 

Król Kazimierz popiera Podjebrada, Imsyckiego króla Czech.— Sprzeci- 
wianie się duchowieństwa polskiego układom z husytami. — Przez obra- 
nie Władysława królem, Jagiellońska dynastja zasiada na tronie cze- 
skim.— Prawdopodobne przyczyny, dla których nauka Husa nie zwy- 
ciężyła w Polsce.— Stan religijny i polityczny Polski w XV wieku.— 
Reforma kościelna z wniosków Ostroroga 1459 roku.— Stan kościoła 
Wschodniego w Polsce w tym okresie str. 11 — G9. 



CZĘŚĆ DRUGA. 

Zawierająca wypadki od roku 1508 do r. 1572, to jest do ustalenia się nauki 
ewangelickiej w Polsce. 

ROZDZIAŁ I. 

Panowanie Zygmunta I Starego (1508—1548). 

Stan kościoła rzymsko-katolickiego w Polsce na początku XVI wieku. — 
Antyrzymskie dzieła wydane w Polsce na kilka lat przed wystąpie- 
niem Lutra. — Rozpowszechnienie zasad Lutra w Prusach królewskich 
wkrótce po ogłoszeniu ich w Witenberdze. — Ruch rewolucyjny usku- 
teczniony przez gdańskich reformatorów.— Zygmunt I przemocą znosi 
reformację i nowy porządek polityczny w Gdańsku. — Reakcja ta wy- 
wołana względami politycznymi, nie zaś religijnymi. — Rozwój luterani- 
zmu w innych częściach Prus królewskich. — Protestantyzm w Gdańsku 
powraca do życia. — Słabe powodzenie nauki reformacj'jnej na Mazo- 
wszu.— Środki przeciwko reformacji ze strony kościoła rzymsko-katoli- 
ckiego. —Zakaz uczęszczania na uniwersytety protestanckie. — Sejm 
w Krakowie r. 1543 przyznaje polakom prawo uczęszczania na uni- 
wersytety zagraniczne. — Charakter Zygmunta 1. — Wpływ królowej Bony 
na sprawy protestantyzmu. — W Krakowie powstaje tajne stowarzyszeniu 
celem rozpraw religijnych. — Postępy reformacji w społeczeństwie pol- 
skiem.— Wpływ braci czeskich na pojęcia religijne w Polsce.— Bracia 
czescy wygnani ze swej ojczyzny.— Przybycie ich do Polski. . . str. 70— 99^ 



ROZDZIAŁ II. 

Rozwój reformacji w pierwszych latach panowania Zygmunta Augusta. 

Niepokój w kraju w początkach panowauia Zygmunta Augusta, wywołany 
ożenieniem się z Barbarą Radziwiłłówną.- Błędne postępowanie prote- 
stantów w tym zatargu.— Bunt akademików krakowskich i gromadne 
ich wyjście na wszechnice cudzoziemskie.— Walenty, proboszcz Chrzczo- 
nowa, pierwszy żeni się i otwarcie wyznaje zasady protestanckie.— 
Daremne usiłowania prześladowania Przecławskiego za protestantyzm.— 
Mikołaj Oleśnicki pierwszy zamienia kościół katolicki na ewangelicki.— 
Za ten czyn Oleśnicki wezwany przed króla i senat.— Różnica zdań 
w sprawie wyroku na Oleśnickiego.— Rzymsko-katolicki synod v Pio- 



— III — 

trkowłe postanawia wszelkimi środkami wykorznnieuie herezji w Tolsce. — 
Próba wykonania postanowień synodu piotrkowskiego: męczeństwo 
Mikołaja, plebana kurowskiego.— Nieudana próba prześladowania Sta- 
dnickiego i innej szlachty.— Usiłowania duchowieństwa rz. katolickiego 
wywołały w szlachcie polskiej gwałtowny opór str. 90 — 117. 



ROZDZIAŁ III. 

Sejm 1552 r. znosi w zasadzie sądy duchowne. Orzechowski, Modrzewski, 
Stankar i ich wpływ na sprawy religijne w Polsce. 

Orzechowski, jego charakter i wpływ na sprawy religijne w Polsce. — 
Oraechowski żeni się i jest za to prześladowany. — Ogólne rozdrażnienie 
przeciwko duchowieństwu rz. kat. — Sejm 15.52 roku zaznacza przy swem 
otwarciu najwyraźniej przekonania antyrzymskie. — Biskupi odmawiają 
zrzeczenia się swych praw.— Sejm znosi sądy duchowne, odmawiając im 
znaczenia cywilnego.— Oburzenie biskupów na tę uchwałę. — IJucho-- 
wieństwo rz. kat. stara się ominąć postanowienia sejmowe. — Niestały 
Orzechowski godzi się z katolikami. — Orzechowski znów poróżnił się 
z duchowieństwem. — List Orzechowskiego do papieża Juljusza III. — 
List Orzechowskiego do papieża Pawła IV. — Ostre uwagi Orzecho- 
wskiego o przysiędze, składanej przez biskupów na wierność papieżo- 
wi. — Orzechowski godzi się ostatecznie z kościołem rzymskim i z".vraca 
swe napaści przeciw jego wrogom. — Andrzej Modrzewski, jego charak- 
ter i pisma. — Stankar zaczepiony przez Orzechowskiego. — Zasady Stan- 
kara. — Polityczne zasady, głoszone przez Orzechowskiego po ostate- 
cznem pojednaniu z Rzymem str. 118—138. 



ROZDZIAŁ lY. 

Sobór trydencki i nsiłowania ku zgromadzeniu powszechnego synodu 

narodowego. 

Poglądy Modrzewskiego na stan kościoła str. 138—152. 



ROZDZIAŁ V. 

życiorys Jana Łaskiego i jego działalność. 

Ród Łaskich. — Jan Łaski opuszcza ojczyznę, by skuteczniej poświęcić 
swą pracę sprawie reformacji. — Łaski otwarcie przyjmuje wyznanie 
ewangelickie. — Osiadłszy we Fryzji, otrzymuje zlecenie urządzenia ko- 
ściołów tego kraju.— Łaski wezwany przez Cranmera do zdeformowania 
kościoła w Anglji. — Łaski powraca do Anglji i mianowany zostaje 
superintendentem zborów cudzoziemskich 1550 r.— Łaski zniewolony opu- 
ścić Anglję ze swymi zborownikami 1.553 r. — Zborownicy Łaskiego 
doznają prześladowania w Danji i w niektórych okolicacli Niemiec. — 



— IV — 

Tjaski usiłuje połączyć wyznania ewang-elickie — Powrót Łasłciego do 
Polski, gdzie prowadzi dalej swe dziełu apostolskie,— Włoch Lismanini 
wielką szkodę wyrządza sprawie reformacji w Polsce, głosząc zasady 
arjańskie ' . . str. 152—176. 



ROZDZIAŁ YI. 

Nuncjusz papieski Lipomani przybywa do Polski. Za jego staraniem zbie- 
ra się rzymsko-katolicki synod polski w Łowiczu.— Kommendoni i sobór 

trydencki. 

Żądania sejmu polskiego wysłano na sobór trydencki. — Przybycie Lipoma- 
niego do Polski.— Obłuda papieskich obietnic wykazana przez Werger- 
jusza.— List papieża do Zygmunta Augusta z wymówkami, iż tenże 
skłania się ku protestantom.— Skutki intryg Lipomaniego w Polsce. — 
Lipomani doradza królowi wykorzenienie hercz|i przez zdradę i roz- 
lew krwi, czem wzbudza ku sobie ogólną nienawiść w całym kraju. — 
Synod katolicki w Łowiczu r. 1556. — Synod objawia niezależność, pokona- 
ną niebawem intrygami Lipomaniego. — Interesujące przedstawienie stanu 
kościoła katolickiego w Polsce przez synod łowicki oraz przyczyny 
korupcji w duchowieństwie.— Synod łowicki, wezwawszy przed sąd 
swój księdza Lutomirskiego, nie ośmielił się roztrząsać jego spra- 
wy. — Sądowe morderstwo popełniono na kilku żydach i jednej chrze- 
ścijance za sprawą synodu. — Wymiana listów pomiędzy Lipomanim 
a Radziwiłłem Czarnym.— Kommendoni przeszkodził zwołaniu synodu 
narodowego. — l'olska nie bierze udziału w soborze trydenckim i sprze- 
ciwia się postanowieniom tegoż , . str. 176 — 197. 



ROZDZIAŁ VII. 

Dalszy ciąg walki protestantyzmu z katolicyzmem i wzrastające krzewienie 
sig reformacji w różnych częściach Polski. 

Synod katolicki w Piotrkowie.—Obcokrajowi kaznodzieje arjańscy otrzy- 
mują rozkaz opuszczenia Polski. — Hozjusz daremnie usiłował rozporzą- 
dzenie to zastosować do braci czeskich.— Wyrok ów, zastosowany do 
wiocha Ochina, zmusza go do opuszczenia Polski. — Duchowieństwo 
katolickie nadaremnie usiłuje prześladować mieszczan poznańskich.— 
Otwinowski znieważa najświętszy obrządek kościoła katolickiego pod- 
czas procesji w Lublinie.— Otwinowski, obwiniony przed sejmem, lecz 
uniewinniony. Uchwalone nowe prawo zabezpieczające wolność obrzą- 
dków wszelkich w^^znań. — Wnioski podstępnie czynione ewangeli- 
kom przez bisKupów katolickich na sejmie 1560 r.— Ustalenie lutera- 
nizmu w Prusach królewskich.— Przy przyłączeniu do Polski Inilant, 
luteranizm zostaje tam zatwierdzony przez króla polskiego.— Szerzenie 
się nauki ewangelickiej w ziemi krakowskiej.— Za przywilejem króle- 
wskim zbudowano w Krakowie kościół helweckiego wyznania.— iJracia 



_ V — 

czescy, osiedIi\v?zy sii; w Polsce, wielu tani zyskują zwolenników. — Wy- 
znania helwcckie i czeskie w Polsce łączą sit^ 1555 r. . . . . str. 198 — 212. 



ROZDZIAŁ VIII. 

Powstanie i rozwój antitrynitaryzmu w Polsce. 

Pierwsze objawy nauki arjamjw w Polsce. — Goniądzki otwarcie głosi 
zasady arjańskie na synodzie reformowanym r. 1556.— Szkoła piiiczowska 
przejmuje się zasadami antitrynitarskiemł. — Walka kościoła helwe- 
ckiego w Polsce przeciw antitrynitarzom i rady reformatorów szwaj- 
carskich. — Blandrata i wpływ jego na rozwój antitrynitaryzmu w Pol- 
sce. — Grzegorz Pauli rozwija i uzupełnia naukę antitrynitarzy. — Na 
synodzie krakowskim r. 1563 kościół reformowany stanowczo zrywa 
z antitrynitarzami.— Synod antitrynitarzy w Mordach 1503 r — Synod 
antitrynitarzy w Węgrowie. — Główne zasady tej sekty. — Publiczna roz- 
prawa między reformowanymi a antitrynitarzami na sejmie w Piotr- 
kowie r. 1566 str. 212-226. 



ROZDZIAŁ IX. 

Usiłowania ewangelików celem połączenia się i doprowadzenie złączenia 
tego do skutku przez ugodę sandomierska (Consensus Sandomiriensis). 

Luteranie oponują przeciwko połączeniu się trzech wyznań ewangelickich 
w Polsce.— Bracia czescy posyłają przedstawicieli swych do głównych 
reformatorów w Europie, którzy aprobują ich wyznanie wiary. — Synody 
do Książa i do Poznania zwołane celem połączenia kościołów ewange- 
lickich. — Gwałtowne wystąpienie Morgensterna, pastora luterskiego 
w Toruniu, przeciwko braciom czeskim. — Na synodzie w Poznaniu lu- 
teranie oskarżają braci czeskich o heretyckie zasady. — Odpowiedź braci 
czeskich na zarzuty luterari. — Poddanie sporu czechów z luteranami pod 
sąd teologów witenberskich, którzy orzekają na korzyść braci czeskich. — 
Synod w Sandomierzu 1570 r. połączył wyznawców trzech kościołów 
ewangelickich w Polsce. — Akt umowy sandomierskiej. — Uchwały synodu 
w Poznaniu rozwijają postanowienia synodu sandomierskiego . str. 226 — 245. 



ROZDZL\Ł X. 

Kardynał Hozjusz sprowadza do Polski jezuitów. Cliarakter tego kardynała. 
Śmierć Zygmunta Augusta i jego cliarakter. 

Zycie i charakter Hozjusza. — Przekoaania polityczne Hozjusza. — Spro- 
wadzenie jezuitów do Polski. — Zgon Zygmunta Augusta. Jego cha- 
rakter str. 245—254. 



SPIS ILUSTRACYJ. 



Jan Hus , 40 

Mikołaj Czarny ks. Radziwiłł 101 

Faksymile karty tytułowej katechizmu Lutra 105 

Faksymile karty tytułowej Ewang-elji św. Mateusza . , 106 

Mikołaj Rej 107 

Faksymile karty tytułowej druku pińczowskiego. 116 

Podpis na ostatniej kartce tegoż druku 117 

Jan Łaski 155 

Faksymile karty tytułowej Biblji Radziwiłtowskief 191 

Faksymile przemowy Radziwiłła do króla 192 

Faksymile karty tytułowej druku węgrowskiego 214 

Zygmunt August 251. 



-oO°H!^i''<?-> 



PRZEDMOWA AUTORA. 



szybki rozwój i równie szybki upadek reforma- 
cji w Polsce przedstawia dla czytelnika ewangelika 
smutny, acz bardzo pouczający obraz. Sprawa prote- 
stantyzmu w naszym kraju doszła w przeciągu pół wie- 
ku do takiej siły, iż ostateczne jego zwycięstwo nad 
rzymskim katolicyzmem zdawało się nie ulegać wątpli- 
wości; a jednak, pomimo tak korzystnego stanowiska, 
jakie był zajął, w przeciągu drugiej połowy wieku oba- 
lony i prawie zniszczony został. Nadzwyczajny ten zwrot 
dokonany był nie silną ręką prawowitej władzy, jak we 
Włoszech, Hiszpanji i kilku innych krajach, lecz stara- 
niem fanatycznego i pozba^wionego zasad stronnictwa, 
które działało nie przy pomocy, lecz wbrew prawom kra- 
jowym. Zdarzenie takie jest może bezprzykładne w re- 
ligijnych dziejach świata, a tembardziej zasługuje na uwa- 
gę, iż wolne usta^yy Polski, wielce ułatwiające rozwój 
reformacji, następnie zostały użyte do prześladowania jej 
wyznawców. Jezuici, którzy bronili w naszym kraju spra- 
wy Rzymu, nie mogąc walczyć ze swymi przeciwnikami 
ogniem i mieczem, użyli przeciw nim środków, które 
sprowadziły na Polskę klęski gorsze bodaj od skutków 
krwawej walki stronnictw religijnych. Ponieważ prawa 
krajowe nie pozwalały u nas prześladować obyw^ateli za 
ich religijne przekonania, jezuici nie omieszkali użyć 
wszelkich sposobów, by obejść zbawienne te przepisy, 
a ohydna zasada niedotrzymywania wiary heretykom 
stale stosowana była do przeciwników tak przez nich 

Zarys dziej<iw reformacji. Tom I. 1 



jako i przez innych obrońców katolicyzmu w naszym 
kraju. Stale i ze smutnem powodzeniem posługiwali się 
oni dla swych celów takimi środkami jak podburzanie 
za pośrednictwem konfesjonałów i kazalnic niższych 
warstw społeczeństwa, a intrygowanie w wyższych, za- 
pewniając przytem bezkarność gwałtom popełnianym na 
dyssydentach za ich namową przez rozjątrzony motłoch. 
Wiele kościołów i szkół ewangelickich zniszczyły w ten 
sposób tłumy, prowadzone przez wychowańców kolegjów 
jezuickich. Gwałty te, popełniane wbrew prawom kra- 
jowym, jezuici otwarcie pochwalali, udaremniając swym 
wpływem wszelkie w tych sprawach dochodzenia wła- 
dzy. Długie panowanie fanatycznego, o ciasnym umyśle 
króla Zygmunta III Wazy nader sprzyjało ich celom, 
gdyż owładnięty przez jezuitów ów monarcha, podda- 
wszy się całkowicie ich kierunkowi, nie miał innego celu 
nad zniszczenie wszystkich przeciwników Rzymu i usta- 
lenie w swojem państwie niepodzielnej władzy papieskiej. 
Osiągnął też w znacznej części cel zamierzony, poświę- 
cając mu najżywotniejsze sprawy kraju. Pod jego pano- 
waniem jezuici doszli w Polsce do przeważającego wpływu 
na rządy i, aczkolwiek usiłowania Zamojskich, Chodkie- 
wiczów, Żółkiewskich i innych znakomitych mężów tej 
chwili przeciwważyły czas pewien szkodliwym skutkom 
tego wpływu, to jednak ostateczne jego wyniki okazały się 
najzgubniejszymi dla naszego kraju; do rzędu ich zali- 
czyć bowiem należy: powstania wyznawców kościoła 
wschodniego, wewnętrzne zamieszki i rokosze, obce na- 
jazdy i stratę wielu ważnych krain. Klęski te, chociaż 
ciężkie, można jednak uważać za mniej jeszcze zgubne 
niż zatrucie ducha narodowego przez wpływ uczniów 
Lojoli, Avywierany sto lat z górą. Widzieli oni jasno, że 
najskuteczniejszym środkiem do wyplenienia nauki ewan- 
gelicznej będzie ujarzmienie narodowego umysłu za pomo- 
cą przewrotnego wychowania. Zawładnąwszy więc wy- 



— 3 — 

łącznie szkołami polskiemi, któremi zarządzali przez czas 
dłuższy, wprowadzili do nich system wychowawczy wła- 
ściwy ich celom. Środek ten wywołał spodziewane nastę- 
jDstwa: nauka i literatura wkońcu prawie zanikły u nas, 
a Polska, która przez ciąg szesnastego wieku szybkie 
we wszystkich kierunkach robiła postępy, teraz z równą 
szybkością zaczęła się cofać. Takim to kosztem papie- 
stwo zostało w Polsce uratowane. I może dzieje żadnego 
innego ki'aju na świecie nie są tak uderzającym dowo- 
dem błogosławieństwa, jakie naród odnosi z wprowa- 
dzenia religji opartej na Piśmie Świętem, a klęski, jaka 
spada na społeczeństwo przez jej zdławienie. Widzimy 
bowiem, jak w równej mierze z postępem reformacji rosły 
w Polsce dobrobyt i chwała, upadając natomiast w miarę 
tłumienia w niej nauki ewangelicznej i zwrotu do kato- 
licyzmu. Dowodem na poparcie naszych twierdzeń są 
skutki wywołane w Polsce przez zniesienie zakonu je- 
zuitów, albowiem, gdy tylko usunięta została zmora ta 
dusząca naród (którego żywotność wielka być musiała, 
gdy nie dał się zgnieść przez tak długie uciemiężenie) 
a do szkół krajowych wprowadzono lepszy system wy- 
chowania, umysł narodowy tak szybkie począł robić po- 
stępy, iż w ciągu niespełna lat dwudziestu literatura pol- 
ska, pomimo najniekorzystniejszych podówczas warunków 
politycznych naszego ki^aju, wydała więcej cennych dzieł, 
niż przez cały ciąg stulecia, w którem ^yychowanie pu- 
bhczne zostawało pod kierunkiem jezuitów. 

Aczkolwiek zakon ten był głównym sprawcą klęski, 
jaką poniosła w Polsce reformacja, nigdyby jednak nie 
zdołał dojść do tego celu, gdyby sami protestanci nie po- 
pełnili wielu ważnych błędów, przez które przyczynili się 
do zwycięstwa swych wrogów. W czasie, gdy należało 
odłożyć na bok wszelkie drobne różnice, dzielące wy- 
znania ewangelickie, by połączonemi siły stawić opór 
rzymskiemu katolicyzmowi, wspólnemu wrogowi wszy- 



stkich, nieszczęsna zazdrość i zawiść okazywana wciąż 
przez luteran zjednoczonym wyznaniom helweckiemu 
i czeskiemu wywołały dla sprawy protestantyzmu w Pol- 
sce opłakane następstwa. Największą przecież szkodą 
wyrządziła tej sprawie nauka antitrynitarzy, powstała 
w łonie kościoła helweckiego. Błędy, którymi oni za- 
razili wiele kościołów reformowanych, nietylko skaziły 
czystość ich nauki i powiększyły niezgodę śród ewan- 
gelików, lecz, co ważniejsza, zachwiały ufność w wartość 
badania Pisma Świętego, najistotniejszej podstawy re- 
formacji. Wiele osób zamierzających wystąpić z kościoła 
rzymskiego i wiele takich, które już z niego wystąpiły, 
przerażone zuchwalstwem poglądów antitrynitarskich, po- 
wracało do opuszczonego katolicyzmu, pomimo uznanych 
tegoż błędów i nadużyć, przenosząc zasadę jego, która 
orzekała, iż badanie Pisma Świętego, jako zagrażające 
czystości wiary chrześcijańskiej, nie może być dozwolone 
wszystkim, nad poglądy szkoły filozoficznej, przeczą- 
cej wszelkiemu objawieniu i czyniącej z chrześcijaństwa 
po prostu zbiór przepisów moralnych. Nieuniknionem na- 
stępstwem takiej szkoły było zobojętnienie religijne, zgu- 
bnie wpływające na kościół, którego wyznawcy bezustan- 
nie przytem bywali popychani do odstępstwa, z jednej stro- 
ny rozlicznemi pokusami a z drugiej prześladowaniem, 
czego przykład w^idzimy na protestantach polskich. 

Godne jest zaznaczenia, iż dzieje reformacji av Pol- 
sce były dotąd nietylko zaniedbane, lecz ogólnie uwa- 
żane za rzecz podrzędnej wagi w powszechnych dziejach 
narodu. Większość znakomitych dziejopisarzy polskich 
zaledwie dotknęła wpływu, który reformacja na nasze 
społeczeństwo wywarła, wpływu bardzo, zdaniem naszem, 
ważnego. Zasady jej, W3'^znawane przez najznakomitsze 
w kraju rody, roztrząsane były na częstych i licznych 
synodach, a kościoły, w których głoszono te nauki, szkoły, 
w których je wykładano, jako też drukarnie, poświęcone 



— 5 — 

ich rozszerzaniu, liczne były w Polsce i kwitnące; zwo- 
lenników zaś protestantyzmu dość wielka bj^a liczba, by 
stawić mogli czoło katolicyzmowi. Oczywiście więc 
stronnictwo tak potężnych mające przedstawicieli mu- 
siało Avywierać odpowiedni wpływ na sprawy państwa; 
lekceważenie zaś znaczenia tegoż wpływu przypisać na- 
leży tej okoliczności, iż, gdy spraAva protestantyzmu w Pol- 
sce zaczęła upadać, przeciwnicy jego starannie niszczyli 
AYSzelkie piśmienne dokumenty, odnoszące się do nauki 
reformacji. Jezuici wymagali stale od ludzi powraca- 
jących na łono kościoła rzymskiego przedewszystkiem 
wydania na spalenie książek i wszelkich pism, mających 
jakikolwiek związek z ich poprzedniem wyznaniem, a gdzie- 
kolwiek mogli dostać pisma takie, wykupywali je za gru- 
be pieniądze tylko po to, aby je następnie zniszczyć. 

Mimo to jednak, zdaje się nam, iż znalazłaby się 
dostateczna ilość pomników piśmiennych, by na ich pod- 
stawie ułożyć całkowitą historję reformacji w naszym 
kraju. Nie mając, na nieszczęście, dostępu do wszy- 
stkich, zużytkowaliśmy tylko te, które dostać mogliśmy. 
Wiele druków i rękopisów odnoszącj^ch się do tego 
przedmiotu znajduje się prawdopodobnie w Petersburgu 
w bibljotece cesarskiej, utworzonej z dawnego księgo- 
zbioru Załuskich w Warszawie, bogatego szczególniej 
w dzieła tyczące się tej sprawy, albowiem uczony tegoż 
założyciel, biskup Andrzej Załuski, zamierzał napisać 
dzieje kościoła w Polsce. Bibljoteka księcia Adama Czar- 
toryskiego w Puławach zawierała również znakomite 
materjały, mogące służyć za podstawę do dziejów religji 
i literatury w Polsce; lecz jedna jej część została wy- 
"vsdeziona w r. 1831 do Petersburga, druga zaś (jak są- 
dzimy — najcenniejsza) znajduje się obecnie w posiadło- 
ściach księcia w Austrji. Do Petersburga również wywie- 
ziony został w r. 1831 księgozbiór wszechnicy Warsza- 
wskiej, zawierający około 200 tysięcy tomów; sądzimy 



— 6 — 

przeto, iż owa stolica posiada najbogatsze materjały do 
dziejów Polski pod względem religji, polityki i literatury. 

W obrębie dawnej Polski znajdują się obecnie trzy 
bibljoteki, z których badacz dziejów ojczystych wiele za- 
czerpnąć może wskazówek, a z jakich korzystać nie do- 
zwala nam odległość i inne okoliczności : pierwszy z tych 
księgozbiorów— to bibljoteka Ossolińskich we Lwowie, 
zebrana i darowana do użytku powszechnego przez hr. 
Maksymiljana Ossolińskiego, który uczonemi poszukiwa- 
niami, jakie streścił w swych bjograficznych i literackich 
wiadomościach (z których mieliśmy sposobność korzy- 
stać) o kilku dawnych pisarzach polskich, rzucił wiele 
nowego ŚAviatła na dzieje naszej ojczyzny. Księgozbiór 
drugi znajduje się przy wszechnicy Jagiellońskiej w Kra- 
kowie, trzeci w Poznańskiem, założony przez hr. Edwar- 
da Raczyńskiego, którego kustosz Józef Łukaszewicz wy- 
dał dzieje kościoła czeskiego w Wielkopolsce i dzieje 
zborów protestanckich w Poznaniu. Są to dwa wyborne 
przyczynki do powszechnej historji reformacji w Polsce, 
z których obficie czerpaliśmy przy opracowaniu tego 
dzieła. 

Jakkolwiek dzieło niniejsze uważać można za pier- 
wszą próbę opisania powszechnych dziejów reformacji 
w Polsce, wydano już w tym przedmiocie wiele prac 
w różnych językach. Do najlepszych zalicza się „Historia 
Reformationis Poloniae" przez socynjanina Lubienie- 
ckiego i „Historia Ecclesiarum Slavonićarum" przez paste- 
rza helweckiego kościoła. Węgierskiego, który znany też 
jest pod pseudonimem Regenvolsciusa. Oba te dzieła, 
napisane w XVn wieku, zawierają wiele cennych wia- 
domości, lecz nie dają ogólnego poglądu; a pierwsze 
z nich zdradza oczywiście przejęcie się arjanizmem. Nie- 
miec Friese wydał w r. 1786 jeden tom „Dziejów ko- 
ścioła" i dwa „Dziejów reformacji w Polsce;" szkoda 
tylko, że zalecające owo dzieło głębokie poszukiwania 



i niezmordowana praca w zbieranin dowodów zosta- 
ły nieco skażone przez fanatyczną stronniczość Frie- 
sego. 

Byłoby to nużącem i zgoła niezajmującem dla ogółu 
czytelników, gdybyśmy, kreśląc zarys niniejszy, chcieli 
A\^mieniać wszystkie źródła, z których czerpaliśmy, znaj- 
dujące się przeważnie w „British Museum," które za- 
\\'iera liczny zbiór dzieł odnoszących się do Polski tak 
w łacińskim jak i w narodowym naszym języku, da- 
rowanych przez księcia Adama Czartoryskiego. Niektóre 
rzadkie i cenne dzieła, tyczące się zajmującej nas spra- 
wy, znajdują się też w arcybiskupiej bibljotece w Lam- 
beth, dokąd wstęp został mi dozwolony przez uprzej- 
mego kustosza. Wielką też pomoc dał nam przepyszny 
zbiór w „Kensington Pałace," z którego, dzięki Jego Wy- 
sokości księciu Sussex, wolno nam było korzystać bez 
ograniczeń. Otrzymałem też wiele ważnych wyciągów 
z księgozbiorów Paryża, dostarczonych mi przez kolegę 
i współpracownika na niwie literackiej w Polsce; jego 
to niezmordowanym poszukiwaniom i głębokiej uczono- 
ści zawdzięczamy skuteczną pomoc w naszej pracy 
w Londynie. 

Dzieje reformacji w Polsce powinnyby właściwie 
rozpocząć się od czasu, gdy zaczęto głosić naukę Lu- 
tra. Kalwina i Zwingljusza; trudnoby jednak było pojąć 
łatwość, z jaką zasady te rozwijały się w naszym kraju, 
bez przedstawienia stanu umysłu naszego narodu w okre- 
sie poprzedzającym krzewienie tych nauk. Dlatego po- 
święciliśmy I-ą czyli wstępną część tego tomu przedsta- 
wieniu okresu od zaprowadzenia wiary chrześcijańskiej 
do AYstąpienia na tron Zygmunta I, t. j. od r. 965 do 
1508. Staraliśmy się w tej części rozebrać przyczyny, 
które przygotowały w Polsce podstawę do reformacji 
XVI wieku, a któremi były: opór stawiany przez kościoły 
narodowe słowiańskie rzymskim obrzędom i karności, 



szeroko rozpowszechniona w Polsce w XV stuleciu na- 
uka Husa i, nareszcie, wolne ustawy naszego kraju. 

W drugiej części tegoż tomu staraliśmy się skreślić 
najprzód panowanie Zygmunta I od 1508 do 1548 r., 
które zaznaczyło się: szybkim rozwojem luteranizmu 
w Prusach Królewskich i gwałtownem, chociaż chwilo- 
wem tylko, jego stłumieniem, spowodowanem przyczy- 
nami raczej politycznemi, niż religijnemi, i cichem, lecz 
czynnem śród wyższych klas społecznych działaniem pro- 
testanckich zasad, które silnie się zaznaczyły pod nastę- 
pnem panowaniem. Opisaliśmy potem panowanie Zy- 
gmunta Augusta od 1548 do 1572 r., w czasie którego 
reformacja doszła w Polsce do zupełnego rozwoju. Przed- 
stawiliśmy kolejno : zniesienie sądów duchownych kościoła 
rzymsko-katohckiego i skutki, jakie ono wywarło na sto- 
sunki obywatelskie naszego kraju, usuwając główną prze- 
szkodę szerzenia się reformacji; ustalenie się trzech wy- 
znań ewangelickich: reformowanego czyli helweckiego, 
czeskiego i luterskiego czyli augsburskiego, jako też ich 
zjednoczenie, i powstanie antitrynitaryzmu czyli arjani- 
zmu albo socynjanizmu. Zakończyliśmy ten tom na zgo- 
nie Zygmunta Augusta, skłaniającego się widocznie ku 
nauce reformacji, a którego śmierć bez wątpienia prze- 
szkodziła ostatecznemu zwycięstwu zasad ewangelickich 
w naszym kraju. Drugi i ostatni tom tego dzieła będzie 
poświęcony smutnemu opisowi upadku reformacji w Pol- 
sce, pod naciskiem katolicyzmu, i opłakanym nastę- 
pstwom, które stąd wynikły dla naszej ojczyzny. 

Aczkolwiek wszędzie, gdzie przyszło nam wykazać czy 
to nieuczciwe postępowanie wrogów reformacji, dążących 
do zniszczenia jej w naszym kraju, czy też błędy i winy, 
którymi zwolennicy tejże wyrządzali szkodę zajmującej 
nas sprawie, staraliśmy się unikać namiętnych sądów i wy- 
rażeń; obawiamy się przecież, czy niechcący nie wyrazih- 
śmy się zbyt silnie, pod wpływem gorzkich uczuć, przepeł- 



— 9 — 

niających nasze serce, przy opisach religijnych i poli- 
tycznych klęsk naszej ojczyzny. Prosimy więc czj^telni- 
ka, by w takim razie zechciał nam wybaczyć, zważywszy 
na stan uczuć człowieka, który, wychowany przez bogo- 
bojną matkę w zasadach wyznania opartego na Piśmie 
świętem i nauczony od dzieciństwa uważać wyznanie to 
za jedyną podstawę doczesnego i wiecznego szczęścia 
a miłość rodzinnego kraju za nakazany zasadami tegoż 
wyznania święty obowiązek, zostaje pod silnem wraże- 
niem żalu nad zniszczeniem swej wiary i upadkiem swo- 
jej ojczyzny. Odpieramy przytem wszelkie zarzuty nie- 
nawiści lub niechęci ku wyznaniu kościoła rzymskiego, 
do którego należy wielu naszych drogich krewnych i przy- 
jaciół. Chociaż urodziliśmy się i wzrośliśmy w kościele 
reformowanym w Polsce, znaczna część naszej rodziny 
jest wyznania rzymsko-katolickiego, — i ta to okoliczność 
oraz niektóre inne spowodowały, iż mieliśmy w naszjmi 
kraju więcej stosunków z rz. katolikami niż z protestan- 
tami i stanowczo oświadczamy, iż nigdy nie doznaliśmy 
najmniejszej przj^krości z przyczyny naszego wyznania. 
Rzymscy katolicy w Polsce są niewątpliwie najwolno- 
myślniejsi i najmniej fanatyczni ze wszystkich w Europie; 
miło nam też będzie wyliczyć zdarzenia, w których nie- 
tylko świeccy ale nawet dostojnicy kościoła rz. katoli- 
ckiego, ożywieni uczuciem miłości ojczyzny, bronili praw 
swych ziomków ewangelickich. 

Londyn 18 września, 1883 r. 



CZĘŚĆ PIERWSZA. 



OD ZAPROWADZENIA W^IARY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ 

DO REFORMACJI LUTRA. 

(965-1517 r.) 



W 



edłag ogólnie przyjętego zdania, opartego na Wprowadzę 
starych kronikach, Mieczysław I, książę polski, przyjął jaństwa^do 
chrzest św. dnia 5 marca 965 r., skłoniony do tego Polski, 
prośbami żony swej Dąbrówki, księżniczki czeskiej; je- 
dnocześnie zniósł on pogaństwo, a zaprowadził chrze- 
ścijaństwo w swoich posiadłościach. 

Nie zgadza się wszelako ze zwykłym biegiem wy- 
padków ani ze zdrową krytyką dziejową, aby cały naród 
nagle wyrzekał się wiary s\vych przodków, chociażby 
dla światlejszej religji, jeżeli uprzednio nie był przygo- 
towany do tak potężnego przewrotu przez ciągły i nie- 
ustający wpływ nowych zasad. Jakkolwiek rozliczne 
i niejednolite były wierzenia północnych bałwochwalców, 
widzimy, że we wszystkich krajach stawiali oni mniej lub 
więcej silny opór, zanim ulegli wpływowi światła ewan- 
gelicznego. Ich opór był tam najzaciętszy, gdzie nauka 
chrześcijańska bywała wprowadzana siłą władzy świe- 
ckiej, przeciwnie zaś rzecz się miała, gdy była rozpo- 
wszechniana przez apostołów Ewangelji, zasługTijących na 
to miano. To też doświadczenie poucza, że kilku misjona- 
rzy, pozbawionych świeckiej potęgi i bogactw, lecz oży- 
wionych duchem chrześcijańskiej łagodności i miłosier- 
dzia, łatwiej pokonywało opór pogan, niźli potężni mo- 



— 12 — 

narchowie, którzy starali się ogniem i mieczem nawracać 
swych poddanych hib podbite narody. 

Nieprawdopodobne jest, aby Polska miała stano- 
wić wyjątek z tego prawidła ogólnego. Oczj^wiście nie 
brak dostatecznych dowodów historycznych, że promie- 
nie Ewangelji, które w IX stuleciu oświecały wiele na- 
rodów słowiańskich, przeniknęły do Polski na długi czas 
przed nawróceniem Miecz^^sława. Są także fakta dowo- 
dzące, że, po przyjęciu chrześcijaństwa przez panujących 
tego kraju, dawne pogaństwo walczyło pewien czas prze- 
ciwko powadze krzyża, zanim ostatecznie wygasło. 

Mówiąc o wprowadzeniu religji chrześcijańskiej do 
Polski, powinniśmy wspomnieć o sposobie objawienia się 
nauki Ewangelji śród wielkiej rodziny ludów słowiań- 
skich. Okoliczności, śród których odbył się ten wielki 
przewrót religijny, są szczególne i różnią się od tych, 
które towarzyszyły nawróceniu ogółu europejskich naro- 
dów. W istocie, aczkolwiek ludy słowiańskie były na- 
wrócone pod wpływem papieży, już na samym początku 
wprowadzenia chrześcijaiistwa śród nich dostrzegać się 
dają zarodki oporu przeciwko władzy Rzymu, przynaj- 
mniej w rzeczach dotyczących karności i zewnętrznych 
form nabożeństwa. Ten opór, który stale występował 
z mniejszem lub większem powodzeniem, przygotowywał 
grunt do reformacji Husa, która z pewnością byłaby ró- 
wnie potężna i rozległa jak reformacja Lutra, gdyby 
w^ówczas był już wynaleziony druk a silne jego współ- 
działanie mogło być użyte do szybkiego rozprzestrzenie- 
nia Pisma świętego. 
Rozległość Na początku IX stulecia słowianie zamieszkiwali 

posiadłości bardzo rozległą przestrzeń we wschodniej Europie. Ich 

słowianskicli o i j. ^ oj. 

w]Xstuieciu.posiadłości rozciągały się od Czarnego morza, wzdłuż 
Dunaju i na południo-zachód od tej rzeki, aż do brzegów 
Adrjatyku, zajmując z dawnych prowincyj państwa 
Rzymskiego : Panonję, Dację, Ihrję i Dalmację. Od pół- 



— 13 — 

nocnego wybrzeża. Adrjatyku słowiańskie osady ciągnęły 
si«^ wzdłuż granicy Tyrolu i Bawarji ku górnej Łabie, 
zajmując kraj pomiędzy tą rzeką a Salą, również jak 
prawy brzeg Elby, rozciągając się ponad południowem 
wybrzeżem Bałtyku od Jutlandji do ujścia Wisły. Od Wi- 
sły zajmowali całą przestrzeń pomiędzy tą rzeką a Duna- 
jem, z wyjątkiem wybrzeża Bałtyku, zamieszkanego przez 
inne plemiona. Tym sposobem posiadali oni ogTomny 
szmat kraju, którego znaczna część wchodzi obecnie 
w^ skład państwa austrjackiego, jako : Węgry, prowin- 
cje graniczące z Włochami i Tyrolem, Czechy i Morawy. 
Wielka część Saksonji, Marchja Brandenburska, Slązk, 
Pomorze i wyspa Eugja wchodziły w skład dzierżaw sło- 
wiań.skich. Terytorjum stanowiące dawmą Polskę i zna- 
czna część Rosji Europejskiej uzupełniały posiadłości 
tego wielkiego plemienia. 

Według autorów współczesnych liczne słowiańskie Fomarzą- 
plemię, podzielone na wdele pokoleń, rządziło się zasa- je i wierzenia 
dami samorządu ludowego. Zdaje się w\szelako, że uzna- 
w^ali oni ogólnie władzę naczelników dziedzicznych lub 
obieralnych, którzy spraw^owałi rządy za zezw^oleniem 
w"i'eców i wykonywali mniej więcej ograniczoną władzę, 
nadawaną im przez w^yżej wymienione zebrania ludowe. 

Pisarze bizantyjscy, którzy badali słowaan osiadłych 
nad brzegiem Dunaju, jako też germańscy misjonarze, 
którzy utrzymywali stosunki z tymi, co zamieszkiwali wy- 
brzeża Bałtyku, opisują ich jako oddanych rolnictwu, łago- 
dnych, lubiących życie rodzinne, dzielnych ale miłujących 
pokój, gościnnych dla obcych i przywiązanych do czci 
swoich bóstw. 

Słowiańska mitologja współzawodniczy ze staro, 
grecką co do piękności obrazów, ale jest w^olna od nie- 
moralności, każącej tamtą; zasady etyczne, -głoszone przez 
religję słowian, zdają się o wiele przewyższać wierzenia 
bałwochwalcze innych ludów Europy. 



— 14 — 

Jakkolwiek zajmujące byłoby badanie ich pocho- 
dzenia, obyczajów, wiary i dziejów, zakres tego dzieła 
nie pozwala niemi się zajmować. Wracamy zatem do 
przedmiotu bezpośredniego, którym jest nawrócenie sło- 
wian. 

Sw. Andrzej Dawne podanie opiewa, że św. Andrzej apostoł, ^ło- 

u słowian. ^ K- x ■ i-.j-- 

sząc Jliwangelję słowianom, posunął się az do miejsca, na 

którem później założono Kijów. 

Aczkolwiek nic się nie sprzeciwia temu podaniu, hi- 
storycznymi dowodami poparte ono być nie może. Nie 
posiadamy też żadnych dowodów, aby chrześcijaństwo 
tak wcześnie było rozprzestrzenione w tych stronach. 
Pominiemy zatem czasy niepewne, zatrzymując się na 
IX stuleciu, kiedy panowanie Ewangelji ostatecznie usta- 
liło się śród naszych przodków słowiańskich. 
Siady chrze- Trudiio przypuścić, aby słowianie, którzy graniczyli 

śród słowian na tak obszernej przestrzeni z chrześcijanami Wschodu 
przed X w. ^ Zachodu, zostać mogli zupełnie nieświadomi prawd 
ewangelicznych. Zdarzało się w istocie wiele nawróceń, 
wynikających z ich licznych stosunków z chrześcijana- 
mi tak podczas wojny jak i w czasie pokoju. Aczkol- 
wiek te nawrócenia zdarzały się częstokroć już w VII 
stuleciu, czego dowodzi zaliczenie słowian do narodów 
chrześcijańskich na VI-ym soborze w Konstantynopolu 
w r. 680, a nawet na stohcy patrjarszej w Bizancjum 
zasiadał słowianin w r. 766, wszelakoż nie zdaje się, aby 
chrześcijaństwo wprowadzone zostało jako religja panu- 
jąca przez którykolwiek z narodów słowiańskich przed 
połową IX stulecia. 

Około tego czasu bułgarowie, zamieszkujący brzegi 
Dunaju a pozostający w ciągłych i bezpośrednich sto- 
sunkach z Carogrodem, przyjęli chrześcijaństwo od gre- 
ckich misjonarzy. Na żądanie księcia, panującego w Wiel- 
kich Morawach, cesarz grecki Michał III posłał do tego 
kraju dwóch braci, Cyryla i Metodjusza, rodem z Tessa- 



— 15 — 

loniki, władających biegle językiem słowiańskim, aby tam 
opowiadali Ewangelję. Nestor, najdawniejszy z kronika- 
rzy słowiańskich, stanowczo twierdzi, że mieszkańcy Mo- 
raw byh ochrzczeni jeszcze przed przybyciem Cpyla i Me- 
todjusza i że ci powołani zostali głównie dla przełożenia 
Pisma Świętego na język słowiański. Dokonali oni tego 
ważnego dzieła ku wielkiemu zadowoleniu ludności sło- 
T\dańskiej. Nestor mówi: „I słomanie radowah się, gdy 
im we własnej ich mowie głoszono wielkość Boga." 

Z archiwów papieskich dowiadujemy się, że Mo- 
rawy podlegaiy władzy duchownej arcybiskupa Passa- 
wskiego około roku 820 — 830. Arcybiskup Salcburgu po- 
śmęcił r. 836 kościół w Nitrze, mieście położonem na 
WęgTzech, podówczas należącem do W. Moraw. Lecz, 
zdaje się, że morawianie, żyjąc w ciągłej z niemcami 
niezgodzie, uczuwah silny wstręt do form nabożeństwa 
przez tychże im narzuconych, które nie dozwalały im 
przemawiać do Najwyższej Istoty w ojczystym języku. 

Ogólnie t^\ierdzą, że Cyryl i Metodjusz, dla doko- 
nania przekładu Pisma S-go, w}Tialeźli słowiańskie litery, 
używane jeszcze dotychczas i znane pod nazwą kirylicy. 
Wszelakoż mamy powody do przypuszczenia, że słowianie 
znali użytek liter i osiągnęh znaczny stopień cyAvihza- 
cji jeszcze przed na^vróceniem się do chrześcijaństwa. 
W istocie, jakkolwiek znakomicie uzdolnieni byli Cyryl 
i Metodjusz, trudno przypuszczać, aby mogli dokonać 
tak doskonałego przekładu w języku poprzednio nieroz- 
winiętym. 

Prokopjusz, pisarz bizantyjski, żyjący w VI stuleciu, 
i sławny bjograf Karola Wielkiego, Eginhardt, który pi- 
sał w Vni wieku, zgodnie twierdzą, iż wszystkie naro- 
dy słowiańskie mówiły podówczas jednym językiem. To 
zdanie jest potwierdzone świadectwem Nestora, który 
żył w XI stuleciu, a także faktem, iż Biblja Cyiyla i Me- 
todjusza używana jest u wszystkich narodów wschodnie- 



— 16 -. 

go kościoła i że te same narody zachowały dotycliczas 
w swej liturgji JQzyk tejże Biblji. Szybkie powodzenie 
prac Cyryla i Metodjusza przypisać też należy tej wspól- 
ności narzecza śród słowian. 

Właśnie w owym czasie toczyły się spory między 
patrjarcbą Konstantynopolitańskim a papieżem, które do- 
prowadziły do ostatecznego rozdwojenia między kościo- 
łami wschodnim i zachodnim. Jednym z najważniejszych 
powodów do nieporozumień między Konstantynopolem 
a Rzymem był spór o panowanie nad nowonawrócony- 
mi ludami słowiańskimi. Oczywiste jest, iż Cyryl i Me- 
todjusz uznawali zwierzchnictwo papieża, pomimo że 
śród nowonawróconych zaprowadzali obrządek wscho- 
dniego kościoła i odprawiali nabożeństwa w ich narodo- 
Avym języku, albowiem bogobojne ich prace uzyskały cał- 
kowite uznanie papieża Jana VIII, przed sąd którego 
pozwani zostali dla wytłómaczenia się ze swego postę- 
powania. Powodem gotowości papieża w przyjęciu for- 
my nabożeństwa, na którą następcy jego rzadko i nie- 
chętnie się zgadzali, była zapewne obawa, aby w sporze 
między nim a patrjarchą greckim misjonarze słowiańscy^ 
na wypadek odmownej z jego strony odpowiedzi, nie uchy- 
Hli się od posłuszeństwa biskupowi rzymskiemu, poddając 
się jego przeciwnikowi. Bądź co bądź, Cyryl i Metodjusz 
(który został arcybiskupem Moraw) przez całe życie 
głosili Ewangelję, wyświęcali księży i udzielali sakramen- 
tów według obrządku kościoła wschodniego, posługując 
się przy wszystkich swych czynnościach językiem krajo- 
wym i, niezrażeni różnemi trudnościami, wytrwali na mą- 
drze obranej drodze. 
Wpływ ich na Świątobliwi ci mężowie apostołowali ni ety Iko na Mo- 
Poiskę. pa^yach, ale i w innych krajach słowiańskich. Dokona- 
li oni nawrócenia Czech 871 r., zaprowadziwszy tam 
obrządek słowiański, który przetrwał do 1094 r., kiedy za 
sprawą .Rzymu całkiem zniesiony został. Przypuszczać 



— 17 — 

należy, iż odwiedzili też Polskę, a nie ulega wątpli- 
wości, że uczniowie ich byli bardzo czynni w naszym 
kraju. ^Z 

Mamy w dziejach naszych podanie o królu Piaście, 
założycielu dynastji, która panowała w Polsce do poło- 
wy XIV w. a na Ślązku i Pomorzu aż do XVII stulecia. 

Powiadają, że ten Piast, rolnik i kołodziej, mie- 
szkał blizko Kruszwicy, dawnej stolicy Polski, i sławny był 
z cnót, a zwłaszcza z wielkiej gościnności. 

Pewnego dnia, gdy siedział z żoną przede drzwiami 
swej chaty, dwaj aniołowie, w postaci podróżnych, za- 
trzymali się u jego progu, prosząc o gościnę. Piast przy- 
jął ich jak najuprzejmiej, a oni przed odejściem dali się 
mu poznać, przepowiadając rychłe wyniesienie jego na 
tron. Niebawem rodzina panująca wygasła, a Piasta 
obrano ogólnem głosowaniem na panującego, jako naj- 
cnotliwszego w narodzie. Skłonni jesteśmy do przypu- 
szczenia, że owi aniołowie byli misjonarzami chrześcijań- 
skimi, których poganie, ze względu na wzniosłość ich za- 
sad, uważali za istoty nadludzkie, a to nasze przekona- 
nie poparte jest twierdzeniem kronikarza Marcina Galla, 
który wyraźnie nazywa ich gośćmi, nie znajdując w ich 
powierzchowności widocznie nic cudownego ani nadprzy- 
rodzonego. Mogli to być właśnie Cyryl i Metodjusz, któ- 
rzy w apostolskich swych wędrówkach uważali za stoso- 
wne odwiedzenie człowieka cieszącego się wysokiem po- 
ważaniem w kraju. 

Nadzwyczajne powodzenie gorliwej apostolskiej dzia- Powody po- 
ła Iności Cyryla i Metodjusza przypisać należy prawdzi- ^^*^*^pracy ^^^ 
wie chrześcijańskiemu duchowi, w jakim dokonywali na- apostolskiej. 
wracania, a zdaje się, iż żadne samolubne względy ko- 
rzyści światowych prac ich nie kaziły. Nigdy też nie sta- 
rali się oni używać chrześcijaństwa jako narzędzie do ce- 
lów politycznych, nie głosili nikczemnej nauki bezwarunko- 
wego poddania się wstrętnemu jarzmu zaborczych cudzo- 

Zarys dziejów reformacji. Tom I. 2 



— 18 — 

ziemców w imię ewangelicznych zasad łagodności, cier- 
pliwości i wyrozumiałości. Całkiem odwrotnie postępo- 
wali misjonarze germańscy, niejednokrotnie próbujący na- 
wracania sąsiednich słowian; oni bo zaAvsze podporządko- 
wywali sprawę chrześcijaństwa celom politycznym i, gło- 
sząc słowo Boże, torowali drogę panowaniu cesarzów 
niemieckich; wszystkie słowiańskie kraje, nawrócone przez 
zachodnich misjonarzy, zupełnie podległy wpływowi ger- 
manów, którzy z nieubłaganą zawziętością niszczyli ich 
język i ustawy, podczas gdy Cyryl i Metodjusz nie na 
ruszali tych twierdz narodowości, drogich każdemu naro- 
dowi, który nie spadł na najniższy stopień upodlenia. 
Okoliczność ta dostatecznie objaśnia powodzenie tych bo- 
gobojnych i wolnomyślnych misjonarzy i zarazem tłóma- 
czy przeszkody ogólnie napotykane przez duchowieństwo 
niemieckie, którego dzieło nawracania jednoznaczne by- 
ło ze zniszczeniem. 

Po ostatecznem rozdwojeniu się kościoła na wscho- 
dni i zachodni, papieże gorliwie starali się o zniesienie 
nabożeństwa w narodowym języku i komunji pod dwie- 
ma postaciami od kościoła greckiego przejętych; synod 
w Salonie r. 1060 ogłosił nawet Metodjusza heretykiem 
a słowiański alfabet wynalazkiem djabelskim. Wszela- 
ko, wbrew usiłowaniom papieskim, przywileje te nigdy 
nie mogły być zniesione całkowicie. Mamy dowody dzie- 
jowe, że, aczkolwiek ogół słowiańskich kościołów przy- 
jął obrządek rzymski, liturgja narodowa utrzymywała się 
przez dłuższy czas w wielu okolicach Czech, Moraw, 
Ślązka i Polski, niekiedy na przekór Rzymowi a niekie- 
dy za jego przyzwoleniem. 
Kościół na- Reformacja Husa czerpała największe poparcie z du- 

w Polsce, cha niezależności, przejawiającego się w tradycyjnem 
przywiązaniu do narodowych kościołów. 

W czasie gdy Cyryl i Metodjusz stali na czele ko- 
ścioła Wielkich Moraw, południowo-zachodnia część Pol- 



— 19 — 

ski (która stanowiła późniejszą Małopolskę) wchodziła 
w skład tego potężnego państwa. Djecezja Welehradu, sto- 
licy Moraw, której Metodjusz był pierwszym arcybiskupem, 
rozciągała się po brzegi Styrii, rzeki płynącej w dzisiej- 
szej gubernji Wołyńskiej. Stąd jasno, że chrześcijaństwo, 
według obrządku ustanowionego w^ Morawach, głoszone 
bj^ło i w pomienionych częściach Polski, gdzie zresztą 
rozprzestrzeniało się ono również od sąsiadujących z nią 
dzierżaw cesarstwa Bizantyjskiego. Ta okoliczność pro- 
wadzi do wniosku, że obrządek narodowy, czyli słowiań- 
ski, przeważał w większej części Polski, zanim został za- 
stąpiony przez wzrastający wpływ romanizmu. 

Wszelkie wiadomości, jakie posiadamy o tym zaj- 
mującym przedmiocie, pochodzą od rzymsko-katolickich 
a przytem duchow^nych pisarzy, wskutek czego tchną 
silnem uprzedzeniem do wszystkiego, co stawia opór je- 
dnostajnym prawom papiestwa. Lecz jakkolwiek szczu- 
płe tylko i niedostateczne wiadomości zdołaliśmy zebrać 
w tej kwestji, są one wystarczające dla stwierdzenia faktu, 
iż wyżej wymieniony kościół narodowy istniał w Polsce 
przez czas dhigi. Kronikarze stanowczo twierdzą, że 
w r. 949 m Orawianie założyli na Kleparzu, pod Krako- 
wem, kościół Św. Krzyża z zachowaniem liturgji i języka 
narodowego. 

Królowa Jadwiga Andegaweńska (r. 1399), dla swei Królowa 

11.. .1 1 Jadwiga. 

bogoDojnosci, cnót i zalet osobistych przez polaków uwiel- 
biana, była wielką ^zwolenniczką nabożeństwa narodowe- 
go. Pomiędzy wielu pobożnymi i pożytecznymi zakła- 
dami ustanowiła ona kolegjum benedyktynów św. Krzy- 
ża, zwane kolegjum braci słowian. W kolegjum tem 
nabożeństwo odbywało się w języku liturgicznym, czego 
dowodzą księgi liturgiczne dotąd zachowane. Nasz sła- 
wny dziejopis Długosz, żyjący przy końcu XV stulecia, 
często się tam udawał dla przysłuchiwania się pięknym • 
śpiewom w języku narodowym. Pismo Święte, a przy- 



— 20 — 

najmniej większa jego część, życie ojców kościoła obja- 
wienie Św. Brygidy, niektóre homilje i dzieła wielu innycti 
pobożnych pisarzy przełożone do użytku tej bogobojnej 
królowej, która pilnie czytała dzieła religijne. Upodoba- 
nie królowej Jadwigi do języka kraju, poddanego jej 
rządom, zadziwia nas tem bardziej, że się urodziła i do 
piętnastego roku życia wychowywała na Węgrzech. Ojciec 
jej, Ludwik Wielki, król węgierski, aczkolwiek j)anował 
nad Polską lat dwanaście, dwa razy tylko odwiedził na- 
szą ojczyznę. Dwór jego był raczej włoskim, a z pewno- 
ścią bynajmniej nie polskim, gdyż Ludwik zajęty był prze- 
ważnie wojną z wenecjanami i sprawami sławnej Joan- 
ny Neapolitańskiej, małżonki brata jego Andrzeja. Po- 
mimo to córka jego okazywała serdeczne przywiązanie do 
wszystkiego, co miało styczność z jej przybraną ojczyzną. 
Jej wyższy rozum rządził jej wzorową pobożnością, łatwo 
więc dostrzegła, że, aby religja mogła wywierać błogi 
wpływ na dusze ludzkie, należy przy odprawianiu wznio- 
słych obrzędów i głoszeniu dobroczynnych zasad posługi- 
wać się językiem zrozumiałym dla ogółu narodu. Jakkol- 
wiek umysł jej był oświecony, nieprawdopodobne jest, aby 
się odw^ażyła na wprowadzenie tego, co uważane byłoby 
za zuchwałe nowatorstwo, gdyby uprzednio przyjęte zwy- 
czaje nie usprawiedliwiały postępowania królowej, po- 
bożność i prawowierność której nigdy nie były podawa- 
ne w wątpliwość. 
Świadectwo Uczony Siarczyński, jeden z najznakomitszych na- 

Kuckich «zych antykwarjuszów, wyraźnie twierdzi, że do XIV 
stulecia nabożeństwo w języku narodowym było bardzo 
rozpowszechnione w Polsce. Ścisłe a dokładne jego ba- 
dania i zdrowa krytyka nadają temu świadectwu wielką 
wiarogodność, a znany jego charakter jako gorliwego 
księdza katohckiego wyłącza tu wszelkie podejrzenie 
stronniczości. Wielebny Juszyński, także ksiądz katoli- 
cki, znany ze swej nadzwyczajnej erudycji i bystrego 



— 21 — 

krytycyzmu, najzupełniej zgadza się z tern zdaniem; opie- 
rając się na nieAvątpliwych powagach, dodaje on, że re- 
formatorowie XVI stulecia przyjęli dla użytku swoich 
uczniów wiele pieśni z dawnego narodowego kościoła 
w Polsce. Twierdzi także, że Marcin Trąba, arcybiskup 
gnieźnieński, który brał udział znakomity w soborze 
konstanckim, będąc wielkim zwolennikiem narodowego 
nabożeństwa, rozkazał, aby księgi liturgiczne były prze- 
tłómaczone na język polski. Egzemplarze tego przekładu 
były przechowywane w księgozbiorze Załuskich, który 
został przewieziony do Petersburga po upadku Polski 
1794 r. Juszyński zapewnia że do 1500 r. brewjarze 
polskie często bywały używane. Dodamy jeszcze, że Wa- 
powski, pisarz XVI stulecia, mówi: „Narodowe nabo- 
żeństwo niedawno zatraciło się u nas — a niewątpliwe 
jest, że w jednem miejscu odprawiało się ono do począ- 
tku XVI wieku."*) 

Te kościoły, zachowujące nabożeństwo w ludowym ^W]^^ ^^^' 
jęzj^ku, uważać można za Avarownie, chroniące ducha narodowych 
narodowego tak od zachcianek Pzymu jak i od na- 
poru germanizmu. Wpływ niemców, dążących nie- 
ustannie do ustalenia systemu feudalnego, zarówno ni- 
szczył narodoAYC ustawy słowian, jak i wpływ Rzymu, 
stale dążącego do urobienia wszystkich narodowości po- 
dług jednolitego systemu swej polityki duchownej. Temu 
to duchowi narodowemu zawdzięczamy niewątpliwie cią- 
gły opór stawiany przez Polskę nieograniczonej władzy 
Rzymu. Opór ten (z wyjątkiem poszczególnych kilku 
sekt, o których później będzie mowa) odnosił się tylko 
do zewnętrznych form nabożeństwa, do karności kościelnej, 

*) Obecnie z dawnych zabytków literatury religijnej polskiej do końca XIV 
-wieku, oprócz pieśni ,.13oga Rodzica" i kilku innych, posiadamy zachowane i odna- 
lezione: 1} Tłumaczenie psalm(3w z XIII wieku, znane pod nazwą , Psałterza Flor- 
jańskiego;" 2) .Kazania świf^tokrzyskie," odnalezione przez prof. A. Rriicknera 1891 
r. ; 3) „Kazania gnieźnieńskie," wydane przez W. Nehringa, i kilka innych drołjniej- 
szych zabytków. Patrz Chmielou-ski ,Hist. lit. polskiej-' 1. 74. H. M. 



22 

przywilejów duchowieństwa i władzy jego nad świe- 
ckimi, pozostawiając nienaruszonemi niepojęte tajemnice 
wiary i jej oderwane dogmaty. Była to walka władzy 
duchownej ze świecką, spór między jednością rzymsko- 
katolicką a niezależnością narodową. Tej ostatniej bro- 
nili nietylko panujący, zazdrośni o władzę obcych, wtrą- 
cających się do ich rządów, ale także i szlachta, spogląda- 
jąca podejrzliwie na przewagę duchowieństwa, upatrując 
w niej niebezpieczne współzawodnictwo dla własnych 
wpływów. Tym duchem zdają się być ożywieni nietylko 
świeccy, aJe i sami duchowni, jakkolwiek uznający pa- 
pieża głową kościoła katolickiego, stawiający jednak opór 
jego władzy w wielu rozporządzeniach, zwłaszcza tyczą- 
cych się bezżeństwa księży, któremu to rozkazowi du- 
chowieństwo polskie uległo z większym wstrętem niż 
w innych krajach. 
Chrzest Teraz skreślimy obraz walki, która, osłabiając powagę 

Mieczysława, j^^ymu W naszym kraju, w następstAvie przyczyniła się wiel- 
ce do rozwoju reformacji. Zaczniemy od treściwego przed- 
stawienia stosunków istniejących w Polsce między wła- 
dzą duchowną a świecką od chwili zaprowadzenia chrze- 
ścijaństwa do reformacji XVI w. Jeżeli chrzest Mieczy- 
sława I-go (965 r.) przypisać należy pobudkom świato- 
wym, sądzimy, że do tego ważnego kroku skłoniły go 
raczej względy polityczne, niż przywiązanie do czeskiej 
księżniczki Dąbrówki, o którem opowiadają kronikarze. 
Wiemy, że hołdował on z części swoich posiadłości Ot- 
tonowi I-mu; dla zapewnienia więc sobie przyjaźni te- 
goż zniewolony się czuł poniekąd do przyjęcia chrześci- 
jaństwa. Tej okoliczności prawdopodobnie przypisać 
należy, że chrześcijaństwo według obrządku rzymskiego, 
przyjętego w Niemczech, nie zaś według obrządku na- 
rodowego, zaprowadzonego na Morawach, uznane zo- 
stało za religję panującą w Polsce. 
Opór bal- Nawrócenie polskich bałwochwalców nie było wszak- 

że łatwem zadaniem. Według naszego dziejopisa Długo- 



- 23 — 

sza, lud bardzo niechętnie rozstawał się ze swymi bał- 
wanami, Ictóre Mieczysław po swem nawróceniu Icazał 
niszczyć w całem państwie. Ten sam autor mówi, że w r. 
980 (15 lat po nawróceniu Mieczysława) połowa Polski 
trzymała się jeszcze dawnych swych wierzeń. Za pano- 
wania tego monarchy założono pierwsze biskupstwo pol- 
skie w Poznaniu i poddano je pod władzą arcybiskupa 
mogunckiego a następnie pod jurysdykcję arcybiskupa 
magdeburskiego. 

Po Mieczysławie wstąpił na tron 972 r. syn jego 
Bolesław I Chrobry, któiy z większą niż ojciec gorli- 
wością wypleniał resztki pogaństwa. Środki, jakich 
używał do tego, zgodniejsze były z barbarzyństwem 
owego wieku, niż z duchem Ewangelji. Wiele zwycięstw 
uświetniło panowanie tego króla, — lecz te należą raczej 
do dziejów politycznych naszego kraju, my zaś musimy 
ograniczyć się na opowiedzeniu wypadków, mających bez- 
pośredni związek z przedmiotem naszego opowiadania; 
dodamy tylko, że Bolesław zagarnął pod swe berło po- 
łudniowo-zachodnią część Polski, która kolejno stanowiła 
część Wielkich Moraw i Czech, gdzie, jakeśmy wspo- 
mnieli, chrześcijaństwo z narodową liturgją i obrządkami 
wschodniego kościoła zaprowadzone było przez Cyryla 
i Metodjusza. Ta okoliczność sama przez się wiodła 
do rozszerzenia owych obrzędów i liturgji w innych czę- 
ściach Polski, gdzie niew^ątpliwie wielu misjonarzy z Mo- 
raw i Czech, jako znających język narodowy^ zajmowało 
się nawracaniem pogan. Wpływ kościoła Morawskiego, 
trzymającego się obrządku greckiego, pozostawił w Polsce 
ślady, z których najważniejszym był zacho\\"ywanie po- 
stów według przepisów kościoła wschodniego aż do 
r. 1248, kiedy rozporządzenie Rzymu złagodziło ich su- 
rowość. 

Około r. 1000 cesarz Otton III przybył do Polski dla 
odwiedzenia grobu św. Wojciecha w Gnieźnie, owcze- 



— 24 — 

snej stolicy Polski. Pielgrzymka ta miała cel zarówno 
polityczny jak religijny. Bolesław przyjął swego zna- 
komitego gościa z wielką czcią i przepychem. Cesarz 
odpłacił Bolesławowi za gościnność nadaniem mu godno- 
ści królewskiej i przelewając nań władzę swą cesarską 
• w sprawacti duchownych, nietylko Polski, ale wszystkich 
krajów już podbitych, albo mogących być przez kró- 
la zawojowanymi. Stąd możeni}^ wnosić, że, chociaż ce- 
sarze nie wykonywali owych praw w Polsce, to przynaj- 
mniej rościli sobie do nich pretensje. Sławne to widze- 
nie się z cesarzem ważne jest i z tego względu, że przy- 
czyniło się do upośledzenia obrządku narodowego przez 
zwiększenie przewagi łacińskiego obrządku, wzmocnione- 
go przez wpływ Niemiec. 

Niezliczone zastępy zakonników, ślepo oddanych 
Rzymowi, przybyły wówczas do Polski z zachodu Euro- 
py. Zdaje się, iż klasztory w owym czasie zapełnione 
były niemal wyłącznie przez cudzoziemców, niechętnych 
wszystkiemu, co miejscowe i narodowe, a dążących do 
wykorzenienia liturgji w krajowym języku, którego nie 
rozumieli, nazywając go mową barbarzyńską. Bolesław, 
nie zmieniając surowości postępowania z przeciwnikami 
religji chrześcijańskiej, wywołał gwałtowne zaburzenia, 
które jednak mu się stłumić udało. 

Po śmierci Bolesława (r. 1025) syn jego Mieczysław 
II, ulegający całkowicie wpływowi królowej Ryksy,. sio- 
stry Ottona III, został znienawidzony przez swoich pod- 
danych. Panowanie jego zakłócały ciągłe powstania, 
głównym powodem których było wymaganie dziesięcin, 
nakładanych przez duchowieństwo na nowych chrześci- 
p^gaislwa Jan- Po śmierci jego (1034 r.) królowa wdowa Ryksa 
podczas sprawowała rządy podczas małoletności syna swego Ka- 

małolctnosci ^ ^ j l i i ■ i i • i 

Kazimierza I. zimierza I-go. Królowa ta zawsze była nielubiana, a pod- 
czas jej regencji niezadowolenie wzrosło w kraju tak, że 
zmuszona była opuścić Polskę i wyjechać wraz z sy- 



25 



nem do Niemiec. Powstańcy znieśli chrześcijaństwo wraz 
z tytułem królewskim i wski'zesili bałwochwalstwo, po- 
wierzając rządy nad krajem przywódcy swemu Masła- 
wowi, acz bez nadania mu godności królewskiej lub 
książęcej. 

Wydarzenie to należy uważać nietylko za ostatnią 
walkę pogaństwa z chrześcijaństwem, ale także jako walkę 
ustroju opartego na wiecach ludowych, które rządziły 
dawnymi słowianami, z formą władzy monarćhicznej, świe- 
żo z Niemiec do Polski przeniesionej. Duchowieństwo 
było znienawidzone głównie z tego powodu, iż przewa- 
żnie składało się z cudzoziemców, a według świadectwa 
pisarzy współczesnych, moralność jego dużo zostaAviała 
do życzenia. Kraj pozostawał przez długie lata w bar- 
dzo smutnych warunkach, aż naród znuŻ5'-ł się anarchją 
a chrześcijańskie stronnictwo wzięło górę. WÓAvczas to 
przywołano z Niemiec Kazimierza, którego przyjęto 
z wielką radością. Usprawiedliwił on też nadzieje na- 
rodu, mądre zaprowadził porządki w kraju i zagoił ra- 
ny, zadane ojczyźnie poprzedniemi wstrząśnieniami. Ze 
śmiercią Masława, pojmanego i straconego, znikło z Pol- 
ski stronnictwo pogańskie na zawsze. 

Teraz wypada nam wspomnieć o jednym z naj- 
ważniejszych wypadków początkowych dziejów Polski, 
to jest o kłótni Bolesława Śmiałego z biskupem krako- 
wskim Stanisławem Szczepanowskim. Długosz, najsła- 
Avniejszy z dawn^^ch naszych historyków, podaje nastę- 
pujące szczegóły o tem ważnem zdarzeniu, zakończonem 
śmiercią Szczepanowskiego (w r. 1078) : „Król Bolesław, 
ośmielony ciągłemi powodzeniami i zepsuty długim po- 
bytem w Kijome, stolicy Eusi (sławnej ze swych bogactw 
i wyszukanego zbytku bizantyjskiego), stał się zuchwa- 
łym, gAvałtoT\Tiym i rozpustnym. Stanisław Szczepano- 
wski śmiało strofował za nieporządne życie monarchę, któ- 
ry, podrażniony stanowczem wystąpieniem biskupa, za- 



Pokonane 
pogaństwo 

znika 
z Polski. 



Bolesław 
Smialj 

i Szczepa- 
nowski. 



— 26 — 

bił go własnoręcznie u stóp ołtarza. Papież Grzegorz 
VII wyklął świętokradzl^iego króla, który, opuściwszy 
tron i kraj, zmarł na Węgrzech jako Avygnaniec." Oto 
treść opowiadania, powtarzanego przez wszystkich innych 
historyków, zarówno polaków jak i cudzoziemców. Wsze- 
lako ostra krytyka niektórych współczesnych pisarzy 
przedstawia to zdarzenie w świetle całkiem odmiennem. 
Niewątpliwe jest, że biskup został pozbawiony życia 
a król zmuszony do opuszczenia tronu i państwa, lecz 
okoliczności tym wypadkom towarzyszące zupełnie były 
inne od powszechnie uważanych za prawdziwe. 

Spór między Bolesławem a Stanisławem Szczepa- 
nowskim możemy uważać jako walkę władzy świeckiej 
z duchowną, która wówczas zakłócała spokój wielu kra- 
jów Europy. Należy nadmienić, iż monarchowie polscy 
zawdzięczali godność królewską cesarzom, nie zaś papie- 
żom, niechętnie im ten tytuł przyznającym. Dlatego 
łatwo przypuścić, iż w kłótni między papieżami a cesa- 
rzami królowie polscy stawali po stronie tych ostatnich, 
którzy nadali im też prawo rozdawania duchownych go- 
dności w Polsce. Bolesław zazdrosny był o prawa 
swego narodu i władzy: zabronił on nadawania go- 
dności duchownych cudzoziemcom, korzystającym wów- 
czas niemal wyłącznie z dochodów kościelnych, i nało- 
żył na dobra duchowieństwa te same podatki i ciężary, 
jakie ponosili inni jego poddani. Pierwsze z tych roz- 
porządzeń samo przez się obraziło Ezym, dążący do obda- 
rowywania sług swoich bogatemi beneficjami każdego 
kraju, podlegającego duchownej jego władzy. Drugie, 
odbierające duchowieństwu korzyści materjalne, obudziło 
nienawiść tego stanu do króla. AVszelako potęga Bole- 
słaAva była tak wielka, że duchowieństwo poddało się tym 
rozporządzeniom. Lecz niebawem powstał opór nietylko 
śród duchowieństwa, ale i śród możnych przeciw królo- 
wi, dążącemu do zniesienia przywilejów duchowieństwa 



— 27 — 

i do powstrzymania usiłowań możnowładztwa, litf3re, wzno- 
sząc się na ruinach daAvnych słowiańslcicłi ustaw ludo- 
wycli, osłabiało władzę monarszą. Zdaje się, że Szcze- 
panoAYslii był głową i główną sprężyną stronnictwa, 
w obronie litórego oddał życie. 

Mamy dostateczne powody do przj^puszczania, że 
śmierć Szczepanowskiego była następstwem wyrolsu są- 
dowego. To, że po śmierci głowa jego została odcięta 
a ciało porąbane na l^awałlci, zdaje się wslfazywać, iż 
wyłionano na nim wyroić, często wydawany w owycłi 
barbarzyńslcicli czasacti, a zarazem wyłącza przypuszcze- 
nie, iżby miał paść ofiarą gwałtownego wybucliu gniewu 
liróla. Bardzo niezadowalające są świadectwa daAvnycłi 
kronikarzy o tem pamiętnem zdarzeniu: opowiadanie 
Galla, żyjącego w czasach blizkich temu wypadkowi, 
bpiajmniej nie jest dla biskupa pochlebne, a sprawo- 
zdanie Kadłubka, który żył w XIII w., wydaje się być 
dodatkiem późniejszym. Długosz, uważający Szczepa- 
nowskiego za świętego i męczennika, przytacza jednak 
wiele zarzutów podnoszonych przeciw biskupowi przez 
Bolesława dla usprawiedliwienia krwawego czynu. Ten- 
że autor opowiada z pobożnem oburzeniem, iż wielu 
współczesnych obwiniało biskupa o zdradę kraju i rozwią- 
złe życie, za co też słusznie, zdaniem ich, został ukarany. 

Ta ostatnia okohczność dowodzi, że ki^ól popierany 
był przez silne stronnictwo w narodzie, nie wierzące w pra- 
wość Szczepanowskiego, kanonizow^anego o wiele lat j)ó- 
źniej, bo w 1254 r. Bolesław, zniewolony do opuszczenia 
tronu i ojczyzny, przeniósł się na Węgry, zabierając z so- 
bą małoletniego syna Mieczysława ; ale sądzimy, że z kra- 
ju wygnały go połączone wpływy możnowładztwa i du- 
chowieństwa, nie zaś klątwa Grzegorza VII, albowiem 
zbiór dekretalij papieskich nie zawiera bulli tej treści.*) 



*) Kwestja zabójstwa Stanisława Szczepanowskiego wzbudziła całą spe. 
cjalną literaturę historyczną. Antjklerylialny charakter badania noszą prace Cza- 



— 28 — 

V 

Nieprawdopodobne jest, aby fakt tyle korzystny dla 
zwierzchnictwa Rzymu nad monarchami chrześcijański- 
mi, gdyby się był wydarzył, mógł być pominięty w doku- 
mentach papieskich. Okazuje się stąd, jak potężny już 
wtedy był wpływ możnowładztwa i duchowieństwa, skoro 
zdołał pokonać króla, opromienionego chwałą zwycięstw 
wojennych i lubianego przez niższe warstwy narodu. 
Udziału arystokracji w zdetronizowaniu Bolesława do- 
wodzi obawa tejże przed synem jego, Mieczysławem. 
Książę ten, przedstawiany jako bożyszcze prostego ludu, 
zmusił stryja swego, Władysława Hermana, do podzie- 
lenia się z nim najwyższą władzą; wkrótce jednak mło- 
dociany syn Bolesława Śmiałego otruty został przez pa- 
nów, bojących się zemsty jego za ojcowskie krzywdy. 
Zniesienie niektórych rozporządzeń Bolesława Śmiałego 
jako też zmiany w ustawach zaprowadzone za brata je- 
go Władysława Hermana dostarczają nowych dowodów 
na poparcie naszego twierdzenia o wrogiem usposobie- 
niu możnowładztwa względem Bolesława H. 

Następstwa Wygnanie Bolesława ustaliło przewagę duchowień- 

Vtronr stwa. Panowanie Władysława Hermana, będące wynikiem 

Bolesława II. zwycięstwa kościoła nad państwem, musiało być korzy- 
stne dla zwiększenia wpłyAvu duchowieństwa. Po Wła- 
dysławie nastąpił syn jego Bolesław Krzywousty, sła- 
wny z wielu zwycięstw, a mianowicie z podboju i na- 
wrócenia pomorzan. Panowanie jego musiało zadowa- 
lać duchowieństwo, gdyż pozostawał z niem stale w do- 
brych stosunkach. Przykład stryja jego Bolesława Smia- 



ckiego, Skurskiego, Swieźawskiego, Kouiarniekiego, Stefczyka, Angersteina (nie- 
miecka), Gnmplowicza, Sobieskiego. Prawdziwe motywy tragedji krakowskiej po- 
zostaną prawdopodobnie tajemnicą na zawsze. Ciekawa jest hypoteza Gumplowi- 
cza, że biskup zginął właśnie jako obrońca obrzędu narodowego słowiańskiego 
przeciwko królowi, ])roniącemu praw Rzymu. W następstwie kościół rzymski, wi- 
dząc przywiązanie narodu do męczennika, gdy przyczyny męczeiistwa zatarły się 
w pamięci potomnych, przekształcił wroga na otiarę dla Rzymu i przeprowadził 
kanonizację biskupa. H. M. 



- 29 — 

łego zbyt jeszcze był świeżo w pamiąci a do naśladowania 
nie zachęcał. Krzywousty, umierając 1139 r., zniweczył 
skutki długiego i pomyślnego panowania podziałem swycłi 
dzierżaw między czterech synów. 

Wojny domowe, obce najazdy i ogólne rozprzężenie Podział Poi- 
były opłakanem następstwem tego niepolitycznego kroku, ne księstwa, 
Taki stan rzeczy, trwający około 200 lat, był nader ko- wplywo^wl 
rzystny dla w^zmocnienia potęgi duchowieństwa. Władza i^ichowien- 
monarsza, podzielona między wielu panujących i osłabio- 
na nieustannymi ich sporami, wciąż upadała ; podczas gdy 
duchowieństAYO, połączone ściśle, popierało interesa swe 
z taką jednomyślnością, z jaką każde dobrze zorganizo- 
wane stowarzyszenie dąży do wspólnego celu. Wielu ksią- 
żąt, panujących w tych niespokojnych czasach, starało 
się poprzeć swą władzę wpływami kościoła; wszelakoż 
ta potężna pomoc zawsze okupywana być musiała bądź to 
hojnemi darowiznami, bądź nadawaniem przywilejów. Je- 
dnak, pomimo tych wszystkich korzyści, władza ducho- 
chowieństwa, rządzącego w owej epoce w całej zacho- 
dniej Europie, była, o ile się zdaje, niepewna w Polsce, 
gdzie często brakło jej siły do pokonania oporu dro- 
bnych udzielnych książąt. 

Synod zwołany do Łęczycy w r. 1180 jest pier- Synod 
wszem tego rodzaju zebraniem w Polsce. Ponieważ je- ^^^^ 
dnak udział w nim brało nietylko duchowieństwo, ale 
też książęta i panowie świeccy, należy przeto uważać 
go raczej za sejm, niż za zgromadzenie duchowne. Naj- 
ważniejszą z uchwał jego było postanowienie, pod grozą 
klątwy zabraniające książętom przywłaszczania sobie 
dóbr i ruchomości po zmarłych biskupach. 

Jednakże, wbrew temu uroczyście przyznanemu przy- Władysław 
wilejowi, Władysław Laskonogi, książę krakowski (od żąda spadku 
r. 1212 do 1218), zagarnął majętność pozostałą po śmierci ^biiumcL^ 
biskupów krakowskiego i wrocławskiego. Henryk, arcy- 
biskup gnieźnieński, jako głowa kościoła polskiego, wy- 



— 30 — 

klął księcia za popełnione świętokradztwo. Lecz klątwa 
ta, zamiast upokorzyć krnąbrnee'o władcę, pobudziła 20 

Poddaje ' . , . \ ^ J ^ 1111 • 

ducho\Fień- raczej do śmielszego oporu: odwołał bowiem w swej 

stwo władzy i • i • i-i- -i • i i i • i 

świeckiej, dzielmcy wszystkie przywileje duchowny cli, wziął na sie- 
bie rozdawnictwo godności kościelnych i zniósł sądy du- 
chownych, oświadczając, iż księża winni odpowiadać 
przed sądami zwykłymi i podlegać takim samym karom, 
jak reszta poddanych. Papież Innocenty III upoważnił 
biskupa do ogłoszenia ogólnego interdyktu, gdyb}^ Wła- 
dysław obstawał przy swych gwałtownych postanowie- 
niach. Filip, biskup poznański, odmówiAvszy ogłoszenia 
tego interdyktu w swej djecezji, został przez papieża 
natychmiast pozbawiony godności; ale Władysław, lek- 
ceważąc sobie napomnienia Rzymu, wypędził biskupa 
Pawła, osadzonego przez papieża w miejsce Filipa, i po- 
dwoił surowość względem opornych mu księży. Wów- 
czas papież mianował biskupa halberstadzkiego i przeora 
cystersów z Sychem komisarzami dla sądzenia Wła- 
dysława, a w razie, gdyby książę pogardził ich wyro- 
kiem, upoważnieni zostali do uroczystego potwierdzenia 
klątwy, rzuconej nań przez arcybiskupa gnieźnieńskiego. 
Władysław, odwoławszy się do papieża, uchylił się od 
wyroku tych komisarzy. Arcybiskup gnieźnieński udał 
się do Rzymu osobiście dla popierania sprawy swego 
duchowieństwa. Obdarzony przez papieża nowymi za- 
szczytami, przekonał się jednak, że wszelkie usiłowania 
Duchowien- j^jg zdołaią wymódz na księciu odwołania surowych ie- 

stwo ulega j ^ j -<■ j j 

mu. go postanowień. Duchowieństwo, czując swą słabość, za- 
łagodziło nieporozumienie dobrowolnym układem, mocą 
którego skarb książęcy nabywał prawo dziedziczenia 
po biskupach, zmarłych bez testamentu, złota, srebra 
i wszelkich kosztownych ruchomości. 
Kościół odzy- Duchowieństwo wszakże niebawem odzyskało swą 

przewagę pod przewagę. WładysJaw Odonier, książę, wielkopolski, po- 
a ys *^^"V^ygjj-a-v^g2y tron za pomocą Henryka, arcybiskupa gnie- 



— 31 — 

źnieńskiec'o (r. 1222). uwolnił wszystkie majątki kościelne Odomerem 

'^ V ' " . 1 Bolesławem 

od podatków a duchowieństwo od sądów świeckich. Bo- Wstydliwym. 

lesław Wstydliwy, książę krakowski, nietylko potwierdził 

te przyiyileje r. 1279, lecz nadto nadał biskupom moc ^vy- 

konywania praw książęcych w ich posiadłościach. 

Wiele powodów do nieporozumień między świeckimi ^^.^^^t^i? 

••■ ^ . . o dziesięcmy. 

a duchownjani w Polsce dawała też sprawa pobierania 
dziesięcin. Bolesław Łysy, książę śląski, chciał (r. 1258) 
dziesięcinę, pobieraną przez duchowieństwo ze zboża, 
zamienić na pieniądze. Widząc jednak większe korzy- 
ści w wybieraniu dziesięciny w naturze niż w pienią- 
dzach, duchowieństwo oparło się proponowanej zamia- 
nie i obstawało przy dziesięcinach w naturze, mieniąc 
je swem świętem i nienaruszonem prawem. Książę, roz- 
gniewany odmową, uwięził Tomasza, biskupa wrocła- 
wskiego, wraz z jednym z jego kanoników i kazał ich 
okuć w kajdany. Fulko, arcybiskup gnieźnieński, wy- 
klął Bolesława, ale ten sobie nic z tego nie robił. Pa- 
pież rozkazał arcybiskupom gnieźnieńskiemu i magdebur- 
skiemu ogłosić krucjatę przeciw krnąbrnemu księciu, ale 
cała wojna ograniczyła się na śpiewaniu hymnów po- 
tępiających wyklętego księcia. Biskup wrocławski, stra- 
ciwszy nadzieję oswobodzenia się z ^^aęzienia przy po- 
mocy obrońców kościoła, okupił swą wolność dwoma ty- 
siącami marek srebrnych i zgodzeniem się na pobieranie 
dziesięcin w myśl Bolesława. Przykład tak pomyślnie 
zakończonego z duchowieństwem sporu znalazł naślado- 
wców w książętach krakowskim i mazowieckim, któ- 
rzy także wprowadzili w swoich dzielnicach podobną za- 
mianę dziesięcin. Henryk II, książę śląski, syn Bolesła- 
wa Łysego, odziedziczył niechęć jego do duchowieństwa. 
Biskup wrocławski, nie mogąc oprzeć się swemu mo- 
narsze, wezwał pomocy arcybiskupa gnieźnieńskiego, 
który wyklął Henryka. Zażalenia, wnoszone na księcia 
przez biskupa, uważane były zapewne za wątpliwe, gdyż 



— 32 — 

franciszkanie wrocławscy nie uznali ważności klątwy. 
Zachęcony tą niezgodą w łonie samego duchowieństwa, 
wygnał Henryk z miasta wszystkich opornych mu księ- 
ży. Groźby papieża zostały bezowocne: książę odwołał 
się do koncyljum w Lugdunie i został uniewinniony bez 
jakiegokolwiek ze swej strony ustępstwa. Po pięciole- 
tniem wygnaniu, biskup, pogodziwszy się z Henrykiem, 
zezwolił na to, by duchowieństwo płaciło pewien poda- 
tek do skarbu książęcego. 

Spory te między władzą duchowną a świecką, czę- 
sto kończące się zwycięstwem tej ostatniej, dowodzą, jak 
słaba była władza papieża nad sumieniami polaków. 
I w istocie, niepodobna prawie, aby książęta, panujący 
tylko nad cząstkami kraju, odważali się wszczynać tak 
niebezpieczne spory, gdyby nie opierali się na powsze- 
kturych opór chnem przekonaniu swych poddanych. Gromy Watykanu, 
^wadze^ko" wstrząsające podwalinami tronów zachodniej Europy, 
ściołarz kat spadały bez szkody na Polskę, mieszkańcy której mało 
\v Polsce, prawdopodobnie dbali o potępiające wyroki duchownych^ 
krajach. ^0 się dostatecznie objaśnia duchem niezależności i opo- 
ru przeciw bezwarunkowej uległości powadze Rzymu, 
, podtrzymy\vanym przez kościoły narodowe, o których 
obszernie mówiliśmy. Bo nabożeństwo w języku ludo- 
wym było wówczas jeszcze bardzo w Polsce rozpowsze- 
chnione i riader cenione przez ogół narodu, przekładający 
oczywiście język ojczysty, a więc zrozumiały, nad puste 
dlań dźwięki obcej mowy. Nie zdaje się też, aby niż- 
sze duchowieństwo, liczące wielu zwolenników nabożeń- 
stwa narodowego, zbyt było przychylne sprawie Rzymu, 
której wyżsi dostojnicy kościoła całkowicie byli oddani. 
Zresztą ani niedowiarstwo, ani żadna nowa nauka w rze- 
czach wiary nie były powodem tych częstych sporów 
między władzą duchowną a świecką, gdyż opór stawia- 
ny kościołowi ograniczał się wyłącznie do spraw docze- 
snych. Nie spotykamy się też z żadnem narzekaniem, by 



— 33 — 

tak śmiało występujący przeciw doczesnym interesom 
duchowieństwa książęta polscy zbijali kiedykolwiek za- 
sady wiary kościoła katolickiego lub też podawali one 
w wątpliwość. Sekty religijne, które ukazywały się w Pol- 
sce przed reformacją Husa, nie były żadną właściwością te- 
go kraju ; niema też żadnych śladów wpływu tychże na 
panujących lub na ogół ludności. 

Niepodobna też przemilczeć okoliczności, która w ca- 
łym narodzie wywołała niechęć ku Rzymowi : Konrad, 
książę mazowiecki, wezwawszy w Xni w. rycerzy św. 
Jana do obrony granic swego państwa przeciw pogań- 
skim prusakom, nadał im rozległe obszary. Ci rycerze- 
mnisi zdobyli Prusy i, narzuciwszy mieszkańcom ciężkie 
jarzmo niewoli, zaczęli najeżdżać i zagarniać pograniczne 
ziemie Polski, stając się najniebezpieczniejszymi jej wro- 
gami. Powszechna nienawiść, jaką ci księża-żołnierze, 
uznani za obrońców władzy papieskiej, wzbudzali w po- 
lakach, odbiła się na duchowieństwie wogóle a może na- 
wet była jedną z głównych przyczyn niechęci do' stanu 
duchownego, jaką szlachta polska pałała tak silnie w XIV 
wieku. Za panowania Kazimierza Wielkiego (od r. 1333 
do 1370) szlachta, tak zwano w Polsce stan rycerski, 
podniosła wielki krzyk przeciw duchowieństwu. Narze- 
kano, że dziesięciny były nadmierne, że biskupi obra- 
cali na własny użytek opłaty, należne papieżowi za bulle 
potwierdzające biskupów i przełożonych klasztorów, i za- 
żądano ograniczenia zbyt rozszerzonych praw sądownictwa 
duchownego. Ze swej strony duchowieństwo również 
głośno powstawało przeciw stanowi rycerskiemu, obwi- 
niając go o zatrz3^mywanie dziesięcin i o bezbożne lek- 
ceważenie napomnień księży. Łatwo przypuścić, iż w cza- 
sach takiego niepokoju, jakim odznaczał się wiek XIV, 
obie strony nie były wolne od win wzajemnie sobie za- 
rzucanych. Kazimierz Wielki mądrością swą i stano- 
wczością załagodził te nieporozumienia przez usunięcie 

z aiys dziejów reformacji Tom I. 3 



— 34 — 

wielu obustronnych nadużyć; lecz postanowienia jego 
czasowo tylko powstrzymały objawy wzajemnej niechęci. 
Statut Kazimierza Wielkiego postanoAvił, że w razie, gdy- 
by obywatel nie postarał się w przeciągu roku o zdjęcie 
rzuconej nań klątwy, poddani jego mieli praAvo opuścić 
ziemię jego i stać się wolnymi. Kazimierz sławny był 
ze swej troskliwości o dobro kmieci, czem zasłużył sobie 
na przydomek „króla chłopków." W wydawaniu owych 
praw kierowała królem troskliwość o dobro ludu, nie 
zaś życzliwość ku duchowieństwu, dowodem czego barba- 
rzyński czyn, jakiego się dopuścił w obronie swych praw 
przeciw uroszczeniom biskupa. Kazimierz, za nałożenie 
podatku na dobra biskupie, został wyklęty, czem rozją- 
trzony, rozkazał wysłanego z uwiadomieniem o tejże klą- 
twie księdza pojmać i utopić. Gwałtowny ten postępek 
nie pociągnął jednakże dla króla żadnych złych następstw 
a sprawa została wkrótce umorzona przez duchowień- 
stwo samo, nie czujące się na siłach do walczenia z powsze- 
chnie lubianym monarchą. Spory stały się gwałtowniej- 
sze za panowania następcy jego, Ludwika Węgierskie- 
go (1370^1382), a stan rycerski, pomnożywszy znacznie 
swe przywileje za tego króla, zniósł prawa, nadane 
duchowieństwu przez Bolesława Wstydliwego (1279 r.). 
Spory między Uzasadnione jest przypuszczenie, iż od najdawniej- 

papieżarai -, ^ ^ • , -, i ^ ^ • 

a królami szych czasow historycznych monarchom polsknn przy- 
prawo^iia'- s^^-igiwało prawo mianowania biskupów. Widzieliśmy, że 
nowania bi- cesarz Otton III nadał Bolesławowi Chrobremu wszy- 

skupuw kou- , .... 

czą się zwy- stkic prawa cesarskie, dotyczące kościoła ; najważniej- 
panujących. sze Z nich było niewątpliwie prawo mianowania bisku- 
pów. Wiemy, że Bolesław Śmiały zabronił nadawania 
beneficjów duchownych cudzoziemcom. Rozporządzenie 
to, wprowadzone w czyn bez oporu, dowodzi, iż miesza- 
nie się króla w sprawę rozdawnictwa godności ducho- 
wnych było rzeczą zwyczajną; papieże jednak zaprze- 
czali panującym prawa inianowania biskupów, a w r. 



— 35 — 

1104 legat papieski złożył z godności dwócli biskupów, 
mianowanycti przez króla bez zezwolenia papieża. Pa- 
pież Pascłialis II w liście do Marcina, arcybiskupa gnie- 
źnieńskiego, r. 1101, wyrzeka na królów polskich, iż sa- 
mowolnie przenosili biskupów z jednej djecezji do drugiej. 
Bolesław Kędzierzawy, mianując r. 1170 Lupusa biskupem 
płockim, nie napotkał żadnego oporu. Papież Bonifacy 
IX mianował r. 1391 biskupem płockim wiocha Manfe- 
ali, który nie ujrzał nawet swej djecezji, napotkawszy 
na opór panującego, szlachty i duchowieństwa polskiego. 
Dynastja Jagiellonów, któł-a wstąpiła na tron pol- 
ski przy końcu Xr\'^ w., bynajmniej nie była skłonna 
do uwzględniania \^'ymagań Rzymu. Nauka Husa, sze- 
roko w XV wieku rozpowszechniona w Polsce, odebra- 
ła papiestwu znaczenie. Znakomitym dowodem, jak 
wówczas lekceważono u nas powagę Rzymu, jest nastę- 
pujące wydarzenie: w r. 1460 król Kazimierz Jagielloń- 
czj'k nadał Gruszczyńskiemu biskupstwo krakowskie, 
którem papież rozporządził poprzednio na rzecz Sieniń- 
skiego. Spowodowało to gw^ałto\\my spór o przewagę 
władzy ki-ólewskiej nad jurj^sdykcją papieską. Król za- 
bronił ogłoszenia „breve" i rzuconej nań przez papie- 
ża klątwy, odwołał się do sądu przyszłego soboru i ska- 
zał Sienińskiego na wygnanie. Dziekan, proboszcz i kil- 
ku kanoników krakowskich, którzy uparcie stali po 
stronie papieża, zostali na rozkaz króla wyświeceni 
z miasta. Kazimierz zniósł sądy duchowne, a gdy kil- 
ku księży odważyło się na otwarcie tychże sądów wbrew 
rozkazowi królewskiemu, zostali ■ również wygTiani. Bi- 
skup kreteński, legat papieski, upominał króla, aby 
przywTÓcił Sienińskiemu biskupstwo krakowskie; na co 
odrzekł Kazimierz: „Wolałbym stracić królestwo!" „Le- 
piej, żeby trzy królestwa przepadły, niż jedno słowo 
papieża" — dumnie odpowiedział legat. Monarcha nie 
raczył dać na to żadnej odpowiedzi, ale wytrwał w swych 



— 36 — 

postanowieniach, a zamiary legata i papieża spełzły na 
niczem. Na sejmie w Piotrkowie 1462 r. proszono l^ró- 
ła, by nie wkraczał w dziedzinę powagi papieskiej, lecz 
Kazimierz odpowiedział, iż nigdy nie pozwoli, by kto- 
kolwiek w jego królestwie narzucał mu biskupów. Biel- 
ski, jeden z najlepszych naszych dziejopisów XVI w., 
kończy swe opowiadanie o tem wydarzeniu następujące- 
mi słowy: „A odtąd król obierał biskupów." Świadczy to 
dostatecznie, że przykład Kazimierza stał się wzorem 
ściśle naśladowanym przez jego następców. Nie brak 
też świadectw historycznych, dowodzących dbałości kró- 
lów polskich o zachowanie wyżej wymienionego prawa. 
Na początku XVI w., za panowania Zygmunta I, zda- 
rzył się wypadek, będący dowodem, jak zazdrośnie pra- 
wo to przez królów polskich było strzeżone: gdy papież 
samowolnie zamianował .biskupa płockiego, król odrzu- 
cił nominata papieskiego, oświadczając, „że nigdy nie po- 
zwoli na pogwałcenie praw krajowych przez mianowa- 
nie senatorów królestwa." Gdy Adrjan VI ociągał się 
z potwierdzeniem Leszczyńskiego na biskupstwie po- 
znańskiem, król zawiadomił Watykan, iż uparte odma- 
wianie zadosyduczynienia sprawiedliwym jego żądaniom 
może pociągnąć niemiłe następstwa dla ojca świętego 
i stolicy apostolskiej. Papież, powodowany przezor- 
nością, ustąpił, bo istotnie opór jego w czasie, gdy pro- 
testantyzm szybko rozszerzał się w Polsce, byłby nie- 
tylko bezcelowy, ale nawet niebezpieczny. 
Wewnętrzny Nader szczupłe wiadomości posiadamy o wewnę- 

^wŁóstwa' trznym stanie kościoła polskiego w tym okresie, jako 
i J6go sto- ^^2 i o stosunkach jego z Rzymem, a to z powodu, że 
mem w tym zarówno katoliccy jak i protestanccy pisarze nie zasłu- 

okresie są . , . -, , i ' • j i 

mało znane, gują na zupełną Wiarę ze względu na właściwą ducno- 
wi czasu stronniczość. Napotykamy wszelako ślady, że 
do r. 1100 zachował kościół polski pewnego rodzaju nie- 
zależność od stolicy apostolskiej. 



— 87 — 

Ustanowione przez papieża bezżeństwo ksiQŻy spo- Małżeństwo 
tkało niezwykły opór w ductiowieństwie polskiem. Nie- ^"^^^' 
wątpliwie przypisać to nałeży wpływowi obrządku sło- 
wiańskiego, gdyż kościoły, założone przez Cyryla i Me- 
todjusza jako też przez ich następców, przestrzegały po- 
rządku wschodniego, który nietylko pozwalał, ale nawet 
nakazywał sługom swoim związki małżeńskie. Wiadomo, 
że ostatecznie Grzegorz VII zabronił duchowieństwu za- 
wierania małżeństw. Mamy wszelako wystarczające świa- 
dectwa dziejowe, że, około r. 1120, wszyscy księża dje- 
cezji wrocławskiej byli żonaci. Sarnicki stanowczo 
twierdzi, że około połowy wieku XII wszyscy księża 
polscy mieU żony. Gdyby świadectwo Sarnickiego, jako 
protestanta, wydawało się niedość wiarogodne, to trudno 
czynić zarzut ten Długoszowi, gorliwemu katolikowi, 
który przecież wyraźnie mówi, że pod koniec XII wieku 
małżeństwo duchowieństwa było w Polsce powszechne. 
Legat papieża Celestyna III, kardynał Piotr z Kapui, 
przybywszy do Polski z końcem XII wieku, zwoływał 
sj^iody do Krakowa i Lubusza; tam, pod groźbą suro- 
wych kar, nakazano duchowieństwu opuścić nietylko swe 
nałożnice, lecz i prawowite małżonki. Wszelako wido- 
cznie groźby te nie osiągnęły pożądanego skutku, gdyż 
na synodzie w Gnieźnie w r. 1219- uskarżano się, że 
rozporządzenia powyższe okazały się daremne. Na tymże 
synodzie orzeczono, aby księża zobowiązali się pod 
przysięgą do opuszczenia żon swych i nałożnic. Cie- 
kawe jest, że na synodzie w Piotrkowie 1577 r. użalano 
się, iż duchowni niewątpliwej prawowierności uporczy- 
wie obstawali przy małżeństwie księży. 

Mamy pewne wskazówki, iż uczniowie Piotra Val- Sekty reiigij 
do, prześladowani w zachodniej Europie, przenieśli się sowie, 
(r. 1176) do Czech. Żyjący w początku XVII wieku hi- 
storyk nasz Węgierski, który posiadał wiele history- 
cznych dokumentów, zniszczonych następnie przez czas, 



— 38 — 

wypadki i fanatyzm rzymsko-katolickiego duchowień- 
stwa, twierdzi wyraźnie, że waldensowie rozszerzali swą 
naukę śród mieszkańców Czech, Moraw, Slązka i Polski. 
Podług tegoż dziejopisa, zwolennicy tej sekty osiedli 
w okolicy Krakowa, i już w r. 1330 odkryła święta in- 
kwizycja w Polsce, że wielu polaków i czechów odwie- 
dzało kościoły waldensów we Włoszech, hojnymi wspo- 
magając je darami. Thuanus*) powiada, że sam Piotr 
Valdo, odwiedziwszy kraje słowiańskie, osiadł w Cze- 
chach, a uczony Perrin skłania się do tego samego zdania. 
Choćby jednak przypuścić, że podanie o pielgrzymkach 
i o śmierci Piotra Valdo w Czechach jest bezpodstawne, 
to samo istnienie takiego podania już dowodzi, że na- 
uka waldensów pojawiała się w tych krajach. Gdy na 
początku XII stulecia głoszono ich zasady, liczne ko- 
ścioły narodowe istniały jeszcze w Czechach, Morawach, 
na Slązku i w Polsce. Gdy weźmiemy pod uwagę, że 
kościoły owe dozwalały czytania Pisma S-go, nabożeń- 
stwa w języku ludowym, komunji pod dwiema postaciami 
i małżeństwa księży, co zniesione było rozporządzeniami 
papieskiemi, to zrozumiemy, że nauki Piotra Valdo ła- 
twy mogły znaleźć przystęp do zwolenników kościoła 
narodowego. Wiadomo, że zasady waldensów były ta- 
kie same jak te, które następnie zwyciężyły podczas 
reformacji; wiele wypadków świadczy, że podobne na- 
uki otwarcie głoszone były w Czechach i w Polsce je- 
szcze przed wystąpieniem Husa. 
Biczownicy Sekty biczowników i fratricellów, zakłócające spo- 

■ kój Europy przez ciąg XIII i XIV stulecia, rozeszły się 
także i w Polsce, gdzie znalazły wielu zwolenników. Nie 
będziemy się wdawali w szczegółowy opis tych sekt, 
gdyż nie miały one w naszym kraju żadnych cech od- 
rębnych od tych, któremi odznaczały się gdzieindziej. 



'') Thuanus, Histoiro des Yaudois par Perrin, 223. 



— 39 — 

Nie możemy jednak pominąć wzmianki o zdarze-.Tan Pimensis 
nin, które zaszło w XIV wieku we Wrocławiu, stano- zwoiScy. 
wiącym wówczas jedną z djecezyj polskich : w r. 1341 
niejaki Jan Piraneński między wielu innemi nauka- 
mi zaczął głosić otwarcie, iż papież jest antychrystem, 
a Rzym — wielką nierządnicą babilońską i świątynią sza- 
tana. Uczniowie jego odznaczali się głęboką nienawiścią 
ku duchowieństwu. Zdaje się, iż był czas, że cały Wro- 
cław przejął się duchem tej sekty. Sam burmistrz oświad- 
czył się przeciw papieżowi i duchowieństwu, podczas gdy 
nauki Jana Piraneńskiego bezkarnie głoszono po ulicach 
miasta. Trybunał św. inkwizycji w Krakowie polecił inkwi- 
zytorowi, Janowi ze Świdnicy, wykorzenienie herezji, ale 
mieszkańca" Wrocławia, oburzeni tym wyrokiem, zamor- 
dowali wysłańca ki^wawego trybunału. Ziomek nasz, du- 
chowny dziej opis Bzowski (Bzovius), opowiada, iż w r. 
1607 oglądał na własne oczy szaty inkwizytora, podziu- 
rawione nożami i przesiąkłe krwią a przechowywane ja- 
ko relikwje. Mówi on także, iż w tymże czasie w ko- 
ściele Św. Trójcy tegoż miasta znajdował się rękopis, za- 
wierający nauki Jana Piraneńskiego. Sekta owa znikła je- 
dnak po śmierci swego założyciela, którego ciało wydobyto 
z ziemi na rozkaz Rzymu i spalono, a popioły na wiatr pu- 
szczono. Prawdopodobne jest, iż zwolennicy Jana Pira- 
neńskiego zleli się następnie z husytami, którzy w znacznej 
liczbie rozeszli się po Slązku na początku XV wieku. 

Ze względu na zakres niniejszego dzieła ogranicza- Wpływ na- 

1 ,, . T 1 • TT • liki Husa. 

my się na skreslenni wpływu nauki Husa na naszą oj- 
czyznę. Mimo zupełne zniesienie w r. 1174 nabożeństwa 
narodowego, przywiązanie doń, jak się zdaje, silniej by- 
ło zakorzenione w duszy ludu czeskiego, niż u innych 
słowian. Koniec XIV wieku nader korzystny był dla na- 
rodowego rozwoju Czech, pozostających pod życzliwą 
opieką cesarza Karola IV, gorliwie popierającego język 
i odrębne ustawy tego kraju. Okoliczność ta przyczyni- 



— 4:0 




Jan Hus. 






— 41 — 

ła się niezawodnie do obudzenia przywiązania do naro- 
dowego nabożeństwa, jedną z najważniejszycłi podstaw 
którego była komunja pod dwiema postaciami. Ze udzie- 
lanie takiej komunji nierzadkie było w Czecłlach przed 
samem wystąpieniem Husa, widać z zakazu tejże w r. 
1350, iako też z obrony iei przez kilku uczonych Dążności 

' J j ó ó r ^ ^ j przeciwne 

czechów: Konrada Stekny 1369 r., Jana Milicza 1374 r. Rzymowi po- 

.--.«- • . -r -ic^r^A 1 , . 11 • ^ •1 • jawiają się 

i^Macieja z Janowa 1394 r., który, będąc spowiednikiem w Czechach 
Karola IV, odprawiał w cesarskiej kaplicy nabożeństwo ^^pf^^ich^™' 
w języku narodowym. Papież oskarżył wymienionych i^olslię. 
obrońców komunji pod dwiema postaciami o herezję, 
rozkazując ich uwięzić. Milicz i Maciej z Janowa schro- 
nili się do Polski, gdzie dalej głosili swą naukę. Papież 
Grzegorz XI rozkazał (1374 r.) Jarosławcowi Skotnickie- 
mu, arcybiskupowi gnieźnieńskiemu, wystąpić przeciw 
Miliczowi jako szerzącemu herezję a jednocześnie za- 
rzucił inkwizycji św. w Polsce ospałość i bojaźliwość. 
Nie widzimy jednak, aby upomnienie papieskie odniosło 
pożądany skutek. 

Sądzimy, iż powyżej opowiedziane okoliczności dowo- 
dzą, że reformacja czeska powstała z pierwiastku domo- 
wego, z przechow^anej tradycji ludowej i była wynikiem 
rozwoju umysłowego narodu, że niesłusznie więc uważają 
Wiklefa za przyczynę tego ruchu. Dalecy jesteśmy od 
chęci zmniejszania zasług tego wielkiego męża, będące- 
go jednym z pierwszych, którzy prawdom ewangelicznym 
stanowczy dali wyraz; ale, jakkolwiek dał on początek 
ruchowi odnawiającemu naukę Pisma Ś-go, śród naro- 
dów słowiańskich nie był on tego ruchu twórcą. Wia- 
domo, że małżonka Ryszarda II była księżniczką cze- 
ską; wielu towarzyszących jej do Anglji rodaków, po- 
wróciwszy po jej śmierci do swej ojczyzny, rozszerzało 
tam zasady Wiklefa. Żywa wymiana zdań i ścisłe sto- Wpłjw Wi- 
sunki istniały wówczas między wszechnicami Pragi i Oks- ^j\ PoSę' 
fordu: nierzadko się zdarzało, że młodzież angielska 



— 42 — 

uczęszczała na pierwszą, a czeska na drugą. Mamy powo- 
dy do przypuszczania, że Hieronim z Pragi, współmęczen- 
nik Husa, spędził w Oksfordzie czas pewien. Dzieła Wi- 
klefa rzuciły pierwszy posiew reformacji w Czecłiach. 
Hus, przetłómaczywszy pisma jego, uczynił imię Wiklefa 
popularnem pośród swycłi ziomków. Że głoszona przez 
Husa nauka Wiklefa tak szybko rozeszła się w Cze- 
cłiacli, gdy małe stosunkowo robiła postępy w Angiji 
a żadnycti w zacliodniej Europie, objaśnia się to przy- 
wiązaniem czectiów do narodowego nabożeństwa, jako 
też dziedziczną niecłięcią słowian lvu niemcom. Hierar- 
ctija rzymska łączyła się bowiem zawsze z feudalizmem 
niemieckim, by uciskać ludowe instytucje słowian i na- 
rodowe ich nabożeństwo. Duch współzawodnictwa sil- 
nie zaznaczył się w kłótni, która powstała na uniwersy- 
tecie w Pradze między stronnictwem narodowem a nie- 
mieckiem. Powodem tego sporu był przywilej, nadany 
przez Karola IV niemcom, do których zaliczano wszy- 
stkich cudzoziemców, uczęszczających na wszechnicę Pra- 
ską. Ci ostatni mieli przy wyborach uniwersyteckich 
trzy głosy, tuziemcy zaś tylko jeden, skutkiem czego na 
urzędy akademickie wciąż obierani bywali niemcy, czem 
słusznie czesi czuli się pokrzywdzeni. Wtedy Hus sta- 
nął na czele stronnictwa narodowego i przedstawił kró- 
lowi, iż niesprawiedliwy ten przywilej winien być znie- 
siony i zastąpiony zwyczajem wszechnic Bolońskiej i Pa- 
ryskiej. Dwa te uniwersytety, zwane przez Praską wsze- 
chnicę „matkami," dawały cudzoziemcom tylko jeden 
głos, trzy zaś tubylcom. Uwzględnienie tej prośby przez mo- 
narchę 5 października 1409 r. do tego stopnia oburzyło 
akademików niemców, że wszyscy oni opuścili Pragę, co 
spowodowało założenie wszechnicy w Lipsku. Po wyda- 
leniu się niemców z Pragi, Hus został obrany rektorem 
uniwersytetu, stronnictwo zaś narodowe skwapliwie przy- 
jęło zasady religijne swego przywódcy, gdyż niechęć do 



— 43 - 

Rzymu łączyła się u nicii z niectięcią do niemców. Oko- 
liczność ta objaśnia nam dostatecznie szyblcie rozszerzanie 
się nauki Husa śród czecłiów i słowian krajów sąsiednich, 
jako też niepowodzenie jej śród niemców. 

Polska w tym czasie ściśle złączona była z Czecha- ścisłe sto- 

^r 1 ; 1 1' 1 • ^ • -1 ^Ti s^^"^i Czech 

mi. Mowa obu tych narodów mało się rozniia. Mło- i Polski w 
dzież polska kształciła się powszechnie na akademji ^^ czasie. 
w Pradze, gdzie królowa Jadwiga założyła dla niej odrę- 
bne kolesrium. Charakter Husa wielce był w Polsce Obecna na 

. , . . soborze 

ceniony, co się uwydatniło na soborze w Kostnicy, Kostnickim 
gdzie wszyscy obecni polacy stanęli po stronie czechów, ska gorliwie 
wnoszących protest w obronie swego reformatora. Sam ^^°°^ ^^^^' 
Hus w jednym ze swych listów świadczy o udziale pola- 
ków w jego obronie a szczególnie jednego wymienia zna- 
komitego szlachcica polskiego. Współmęczennik Husa, 
Hieronim z Pragi, będąc wezwany dla uporządkowania 
wszechnicy Krakowskiej, spędził w Polsce czas jakiś. 
Wyżej wspomniane okoliczności wpłynęły na udzielenie 
się Polsce wszystkich w Czechach powstałych przeko- 
nań, zape\vniając im szybkie powodzenie. 

Ustanowienie w XV wieku pod wpływem ducho- Postępy na- 
. , , -11 ••.•11.. ■ ^^^ husyckiej 

w^ienstwa praw przeciwko herezji świadczy dostatecznie w Polsce. 

o wielkiem rozpowszechnieniu się nauk husyckich. Już 
w XIV stuleciu św. inkwizycja ustanowiona była w Pol- 
sce przeciw fratricellom, ale nie znajdujemy śladów surowe- 
go prześladowania tych sekciarzy. Teraz zaś arcybiskup 
gnieźnieński zwołał synod do Wielunia 1-116 r., na któ- 
rym zapadło kilka srogich postanowień przeciw husytom. 
Na synodzie w Łęczycy 1423 r. powzięto również 
surowe uchwały przeciw herezji czeskiej: nakazano pro- 
boszczom więzić i stawić przed biskupów wszystkich 
podejrzanych o sprzyjanie nowej nauce. Wszystkim kie- 
rownikom szkół zabroniono przyjmowania nauczycieli 
z Czech a stosunki z tym krajem miały być ograniczane 
na wszelki sposób. Ojcom zabroniono wspierać synÓAv, 



- 44 — 

udających się do Czech lub wyznających heretyckie za- 
sady. Było również zalecone, aby książki, używane przez 
proboszczów, ścisłej podlegały cenzurze. Ta ostatnia oko- 
liczność dowodzi, że nauka Husa rozpowszechniała się 
też śród niższego duchowieństwa i że książki, zawiera- 
jące jego poglądy, krążyły po kraju. Że księgi husyckie 
w Polsce się rozchodziły, dowodzi też wielka liczba dzieł 
rzymsko-katolickich, wydanych w owym czasie dla stłu- 
mienia czeskiej herezji, która widocznie musiała potęgować 
się w Polsce, skoro wywoływała takie przeciwdziałanie. Du- 
chowieństwo rzymsko-katolickie zbyt było polityczne, aby, 
bez potrzeby, rozprawiało o naukach heretyckich, samo 
poznanie których groźne było dla prawowierności naro- 
du. Powyżej wspomniane rozporządzenia duchowieństwa 
potwierdzone zostały i ogłoszone 1424 r. przez króla 
a herezja uznana za zdradę stanu. Kilka sejmów uchwa- 
liło podobne prawa, pozostały one jednak martwą literą, 
albowiem wpływ duchowieństwa nie okazał się dość 
silny, by je w czyn wprowadzono. Marcin z Brześcia, 
magister hereticae pravitatis, usilnie polecał urzędom 
(r. 1437) więzić osoby zarażone herezją i przed sąd jego 
stawiać. Opieka, rządząca krajem podczas małoletności 
Władysława III Warneńczyka, upoważniła 1438 r. Mi- 
kołaja z Łęczycy do działania przeciw sekciarzom i do 
karania ich według rozporządzeń cesarza Fryderyka II, 
władzom zaś cywilnym polecone było dopomaganie inkwi- 
zycji. Dominikanin Marcin de Katze otrzymał w r. 1464 
upoważnienie królewskie do działania przeciw heretykom. 
Pomimo jednak tej strasznej broni praw i ustaw, jakiemi 
kościół rzymsko-katolicki dążył do zgniecenia wzrastają- 
cej herezji, usiłowania jego okazały się bezskuteczne. 

W Polsce zdarzyło się jedno tylko autodafe, podczas 
którego spalono kilku husytów. Ale okropny ten czyn 
dokonany został w czasie ogólnego zamieszania, za sprawą 
jednego biskupa i w sposób, nadający mu cechę raczej 



45 



zemsty osobistej, niż wyroku sądowego, opartego na usta- 
nowionych prawach. W ciemnych murach klasztorów mo- 
gły być spełniane tajemnicze morderstwa na wybranych 
z niższych warstw społeczeństwa ofiarach; lecz bez wy- 
roku właściwego sądu niepodobna było pojmać osoby 
należącej do licznego zastępu szlachty. Polacy uzyskali 
w XV wieku swoje „habeas corpus." Albowiem w roku 
1450 ustanowione było zasadnicze prawo konstytucji 
polskiej: przywilej nietykalności osobistej. Wielu człon- 
ków z najpierwszych rodów kraju przyjęło otwarcie 
czeską naukę, nie podlegając żadnemu prześladowaniu; 
nawet królowa Zofja, małżonka Władysława Jagiełły, 
sprzyjała zasadom nowej wiary.*) 



*) Stan religijny w Polsce w XV wieku ilustruje wiersz profesora akademji 
krakowskiej Andrzeja Gałki z Dobczyna, napisany około 1449 roku ku czci refor- 
matora angielskiego Wiklefa. Interesujący ten najdawniejszy pomnik reformacyjny 
polski pozwalamy sobio przytoczyć choć w części (w teraźniejszej ortografji); 
1. Lachowie, niemcowie, 6. Chrystowi kapłany 



Wszyscy językowie 

.... w mowie 

I wszego pisma słowie 

Wiklef prawdę powie. 

Niemasz mu równego 7. 

Mistrza pogańskiego 

I chrześcijańskiego, 

Ani bardziej wiernego 

Aż do dnia sądnego. 



Od Chrysta wezwani, 
Jego naśladują 
I skutki ukazują, 
Co szag rozkazują. 
Cesarscy popowie 
Są antychrystowie ; 
Ich moc nie od Chrysta, 
Ale od antychrysta 
Z cesarskiego lista. 



3. Ktochce tego dowieść (dowiedzieć się), 11. Chcemli . . . zabić 



Ta jest o nim powieść; 
Kto k'niemu przystąpi 
-f '"^ JGgo drogę wstąpi. 
Nigdy z niej nie zstąpi. 
Bo boskich rozumów 
Aż do ludzkich umów 
Rzeczy pospolite, 
Wielu mędrcom zakryte, 
Uczynił odkryte. 
O cerkiewnej godności. 
Kościelnej świętości, 
Antychrysta włości, 
Niniejszych popów złości 
Popisał z pełności. 



A pokoju nabyć, 
Musimy się modlić 
Bogu, a miecz naostrzyć, 
Antychrysta pobić. 

12. Nie żelaznym mieczem 
Antychrysta zsieczem, 
Święty Paweł z lista 
Rzekł : Zabić antychrysta 
Słowem Jezu Chrysta. 

13. Prawda — rzecz Chrystowa ; 
Lecz antychrystowi 

Popi prawdę tają, 

1 że się jej lękają, 

Leź (kłamstwo) pospólstwu bają- 



— 46 — 

Stosunekpo- Skreślimy też pokrótce stosunek polityczny Polski 

skidoCzechi Czecli W czasie rozkwitu w tym ostatnim kraju nauki 

podczas wo- , 1 . . -r • 1 .... 

jenhusyckich.liusyckie], CO przyczymio się do rozszerzenia się 3 ej 
w naszej ojczyźnie. 

Oczywistym wynikiem licznych węzłów, łączących 
oba te kraje, było to, że czesi, podjąwszy walkę z Rzy- 
mem i niemcami, spodziewali się poparcia od Polski, 
która właśnie w tym czasie przez wstąpienie na tron 
Czesi zaprą- księcia litewskiego Władysława Jagiełły 1386 r. doszła 

szająnatron ^ .-,,.. i • r^ • i t -i 

swój Wład. do Wielkiej potęgi. Ozesi, pod wpływem umiarkowanego 
Jagiełłę, gtronnictwa prażan, zaprosili Władysława Jagiełłę na 
swój tron r. 1420, lecz król ten, aczkolwiek uprzejmie 
przyjął posłów czeskich, z natury będąc chwiejnego uspo- 
sobienia, nie dał im stanowczej odpowiedzi. Żądał on 
dokładnego określenia warunków, na jakich miał przy- 
jąć ich koronę, i chciał zasięgnąć rady polskich sena- 
torów. Były w istocie ważne powody, przemawiające 
przeciw nierozważnemu przyjęciu ofiarowanego tronu. 
Wojna z cesarzem, uważającym Czechy za swe dziedzi- 
czne królestwo, stałaby się wówczas nieunikniona, a pod- 
burzeni przezeń krzyżacy niechybnie byliby najechali 
Polskę. Jagielle zaś więcej chodziło o zgniecenie tych 
rycerzy zakonnych (będących, mimo przegranej pod 
Grunwaldem, najstraszniejszymi jego wrogami), niż o na- 
bycie Czech, podzielonych wtedy na kilka stronnictw. 



14. Chryste, przez Twe rany Antycłirysta pogrzebli, 

Racz nam dać kapłany, Nas k 'Tobie przywiedli. 

Iżby prawdę wiedli, 

Chmielowski, Hist. lit I, 90 mówi o tym wierszu : „Wiersz ten, składa- 
jący się z 14 zwrotek pięciowierszowycb, nie ma wartości poetyckiej, ale jako 
pierwszy wyraz krytyki prawd, dotychczas powszecliuie uznawanych, zasługuje na 
baczną uwagę. W pierwszej części wysławia autor reformatora angielskiego ; 
w drugiej występuje przeciwko kościołowi rzymskiemu („cesarskim popom, anty- 
chrystom") ; kończy modlitwą do Chrystusa." 

Z powodu tego wiersza Gałka musiał uciec z Krakowa i schronił się na 
Ślązk pod opiekę księcia opolskiego Bolesława, który popierał husytów. 

O Gałce patrz A. Sokołowski „Andi-zej Gałka z Dobczyna, poeta polski XV 
wieku" (Przewodnik naukowy, Lwów 1874). 



— 47 — 

Do tego dołączyła siQ jeszcze ta ol?:oliczność, że Mil^ołaj 
Hussenec, j)otQŻny magnat, zapragnął posiąść lioronQ 
swej ojczyzny; a sławny Żyżlia, naczelnil^ taborytów, 
ożywiony uczuciami narodowemi i slcłaniający się liu za- 
sadom republil^ańsliim, bardzo był przeciwny panowaniu 
króla, zwłaszcza cudzoziemca. Przytem sam cesarz miał je- 
szcze w Icraju silne stronnictwo i dopiero, gdy czesi na sej- 
mie w Czasławiu podali mu swe warunki a on je odrzucił, Uroczyste 
zwrócili się znów ku Polsce. Wyprawili oni uroczyste czechów do 
poselstwo, w którem przedstawicielami szlachty byli : -^^oiełły. 
Hinek z Walsteinu i Halek z Wrześniowa, duchowień- 
stwa: Jan Cardinalis i anglik Piotr Payne, a miast: Mic- 
kocz i Stanix3zka, radni Pragi. Warunki, pod jakimi po- 
słowie ci ofiarowali tron królowi polskiemu były : komu- 
nja pod dwiema postaciami, liturgja narodowa, nieogra- 
niczona swoboda głoszenia Ewangelji, konfiskata dóbr 
kościoła rzymsko-katolickiego i zatwierdzenie wszystkich 
swobód narodowych. Przedstawiane przez nich powody, 
które winny były skłonić Jagiełłę do przyjęcia ofiarowa- 
nej korony, były następujące: wspólność języka i pocho- 
dzenia, obietnica połączenia Ślązka z Polską, a nawet 
połączenie w jedno Polski, Czech i Moraw, które, utwo- 
rzywszy razem wielką potęgę, zniszczyłyby Austrję i na- 
dały nowemu państwu słowiańskiemu niezaprzeczoną nad 
wszystkiemi sąsiedniemi mocarstwami przewagę. Pomi- 
mo tych nadzwyczajnych korzyści Jagiełło nie mógł 
zdobyć się na stanowczą odpowiedź. Duchowieństwo, 
mające wielki wpływ w senacie polskim, oparło się pro- 
śbie czechów, a stary król, acz nie był fanatykiem, zląkł 
się myśli rządzenia narodem heretyckim. Ponieważ je- 
dnak owe wielkie przez czechów przedstawiane korzyści czesi ofiaro- 
zbyt widoczne były, aby je odrzucić bez namysłu, Wła- "^^j^^^^^^^JJ^? 
dysław przeto zabawiał posłów dwuznacznemi odpowie- stryjeczne- 
dziami. Zniechęceni tem postępowaniem czesi wezwali Jagiełły, 
na tron brata .Jagiełły, Witolda, wielkiego księcia li- 



— 48 — 

tewskiego, Witold, acz śmiały i ambitny, nie odważył 
się przyjąć otwarcie tego zaproszenia, lecz obrał drogę 
Książę lite- pośrednią, widocznie za zezwoleniem króla polskiego. Wy- 
^y^^ojf' słał on na pomoc czechom krewnego swego, księcia Zy- 
^oraoc hu §'^^^^t^ Korybuta, opatrzywszy go pieniędzmi i znaczną 
sytom. siłą zbrojną. Ważny ten czyn był uznaniem praw hu- 
syckich, a sejm czeski 1421 r., ośmielony poparciem 
wojsk polskich, odrzucił stanowczo uroszczenia cesarza 
do panowania nad czeską krainą. I znów czesi ofiaro- 
wali panowanie Jagielle lub Witoldowi a, w razie ich 
odmowy, Zygmuntowi Korybutowi. Ale Jagiełło nietyl- 
ko chwiejny był, lecz i blizki przyłączenia się do cesa- 
rza, który go łudził obietnicą zwrócenia Polsce Ślązka. 
Rokowania jednak z cesarzem przerwane zostały wskutek 
wzajemnego braku zaufania. Jagiełło posłał nowe posiłki 
swemu krewnemu, czem dał ważne poparcie husytom. 
Korybut Korybut zaś, wychowany w zasadach kościoła wscho- 
dniego, otwarcie przyjął ich naukę, wszedł do Pragi 
i ogłoszony został rządcą Czech. Papież surowo skar- 
cił Witolda, wzbronił mu niesienia pomocy czechom i uwol- 
nił go jednocześnie od wszelkich względem heretyckie- 
go narodu zobowiązań. Witold, odpowiadając papieżo- 
wi, przyznał się do wspierania czechów i do przyjęcia 
ofiarowanej mu przez nich korony ; lecz, wyraziwszy na- 
dzieję, iż herezję da się stłumić łagodnymi środkami, 
• prosił o zdjęcie rzuconej na czechów klątwy. Odpowiedź 
Witolda dowodzi, że niezbyt gorliwym był katolikiem; 
nie sądzimy jednak, aby się skłaniał ku nauce husyckiej: 
chęć wyniesienia była jedynem jego pragnieniem, sam też 
przyznawał, iż spraw religijnych niewiele rozumie. Wi- 
told nie mógł popierać tej sprawy bez współdziałania lub 
przynajmniej zezwolenia króla Jagiełły, którego chwiej- 
ność zmarnowała chwilę najwłaściwszą do stworzenia 
wdelkości słowian przez połączenie Czech, Moraw i Ślą- 
zka z rozległemi dzierżawami Polski i Litwy. 



— 49 — 

Śród zamieszania stronnictw, dzielących, niestety, Korybuta 
Czechy ówczesne, nader trudno było Korybutowi utrzy- J^^^[ Y j^^^^ 
mać się na nowej godności. Udało mu się wszal?:że upadek. 
zwyciężyć te trudności i Żyżka, z początku mu przeci- 
wny, uznał go rządcą kraju. Prażanie chciełi obrać 
Korybuta królem Czech i nowy ten porządek rzeczy 
zatwierdzić uroczystą koronacją, ale niechęć wyższej 
szlachty stanęła na przeszkodzie spełnieniu tego za- 
miaru; Korybut bowiem opierał się głównie na stron- 
nictwie krańcowem, pragnącem posunąć następstwa re- 
form religijnych i politycznych dalej, niż to przez szlach- 
tę pożądane lub za potrzebne uważane było. Zresz- 
tą, Korybut łatwo byłby przezwyciężył przeszkody na 
drodze do tronu, gdyby Jagiełło stałym się okazał 
w swej dla Czechów przyjaźni; lecz chwiejny umysł 
tego ki'óla obrócił w niwecz zamiary, popieranie któ- 
rych nakazywały mu wszelkie względy polityczne. Po- 
selstwo czeskie, które przybyło z prośbą o potwierdzenie 
Korybuta na regencji, źle zostało przyjęte przez Ja- 
giełłę, który czechom wymawiał zamieszki i anarchję, 
zakłócające spokój ich ojczyzny. Prawdopodobne jest, 
że nieporządki, wynikłe z rozruchów religijnych, obu- 
dziły w umyśle króla polskiego obawę, aby nie ogarnę- 
ły i jego państwa, i to go skłoniło do usłuchania pod- 
szeptów Ezymu. Dając przeto wiarę zwodniczym obie- 
tnicom cesarskim, rozkazał Korybutom opuścić Czechy, 
przeciw którym wystąpić miały połączone siły Polski 
i cesarza. Ta święta wojna, jak ją nazwał papież, 
popierana hojnymi dary duchowieństwa, nie została 
wszelako nawet rozpoczęta; ale chwiejna, niemądra po- 
lityka Jagiełły zaszkodziła wielce wypływowi Polski na 
Czechy. Rozbudził się tam duch stronniczy a regent, 
nie mogąc się utrzymać na swem stanowisku, zmuszony 
był ustąpić. Objąwszy jednak wkrótce na nowo wła- 
dzę, zwołał sejm do Czasławia 1424 r., by pogodzić 

Zarys dziejów reformacji. Tom. I. 4 



— 50 — 

dwa główne stronnictwa czeskie : taborytów i prażan. Usi- 
łowania Korybuta odniosły cłiwilowo pożądany skutek, 
tak że został obrany królem, dzięki wpływowi prażan, 
zwanycti kalikstynami, stronnictwa reform umiarkowa- 
nycłi, które zacłiowało wiele zasad wiary i hierarchi- 
. cznycłi urządzeń Rzymu. Gdy jednak Korybut zaczął się 
. starać o zgodę z Rzymem, obudził tem podejrzenie 
taborytów, którzy, z obawy zapanowania papizmu, chwyci- 
li za broń, następstwem czego była wojna domowa : Ży- 
żka, dowódca taborytów, odniósł krwawe zwycięstwo nad 
prażanami, wskutek którego układy z Rzymem zostały 
zerwane. Po śmierci Żyżki, Korybut, odzyskawszy dawny 
wpływ, dowodził prażanami i posiłkowemi wojskami 
polskiemi w bitwie pod Aussig, gdzie świetne zwy- 
cięstwo nad niemieckimi najeźdźcami ocaliło polityczne 
i narodowe swobody czechów. Stronnicze spory nie 
przestawały jednak rozdzierać Czech, a Koiybut, nie 
podtrzymywany przez Jagiełłę, złożył koronę 1427 r. 
i opuścił kraj. Podczas swych ponownych odwiedzin 
Czech w r. 1430 przyłączył się do stronnictwa „sie- 
rot," ale, po kilku wyprawach na Slązk i Łużyce, po- 
wrócił ostatecznie do Polski. 

Pomimo niemądrego pod względem politycznym 

postępowania Jagiełły z czechami, nie przestawali oni 

zwracać się ku Polsce w nadziei otrzymania najsku- 

.teczniejszej pomocy od współplemiennego a sprzy- 

Husyci roz-i^i^^®§^ ich sprawie narodu. Już w r. 1427 wyprawi- 

prawiają i[ taboryci do Krakowa swych przedstawicieli dla roz- 

z doktorami "^ _ . 

Wszechnicy praw religijnych. Ale najważniejszą dla stosunków pol- 

Krakowskicj , i • i i i -. ^ r» -. t^- i • 

w obecności SKO - czcsKich była rozprawa w r. 1431 w Krakowie 
10 a 1 sena u.^^^^^l^y jj^ugycj^ijYii posłami Czech a rzymsko -ka.tolicki- 

mi doktorami wszechnicy Krakowskiej. Odbyła się ona 
w obecności króla i senatu, przyczem zaznaczyć nale- 
ży, iż przedstawicielami Czech przy tej okoliczności 
byli nietylko umiarkowani kalikstyni, ale i inne odcie- 



— 51 — 

nia zwolenników nauki Husa, jako to: Prokoj) Łysy, 
przy^YÓdca taborytów; anglik Piotr Payne, przedstawi- 
ciel „sierotek;" Biedrzyk, Strażniczka, Wilhelm Kostka, 
posłowie prażan czyli utrakAvistów (kalikstynów). Nie- 
stety, kronikarze nie zostawili żadnych szczegółowych 
sprawozdań z rozpraw tego zjazdu. Długosz, opowia- 
dając o tern pamiętnem zdarzeniu, wspomina j edynie, 
że rozprawy . powyższe toczyły się przez dni kilka 
i przeważnie w języku polskim , i że, aczkolwiek, po- 
dług wszystkich obecnych tak duchownych jak i świe- 
ckich, heretycy zostali pokonani, oni jednak nie uznali 
się za pobitych. Sam ten fakt, że dozwolono rozpra- 
wiać otwarcie o zasadach heretyckich, dostatec znie 
świadczy, jak się powszechnie zapatrywano wówczas 
na sprawy religijne w Polsce. 

Poselstwo czeskie, przybyłe do Polski w r. 1432 
w celu zawarcia sojuszu przeciw krzyżakom, przyjęte 
zostało z wielkimi honorami przez króla Jagiełłę, ba- 
wiącego podÓAYCzas w Wiślicy; a duchowieństwo pol- 
skie nie wzbraniało czechom, choć byli podówczas 
pod klątwą papieską, wstępu do swoich kościołów. 
Tego pojednawczego sposobu postępowania trzymali 
się: arcybiskup gnieźnieński, biskupi wład5''sławski, 
chełmski i poznański; tylko biskup krakowski, Zbi- 
gniew Oleśnicki, gorliwy zwolennik Rzymu, oparł się 
temu gwałtownie. Wywoławszy zaburzenia śród ludu 
krakowskiego, zamknął miasto przed heretykami a in- 
trygą i groźbą zniszczył nadzieje tych, którzy pragnęli 
zbliżenia Czech z Polską. Król tak bj^ł na Oleśnickie- 
go rozgniewany, że chciał go ukarać śmiercią, ale Jan 
Tarnowski, kasztelan krakowski, powstrzymał go od 
tak gwałtownego czynu. 

Ciągłe te przez nas opisywane stosunki między 

Polską a. Czechami wielce przyczyniły się do rozpo- 

. wszechnienia nauki husyckiej w Polsce. Skutki przejęcia 



— 52 — 

się temi pojęciami dały się uczuć podczas małoletno- 
ści Władysława, przezwanego Warneńczykiem (od bitwy 
pod Warną, w której, w r. 1444, utracił życie). Wspo- 
minaliśmy już, że wiele znacznych rodzin polskich otwar- 
Ruch rewo- ^^^ 'P^^J]^^'^ naukę Husa. Niektórzy wielcy magnaci, 
lucjjnymip- -jak: Abraham Zbąski, Spytek z Melsztyna i Jan 

dzy polskimi'' _ , '- ^ '' 

husytami. Strasz zawiązali w r. 1435 konfederację religijno -poli- 
tyczną, Odmówilioni płacenia dziesięcin, zażądali ogra- 
niczenia władzy królewskiej i zniesienia rozmaitych nad- 
użyć. W roku 1439 konfederacja ogłosiła zniesienie 
dziesięcin, cenzury i klątwy kościelnej, żądała zmiany 
w hierąrchji rzymskiej i obrócenia ogromnych dóbr du- 
chowieństwa na cele ogólnego pożytku. Oprócz tych 
dążności w zakresie religijnym, mieli oni nader śmia- 
łe zamiary polityczne : pragnęli przeszkodzić Władysła- 
wowi do wstąpienia na tron ojcowski a niektórzy 
z konfederujących nawet chcieli znieść całkowicie go- 
dność królewską. Przywódca tego stronnictwa Spytek 
Melsztyński, który był zaprowadził w dobrach swych 
nabożeństwo husyckie, wyklęty został przez Zbignie- 
wa, biskupa krakowskiego, i wyłączony z senatu. Mel- 
sztyński zebrał wojsko, zniszczył dobra biskupie i opa- 
nował miasto Zator, które stolicy dostarczało żywno- 
ści. Rada rządząca państwem podczas małoletności 
króla, nie śmiąc stawiać oporu Melsztyńskiemu, mają- 
cemu liczne w kraju stronnictwo, weszła z nim w ukła- 
dy. Heretycki magnat zgodził się na rozpuszczenie 
wojska i otrzymał tysiąc marek jako okup za miasto 
Zator. 

Ruch heretycki, odniósłszy tym razem zwycięstwo, 

przybrał niebawem rozmiary zatrważające: wywołany 

został przez królowę -wdowę Zofję, tajemnie wyznającą 

Rozbicie hu- husytyzm a niechętną Radzie rządzącej, która osłabia- 

rKwil^wem la wpływ jej na sprawy państwa. Melsztyński zebrał 

''^sA^e*^'^" ^^^<^wu siły, liczniejsze od poprzednich, pobił wojsko rzą- 



— 53 — 

<iowe i stanął silnie obwarowanym obozem blizko sto- 
licy. Gdyby mu się udało było opanować Ki'aków 
i ująć ster rządów w swe ręce, skończyłoby się pra- 
wdopodobnie w Polsce panowanie Ezymu. Gdy jednak 
Spytek w walce tej stracił życie, ciało jego, jako ja- 
wnego heretyka, pozostało niepogrzebane na polu bitwy 
a stronnictwo uległo rozbiciu. 

Wkrótce po przegranej i śmierci Melsztyńskiego 
Bniński, biskup poznański, porwał i spalił kaznodzie- 
jów husyckich, o czem była już mowa poprzednio. 

Stosunki między Polską a Czechami, przerwane na Stosunki njif- 
czas pewien, zostały znów nawiązane w r. 1438. Bar- a Czechanii 
bara, wdowa po cesarzu Zygmuncie III, prześladowana ^ ^' ^^^^ 
dla swych przekonań religijnych, schroniła się do Pol- 
ski. Młodociany król Władysław przyjął cesarską wy- 
gnankę z wszelkimi względami należnymi jej wysokie- 
mu stanowisku i wielkiemu nieszczęściu, wyznaczając 
w Sandomierskiem obszerne dobra na jej utrzymanie. 
Barbara, zachowawszy wielki wpływ na czechów, skło- 
niła ich do powołania na tron Kazimierza Jagiellończy- 
ka, brata króla polskiego ; a sejm w Kurczynie uznał 
ten wybór, pomimo oporu stronnictwa rzymsko-katoli- 
ckiego. Kazimierz udał się na czele wojska polskiego 
dla objęcia panowania i wnet został uznany przez 
ślązaków. Jednocześnie jednak stronnictwo rzymsko- 
"katolickie w Czechach obrało królem Alberta, arcyksię- 
cia austrjackiego. Kazimierz zajął Morawy, a połą- 
czone z husytami wojsko polskie zdobyło dwa ważne po- 
sterunki w Czechach: Kutna -Horę i Sobiesław. Pochód 
Kazimierza wstrzymany jednak został przez zdradę hra- 
biego Cylei a bardziej jeszcze przez nieskończone spo- 
ry taborytów z kalikstynami. 

Wnet też, za staraniem soboru Bazylejskiego, wstrzy- 
mane zostały nieprzyjacielskie kroki między dwoma 
współzawodnikami. Już. poprzednio, dla pogodzenia stron 



— 54 — 

wojujących, zebrał się we Wrocławiu kongres, gdzie po- 
słowie polscy postawili wniosek, aby tak Albert jak 
i Kazimierz zrzekli się swych praw do korony cze- 
skiej i poddali się wyrokowi sejmu, któryby orzekł swo- 
bodnie o zaletach obu kandydatów. Albert, obawiając 
się przewagi popieranego przez husytów stronnictwa 
polskiego nad jego partją, skłaniającą się ku Rzymowi 
a stanowiącą wówczas mniejszość, odrzucił ten pośre- 
dniczący wniosek. Rokowania zostały więc przerwane 
a kongresy w Namysłowie i Lubuszu spełzły również 
na niczem; dopiero sobór Bazylejski wymógł zawiesze- 
nie broni. W następstwie zaś zmiana okoliczności 
przes-zkodziła księciu polskiemu w dochodzeniu swych 
praw do tronu: brat jego Władysław, obrany królem 
węgierskim, pochłonięty był całkowicie sprawami tu- 
reckiemi; przytem liczba zwolenników Kazimierzowych 
• zmniejszała się w Czechach przez wzrost stronnictwa 
narodowego, które, wrogo będąc usposobione dla wszel- 
kich wpływów obcych, niechętne też było wpływowi 
polskiemu, pomimo Avspólności pochodzenia i podobieil^ 
stwa języka. 
Król Kazi-- '^^ panowania Kazimierza, który, po śmierci brata 

na^Pod^ebra- ^wcgo Władysława Warneńczyka w r. 1444, objął tron 
da, husyckie- polski, stosunki Z Czechami zostały odnowione za S]3ra- 
Czech. wą Jerzego Podjebrada, obranego w r. 1458 królem 
Czech przez stronnictwo umiarkowanych husytów. Pod- 
jebrad, czując się bezsilny wobec Rzymu i niemców, 
szukał oparcia w Polsce, przyrzekając zwrot Ślązka, 
przymierze przeciwko krzyżakom i zapewnienie następ- 
stwa na tron czeski księciu polskiemu. Kongres, zgro- 
madzony w Bytomiu 1460 r. dla ułożenia wspomnia- 
nych warunków, nie mógł doprowadzić tych ważnych 
układów do skutku z przyczyny nieporozumień wyni- 
kłych między przedstawicielami Polski i Czech, tyczą- 
cych się dziedziczenia korony czeskiej przez polskiego 



- 55 — 

księcia; zawarto jednak przymierze między obu krajami 
przeciw wspólnym wrogom, t. j. krzyżakom i Aastrji. 
Osobiste spotkanie w Głogowie 1462 r. królów pol- 
skiego z czeskim zatwierdziło i rozwinęło ugodę By- 
tomską. Przez uznanie Podjebrada i zawarcie z nim 
sojuszu, Kazimierz stał się sprzymierzeńcem lieretyckie- 
go stronnictwa, którego Podjebrad był przedstawicielem. 
Wtedy stronnictwo katolickie, widząc w sojuszu, za- 
wartym między husytami a królem polskim, grożące mu 
niebezpieczeństwo, zwołało sejm do Igławy* pod prze- 
wodnictwem legata rzymskiego, postanawiając ofiaro- 
wać Kazimierzowi koronę czeską z prawem dziedzi- 
czenia, ale pod warunkiem, że zerwie umowę Głogo- 
wską i użyje wszystkicłi sił do zgniecenia husytów. 
Kazimierz wszakże odrzucił świetne warunki, przedsta- 
wiane mu przez uroczyste poselstwo stronnictwa kato- 
lickiego, pozostając wierny swej dla husytów przyja- 
źni. Wskutek tego stronnictwo katolickie wezwało na 
tron czeski Macieja Korwina, króla węgierskiego. Ale 
Kazimierz oświadczył, iż nigdy nie zezwoli na narusza- 
nie swych praw, nabytych traktatami, i, pomimo wy- 
mówek papieża, że działa na szkodę chrześcijaństwa, 
dotrzymał sojuszu z heretykami i wyklętym Podjebradem. 
Papież zażądał nawet ogłoszenia w Polsce wojny krzy- 
żowej przeciw husytom, lecz Kazimierz surowo zabronił 
tego, jako też wszelkich kroków nieprzyjaznych przeciw 
swemu sprzymierzeńcowi. Szlachetny ten postępek 
króla polskiego otrzymał zasłużoną nagrodę: zgroma- 
dzone stany czeskie obrały syna Kaźmierzowego, Wła- 
dysława, następcą Podjebrada, dobrze czującego niemo- 
żebność ustalenia władzy królewskiej w swej własnej 
rodzinie. Toż zgromadzenie postanowiło, iż książę pol- » 
ski ożeni się z Ludmiłą, córką Podjebrada, a synowie 
tegoż otrzymają w Czechach, po zgonie ojca, obszerne 
posiadłości. 



— 56 — 

Sprzeciwia- Duchowieństwo polskie stawiło w senacie gwałto- 

howi^enstwa ^^'^^y opór zatwierdzeniu tej ważnej umowy, ]30wstając 
polskiego przeciwko spólności z heretykami i sojuszowi z uparty- 
sytami. mi wrogami kościoła rzymsko-katolickiego i nalegając 
na króla, by zdobył Czechy mieczem i zgniótł przemocą 
opornych sekciarzy. Wszelako wymagania duchowień- 
stwa nie zostały uwzględnione, a senat potwierdził wy- 
bór księcia polskiego. Kazimierz przyrzekł otrzymać 
od papieża zatwierdzenie zrobionych husytom przez so- 
bór Bazylejski ustępstw, polegających na dozwoleniu 
komunji pod dwiema postaciami, nabożeństwa w naro- 
dowym języku, małżeństwa księży i sekularyzacji dóbr 
kościelnych. 

Przez Obra- Po zgoiiie Podjebrada r. 1470, stany czeskie ze- 

sława^róiem brały się w Kutnie dla potwierdzenia obioru Władysła- 

Jagiellońska ^va ; lecz, pomimo uroczystego uznania przez naród 

dynastja za- , . . i i • • -t • • i 'i i • 

siada na tro- praw księcia poiskiego. Zjawili się jako wspołzawodni- 
meczesim. ^^ do tronu: Maciej Korwin, król węgierski, Albert, 
margrabia Misnji, cesarz Fryderyk III i Henryk, syn 
zmarłego króla Jerzego Podjebrada. Jednakże prawa 
księcia polskiego, będąc przez naród i zmarłego króla 
uznane, na najsilniejszych opierały się podstawach: 
wspólność języka i pochodzenia łączyła Polskę z Cze- 
chami; narodowe i religijne swobody ocalone były przy 
, pomocy polaków; wszelkie więc względy zdrowej poli- 
tyki przemawiały za popieraniem sojuszu, najlepiej za- 
bezpieczającego słowian od zaborczych dążeń Niemiec. 
Stany czeskie, oceniając należycie' wszystkie te względy, 
otoczywszy się narodowem wojskiem dla zapewnienia 
sobie niezależności od wszelkich wpływów cudzoziem- 
skich, ogłosiły królem Władysława, księcia polskiego, 
.1471 r. To pamiętne zdarzenie ustaliło na długi czas 
religijne i polityczne swobody Czech, a rządy Władysła- 
wa i syna jego Ludwika (1471 — 1525) stanowią naj- 
świetniejszą w dziejach czeskich epokę, zaznaczającą 



— 57 ~ 

się wielkim rozwojem umysłowym, który przygotował 
złoty wiek piśmiennictwa narodowego. 

Może zbyt obszernie omawialiśmy stosunki, jakie 
istniały między Polską a Czechami w XV stuleciu, ale uczy- 
niliśmy to, by dowieść, że kraj nasz nie jest bez zasług 
w podtrzymywaniu reformacji Husa, która utorowała dro- 
gę Lutrowi. I istotnie, jeśli Niemcy mogą się szczy- 
cić uskutecznieniem reformacji, to my, słowianie, chlubić 
się możemy, żeśmy położyli jej podwaliny. Sam Luter 
świadczy o zasługach Husa następującemi słowy: „Jan 
Hus wyplenił chwasty z winnicy Chrystusowej i po- 
tępił zgorszenie stolicy rzymskiej; zastałem już rolę 
żyzną i dobrze uprawną. Powstałem przeciw naukom 
papieża i zniweczyłem je. Hus był ziarnem, przeznaczo- 
nem na zamarcie i pogrzebanie, by mogło odżyć i wzro- 
snąć." 

Rzecz dziwna, że nauka Husa, bardzo w Polsce Prawdopodo- 
rozpowszechniona w XV wieku, nie odniosła tam zu- ny, dla któ- 
pełnego zwycięstwa i nie stała się wyznaniem państwo- Ę^^g^^j^/^^^^^y. 
.wem. W części można to przypisać tej okoliczności, iż ciężyła w roi- 
w Polsce nie istniały powody, popierające reformację Hu- 
sa w Czechach, a mianowicie: niebyło walki między pier- 
wiastkami .niemieckim a siowiańskim, czyniącej z nauki 
Husa środek ochronny dla stronnictwa narodowego prze- 
ciw wpływom cudzoziemców i dającej przekonaniom 
religijnym potężne poparcie uczuć narodowych. Pobu- 
dek takich całkiem brakło w Polsce, niezależnej i nie 
potrzebującej bronić swej narodowości przeciw wzrasta- 
jącemu wpływowi obcych, jak to było w Czechach. 
Nieszczęsne niezgody między samymi husytami, które 
tak szkodliwie podziałały na sprawę reformacji w Cze- 
chach, niezawodnie też ujemny wpływ wywarły na jej 
rozwój w Polsce. Bądź co bądź, bardzo ubolewać na- 
leży nad tem niepowodzeniem, albowiem zwycięstwo 
nauki Husa w Polsce doprowadziłoby niezawodnie wię- 



— 58 — 

kszośd, a nawet może wszystkich słowian do przyjęcia 
wiary ewangelicznej i spoAvoclowałoby, prawdopodobnie, 
całkowity upadek romanizmu w Europie. Zresztą, clio- 
ciaż rzymski katolicyzm pozostał kościołem panującym 
w naszym kraju, zachowując swe zewnętrzne formy, 
duch jego jednak uległ wielkiej zmianie. Katolicyzm 
rzymski w XV wieku szybko tracił swój wpływ na du- 
cha narodu naszego, dobrze przygotowanego do przyję- 
cia reformacji, co tłómaczy łatwe krzewienie się jej 
w następnem stuleciu. 
Stan religijny Wszechnica Krakowska, założona 1400 r., wielce 

Polski w XV się przyczyniła do postępu umysłowego Polski w XV 
^^^ "■ stuleciu, w ciągu którego rozwinęło się prawodawstwo 
narodowe. Jużeśmy wspomnieli, że w połowie tego 
wieku ustaliło się w Polsce prawo osobistej nietykal- 
ności szlachty polskiej. Władzę królewską ograniczała 
utworzona, na podobieństwo dzisiejszego odpowiedzial- 
nego ministerjum, rada, złożona z czterech senatorów, stale 
przy boku królewskim przebywająca, bez zezwolenia któ- 
rej rozporządzenia panującego nie miały legalnego zna- 
czenia. Przez podział ciała prawodawczego na izbę 
wyższą i niższą, czyli senat i izbę poselską, przedstawi- 
cielstwo narodowe pozyskało formę dokładnie określoną 
na sejmie w Piotrkowie 1453 r. Sejm z roku 1459 
pamiętny jest wielce dla roztrząsanych na nim wa- 
żnych zagadnień konstytucyjnych i na szczególną zasłu- 
guje uwagę z przyczyny wniosków, dotyczących zmian 
w ustroju państwa a wygłoszonych tamże przez Jana 
Ostroroga i spisanych przezeń następnie w jego dzie- 
le: „O ustroju Rzeczypospolitej", wydanem bez daty 
i miejsca. 
Reforma ko- Ostroróg znakomitym był człowiekiem nietylko dla 

ścielna z wnio- . ,, . . . , • i • ^^ • i 

sków Ostro- Wielkiej swej uczonosci, lecz i dla zajmowanego w kra- 

roga 1 r. ^^^ stanowiska. Ojciec jego zarządzał Polską w czasie 

wyprawy króla Władysława pod Warnę, a on sam był wo- 



— 59 — 

jewodą poznańskim i na wszechnicy w Padwie, dokąd 
szlachecka młodzież polska powszechnie jeździła dla do- 
kończenia nauk, oti'zymał stopień doktora praw. Prze- 
konań jego nie należy uważać za porywy entuzjasty, 
zostającego pod silnem wrażeniem nowych dla społe- 
czeństwa swego pojęć, które śród niego pragnął rozpo- 
wszechnić; były one raczej wyrazem zapatrywań, podzie- 
lanych podówczas przez całą myślącą część narodu. 
Spokój i godność, przebijające w dziele Ostroroga, do- 
wodzą, że nie było ono wypowiedzeniem dążeń kilku 
zagorzałych zwolenników środków gwałtownych, lecz 
streszczało poglądy stronnictwa umiarkowanego, które 
dążyło do zmian przez wiek wymaganych. Roztrząsa- 
nie wartości wyżej wymienionych wniosków, o ile te 
odnoszą się do spraw polityki, nie należy do naszego 
przedmiotu ; ograniczymy się zatem na podaniu kilku 
wyciągów, dotyczących spraw kościoła: 

§ I. Możemy polecić papieżowi Polskę jako pań- 
stwo katolickie, lecz nie przystoi przyrzekać mu bez- 
względnego posłuszeństwa ; król polski niczyjej nad so- 
bą nie uznaje zwierzchności, prócz Boskiej. 

§ II. Nie godzi się królowi polskiemu pisywać do 
papieża z pokorą i uniżonością, albowiem nie jest jego 
poddanym. Pokora sama przez się niezła jest, ale prze- 
sadzona staje się potępienia godna, zwłaszcza, gdy jest 
okazywana temu, którego powaga odnosi się -wyłącznie 
do spraw duchownych. Chrystus nie poddawał spraw 
świeckich władzy stolicy apostolskiej, natomiast rzekł: 
„Królestwo Moje nie jest z tego świata". Duchowień- 
stwo obowiązane jest ponosić ciężary państwowe na 
równi z innymi obywatelami kraju. 

§ III. Gdyby księża i biskupi istotnie byli ducho- 
wnymi, sprzeciwiłbym się wtrącaniu się władzy świe- 
ckiej do wyboru na godności kościelne: król rozdawał- 
by tylko urzędy, a duchowieństwo czuwałoby nad zba- 



— 60 — 

wleniem dusz; zupełny rozdział obowiązków świeckicli 
i ducŁiownycłi byłby wówczas możebny. Lecz niema 
nikogo, ktoby zbadał i jasno określił obowiązki ducłio- 
wieństwa. Trzeba je pozostawić zwyczajowi, ale, dla 
imiknienia większego zła, do obsadzania posad duclio- 
wnych należy upoważnić króla, który, dla zapobieżenia 
wzajemnej nienawiści między duchownymi a świeckimi, 
będzie wybierał ludzi światłych i łagodnych. 

§ IV. Pożałowania godne jest, iż włoska prze- 
wrotność zubożyła królestwo polskie rozlicznemi zdzier- 
stwy: Rzym wybiera corocznie znaczne sumy pod po- 
zorami wiary i pobożności, a właściwie przez utrzyma- 
nie ludu w przesądach. Biskupi nigdy nie otrzymają 
święceń, nie zapłaciwszy kilku tysięcy dukatów rzym- 
skiemu kapłanowi, aczkolwiek, wedle praw kanoni- 
cznych, wyświęcanie biskupów należy do arcybiskupa. 
Nasza powolność i niedbalstwo nadały włoskiej prze- 
wrotności i nadużyciom moc prawa. Annaty pierwo- 
tnie przeznaczone hjly na koszta wojny z turkami: 
wojna ustała, lecz annaty pozostały; niesprawiedliwe 
tedy jest dalsze wybieranie tego podatku, mającego 
swe źródło w mylnie rozumianej pobożności. Papieże 
nie powinni, pod pokrywką religji, dopuszczać się nad- 
użyć. 

§ V. Pod pozorem Avojny z turkami nałożył bi- 
skup rzymski najniesprawiedliwsze podatki. Polska 
przynajmniej powinna być od nich uwolniona, gdyż 
bezustannie walczy z turkami i tatarami. Znajdując 
się na ki-esach chrześcijaństwa, stale broni ich od napa- 
ści niewiernych ; sądzę przeto, że annaty, dawane pa- 
pieżowi, mógłby pobierać skarb narodowy. 

§ VI. Duchowieństwo zawsze stara wymówić się 
od udziału w wydatkach państwowych, udając oba- 
wy tam, gdzie te nie zachodzą; zapomniało widać, 
iż nadmiar jego dochodów winien być oddawany na ko- 



— 61 — 

rzyść ubogich. Czyniąc zły użytek z dóbr swoich, po- 
pełnia duchowieństwo kradzież; gdyby kościół zechciał 
poświęcić swe mienie na wyłączną korzyść ubogich, 
byłaby to najszlaclietniejsza jałmużna. 

§ VII. Zarzucają królowi nakładanie ciężarów na 
dobra opatów i innego duchowieństwa. Ale ojcowie 
nasi nie bez celu pono tak hojnie obdarzali klaszto- 
ry: czynili oni to z myślą, by wszystko, co pozostanie 
z utrzymania mnichów, którzy winni żyć skromnie, obraca- 
ne było na potrzeby kraju. Wymawiają też królowi, 
iż z naczyń kościelnych kazał bić monetę; nie czytali 
snąć, co pisze św. Bernard : ^Kościół ma złoto nie 
dla posiadania, lecz dla udzielania potrzebującym." Król 
zabrał naczynia kościelne, bo mu były potrzebne; a Rzym 
gromadzi bogactwo przez swą jurysdykcję, gdyż proce- 
sy przed trybunałami duchownymi trwają niekiedy 30 
lat a strony umierają, nie doczekawszy ich końca. Rzym 
nie przyjmuje owieczek bez wełny, a kraj ponosi stąd 
wielkie straty. Prawda', że otrzymujemy jakieś tam 
bulle. Zaiste, piękna mi zamiana! Znajdują się prze- 
cież między nami tacy, co po wrażają te piśmidła rzymskie, 
zaopatrzone w czerwone pieczęcie i lniane sznurki, a za- 
wieszone przy drzwiach kościelnych. Nie powinniśmy 
poddawać się włoskim oszustw^om. Mając we własnym 
kraju biskupów, arcybiskupów^ a nawet prymasa, cze- 
mużbyśmy swoich spraw- nie mieli rozstrzygać sami? 

§ VIII. Czyż nie są oszustwem 0Ave bulle, zwane 
odpustami, a narzucane nam w^brew woli króla i sena- 
tu? Papież zbiera bogactwa, upewmiając, że daje roz- 
grzeszenie, ale Bóg rzekł przez usta Swego proroka: 
„Synu Mój, daj Mi serce twoje," a nie pieniądze. Pa- 
pież udaje, iż obraca swe skarby na budowanie kościo- 
łów, lecz W" istocie używka ich dla wzbogacenia swych 
krewnych, że już pominę milczeniem rzeczy o wiele 
gorsze. Są jednak zakonnicy, wychwalający takie bajki; 



— 62 — 

jest też bez liku kaznodziejów i sj)owiedników, my- 
ślącycli jedynie o zebraniu obfitych plonów doczesnych, 
którzy, ograbiwszy ubogich ludzi, oddają się różnym 
zbytkom. 

§ IX. Po Rzymie kraj nasz jest największym zbior- 
nikiem oszustwa i świętokupstwa: duchowieństwo sprze- 
daje pogrzeby, ostatnie oleje, pokutę, chrzty, śluby, t. j. 
wszystkie obrzędy, które winny być bezpłatnie udziela- 
ne. Biskupstwa zostały założone i wyposażone po to, 
by opłacały i utrzymywały sługi kościoła. Dziesięciny 
pierwotnie płacone były przez bogatych a nie przez 
ubogich, ale obecnie rzecz się dzieje odwrotnie. Czyż 
to jest zastosowanie zasady Pisma Świętego: „Żądam 
miłosierdzia, a nie ofiary" ? 

§ X. Wielkiem złem jest, że klasztory zapełnione 
są próżniakami i nieudolnymi ludźmi. Sw. Paweł upo- 
mina do przezorności w udzielaniu święceń; jakież bo- 
wiem zgorszenia i nadużycia sprawiło zaniedbanie tej 
rady! Mnich, ogoliwszy głowę i włożywszy kaptur, są- 
dzi, że jest powołany do poprawiania całego świata ; 
wrzeszczy i rzuca się na kazalnicy, gdyż nie widzi ża- 
dnego przeciwnika. Ludzie, nietylko uczeni ale i po- 
siadający niższy stopień wykształcenia, nie mogą bez 
wstrętu słuchać graniczących z bluźnierstwem niedo- 
rzeczności, głoszonych przez takich kaznodziejów. 

§ XL Do stanu duchownego wstępują pospolicie 
ludzie najnieodpowiedniejsi, albowiem próżniactwo mi- 
łą jest rzeczą, błogosławionym wypoczynkiem. Zachę- 
ceni są zapewne do tego słowami św. Pawła, który mó- 
wi: „Jeśli kto biskupstwa żąda, dobrego dzieła żąda," 
lecz nie zastanawiają się, że złem jest pożądanie bi- 
skupstwa dla korzyści, jakie przynosi. 

§ XII. Liczba robotników i rękodzielników wciąż 
się zmniejsza, a powodem tego jest, iż każdy chciałby 
przywdziać kaptur, aby prowadzić życie próżniacze 



— b3 — 

i niepożyteczne. Obowiązkiem jest władzy zapobiedz 
rozpowszechnieniu w kraju próżniactwa i włóczęgostwa. 
Należałoby przeto wydać rozporządzenia, zabraniające 
miastom przyjmowania tak wielkiej liczb}^ mnichów 
i niemieckich żebraków. Żebractwo winno być zniesio- 
ne, bo klasztory mają obowiązek żywić i przyodziewać 
ubogich. Papież zagarnia zwykle dobra umierających 
bez testamentu biskupów, czyż więc jeszcze niedosta- 
tecznie jest zaopatrzony ? Byłoby o wiele właściwiej, 
gdj^by dobra te oddawano na rzecz skarbu państwo- 
wego. — 

Wypowiedziane w ten sposób przez senatora, przed 
królem i zebranjmii stanami poglądy na kościół rzymsko- 
katolicki zawierały w sobie naganą takiej goryczy pełną, 
jakby 'pochodziły z ust husyty ; nie dziw przeto, iż wnio- 
ski te nazwane zostały przez katolickich pisarzy nasie- 
niem nieposłuszeństwa i chciwości, albowiem przyjęcie 
ich pociągnęłoby za sobą całkowite zerwanie Polski 
z Rzymem. Chociaż Ostroróg nie napadał na naukę 
wiary kościoła rzymskiego, ale szyderstwo, z jakiem 
występował przeciw odpustom, podkopywało jego pod- 
stawy. Nie dotykał on wcale komunji pod dwiema 
postaciami, która była sprawą najważniejszą dla refor- 
matorów czeskich; ale śmiałe jego wystąpienie przeciw 
zepsuciu i nadużyciom Rzymu i stanowcze domaganie 
się ich usunięcia zdradzają w nim ducha oporu równie 
śmiałego, jak ten, którym ożywieni byli dogmatyczni 
reformatorowie czescy. *) 



*) Sprawy husyckie i walka z kościołem katolickim za czasów Kazimierza 
Jagiellończyka oraz działalność Ostroroga nie zostały dotychczas wyczerpująco 
zbadane. Najlepszy może obraz tych stosunków, na podstawie nowszych badań, 
można znaleźć u Caro „Gescbichte Polens". "Wiele także oświetlił ową epokę 
w swych pracach Antoni Prohazka. Działalności Ostroroga poświęcone są pra- 
ce Caro, Dobrzyńskiego, Swieżawskiego, Rembowskiego i nakoniec A. Pawiń- 
skiego (1883). ^ j^_ 



— 64 -^ 

stan kościoła PrzecI zakończeniem tej części naszych dziejów 

w Polsce w skreślimy pokrótce jeszcze obraz kościoła AYschodniego 
tym okresie. ^^ Polsce, rozciągającego swą władzę na wielką część 
kraju a wrogiego stolicy apostolskiej. 

Słowianie, zamieszkujący przestrzeń od jeziora Ła- 
dogi do Kijowa, od Kijowa do Dniestru aż po góry 
Karpackie, nawróceni do chrześcijaństwa przez aposto- 
łów kościoła Wschodniego, przyłączyli się do tegoż. 
Przed przybyciem waregów, czyli normandów, podzieleni 
byli na liczne plemiona, noszące różne nazwy, ale po 
ustaleniu się u nich wareskiej dynastji Euryka, przy 
końcu IX wieku, przyjęli ogólne miano Eusi. Na- 
stępcy Włodzimierza Wielkiego, podzieliwszy obszerne 
jego państwo, utworzyli wiele niezależnych księstw, roz- 
ciągających się od brzegów Wołgi do stoków Karpat. 
Aczkolwiek księstwa te nie zatraciły wspólnej im na- 
zwy Eusi i podlegały rządom książąt, pochodzących z tej- 
że samej normandzkiej dynastji Euryka, rozdzielone 
jednak były nietylko politycznie, ale i ze względu na 
rozmaitość swej ludności. Księstwa północno-wscho- 
dnie jak : Włodzimierz, Eiazań, Twer, zamieszkiwały 
plemiona słowiańskie, wielce się różniące zwyczajami 
i mową od słowian południowo -zachodnich. Prócz te- 
go słowiańska ludność księstw północnych zawierała 
silną przymieszkę całkiem odrębnego plemienia fińskiego. 
Księstwa zaś południowo -zachodnie jak: Kijów, Łąck, 
Halicz, zajęte były przez słowian, którym Nestor daje 
nazwy: Polan, Siewierzan, Bużan, wywodząc te na- 
zwy od miejscowości zajmowanych przez te plemiona, 
o których wyraźnie twierdzi, że były jednego po- 
chodzenia z lechitami czyli polakami, osiadłymi na brze- 
gach Wisły. Wskutek owładnięcia przez mongołów 
w połowie wieku XIII księstw północno-wschodnich,' 
został dokonany ostateczny rozdział tychże z połu- 
dniowo -zachodniemi, które, aczkolwiek najeżdżane 



— ' 65 — 

przez barbarzyńców azjatyckich, uniknęły ich pano- 
wania. 

Najważniejsze z nich było księstwo halickie, obej- 
mujące obszerną przestrzeń kraju między Polską, Węgrami 
a Litwą. Z przyczyny geog-raficznego swego położenia 
księstwo to zostawało w ciągłj^ch stosunkach polity- 
cznych z sąsiaduj ącemi : Polską i Węgrami; toż samo 
położenie oddzielało je od północno-wschodnich pań- 
stewek ruskich tak dalece, iż nie znajdujemy śladów 
jakichbądź stosunków dyplomatycznych między niemi 
od czasu przejścia tamtych pod panowanie mongołów\ 
Gdy w Haliczu wygasła rodzina panująca, Kazimierz 
Wielki, król polski, upomniał się o swe prawa do na- 
stępstwa i przyłączył to księstwo do Polski w r. 1340. 
Mądry ten król zabezj^ieczył swemu państwu posiada- 
nie tego ważnego nabytku przez zatwierdzenie jego 
mieszkańcom wszystkich dawnych praw i przywilejów 
Avraz z nadaniem im tjch swobód, któremi w tym cza- 
sie cieszyli się już polacy. Inne księstwa południowo- 
zachodniej Rusi, od czasu najazdu mongołów pozostają- 
ce w ciągłych zaburzeniach, prawie bez oporu zagar- 
nął w 1320 roku Gedymin, wielki książę litewski. 
Kraje te, stanowiące największą składową część Litwy, 
zostały prz^^łączone do Polski, gdy dynastja Jagielloń- 
ska zasiadła na potekim tronie, 1386 roku. W ten spo- 
sób Polska, w XIV Avieku, nabyła, pra^\de bez krwi roz- 
lewu, kilka miljonów poddanych, wyznających zasady 
kościoła Wschodniego. 

Przywileje, nadane mieszkańcom Halicza, zawie- 
szone zostały przez sejm w Horodle r. 1413, gdy ducho- 
wieństwo wymogło swym wpływem na królu Jagielle 
prawo, które wyłączało od państwowych urzędów i go- 
dności wszystkich nienależących do kościoła rzymskie- 
go. Zdaje się jednak, że postanowienie to nigdy nie 
zostało w czyn wprowadzone. Odwołał je Władysław 

Zarys dziejów r, formai-ji. Tom I. " 



— 66 — 

Warneńczyk ustaAvą 1443 roku, równającą w obliczu 
praw wyznawców kościoła Wschodniego z rzymskimi 
katolikami. 

Pierwszy metropolita kijowski mianowany był przez 
patrjarchę konstantynopolitańskiego 990 roku. Odtąd 
metropolici tego miasta, zarządzający kościołami całej 
Rusi, wyświęcani bywali w Konstantynopolu a wybie- 
rani przeważnie z pośród duchowieństwa greckiego. 
Po zdobyciu Konstantynopola przez łacinników 1204 
roku, gdy stolica cesarstwa wschodniego i patrjarchat 
przeniesione zostały do Nicei, wyświęcano tamże me- 
tropolitów Pusi do czasu, aż Michał Paleolog wypę- 
dził łacinników r. 1261 i rzeczy wróciły do dawnego 
porządku. Po zniszczeniu Kijowa 1240 r. metropolici ruscy 
zamieszkiwali we Włodzimierzu nad Klaźmą (w północno- 
wschodniej części Pusi), który był również stolicą wielkich 
książąt poddanych następcom Dżyngischana. Po przy- 
łączeniu Kijowa i zachodnich księstw ruskich do Litwy, 
gdy i Włodzimierz wcielony został do wzrastającej wciąż 
w potęgę Moskwy, metropolici starali się wszelkimi spo- 
sobami utrzymać swe zwierzchnictwo nad zachodnią 
częścią kraju a nawet niekiedy w nim mieszkali. Po- 
mimo wszystkich tych usiłowań, pomiędzy wschodnimi 
kościołami Moskwy i Rusi litewskiej nastąpił zupełny 
rozdział w 1415 roku, kiedy biskupi tej ostatniej, zgro- 
madziwszy się w Nowogródku, metropolitą kijowskim 
obrali Grzegorza Zamblaka, którego następcy zresztą, 
przez cały ciąg czasu panowania Polski nad Rusią, uzna- 
wali zwierzchnictwo duchowne patrjarchy konstantynopo- 
litańskiego. Chan krymski, zrabowawszy, za namową Mo- 
skwy, w r. 1484 Kijów, część zabranych tam naczyń 
cerkiewnych posłał w darze carowi. 

Papieże niejednokrotne czynili zabiegi celem nawró- 
cenia Rusi. Można też wnosić, że Włodzimierz Wielki, 
który w roku 988 zaprowadził na Rusi chrześcijaństwo, 



— 67 — 

utrzymywał pewne z Rzymem stosunki, gdyż patrjarcha 
konstantynopolitański radził temu księciu zaniecłiać 
wszelkiego znoszenia się z papieżem. Wysłany do Ki- 
jowa przez Benedykta VIII biskup nic nie uzyskał. 
Wielki książę Izjasław, pozbawiony przez brata panowa- 
nia i wypędzony z kraju 1073 r., schronił się na dwór 
Henryka IV i wysłał syna do Rzymu, błagając Grzego- 
rza VII, by mu przywrócił tron, przyrzekając wzamian 
oddać swój kraj pod duchowną i świecką władzę papie- 
ża. Grzegorz wystosował dnia 15 maja r. 1075 list do 
Izjasławowego brata Światosława, wzywając go do zrze- 
czenia się nieprawnie nabytej władzy, ale strofowanie 
papieża nie lepszy odniosło skutek od upomnień cesar- 
skich, a Izjasław, po śmierci brata odzyskawszy tron, 
wcale już nie myślał o papieżu, którego władza okaza- 
ła się bezsilną w powróceniu mu korony. Kronikarze 
wspominają o kilku usiłowaniach stolicy apostolskiej 
w celu rozciągnięcia władzy nad Rusią, ale czy 
usiłowania te odniosły, chociażby ch^vilowo, pożądany 
skutek, o tem nie wiemy. Jedna okoliczność zdaje się 
tylko wskazywać na pewien AYjDływ, jaki papieże wy- 
wierali na kościół ruski przy końcu jedenastego wie- 
ku. Efraim, uczony grek, metropolita kijowski od 
r. 1090 do 1096, naznaczył w używanym przez ko- 
ściół Wschodni kalendarzu Juljańskim, pod datą 9 
maja, uroczystość na pamiątkę przeniesienia relikwji 
Św. Mikołaja z Licji do Bari we Włoszech: święto 
obchodzone przez kościół rzymski a nieznane kościoło- 
wi greckiemu. Prawdopodobne też jest, że podczas 
ostatecznie dokonanego przez Michała Cerularego, pa- 
trjarchę konstantynopolitańskiego, rozdziału między ko- 
ściołami Wschodnim i Zachodnim metropolita ruski 
chwiejny był w uznaniu zwierzchności Konstantynopola 
czy Rzymu. Bądź co bądź, panowanie papieża nigdy 
nie mogło ustalić się w księstwach ruskich, aczkohviek 



— 68 — 

przedmiotem nieustających jego usiłowań był Hałicz^ 
położony między Łiatoliclcimi l^rajami Polski i Węgier 
a pozostający stąd w ciągłych z nimi stosunl<:ach. Węgrzy, 
zająwszy Halicz pod Kolomanem, usiłowali poddać Rzy- 
mowi i kościół tego kraju ; ale ich wypędzenie zniwe- 
czyło te zamiary. Daniel, książę halicki, znakomity wo- 
jownik i polityk, sądząc, że otrzyma od papieża skute- 
czną pomoc przeciw straszliwym mongołom, którzy 
zmusili go do płacenia im daniny i składania osobiste- 
go hołdu w obozie Dżyngischanowego wnuka, Batucha- 
na, rozpoczął w r. 1247 rokowania z Innocentym IV, 
który też wysłał legata, by tenże przyjął Daniela na 
łono kościoła rzymskiego, i przyrzekł pozostawienie kościo- 
łowi w Haliczu wszystkich zwyczajów i obrzędów, nie 
będących wręcz przeciwnymi nauce kościoła Zacho- 
dniego. Daniel zwlekał długo z otwartem przyznaniem 
duchowego zwierzchnictwa Rzymu; wreszcie, w r. 1254, 
przyjął od papieża koronę wraz z innemi oznakami 
królewskiej godności, został przez legata ukoronowany 
na króla halickiego i uznał uroczyście zwierzchność pa- 
pieską. Nie mogąc jednak doczekać się przyobiecanej 
nm pomocy, zerwał z Rzymem 1257 r., lekceważąc 
sobie groźne listy papieża Aleksandra IV. 

Greckie duchowieństwo w Polsce i na Litwie wy- 
słało przedstawicieli na sobór bazylejski; mimo to nie 
przyszło do porozumienia z kościołem Zachodnim. Gdy 
na soborze we Florencji cesarz Jan Paleolog poddał 
kościół Wschodni zwierzchnictwu Rzymu, metropolita 
moskiewski Izydor, uczony grek, poszedł za jego przy- 
kładem i powrócił w r. 1439, ozdobiony godnością kar- 
dynalską i nadaną mu władzą legata. Przejeżdżając 
w powrocie przez Polskę i Litwę, uroczyście głosił połącze- 
nie kościoła Wschodniego z Zachodnim; lecz przybywszy 
do Moskwy, został złożony z godnościi zamknięt}'- wmonaste- 
rze, skąd dopiero po niejakim czasie udało mu się umknąć. 



— 69 — 

Owo połączenie z Rzymem nie wywarło bezpośre- 
dniego wypływu na liościół grecki w Polsce i na Litwie ; 
ustaliło się ono znacznie później, gdy jezuici, zdoby- 
wszy przeważny wpływ w tych krajach, uciskali w^szy- 
stkie wyznania przeciwne papiestwu. W epoce refor- 
macji Lutra kościół Wschodni w Polsce znajdował się 
w stanie kwitnącym a naukę jego W3^znawała połowa 
prawie mieszkańców, do których należały najszlache- 
tniejsze w kraju rody. 






CZĘŚĆ DRUGA. 



ZAWIERAJĄCA WYPADKI OD R. 1508 DO R. 1572, TO JEST 
DO USTALENIA SIĘ NAUKI EWANGELICKIEJ W' POLSCE. 

EOZDZIAŁ I. 
Panowanie Zygmunta I Starego (1508—1548). 

Stan kościoła '\1[ 7" 

^tT?l^^" '^ pierwszej części naszego dzieła staraliśmy się 

w Polsce na Wykazać stan religijny Polski przed reformacją Lutra 
xvi'\v. i Zwingljusza, którzy powstali przeciw błędom i nadu- 
życiom kościoła rzymsko-katolickiego, i dowiedliśmy, że 
panoAvanie tego kościoła, zarówno przez wpływ nauki 
łiusyckiej jako też przez wolne prawa naszego kraju, silnie 
było podkopane. Widocznie jednak ducliowieństwo 
polskie, nie zdając sobie sprawy z niebezpieczeństwa 
swego położenia, wyobrażało sobie, iż burza zagraża- 
jąca jego istnieniu minęła. Zadowoleni z pozorów prze- 
wagi swej księża rzymsko-katoliccy nie czuli, iż moral- 
na ich siła znacznie była osłabiona a wpływ ich na 
umysł narodu wielce się zmniejszył. Synod w Piotrko- 
wie r. 1510 uchwalił kilka zbawiennych praw dla po- 
wstrzymania chciwości duchowieństwa a jednocześnie 
wydał rozporządzenie, by godnością kanoniczną obda- 
rzano ludzi dobrze z prawem obeznanych a proboszczowie 
obierani byli z pomiędzy duchowieństwa bogobojnego 
i wykształconego. Zabronił też księżom podejmowania 
w domu osób zarażonych herezją, co dowodzi, że w Pol- 
sce byli wówczas heretycy. Na synodzie w Łęczycy r. 



— 71 — 

1523 zatwierdzono wydane w^ r. 1505 niedorzeczne wiel- 
ce prawo, wyłączające nieszlachte^ od wyższych godności 
kościelnych. Nie dziw, że ta również niepolityczna jak nie- 
sprawiedliwa uchwała, przyjęta w Polsce przez kościół 
katolicki, zniechęciła doń klasy przez nią upośledzone. 
Zamierzono też naprawę ustroju wszechnicy Kra- 
kowskiej, powszechnie uważanego za wadliwy, co by- 
ło powodem, że wiele młodzieży udawało się na naukę 
do uniwersytetów zagranicznych, mianowicie do Stras- 
burga, pomimo iż w swej własnej ojczyźnie posiadali 
AYSzechnicę, pyszniącą się mianem ^, córki Sorbony." Wie- 
lu polskich studentów stale uczęszczało do utrzymywa- 
nej przez braci czeskich w Goldbergu na Ślązku aka- 
demji, gdzie głoszono zasady przez Rzym potępiane. Na 
sejmach w latach 1501 i 1505 niechęć ku duchowień- 
stwu zaznaczyła się w usiłowaniu ograniczenia zakresu 
jurysdykcji ducliownej, lecz nie doszło do wydania ja- 
kiejkolwiek w tym względzie ustawy. Ogół zresztą tak był 
wpływowi duchowieństwa niechętny, iż sądowe tegoż 
wyroki powszechnemu podlegały lekceważeniu. Sądy 
świeckie zdobyły wyższość nad duchownymi i wglądały 
w zakres ich działalności jako też i w sprawiedliwość 
Avyroków, pozostawiając je zazwyczaj bez wykonania. 
Nie pociągając za sobą utraty praw obywatelskich, klą- 
tw}^ kościelne pozostawały bez skutku. Duchowieństwo 
wymogło swym wpływem w r. 1516 na królu Zygmun- 
cie I wydanie rozporządzenia, nakazującego starostom, 
by zmuszali osoby wyklęte do próśb o rozgrzeszenie; 
starosta, któryby się pow^ażył nie wykonać lub roztrzą- 
sać wyrok sądu duchownego, sam miał uledz klątwie. 
Wszelako ten królewski rozkaz nigdy nie był zastoso- 
Avany, gdyż, podług dawnych naszych ustaw, rozporzą- 
dzenia przez króla wydane stawały się prawem dopiero 
wówczas, gdy przez sejm zatwierdzone zostały, co z wy- 
żej wspomnianem rozporządzeniem miejsca nie miało. 



— 72 — 

Antirzym- Jeszcze przed wystąpieniem Lutra spotykamy się 

wydane w W Polsce Z otwartą naganą rzymskich nadużyć: dzieła 
^aTatprz^ed"'^^^^® W Krakowie r. 1504 „de Vero cultu Dei" (o pra- 
wystąpieniem ^clznyej czci Boga) i „de matrimonio Sacerdotum" 
(o małżeństwie księży) zawierały nauki, uważane przez 
Rzym za heretyckie. W liście Bernarda z Lublina do 
Szymona z Krakowa w r. 1515 znajdujemy Avyraźne 
twierdzenie: „wierzyć należy tylko w Ewangelję; bez 
ludzkich przepisów możemy się obejść." Pojęcia te 
były wynikiem powszechnego ruchu umysłowego, jaki 
wówczas ogarnął całą Europę, a w którym Polska, prze- 
siąknięta zasadami Husa, nie mniejszy z pewnością od 
innych krajów brała udział. 
Eozpowszech- Reformacja Lutra szybko udzieliła się Polsce, sta- 
LutrawPru-le utrzymująccj stosunki z Niemcami wogóle a z Wi- 
w^kich wkr6-^^^^^®i'§"^ ^ szczególiiości, Z powodu uczęszczania mło- 
tce po^ogłosze- jyc]j polaków na tę wszechnicę. Skutki reformacji sa- 
tenberdze. skiej poczęły przedewszystkiem przejawiać się w Pru- 
sach królewskich. Kwitnąca ta kraina dobrowolnie pod- 
dała się królowi Kazimierzowi Jagiellończykowi, by uwol- 
nić się od ucisku panujących nad nią krzyżaków. Po 
długiej z zakonem wojnie, Prusy zostały ostatecznie 
wcielone do Polski r. 1466, zachowując atoli wsz}^- 
stkie swe prawa i przywileje; mając jednak miasta za- 
ludnione przez osadników niemieckich, przeważnie były 
niemieckie tak w mowie jak w zwyczajach i stosunkach, 
chociaż politycznie stanowiły część Polski. Głownem 
miastem Pi"us królewskich był Gdańsk, stanowiący przez 
swe korzystne położenie geograficzne środowisko handlu 
między Polską a zachodnią Europą. Ciągłe jego sto- 
sunki z Niemcami uczyniły go szczególnie dostępnym 
dla nauki Lutra, która rozeszła się w nim wkrótce po 
ogłoszeniu jej w Witenberdze. Już w r. 1518 mnich 
Jakób Knade, rodem z Gdańska, zrzuciwszy habit i po- 
jąwszy żonę, otwarcie występował w kazaniach swych 



— 73 — 

przeciw Rzymowi. Knade, oskarżony przez biskupa 
kujawskiego, osądzony został i wtrącony do więzie- 
nia. Stąd jednak po niejakim czasie AV)^puszczono go 
na wolność, lecz musiał Gdańsk opuścić ; schronił się 
przeto do mieszkającego w pobliżu Torunia szlachcica 
Krokowa, którego zasłaniały od prześladowań ducho- 
wieństwa szlacheckie przywileje, i tam, pod jego opieką, 
głosił dalej swą naukę bez j^rzeszkody. 

Nasienie, rzucone przez Knadego, nie było dla Gdań- Sprawy gdań- 
ska stracone: w r. 1520 wystąpił przeciwl^o nadużyciom 
rzymskim Jan Beschenstein; za jego przykładem po- 
szedł w r. 1522 Jan Bonhold, a w r. 1523 Maciej Bine- 
wald, kaznodzieja przy kościele św. Barbary. Jan Heg- 
ge, przezwany Winkelplochem, wypowiada publicznie 
przed mieszkańcami Gdańska pierwsze kazanie przeciw 
Rzymowi ; kilku innych duchownych zaczyna wygłaszać 
podobne przekonania. Nowatorstwa te sprawiły w Pol- 
sce wielkie wrażenie, a król Zygmunt I wj^dał 23 listo- 
pada 1523 r. gdańskiej radzie miejskiej rozporządze- 
nie, nakazujące jej utrzymanie religji istniejącej i wzbra- 
niające wprow^adzania do niej jakichkolwiek zmian. 
Radni, nie mogąc prawdopodobnie zastosować się w zu- 
pełności do rozkazów królewskich, wykonali je tylko 
w części; polecili jednak w r. 1524, by rozpatrywano 
kwestje nadużyć kościoła z całą względnością. Mni- 
chom pozwolono miewać kazania i odbywać spowiedź 
uszną, mieli oni jednak być tylko tolerowani, nie pod- 
legając wszelako prześladowaniu lub zniewagom. Przez 
przyjęcie niektórych naglących a wymaganych przez 
opinję publiczną reform rada miejska starała się wi- 
docznie ułagodzić wzrastające rozdrażnienie umysłów 
przeciw zakorzenionym nadużyciom kościelnym. Lecz 
mieszkańcy Gdańska nie byli tak umiarkowanego uspo- 
sobienia jak ich radni i domagali się jednogłośnie zmian 
bardziej stanowczych. Franciszkanin Aleksander i wy- 



— 74 — 

żej wspomniany Jan Hegge, dwaj śmiali reformatoro- 
wie, ulegając żądaniu parafjan kościołów panny Marji 
i Św. Katarzyny, zawładnęli nimi. Rada miejska za- 
chowała się biernie wobec tego postępku, ale ducho- 
wieństwo polskie postanowiło herezję w zarodku stłu- 
mić przemocą. Jan Łaski, arcybiskup gnieźnieński, 
udawszy się osobiście do Gdańska, rozpoczął kroki prze- 
ciAvko buntowniczemu duchowieństwu i jednego z po- 
śród nich, imieniem Pawła, wtrącił do więzienia. Wzbu- 
rzenie umysłów było jednak tak silne, że arcybi- 
skup zawiesił swe czynności, kazał Pawła wypuścić na 
wolność i wyjechał z miasta. To niepowodzenie arcy- 
biskupa rozzuchwaliło stronnictwo reformy tak dalece, iż 
wezwali Lutra, by nadał ustawę zborowi ewangelickiemu 
w Gdańsku, i odebrali duchowieństwu katolickiemu pięć 
kościołów, powierzając je księżom, sprzyjającym refor- 
macji. Reformacja ta była wszakże bardzo ■ nieokreślo- 
na: zamiast bowiem uskutecznić gruntowną naprawę 
kościoła i ustalić nowy porządek, oparty na podstawie 
Pisma Świętego i zwyczajach pierwotnego chrześcijań- 
stwa, dążono tylko do usunięcia kilku bardziej krzy- 
czących nadużyć, zachowując jednakże obrzędy kościo- 
ła rzymskiego i zasadnicze jego dogmaty. 

Gdańska rada miejska w nader trudnem ujrzała 
się położeniu, postawiona między obowiązkiem posłuszeń- 
stwa dla króla, wzbraniającego wszelkiego nowatorstwa, 
a życzeniami mieszkańców miasta, których wrogie dla 
Rzymu dążności z każdym dniem coraz wyraźniej wy- 
stępowały. Sama nie wprowadzała ona żadnych zmian, lecz 
uskuteczniane bez zasięgnięcia jej zdania pozyskiwały jej 
zgodę. Zdaje się, iż panowie radni obawiali się, aby 
zmiany religijne nie doprowadziły do zmian politycznych 
i by, przez wpływ demokratycznych pojęć, ohgarchja ich 
nie została zniesiona. Przez niewczesne zastosowanie 
władzy przyśpieszyli oni niebezpieczeństwo, którego się 



I o 



obawiali: uwięziwszy bowiem kilku najśmielszych refor- 
matorów, wywołali powstanie. Dnia 22 stycznia 152.5 
roku uzbrojeni mieszkańcy opanowali miasto i, wysła- 
wszy 12 najprzedniejszych z pośród siebie obywateli, za- 
żądali od radnych zwołania ogólnego zebrania, któreby 
ogłosiło reformację kościoła. Zgromadzenie to uchwali- 
ło kilka nader umiarkowanych ustaw, i tak: zakony 
miały być tolerowane, lecz mnichom pozostawiono swo- 
bodę opuszczania klasztorów; zakonnikom wzbronione 
zostały kazania, nawet prywatne, jako też zbieranie jał- 
mużny i odprawianie mszy nocnych; nowicjuszów przyj- 
mować nie dozwolono; mszę zachowano a w kościołach 
zakazano naruszać czegokolwiek do czasu objaw^ienia woli 
w tej sprawie króla polskiego. Rada przyjęła wszystkie 
te rozporządzenia dla uspokojenia wzburzonych umysłów; 
lecz powolność ta, wymuszona okolicznościami, nie zdo- 
łała zapobiedz przewrotoAvi politycznemu. Cztery tysią- 
ce mieszkańców, ustawiwszy działa naprzeciw ratusza, Ruch rewo- 
otoczyło go, zmuszając radę do rozwiązania się i do teczniony 
oświadczenia na piśmie, iż powstanie wywołane zostało gi^i^h refor- 
z własnej jej winy. Obrano nową radę, na której cze- i^atorow. 
le postawiono dawniejszego burmistrza Bischofa, który 
zręcznością swego j)Ostępowania umiał pozyskać przy- 
chylność stronnictwa ruchu, zachowując jednocześnie za- 
ufanie arystokracji miejskiej i rzymskich katolików. No- 
wa rada, pod naciskiem mieszkańców, rozszerzyła nie- 
znaczne dotychczas reformy kościelne: obrzędy rzymsko- 
katolickie i zakony zniesiono zupełnie ; skarby kościelne 
uznano za dobro publiczne, pozostawiając je wszakże 
nietknięte; klasztory i inne budynki, używane przez du- 
chowieństwo, zamieniono na szkoły i szpitale. Rada za- 
równo jak i mieszkańcy Gdańska, pragnąc dowieść, iż 
wprow^adzone przez nich reformy odnoszą się li tylko 
do spraw religijnych i nie posiadają żadnej cechy poli- 
tycznej, wyprawili do króla polskiego poselstwo z oświad- 



kl 



— 76 — 

€zeniem niewzruszonej swej dlań wierności i wyrażeniem 
nadziei, że król potwierdzi nowy porządek rzeczy, w ni- 
czem nie naruszający jego praw zwierzchniczych. 

Zdaje się, jakoby Zygmunt I nie wiedział na razie, 
jak w tym wypadku postąpić ; prowadzona bowiem prze- 
zeń w tym właśnie czasie z księciem pruskim Albertem 
wojna nie dozwalała mu użyć przeciw gdańszczanom środ- 
ków gwałtownych., które, rozjątrzając umysły ludu, łatwo 
mogły wywołać bunt i doprowadzić do przejścia Gdań- 
ska na stronę jego wroga. Za przykładem Gdańska mo- 
gły pójść Toruń, Elbląg i wiele innych miast Prus kró- 
lewskich a nawet ogół mieszkańców tej ważnej krainy 
mógł zniechęcić się do panowania polskiego.- Względy 
te prawdopodobnie skłoniły króla do zwłóczenia ze sta- 
nowczą odpowiedzią do czasu zawarcia pokoju z księ- 
ciem Albertem. Wnosząc z ogólnego zachowania się 
Zygmunta I wobec wyznawców nauki reformy, szybko 
pod jego panowaniem rozszerzającej się po całem pań- 
stwie, sądzimy, iż wstrzymałby się był od wszelkich gwał- 
townych kroków, gdyby nie względy j^olityczne, zniewa- 
lające go do stłumienia siłą rewolucyjnego ruchu, któ- 
ry, oderwawszy od kościoła panującego jedno z najwa- 
żniejszych miast kraju, łatwo mógł doprowadzić do odłą- 
czenia się tegoż od Polski. W r. 1525 stanęło przed 
monarchą ubrane w żałobne szaty poselstwo dawnej ra- 
dy miejskiej Gdańska, błagając o ratunek miasta, zagro- 
żonego zniszczeniem przez wprowadzenie do niego he- 
rezji, tudzież o przywrócenie w niem dawnego porządku 
rzeczy, upewniając, że pragną tego senat czyli rada 
miejska, najprzedniejsi obywatele i większa część mie- 
szkańców. Król wydał rozkaz do miasta Gdańska, aby, 
porzuciwszy wszelkie nowatorstwa, wróciło do dawnego 
porządku rzeczy tak pod względem politycznym jak re- 
ligijnym. Nowa rada, w imieniu własnem i mieszkańców, 
przedstawiła usprawiedliwienie swego postępowania. Roz- 



— 17 — 

kazano tedy radnym stawić sią przed królewski trybu- 
nał, czego, gdy nie uczynili, sejm zgromadzony w Piotr- 
kowie w 152(5 r. ogłosił wyrok, mocą którego Gdańsk, 
gdyby nie przywrócił u siebie dawnego porządku rzeczy, 
został wyjęty z pod prawa i pozbawiony przywilejów 
i swobód. Tenże sam sejm ucliwalił podróż króla do 
Gdańska celem uspokojenia miasta, lecz nie zarządził gro- 
madzenia wojska, gdyż przypuszczano, że sprawa ta bę- 
dzie załatwiona na drodze pokojowej. 

Gdj', na początku kmetnia, przybył król do Mal- 
borga, śród gdańszczan panowały niezgoda i niepewność. 
Gorliwi zwolennicy reformacji, przewidując niebezpie- 
czeństwo, grożące .świeżo zaprowadzonemu porządkowi 
rzeczy, doradzali zamknąć bramy miasta, uzbroić mie- 
szkańców i przygotować się do rozpaczliwego oporu; lecz 
burmistrz Bischof, tajemnie sprzyjający dawnemu po- 
rządkowi, odradzał tak śmiałe wystąpienie, które stron- 
nictwu reformy zapewniłoby ważne korzyści. Miesz- 
kańcy Gdańska wybrali zatem drogtj pośrednią: po- 
stanowili przyjąć króla a zarazem przygotować się do 
obrony. Salicet, jeden z głównych przywódców partji 
reformy, został wysłany dla powitania króla. Przyjęta 
go uprzejmie a nawet wprowadzono przed radę króle- 
wską, rozpramającą właśnie nad wyborem najwłaściwszego 
sposobu załagodzenia nieporozumień. Powrócił tedy z prze- 
konaniem, że król zgodzi się, aczkolwiek z pewnemi zmia^ 
nami, na utrzymanie nowo zaprowadzonego porządku 
w sprawach religijnych i politycznj^ch. Kilku wysokich 
urzędników państwa poprzedzało przybycie króla, który 
dnia 17 kwietnia odbył sw^ój wjazd do Gdańska, przy- 
jęty uroczyście i z uszanowaniem przez zastęp uzbrojonych 
mieszczan, więcej atoli mających pozór nieprzyjacielskie- 
go wojska niż spokojnych kupców. Gdy król zażądał roz- 
brojenia mieszkańców i wydania mu kluczów od bram 
miasta, spotkał się z pełną szacunku, lecz stanowczą 



— 78 — 

odmową. Rada odmówiła i^ównież uczynienia jakichkol- 
wiek ustępstw, lecz nie przygotowała się odpowiednio, 
by przeszkodzić królowi w wywróceniu nowego porząd- . 
ku rzeczy, który Zygmunt postanowił znieść śmiało i sta- 
nowczo. Nadworne wojska polskich magnatów niezna- 
cznie opanowały miasto: katolicka szlachta Prus króle- 
wskich przybyła z wielką siłą a książęta lenni Albert 
pruski i Barnim pomorski przyprowadzili swoje wojska. 
Zygmunt I Król Zygmunt I, widząc niezgodę stronnictwa re- 

przemocą zno- _ i i ^ i • n 

si reformację lormy, zachęcony przytem przez członków dawnej rady 
rządS^poii- miej.skiej jako też przez wielu przednich obywateli, nie- 
rT'^^^ chętnych raczej nowej formie rządu aniżeli zmianom re- 
ligijnym, postanowił przez użycie swej władzy króle- 
wskiej przywrócić w Gdańsku dawny stan rzeczy w spra- 
wach politycznych i religijnych. Członkowie dawnej i no- 
wej rady jako też przełożeni kilku rękodzielniczych 
i przemysłoAvych stowarzyszeń zostali wezwani przed 
króla, a zapytani przez marszałka koronnego Kmitę, czy 
uznają się hołdownikami Polski, powtórzyli przysięgę 
wierności. Zwolennicy zaś reformy byli tak przerażeni 
przewagą sił królewskich, że postawiony na radzie wnio- 
sek przywrócenia nabożeństwa rzymsko-katolickiego nie 
napotkał żadnego oporu. Zygmunt rozkazał uwięzić Sa- 
liceta i dwudziestu głównych przywódców ruchu re- 
formatorskiego a trzydziestu innych, którzy zbiegli, we- 
zwano przed sąd królewski. Z ponńędzy nich piętnastu 
skazano na ścięcie a pozostałych na wygnanie. 

Zajmujący zwłaszcza jest los Sahceta, głównego 
sprawcy przewrotu ; żądał on, by mu dozwolono osobi- 
ście bronić się przed królem. Otrzymawszy na to przy- 
zwolenie, bronił nader wymownie swej sprawy w obe- 
cności głównych obywateli miasta, twierdząc, iż w ca- 
lem swem postępowaniu był tylko wykonaAVcą woli wię- 
kszości swych współobywateli. Burmistrz Bischof, uda- 
jący tylko przyjaciela reformacji, powstał przeciw Sali- 



— 79 — 

cetowi, obwiniając go, że samowolnie zabrał złote i sre- 
brne naczynia kościelne, że głosił ludowi naukę Lutra 
i wzniósł przed swym trybunałem szubienicę. Salicet 
powołał się na świadectwo obecnycli obywateli, iż dzia- 
łał za ich zgodą i upoważnieniem; ale nikczemnicy ci, 
pod wpływem strachu^ zaprzeczyli jego twierdzeniu, po- 
czem obwiniony przestał się bronić i spokojnie poddał 
się swemu losowi. 

Obrano nową radę, która zatwierdziła bez oporu 
przy^vrócenie dawnego porządku religijnego i polity- 
cznego. Dla zapobieżenia nowej rewolucji wprowadziło 
zwycięskie stronnictwo surowe ustawy: ktokolwiekby 
przez dwa tygodnie nie wrócił na łono kościoła rzym- 
skiego, miał opuścić miasto pod karą śmierci; mnisi 
i mniszki, którzy złamali swe ślub}^, skazani zostali na 
A\'ygnanie; rozpowszechniania nauk przeciwnych katoli- 
cyzmowi, publicznie lub prywatnie, zakazano pod karą 
śmierci i konfiskaty majątku; wydawnictwo wszelkich 
przeciwnych kościołowi katolickiemu obrazów lub dru- 
ków karane być miało wygnaniem i konfiskatą mienia; 
ktoby ośmielił się utrzymywać z wygnańcami stosunki, ró- 
Avnież tracił swe mienie; kapitanowie okrętów odpowie- 
dzialni być mieli za prawowierność swej załogi; prawo 
obywatelstwa miejskiego udzielane być miało tylko ta- 
kim, których przynależność do katolicyzmu nie ulegała 
wątpliwości; zgromadzenie trzech lub czterech męż- 
czyzn lub kobiet, mające na celu zmianę ustalonego 
porządku rzeczy, podlegać miało karze śmierci ; każdy 
obcy, starający się rozszerzać fałszywą naukę, miał być 
samowolnie karany przez władze miejskie. *) 



*) Patrz „Yolnmina legum" ordinato civ. Gedanensis, z r. 1526. 

Niegodziwe to rozporządzenie, z powodu szybkiego rozwoju nauki ewan- 
gelickiej, stało się wkrótce martwą literą a zniesione było przez rozpoi-ządzenie 
króla Zygmunta Augusta, urzędownie nadające Gdańskowi i innym miastom 
Prus królewskich swobodę religijną. 



— 80 — 

Reakcja ta Dokonawszy na rewolucji krwawego odwetu, do 

względami którego nakłoniły Zygmunta (jakeśmy to już wspomnieli) 
meYarreli-'^'^*^^®] Względy polityczne niż religijne, opuścił król 
gijnyrai. Gdańsk w lipcu 1526 r. W istocie niema wątpliwości, 
iż obawa, aby niebezpieczny przykład Gdańska, wywra- 
cającego dawną formę rządu dla wprowadzenia nowej, 
nie oddziałał szkodliwie na inne części państwa, silniej 
wpłynęła na umysł króla, niż chęć utrzymania nienaru- 
szonej władzy kościoła rzymsko-katolickiego. Że wspo- 
mniana reakcja spowodowana została względami raczej 
politycznymi niż religijnymi, av tem przekonaniu utwier- 
dza nas ta ważna okoliczność, że Albert, książę pruski, 
który świeżo przyjąwszy luteranizm, zaprowadził go 
w swem państwie, chętnie jednak dał pomoc przeciw re- 
formatorom Gdańska. To samo rozporządzenie, które- 
go surowe ustawy wymierzone były przeciwko opornym 
Rzymowi, ześrodkowało rządy miasta w rękach kilku 
osób, starannie wyłączając ogół od wszelkiego udziału 
w sprawach publicznych. Postępowanie Zygmunta w dal- 
szym ciągu jego panowania nacechowane hylo wielką 
pobłażliwością dla przekonań religijnych, o ile te nie 
wkraczały w zakres porządku publicznego i powagi 
monarszej. W rozporządzeniu z r. 1528, wydanem 
w Piotrkowie, przyznaje się król do obawy zmian po- 
litycznych, które mogły być sprowadzone przez zmiany 
religijne. 
Rozwój lute- Wpływ reformacji Lutra nie ograniczył się do Gdań- 

innycTczę^ ska, Iccz jednocześnie rozszerzył się na wdele innych 
ściach Prus części Prus królewskich. W Toruniu naukę reformy 

królewskich ^ * i i • i • 

zaczęto głosić w latach 1520 i 1521. Aczkolwiek me 
było tam zboru publicznie wyznającego te zasady, były 
one jednak śród mieszkańców miasta tak rozpowszechnione, 
że gdy Ferrei, legat papieski, przybywszy w tym czasie do 
Torunia, zabrał się do uroczystego sj)alenia przed kościo- 
łem Św. Jana wizerunku i pism Lutra, zostali, on i je- 



— Bi- 
go pomocnicy, obrzuceni kamieniami przez tłum, który, 
zmuszając ich do ucieczki, ocalił z płomieni portret 
Lutra. Gdy w r. 1525 mieszkańcy tego miasta wszczq- 
li rozruch, głośno domagając się wprowadzenia reforma- 
cji, władze miejscowe uspokoiły ich środkami łagodny- 
mi. Silna skłonność ku nauce ewangelickiej zaznaczyła 
się też w Elblągu w r. 1523. W Braunsbergu, stolicy 
biskupa warmijskiego, obrządek luterski publicznie zo- 
stał wprowadzony w r. 1520, a biskup Lusignan nie 
prześladował nowatorów. Zdaje się, że był Lutrowi 
przychylny: gdy bowiem kanonicy kapituły robili mu 
wymówki z przyczyny jego pobłażliwości, odparł, że 
Luter twierdzenia swoje opiera na Piśmie Świętem, 
a zbijać je może każdy, kto czuje się ku temu na siłach. 
Reformację zaprowadziło u siebie i wiele innych miast 
pruskich, ale od czasu gwałtownego stłumienia jej w Gdań- 
sku 1526 r., w całym tym kraju nastąpiła reakcja rzym- 
sko-katolicka a dawny obrządek został wszędzie niemal 
przywrócony. 

Reakcja ta nie wywarła wszakże trwałego wpływu 
na Prusy królewskie, gdzie nasiona reformacji zbyt 
głębokie zapuściły korzenie, by mogły być wyrwa- 
ne przez ustawy prawodawcze. Pomimo surowych za- 
rządzeń z r. 1520 dominikanin Klein, nie zrywając Protestan- 
otwarcie z Rzymem, zaczął głosić w Gdańsku w r. 1534 fk^p^wraca" 
naukę ewangehczną. W r. 1537 zrzucił on habit mnisi ^^ ^^^^^' 
i został mianowany przez władze miejskie kaznodzieją 
przy kościele panny Marji ; usunąwszy ze świątyni obra- 
zy, Klein wprowadził nabożeństwo luterskie. 

Rada miejska zachowała się biernie wobec tego 
zdarzenia, a król ograniczył się na wzbronieniu gwałto- 
wnych napaści na kościół rzymski. Gdy jednak refor- 
macja stale rozwijała się w Gdańsku, wysłał tam Zy- 
gmunt z biskupów złożoną komisję, która rozpoczęła swą 
działalność od uwięzienia Kleina; lecz umysły ogółu 

Zarjs dzipjdw refornucji. Tom I 6 



— 82 — 

sprzyjały reformacji tak dalece, że biskupi, zmuszeni 
uwolnić Kleina, którego i nadal pozostawiono do śmier- 
ci (1546 r.) w spokoju, usunęli się, nic nie wskórawszy. 
Naukę reformacyjną, ustaloną w wielu innych miastach 
pruskich, Avzmocniło jeszcze przybycie braci czeskich 
w r. 1548, o czem później będzie mowa jako też o osta- 
tecznem zwycięstwie luteranizmu w Prusach królewskich. 
Słabe powo- Graniczące z Prusami a niepołączone jeszcze z Pol- 

dzenie nauki ii-, . ^ . ^ i-i i 

reformacyjnej ską Księstwo mazowiecKie, chcąc zapobiedz wprowadze- 
na Mazowszu, j^^^^ nauki reformacyjnej, wydało przeciw niej suro- 
we rozporządzenia. Książę Janusz ogłosił na sejmie 
w Warszawie ustawę, pod karą śmierci i konfiskaty 
majątku zabraniającą rozszerzania herezji w jakimkol- 
wiek języku lub jakimibądź środkami. Zakaz ten roz- 
ciągał się do czytania i posiadania podejrzanych dzieł, 
a żadne stanowisko ani najwyższa nawet godność nie 
chroniły przestępców od kary. Jakkolwiek na Mazo- 
wszu często zdarzały się odosobnione wypadki nawró- 
cenia na protestantyzm, nauka reformacyjną nigdy tam 
się nie ustaliła : należy to przypisać albo surowości 
praw, albo też niższemu stosunkowo stopniowi rozwoju 
umysłowego tej części Polski. Posłowie mazowieccy 
odznaczali się na sejmach stałą obroną sprawy Pzymu. 
Przypuścić należy, że pomiędzy powodami, które skło- 
niły Zygmunta III Wazę do przeniesienia królewskiej 
rezydencji z Krakowa do Warszawy, stolicy Mazowsza, 
prawowierność mieszkańców tej dzielnicy równie wa- 
żnym była czynnikiem w oczach tego fanatycznego mo- 
narchy, jak i środkowe położenie nowej tej metropolji. *) 



*) Ostatnie badania źródłowe (Zal^rzewsliiego i ogłoszone przez ks. Buko- 
wskiego wyjątki z aktów kapituły krakowskiej) rzuciły wiele światła na pierwsze 
początki reformacji w Polsce za Zygmunta I-go. Pozwalamy sobie poniżej naj- 
ważniejszemi z nich uzupełnić opowiadanie autora. 20 lipca 1520 r. król 
Zygmunt I w Toruniu ogłasza edykt zabraniający wprowadzania do kraju 
ksiąg Lutra, pod karą konfiskaty wszystkicli dóbr i wygnania. 15 lutego 1522 r. 
listem z Grodna do kanclerza Szydłowieckiego poleca król radzie miejskiej 



— 83 — 
Duchowieństwo rzymsko-katolickie w Polsce, otrzy- Środki przeci- 

1 .1 , n • . -, ^ wko reforma- 

mawszy ważne acz chwilowe tylko zwycięstwo nad nauką cji ze strony 
reformacyjną w Prusach królewskich, wszelkimi sposobami'^gJ^^'.*]!^['^[j^' 
starało się przeszkodzić szerzeniu się herezji i wykorze- ckiego. 
nić ją zupełnie w całem państwie; wydano też wiele 

w Krakowie współdziałać w wykonaniu dekreta toruńskiego, gdyż „nietylko księ- 
gi Lutra się rozchodzą, ale nawet publicznie dogmata .(ego są rozszerzane." Na- 
koniec 7 marca 1523 r. wydany został w Krakowie dekret (edictuni contra 
Lutberum), w którym król, przyznając, iż kara wygnania, ustanowiona przez edykt 
toruński, nie powstrzymała rozszerzania ksiąg Lutra i jego dogmatów w mieście 
Krakowie, podnosi karę za to samo przestępstwo do spalenia na stosie i konfiska- 
ty. W innym dekrecie z dnia 22 lipca 1523 r. poleca król czynić rewizję 
ksiąg w Krakowie na żądanie biskupa i poddaje wszystkie z zagranicy sprowa- 
dzane książki cenzurze rektora akademji krakowskiej. Jednocześnie w dekretach 
królewskich mamy ślad, iż luteranizm, oprócz w Krakowie, rozszerzał się także w Wiel- 
kopolsce, w m. Kościanie i w jego okolicach. W edykcie z dnia 28 grudnia 1524 r. 
poleca król Mikołajowi Tomickiemu, staroście kościańskiemu, przeprowadzić śledztwo 
i ukarać winnych. Skądinąd wiadomo, iż dekreta królewskie rzeczywiście były wy- 
wołane dość silnym ruchem reformacyjnym. Już 1522 r. ks. Marciu IBayer, ple- 
ban w Bieniarowie pod Biczem (województwo krakowskie), został uwięziony za 
„sprzyjanie i wychwalanie Marcina Lutra." W r. 1525 mamy w jednym Krakowie 
16 osób oskarżonych o „wyznawanie zasad ijutra, łamanie postów, zaprzeczanie 
użyteczności modlitw za zmarłych, czyśca, skuteczuości spowiedzi.'' Wszyscy obwi- 
nieni, naturalnie, wobec groźnych edyktów królewskich, do winy się nie przyzna- 
li. Są to przeważnie rzemieślnicy, organiści, psałterzyści i t. p. W r. 1526 spo- 
tykamy już dwóch księży: Bartłomieja, rektora szkoły Bożego Ciała na Kaźmie- 
rzu, i Macieja z Ropczyc, oskarżonych o herezję luterską; ostatni został skazany 
do więzienia dla księży na Lipowcu. Spotykamy również księgarza (Michała), 
oskarżonego o sprowadzanie książek przeciwnych wierze, i jakiegoś kowala cze- 
cha, skazanego na więzienie^za zaprzeczenie istnienia Chrystusa w hostji kon- 
sekrowanej. 

Pierwszy ślad w Polsce propagowania zasad luterskich z kazalnicy kościel- 
nej znajdujemy r. 1525 w Poznaniu, gdzie Jan Seklucjan, kaznodzieja przy koście- 
le Marji Magdaleny, znany później działacz na polu literatury ewangelickiej pol- 
skiej, zaczął kazać w duchu luterskim. Na żądanie króla oddalony przez ma- 
gistrat od kazalnicy, znalazł opiekuna w przemożnym magnacie wielkopolskim 
Andrzeju Górce, który go we dworze swym w Poznaniu opieką osłonił i urząd 
pisarza królewskiego przy cle wyrobił. Czy w czasie pobytu swego u Górki rze- 
czywiście 1530 r. stanął Seklucjan jako pastor na czele pierwszego zboru lutcr- 
skiego w pałacu Górki w Poznaniu, nie jest pewne, jak i istnienie owego zbo- 
ru w tymże czasie. W każdym razie do 1544 r. przebywał Seklucjan w Poznaniu. 
Tymczasem w Krakowie, pomimo nowych dekretów królewskich i sądów 
biskupich, liczba spraw, wytaczanych o luteranizm nie maleje. 1530 r. Piotr księ- 
garz staje oskarżony o sprowadzanie katechizmu luterskiego; tłómaczy się, iż go 
miał tylko sześć egzemplarzy. 1532 r. spotykamy już czterech poważnych obywateli 



— 84 — 

pism i książek przeciw Lutrowi i jego naukom. Synod 
w Łęczycy uchwalił w r. 1527 ponowne ustanowienie 
świętej inkwizycji, która miała podlegać władzy bisku- 
pów; zalecał także niektóre środki, zgodni ejsze z du- 
chem władzy kościelnej, jak np. : aby biskupi wyznacza- 
li światłych kaznodziejów, którzyby utwierdzali w lu- 
dzie zdrową naukę, unikając wszelkiego scholastycy- 
zmu, burzącego raczej, niż podtrzymującego wiarę w na- 
rodzie. Synod w Piotrkowie 1530 roku szczególniej za- 
lecił środki zapobiegające wprowadzaniu heretyckich 
pism, a synod zebrany w Łęczycy w r. 1532 nakazał 
użycia najsurowszych środków przeciw heretykom. Oba 
te synody starały się także zaprowadzić śród ducho- 
wieństwa niektóre reformy, a zwłaszcza przywrócić po- 
wagę sądów duchownych; ale najważniejszym, dla Avy- 
danych przez się ustaw w celu powstrzymania szybko 
wzrastającej herezji, był synod piotrkowski z r. 1542. 
Zakaz uczę- W r. 1534 duchowicństwo otrzymało od Zygmunta 

szczania na -p , . 

uniwersyte- 1-go rozkaz, mocą ktorego wzbroniono studentom pol- 

^;y protestan- 
ckie. 



oskarżonych o wyznawanie luteranizmu (10 grudnia), a w dwa dni potem wyto- 
czono odraza 7 podobnych procesów, sądząc z nazwisk przeważnie przeciwko- 
osobom pochodzenia niemieckiego. Następnego roku jeszcze jeden podobny proces 
spotykamy. Sprawy z księgarzami o książki luterskie mamy znowu w r. 1534, kiedy ob- 
winiono o to Hieronima Wietora i Filipa Winklera. Jednocześnie książki podobne 
znaleziono u Macieja z Opoczna, proboszcza w Sieciechowie. Lecz najważniejszą 
z tych spraw było wystąpienie Jakóba z Iłży, kaznodziei kościoła Św. Szczepana, 
„artium" magistra i ^coUeg-iati minoris collegii." Rzeczony ksiądz 1528 r., a więc 
prawie jednocześnie z Seklucjanową działalnością w Poznaniu, zaczął w swym 
kościele kazać po lutersku. Oskarżony zaprzeczył tema w sądzie, jednakże na- 
stępnie działalności swej w kierunku luterskim na kazalnicy nie zaprzestał i w r. 
1534 powtórnie przez biskupa Piotra Tomickiego do sądu pozwany został. Gdy 
znów zaprzeczał, wbrew zaprzysiężonym zeznaniom świadków, polecono mu przed- 
stawić swą apologję piśmiennie, po złożeniu której przekonano się o jej niezgo- 
dności z kościołem rzymskim i polecono błędy odwołać, co też .Jakób przyrzekł 
i co z rozkazu biskupa ludowi z ambony ogłoszono, iż ma nastąpić 20 paździer- 
nika tegoż 1534 r. Gdy jednak dygnitarze kościelni i lud oczekiwali go w ko- 
ściele, by usłyszeć odwołanie, nie ujrzano opornego, który ratował się uprzednio 
ucieczką do Wrocławia, skąd pomimo wydanego listu żelaznego powrócić nie chciał 
i zaocznie jako heretyk skazany został. Wyznanie wiary Jakóba, przytoczone 
w wyroku, jest już całkiem luterskie. 

H. M. 



— 85 — 

skim udawania się do prowadzonych przez heretyckich 
profesorów wszechnic cudzoziemskich i odwołano mło- 
dzież tam mą już kształcącą. Młodzieńcy, którzyby, lek- 
ceważąc rozkaz królewsl<:i, pozostali na Avzbronionych 
akademjach, mieli być ukarani wyłączeniem od wszel- 
kich urzędów i godności; zaś udający się tam wbrew za- 
kazowi podlegać mieli cięższym jeszcze karom. Roz- 
porządzenie to zostało jednak bezskuteczne, gdyż, nie 
będąc przez sejm zatwierdzone, nie miało siły prawa 
obowiązującego, zwłaszcza dla szlachty, która, osłonio- 
na od wszelkich samowolnych ograniczeń przywilejami 
konstytucyjnymi, nie jorzestawała uczęszczać na wzbro- 
nione wszechnice, a szczególniej do Witenbei^gi, koleb- 
ki luteranizmu. Pozostały też martwą literą: ustawa 
przeciw anabaptystom, ogłoszona w Krakowie 1535 r., 
i przeciw luteranom w Wilnie, te,goż roku; zarówno 
i te, któremi av roku 1541 groził król karą utraty szla- 
chectwa wszystkim przyjmującym w swych domach księ- 
ży heretyckich. Tego dowodzą i akta wyżej wymienionego 
synodu piotrkowskiego, na którym postanowiono zażądać 
od króla w^ykonania uchwał, wydanych przezeń przeciwko 
herezji. ISla tym samym synodzie zakazano rodzicom po- 
sjdania dzieci do szkół heretyckich; wzbroniono też czy- 
tania dzieł Lutra i Melanchtona, co wielu czyniło pod 
pozorem zbijania takowych; wreszcie zalecono poszuki- 
wanie pism heretyckich po domach obywateli. Władze 
miejscowe otrzymały rozkaz czuwania nad księgarzami 
i drukarzami, zabierania podejrzanych dzieł i wymierza- 
nia doraźnych kar na przestępcach. Wszelako ustawa 
ta nie zdołała narzucić więzów prasie, która wyrokiem 
la^ólew^skim z r. 1539 uznana została jako wolna. Synod 
ten przejęty był szczególniejszą nienawiścią dla czechów, 
często przebywających po domach polskich jako nauczy- 
ciele ; rozkazał więc, by życie, zgromadzenia i pisma łiu- 
sytów podlegały ścisłemu nadzorowi. Tenże sam synod 



— 86 — 

zalecił, jako przykład do naśladowania, ustawy św. in- 
kwizycji i jej postępowanie z herezją i heretykami. Sy- 
nod w Piotrkowie w r. 1544 potwierdził uchwały z r. 1542 
z dodatkiem nowych rozporządzeń co do polskich akade- 
mików, uczęszczających na luterskie uniwersytety w Niem- 
czech. Wszystkie te postanowienia, na wymienionych 
synodach przeciwko nauce reformacyjnej ogłoszone, oka- 
zały się płonnemi, gdyż swobody konstytucyjne narodu, 
starannie ograniczające zakres jurysdykcji duchownej, unie- 
możliwiły duchowieństwu prześladowanie ludzi, uważa- 
nych przez nie za heretyków zasługujących na kary naj- 
surowsze. *) Synod piotrkowski w r. 1547 zmuszony 
był wyznać, że kościół wielce zagrożony jest herezją, 
która, rozszerzywszy się po wszystkich djecezjach, zara- 
ziła nawet i samo duchowieństwo. Dodać należy, że 
Sejm w Kra- ^ przeciwieństwie do postanowień synodów sejm w Kra- 
przyznajc po- kowie r. 1543 udziclił polskim obywatelom prawa uczę- 

lakom prawo . . . . i • i • * a\ 

uczęszczania szczania na uniwersytety cudzoziemskie. ^ ^) 

na uniwersy- 
tety zagrani- . 

czne. 

*) Protokuły wielu synodów owego czasu przepełnione są skargami na 
pogardę, z jaką traktowano władzę sądów duchownych, a w niejednej ustawie pol- 
skiej przejawiają się silna zazdrość i nienawistne uczucia względem duchowieństwa. 
Sejm 1538 r. zabrania duchowieństwu polskiemu, pod karą śmierci, otrzymywania 
jakichkolwiek dostojeństw od stolicy apostolskiej, a zakaz ton częstokroć później 
powtarzano. W r. 1543 zniesione zostało płacenie annatów. W r. 154:4 ma- 
jątki kościelne poddano ogólnym przepisom. W r. 1565 uchwalono, aby ducho- 
wny, dopuszczający się jakiegokolwiek przestępstwa, sądzony był przez zwykły 
trybunał, a nie pi'zez duchowny. 

**) Wspomnieć też należy o godnem uwagi wydarzeniu w Krakowie za 
czasów Zygmunta I. Niejaka Katarzyna Woygel, żona Melchjora Weygla, złotni- 
ka i rajcy krakowskiego, kobieta 80 lat licząca, stanęła przed sądem duchownym 
oskarżona o odstępstwo do religji żydowskiej. Zapytana o przekonania, odpo- 
wiedziała, że „wierzy w istnienie jednego Boga, Stwórcy świata widzialnego i nie- 
widzialnego, którego ogarnąć nie zdoła rozum ludzki." Zarzucano jej, jakoby zaprze- 
czała ])rawdzie, objawionej w Ewangelji. Ponieważ trwała w swych przekonaniach, 
pomimo napomnień sędziów, którzy przedstawiali jej niebezpieczne następstwa jej 
uporu, spalona została na rynku krakowskim. Górnicki, współczesny historyk, 
który opowiada to zdarzenie, dodaje, że poszła na śmierć z wielkim heroizmem. 
Akta biskupie krakowskie opowiadają fakt ten podobnie, jak Górnicki. Ale Jiu- 
dzyński Stanisław, pisarz socyniański, który Weyglowę nazywa Zalaszowską, wy- 



— 87 — 

Wymieniwszy główne, odnoszące się do spraw re- 
ligijnych ustawy, przyjęte w Polsce za panowania Zy- 
gmunta I-go, postaramy się skreślić osobisty charakter 
i przekonania tego panującego, gdyż one z konieczności 
wywarły wybitny wpływ na losy nauki refoimacyjnej, 
która za czasów jego rządów zdobyła sobie w ojczyźnie 
naszej poważne stanowisko. 

Zygmunt I wstąpił na tron po śmierci brata swe- Charakter 

A , 1 1 r. ■ • 1 . ^ Zygmunta I. 

go Aleksandra w r. 1506, mając juz lat 40. Otrzymał 
on znakomite wykształcenie literackie pod kierunkiem 
sławnego uczonego, włocha Filipa Buonaccorsi, lepiej 
znanego u nas pod przybranem nazwiskiem Kallimacha, 
który, zmuszony opuścić własną ojczyznę, znalazł zaszczy- 
tne przyjęcie na dworze Kazimierza Jagiellończyka, gdzie 
mu powierzono wychowanie synów królewskich. Zy- 
gmunt miał charakter prawy i szlachetny, obdarzony 
był też wielką odwagą, której niejednokrotnie dał dowody 
w rożnych ciężkich przejściach; główną jednak właści- 
wością jego usposobienia była opieszałość i dobroć ser- 
ca, często w słabość przechodząca: dwie cechy rodu Ja- 
giellonów. Ta okoliczność objaśnia nam wciąż występu- 
jącą chwiejność postępowania tego monarchy w spra- 
wach religijnych, które były przedmiotem sporów za- 
kłócających jego panowanie. Pod naciskiem duchowień- 
stwa lub niektórych fanatycznych senatorów wydawał 
częstokroć surowe rozporządzenia przeciwko nowator- 
stwem religijnym, lecz nie zastosowywał ich prawie ni- 
gdy, z wyjątkiem spraw gdańskich, które w jego oczach 
więcej miały znaczenie pohtyczne niż religijne. Gdy in- 
kwizytor krakowski Mikołaj Bedleński uznał za jawnego 



raźa przypuszczenie, że była ona pierwszą socynianką w Polsce. Lubieniecki 
utrzymuje, źe przeczyła nauce o transsubstancjacji. Okrutny wyrok nad nieszczę- 
śliwą kobietą, wyrok tak sprzeczny z charakterem narodowym, został wywo- 
łany głównie przez Gamrata, faworyta królowej Bony, kt(jrego wpływ^y jej wynio- 
sły na tron biskupi w Krakowie, choć był człowiekiem rozwiązłych obyczajów. 



— 88 — 

heretyka Jakóba z Iłży, kaznodzieję przy kościele św. 
Jana, król ujął się za nim, nie dopuszczając jego uka- 
rania. Gdy sławny przeciwnik Marcina Lutra, Jan Eck, 
poświęcił Zygmuntowi swe dzieło, zbijające naukę luter- 
ską, zachęcając króla do prześladowania herezji i zale- 
cając mu, jako przykład do naśladowania, postępowanie 
niechętnego niemieckiemu reformatorowi Henryka VIII, 
króla angielskiego (który nawet sam wydał potępiające 
Lutra dzieło), Zygmunt I odrzekł, iż pragnie panować 
zarówno nad owcami jak i nad kozłami.*) Panowie ta- 
cy jak Górka, Ostroróg i niektórzy inni, którzy przyję- 
li otAvarcie naukę reformacyjną i za to ulegli klątwie 
kościelnej, nie utracili jednak łaski»monarszej, lecz pozosta- 
wali nadal na swych ważnych i zaufanych urzędach. 
Albert brandenburski, siostrzeniec króla, wielki mistrz 
krzyżaków, przyjąwszy luteranizm i ożeniwszy się, poło- 
żył koniec istnieniu tego zakonu w r. 1524. Za przy- 
kładem Alberta poszły wszystkie posiadłości zakonu, 
a Zygmunt uznał tę zmianę ugodą z r. 1525, będącą 
pierwszym w dziejach przykładem sekularyzacji, przez 
którą luteranizm został j)0 raz pierwszy dyplomatycznie 
uznany za religję panującą. Że spółcześni nie uwa- 
żali króla polskiego za zbyt gorliwego katolika, dowo- 
dzi i ta okoliczność, że protestanccy książęta niemiec- 
cy starali się nakłonić go, by należał do utworzonej dla 
obrony protestantyzmu ligi szmalkaldzkiej, ofiarując mu 
wielkie stąd korzyści. Po zgonie pierwszej swej mał- 
żonki, Barbary, córki wojewody siedmiogrodzkiego Ste- 
fana Zapolji, pojął Zygmunt w r. 1519 za żonę Bonę 
Sforzę, księżniczkę medjolańską. Miał on wówczas lat 
53 i niebawem uległ całkowicie wpływowi młodej, pię- 
knej i wykształconej królowej. Te wielkie zalety nikły 



*) Ad invictissimum Poloiiiae regem Sigismiindum do sacrificio ]\Iissae 
contra Lutheranos, Johannes Eckius, 152U r. 



— 89 — 

jednak wobec jej przyAvar : była tobowiem książniczka prze- 
wrotna, rozwiązłych obyczajów, żądna panowania i cłici- 
wa bogactw. Liczne nadużycia nieuczciwej tej królowej, 
rządzącej krajem niemal samowolnie pod koniec pano- 
wania jej zaślepionego małżonka, wzbudziły w naro- 
dzie ogólną wzgardę dla powszechnie przedtem lubiane- 
go Zygmunta ; i dopiero po jego zgonie poddani, zapo- 
minając ułomności a pomni na cnoty, opłakiwali stratę 
tego niegdyś tak popularnego monarchy. 

Postępowanie Bony z protestantami było bardzo nie-^P^y^^ królo- 

TZ- l • ^ 11 111 T . • ^«J Bony na 

równe. Kierowały nią nietylko względy dogodności, sprawy pro- 
lecz równie i namiętne zachcianki kobiety zepsutej, albo- ^^ ^^ ^^^^' 
wiem niepodobna przypuścić, by uczucia religijne mo- 
gły mieć jakikolwiek wpływ na duszę takiej jak Bona 
istoty, objaAviającej stale zupełne lekceważenie wszelkich 
zasad moralnych. Zostając pod ciągłym wpływem spo- 
krewTiionego sobie dworu hiszpańskiego. Bona z uspo- 
sobienia przeciwna była raczej wszelkim nowatorstwom 
religijnym; lecz, skoro zdarzało się niejednokrotnie, że do 
przeprowadzenia zamiarów potrzebni jej byli ludzie sprzy- 
jający nowym zasadom, nie wahała się wówczas dawać 
herezji zachętę, aby módz zamienić heretyków w poży- 
teczne narzędzia do osiągnięcia osobistych swych celów. 
Jednym z głównych krzewicieli nauki reformacyjnej 
Av Krakowie był Lismanini, spowiednik królowej, która 
sama ułatwiała mu sprowadzanie z zagranicy ksiąg na- 
ukę tę zawierających. Prócz powyżej wymienionych a po- 
stępowaniem królowej kierujących przyczyn, były jeszcze 
inne, niemniej potężnie działające na serce tej kobiety: 
grzeszna namiętność pociągała Bonę ku Janowi Firlejo- 
A\'i, który znakomitością rodu, wykształceniem i powierz- 
chownością należał do najznakomitszych panów pol- 
skich. Firlej, sprawujący urząd wojewody lubelskiego 
i marszałka nadwornego, otwarcie wyznawał naukę re- 
formowaną i pod następnem panowaniem stał się przy- 



— Do- 
wódcą protestanckiej szlachty. Wszystkie te okoliczności 
tak usposabiały Boną, że wpływ jej nie mógł być szko- 
dliwy dla reformacji. 

Taki był stan Polski, gdy nauka relbrmacyjna za- 
częła do niej przenikać. W graniczącej z Niemcami Wiel- 
kopolsce, gdzie wpływ nauki Husa bardzo był silny, obja- 
wił się protestantyzm publicznie po raz pierAYSzy mię- 
dzy rokiem 1530 a 1540 przez otwarcie kościoła lu- 
terskiego pod opieką wpływowego rodu Górków, któ- 
W Krakowie rzy przyjęli naukę reformatora saskiego. .Silniej je- 
ne^towarzy- dnak pcłmęło naprzód sprawę reformacji w Polsce za- 
szeme celem łożone W Krakowie stowarzyszenie dla rozszerzania 

rozpraw ren- ^ '' 

gijnych. nauk ewangelicznych. Składało się ono z najznako- 
mitszych uczonych owego czasu, którz}^, połączeni wę- 
złami osobistej przyjaźni, utworzyli ów związek pozor- 
nie ściśle katolicki i dążący tylko do przeprowadzenia 
reform w niczem nie naruszających prawowierności. 
Na czele stowarzyszenia stał włoch Franciszek Lisma- 
nini, prowincjał zakonu franciszkanów, kapelan i spo- 
wiednik królowej Bony, a należeli doń: Jan Trzecieski, 
pierwszy polski gramatyk; syn jego Andrzej Trzecieski, 
również znakomity uczony i lingwista, Bernard Woje- 
wódka, księgarz i radny miasta — obaj uczniowie Erazma 
Rotterdamczyka ; Andrzej Frycz Modrzewski, uczeń Me- 
lanchtona; Jakób Przyłuski, znakomity prawnik; Adam 
Drzewiecki, kanonik kapituły krakowskiej ; Andrzej Ze- 
brzydowski, późniejszy biskup krakowski, ulubiony uczeń 
Erazma; Jakób Uchański, referendarz koronny, następnie 
arcybiskup gnieźnieński, i wiele innych osób, znakomi- 
tych zdolnościami, uczonością i zajmoAvanem w społe- 
czeństwie stanowiskiem. 

Lismanini posiadał liczny księgozbiór dzieł anty- 
katolickich i stale otrzymywał każde tego rodzaju wy- 
dawnictwo. Na zebraniach stowarzyszenia objaśniał on 
rozmaite zagadnienia teologiczne, a nie dające się po- 



— 91 — 

przeć Pismem Świętem zasady rzymsko-katolickie śmiało 
'/bijano na tych posiedzeniach. Niestety, niektórzy człon- 
kowie tego związku, za daleko posunąwszy swe teolo- 
giczne pomysły, otwarcie przeczyć zaczęli nauce o Trój- 
cy Świętej. Na jednem np. z zebrań u Jana Trze- 
cieskiego niejaki Pastoris, ksiądz rodem z Belgji, 
przedstawił tajemnicę Trójcy Świętej za niezgodną z po- 
jęciem jedności Najwyższej Istoty. Nauka ta, aczkol- 
wiek głoszona już w dziełach Serweta, ale nieznana 
jeszcze w Polsce, takie wywołała zdumienie, że wszyscy 
umilkli, spostrzegłszy się z przerażeniem, iż obalała ona 
wiarę w objawienie! Nauka ta, przyjęta przez kilku 
członków^ stowarzyszenia, stała się podstawą do utwo- 
rzenia sekty znanej pod nazwą socynianów, chociaż ani 
Lelio ani Faust Socjai nie byli jej prawdziwymi zało- 
życielami. Samo to śmiałe twierdzenie odstraszyło nie- 
w^ątpliwie wdele bojaźliwych umysłów i powstrzymało 
od stawiania dalszego oporu nadużyciom rzymskim, skła- 
niając do pozostania raczej na łonie kościoła kato- 
lickiego, nawet pomimo jego zboczeń, niż do wejścia 
na niebezpieczną drogę, prowadzącą do wyznawania 
czystego deizmu i uważania Ewangelji za prosty zbiór 
zasad moralnych. Znalazło się jednak wielu'stałego du- 
cha i prawdziwej pobożności mężów, którzy postano- 
wili poszukiwać prawdy, lecz, uważając rozum ludzki za 
probierz niedostateczny w tej sprawie, postanowili oprzeć 
się na Piśmie Świętem.*) 

Pomimo pozornej uległości, okazywanej przez opi- 
sane powyżej stowarzyszenie kościołowi katohckiemu, 
Samuel Maciejowski, biskup krakowski, odkrył w^ki'ótce 
prawdziwe jego dążności. Otrzymawszy wiarogodną 
wiadomość o heretyckich przekonaniach Lismaniniego, 



*) Najdokładniej opisuje to Węgierski w swej historji zboru reformo- 
wanegfo w Krakowie. 



\ 



— 92 — 

zarządził poszukiwania w jego księgozbiorze; lecz ten, 
ostrzeżony na czas, usunął wszystkie podejrzane dzieła, 
tak że, kiedy dokonano przeglądu jego bibljoteki, nie 
wykryto nic, coby mogło rzucić podejrzenie na prawo- 
wierność jej właściciela. Biskup nie zmienił swego prze- 
konania o herezji Lismaniniego, a gdy tegoż wysłano do 
Rzymu dla złożenia powinszowali Juljuszowi III przy 
jego wstąpieniu na tron, Maciejowski przedstawił go 
wobec papieża jako niebezpiecznego heretyka, zdolnego 
do obalenia kościoła rzymskiego w Polsce. Lismanini, 
ostrzeżony przez przyjaciół o grożącem mu stamtąd nie- 
bezpieczeństwie, zdołał zręcznością swą zniweczyć sku- 
tki biskupiego oskarżenia i wrócił spokojnie do Polski. 
Postępy refor- Duch badań religijnych, ożywiający członków opi- 
raacii w spo- gr^^go-o wyżei stowarzyszenia, wnet zaczął się objawiać 

leczenstwie o j ,i j ; i ^ j 

polskiem. w otwartych napaściach na kościół rzymsko - katolicki. 
Jan Karmiński, zamożny ziemianin i osobisty przyjaciel 
Lismaniniego, przyjmował w majątku swym Aleksan- 
drowicach pod Krakowem kilka osób, które jawnie po- 
rzuciły wyznanie katolickie. Pewien duchowny, były 
kaznodzieja przy katedrze krakowskiej, publicznie po- 
wstawał w Aleksandrowicach przeciw bałwochwalstwu 
rzymskiemu, zalecając czytanie Ewangelji. Uwięziony 
przez władze duchowne, ksiądz ten odwołał swą naukę, 
lecz odzyskawszy wolność, zabezpieczony przytem opieką 
jednego z potężnych panów, głosił dawne przekonania. *) 
W tym czasie Franciszek Stankar, włoch, pierwszy pro- 
fesor języka hebrajskiego w Krakowie, objaśniając aka- 
demikom psalmy, zaczął powstawać przeciw oddawaniu czci 
świętym. Uwięziony za to na zamku w Lipowcu, porwany 
stamtąd został przez kilku ze szlachty podzielającej jego 



*) Lubioniocki i Węgierski, którzy o tyra fakcie piszą, nie wymieniają 
ani nazwiska księdza, ani biskupa, który go uwięził. Stało się to około 1548 r. 



— 93 — 

poglądy i znalazł bezpieczne schronienie w dobrach 
potężnego pana, Stadnickiego, który, wyznając naukę 
protestancką, założył w należącem do jego posiadłości 
Dubiecku *) szkołę ewangelicką, powierzając kierowni- 
ctwo jej temuż Stankarowi. Ksiądz Marcin Krowicki 
powstawał w kazaniach swych przeciwko oddawaniu 
czci świętym i obrazom, ogłaszając to za nieznane 
w pierwotnym kościele nadużycie, i zaczął odprawiać 
nabożeństwo w jęzj^ku krajowym. Feliks Kruciger ze 
Szczebrzeszyna, rektor szkoły w Niedźwiedziu pod Kra- 
kowem, zaczął w r. 1546 objaśniać z kazahiicy czystą 
Ewangelję. Inny duchowny, Jakób Sylwjusz, rektor 
w Krzemieniu, był pierwszy, który zaniechał odprawia- 
nia mszy w r. 1527. Wiele też wpływowych osób, zajmują- 
cych ważne urzędy w państwie, otwarcie przyjęło naukę 
reformatorów. Najwięcej znani między nimi byh : Bonar, 
kasztelan biecki; Justus Decjusz, prywatny sekretarz 
królewski ; Mikołaj Oleśnicki, pan na Pińczowie ; Mar- 
cin Zborowski, kasztelan kaliski ; Stanisław Cikowski, 
sławny w wielu bojach w^ojownik; Mikołaj Rej, pierwszy 
poeta polski ; potężne rody Szafrańców, Stadni- 
ckich i t. d. * *) 

Nawrócenie się do protestantyzmu kilku osobistości 
i rodów, wysokie zajmujących w społeczeństwie stano- 
wisko, zabezpieczało reformatorów od prześladowań ducho- 



*) Dubiecko leży w Galicji. 

**) Miliołaj Rej jaż w 1543 r. należał do obozu ewangelickiego, dowo- 
dem czego wydane przezeń w tym roku dzieło „Krótka rozprawa między trze- 
ma osoliami : Paueiu, wójtem a plebanem" (przedrukowane w Krakowie 1892 r.), 
"W którem Rej między innemi pisze : 

„Tako święte Pismo uczy 

Prawa wiara wiele może, 

Tą masz wszystkiego nagrodzić. 



INIałuć Puu Bóg dla o datki." 



H. M. 



Ł 



— 94 — 

wieństwa rzymsko-katolickiego, wielce im ułatwiając 
szerzenie nauki ewangelicznej. Zdaje się wszelako, iż 
przed rokiem 1548, z Avyjątkiem niektórych wypadków, 
ogół nie miał przekonań ściśle określonych; widział bowiem 
tylko nadużycia i błędy Rzymu, sam jednak nie do- 
szedł do jasnego pojęcia prawd ewangelicznych, ani też 
do dokładnych z Pisma Świętego zaczerpniętych wnio- 
sków; zdawali sobie sprawę z tego, co należałoby od- 
rzucić, nie wiedząc jednak jeszcze, coby ustanowić. Do- 
piero pod następnem panowaniem, Zygmunta Augusta, 
doszK do jasnego określenia swojego wyznania. Zasady 
Zwingljusza i Kalwina przeważały śród szlachty, gdy lu- 
teranizm. rozpowszechniał się w miastach, głównie za- 
mieszkałych przez niemieckich osadników, utrzymują- 
cych stałe stosunki z Niemcami i skłaniających się ku 
nauce reformatora saskiego. Śmiałe pomysły antitryni- 
tarzy, z których powstała później liczna sekta braci 
polskich czyli socynianów, przyjęły się głównie śród 
szlachty. 

Nie możemy tu pominąć ważnej okoliczności, która 
wielce się przyczyniła do ustalenia w naszym kraju za- 
sad ewangelickich, mianowicie przybycia braci czeskich, 
którzy (przy końcu wyżej opisanego okresu), opuściwszy 
Czechy, osiedlili się w Prusach i w Polsce. 
Wpływ braci Już na samym początku reformacji Husa zazna- 
pojęci?relt czyły się śród jego zwolenników wielkie różnice, które 
gijnewPol-2 biegiem czasu rozdzieliły ich na dwa stronnictwa: 
taborytów i kalikstynów. Ci ostatni, tak zwani z po- 
wodu obstawania jedjmie przy komunji pod dwiema po- 
staciami, w swoich żądaniach reform kościelnych byli 
o wiele umiarkowańsi od pierwszych, pragnących zupeł- 
nego zastosowania nauk Wiklefa a odrzucenia wszy- 
stkiego, co nie opierało się na Piśmie Świętem. Po 
śmierci Żyżki, wodza taborytów, powstało trzecie stron- 
nictwo, tak zwanych „sierot", które, będąc śmielsze od kali- 



sce. 



— 95 — 

kstynów a umiarkowańsze od taborytów, zajmowało pośre- 
dnie mi(iclzy niemi stanowisko; zdaje się j)rzecież, że później 
zlało się ono z dwoma wyżej wymienionemi stronnictwami. 

Eozdział dwócłi pierwszych stronnictw dokonany 
został w r. 1433, gdy sobór bazylejski przyjął czectiów 
na łono kościoła katolickiego. Kalikstyni skłaniali się 
do uznania zwierzchności papieża, byleby ten zatwier- 
dził nadane im przez sobór bazylejski ustępstwa. Tabo- 
ryci odrzucili te warunki, słusznie uwarzając je za nader 
niebezpieczne dla wyznania swego, takie bowiem zbli- 
żenie do kościoła rzymskiego przywróciłoby wkrótce 
zupełna, jego przewagę. Kalikstyni przemogli, lecz stron- 
nictwo taborytów, acz zmniejszone i tracące swe zna- 
czenie polityczne, stale trzymało się jednak czystej na- 
uki ewangelicznej. Między r. 1440 a 1450 nazwali się 
oni braćmi czeskimi, a w r. 1456 utworzyli społeczność 
religijną, wyraźnie różniącą się od innych wyznawców, 
Husa. W r. 1458 doznali oni ciężkiego prześladowania 
na Morawach zarówno od rzymskich katolików jak i od 
kalikstynów. W r. 1466 prześladowanie odnowiło się 
ze zwiększoną srogością, lecz nie zdołało złamać gorli- 
wości religijnej ani odwagi Braci, których poświęcenie 
dla sprawy rosło w miarę znoszonych dla niej cierpień. 
Zwoławszy synod do Lhoty, obrali starszych i urządzili 
swój kościół na wzór pierwszych chrześcijan. 

Stefan, biskup licznych podówczas w Austrji wal- 
densów, wyświęcił pierwszych księży nowoutworzonego 
kościoła, którego wyznawcy, narażeni na bezustanne 
prześladowania, musieli odbywać 'swe synody i odpra- 
wiać nabożeństwa po lasach, jaskiniach i innych miej- 
scowościach ukrytych, przezywani przez swych wrogów 
adamitami, pikardami, rozbójnikami, rabusiami i wszel- 
kiego rodzaju obelżywemi nazwy. 

Cierpienia ich ustały w r. 1471, gdy na tron cze- 
ski wstąpił książę polski Władysław Jagiellończyk któ- 



— 96 — 

ry natychmiast udzielił braciom czeskim zupełnej swo- 
body wyznania. Około tegoż czasu Maciej Korwin, 
król węgierski, zniósł na Morawach w^ydane przeciw 
nim prawa. Braciom zaświeciła nadzieja lepszych cza- 
sów dla ich kościoła, liczącego w r. 1500 już dwieście 
przybytków do nabożeństwa. Gdy w trzy lata potem 
zostali wyłączeni od urzędów publicznych, obrona ich 
wiary, jaką przedstawili Władysławowi Jagiellończyko- 
wi, przekonała króla o ich niewinności, powstrzymując 
prześ lądowanie, które zdążyło już zabrać kilka ofiar. 
Duchowieństwo rzymsko-katolickie wywołało w r. 1506 
srogie prześladowanie Braci pod pozorem otrzymania 
przez teu czyn bogobojny szczęśliwego rozwiązania 
brzemiennej królowej. 

Bracia nie zaniedbali żadnych środków, by oczy- 
ścić się z oszczerstw na nich przez wrogów miotanych. 
W r. 1511 posłali oni wykład swej wiary Erazmowi 
z Rotterdamu, który nie znalazł w nim żadnych błędów. 
„Jeżeli wasza społeczność — pisze ten sławny uczony — 
sama obiera swych księży, nie odstępuje tem od zwy- 
czajów kościoła pierwotnego ; nie można też was ganić, 
że powołujecie na te stanowiska ludzi bez nauki, albo- 
wiem czystość życia wynagradza niedostatek uczo- 
ności." Luter w r. 1522, może dlatego, że niezupeł- 
nie jeszcze był wyzwolony z pod wpływu romanizmu, nie 
pojąwszy dokładnie zasad braci czeskich, w rozmowach 
swych powstawał gwałtownie przeciw kościelnemu ich 
ustrojowi. Mimo to już w r. 1533 Luter zupełnie pogo- 
dził się z Braćmi, a w r. 1535 sam napisał przedmowę 
do ich wyznania wiary. W r. 1542 poselstwo Braci, 
a między nimi sławny Jerzy Izrael *), odwiedziło Lutra, 



*) Jerzy Izrael, urodzony na Morawach w r. 1500, był pastorem braci: 
czeskich w Tarnowie w Czechach. W r. 1548 przybył do Polski, gdzie w prze- 
ciągu kilku lat zorganizował znaczną liczbę zborów braci czeskich, któiych zo-j 






— 97 — 

który przyjął ich z wielkim szacunkiem, ustanawiając 
duchowną z nimi łączność i wyrażając życzenie, by sta- 
li się narzędziem do nawrócenia narodów słowiańskich 
ku prawdzie ewangelicznej. 

Gdy jednak na tron czeski wstąpił dom Habsbur- Bracia czescy 

,. . 'ii--r>-o- wygnam ze 

gow, rozpoczęło się srogie prześladowanie Braci. v5ejm swej ojczy- 
w Pradze uchwalił przeciAV nim surowe prawa, a król ^^^' 
Ferdynand postanowił w r. 1544 wytępić ich zupełnie : 
przybytki ich nabożeństw pozamykano a księży uwię- 
ziono. Ten sam król ^\ydał w r. 1547 edykt, nakazują- 
cy Braciom, pod groźbą kar najsurowszych, opuścić 
kraj w przeciągu dni czterdziestu dwóch. Edykt, ogło- 
szony w r. 1548, niezwłocznie został wykonany; Bracia 
postanowili przeto przenieść się do Prus, gdzie im książę 
Albert przyobiecał schronienie. 15-go czerwca 1548 r. gro- 
mady z Litomyśla, Turnowa, Brandeisu, Chlumu, Bidsowa 
i z wielu innych miejsc, składające się do tysiąca dusz, 
podzielone na trzy oddziały, puściły się av drogę ku 
Prusom, przez Ślązk i Polskę. Ostatni z oddziałów, zło- Przybycie icii 
żony z czterystu ludzi, wszedł do Poznania dnia 25 
czerwca pod przewodnictwem księży: Macieja Akwili, 
Urbana Hermona i Macieja Paliczki. Na czele wszy- 
stkich pielgrzymów stał Maciej Syoński, przełożony zbo- 
ru, którego Węgierski, znakomity pisarz ewangelicko- 
polski, nazywa „wodzem ludu Bożego." 

Andrzej Górka, kasztelan poznański i wojewoda 
wielkopolski, pan niezmiernie bogaty, wyznający już 
poprzednio naukę reformacyjną,*) przyjął pobożnych piel- 



stał superintendentem. Brał on udział w głównych synodacli ewangelickich 
■w Polsce i wielce przyczynił się do zawarcia ugody sandomierskiej. Umar^ 
w r. 1588. Pozostawił, oprócz kilku innych dzieł, historję braci czeskich w Pol- 
sce, napisaną po polsku i łacinie. Patrz Łukaszewicz, Dzieje kościoła w Po- 
znaniu. 

*) Górkowie przyjęli protestantyzm podług konfesji augsburskiej. 

H. M. 

Zarys dziejów reformacji. Tom I. • 



— 98 — 

grzymów nader dobrotliwie i rozmieścił w dobrach swo- 
ich: Kurniku, Koźminie i Szamotułach. Bracia odpra- 
wiali tam otwarcie swe nabożeństwa a hymny ich śpie- 
wane i kazania głoszone w zrozumiałej dla mieszkańców 
kraju mowie czeskiej zyskały im odrazu sympatję lu- 
dności. Pochodzenie i JQzyk słowiański braci czeskich 
dawały im wielką w Polsce przewagę, jakiej nie mógł 
mieć luteranizm, będący niemieckiego pochodzenia ; mie- 
li więc uzasadnioną nadzieję, iż nawrócą wszystkie czę- 
ści Wielkopolski. Biskup poznański Izbicki, widząc nie- 
bezpieczeństwo grożące jego djecezji przez pobyt 
braci czeskich, otrzymał, za pośrednictwem senatorów 
duchownych i kilku gorliwych świeckich rzymskich ka- 
tolików, rozkaz królewski, wydany 4-go sierpnia 1548 r., 
wzywający Braci do opuszczenia kraju. Rozporządzenie 
to, wymuszone na niedoświadczonym, gdyż zaledwie od 
kilku miesięcy zasiadającym na tronie Zygmuncie Au- 
guście, upozorowane było powodami politycznymi, albo- 
wiem w tym czasie istniała między Czechami a Polską, 
umowa wzajemnie obowiązująca do nieprzyjmowania 
poddanych przesiedlających się z jednego kraju do dru- 
giego. Bracia opuścili Polskę i przeszli do Prus, po- 
zostawiając jednakże tak obfite nasienie swej nauki w 
prowincji, czas pewien przez nich zamieszkiwanej, że 
później zdołali w tej części Polski założyć niejeden zbór 
kwitnący. 

Takim był stan Polski, gdy zmarł Zygmunt I 
w r. 1548. Była ona przesiąknięta przekonaniami refor- 
matorów rozmaitych odcieni, które jednak nie przybrały 
jeszcze stałych i określonych form, gdyż nie założono 
zborów rządzących si(^ prawidłami wiary i obrządku 
kościołów reformacyjnycb, istniejącycli w rozmaitych 
częściach zachodniej Europy. Stało się to dopiero pod 
następnem panowaniem, Zygmunta Augusta, od r. 1548 
do 1572, gdy założone w Polsce kościoły protestanckie 



— 99 — 

były już nietylko tolerowane, lecz pozyskały uznanie 
prawne. 

ROZDZIAŁ II. 
Rozwój reformacji w pierwszych latach panowania Zygmunta Augusta. 

Okoliczności towarzyszące wstąpieniu na tron Zy- Niepokój 

• 1 1 TVT- "W kraju w po- 

gmunta Augusta nie były zbyt pomyślne. Nie zaprze- czątkach pa- 

1 • ^ Xl 1 • nowania Zy- 

czano mu wprawdzie praw cio władzy, gdyż sprawa gmuntaAu- 
następstwa tronu poprzednio już załatwiona została przez f^^^^iST^- 
obranie go i ukoronowanie, gdy był jeszcze chłopięciem, stwem z Bar- 
l^omimo jednak zapewnienia praw monarszych Zygmun- wiłłówną. 
towi, zaczej^iono go w przedmiocie droższym dlań od 
korony przodków. Po zgonie pierwszej swej małżonki, 
Elżbiety Austrjackiej, Zygmunt pojął za żonę tajemnie 
w Wilnie Barbarę Radziwiłłównę, w^dowę po Gasztol- 
dzie, wojewodzie trockim, osobę nader piękną i wy- 
kształconą. Związek ten, ukrywany do śmierci starego 
króla, zaraz potem został ogłoszony. Chociaż prawo 
wzbraniające monarchom zawierania związków małżeń- 
skich bez zezwolenia sejmu o wiele lat później zostało 
ustanowione, w całej jednak Polsce powstał gwałtowny 
opór przeciw ki'ólewskiemu ożenieniu się. Powodem te- 
go była zazdrość panów względem już potężnego rodu 
Radziwiłłów, których wpływ wzrósł jeszcze przez ten 
związek. Zdarzenie to uważane było przez wielu za po- 
myślną sposobność do narzucenia władzy królewskiej 
nowych ograniczeń. Opór przeciwko małżeństwu kró- 
lewskiemu był na sejmie piotrkowskim tak gwałtowny, 
iż ]3i'yniaś Dzierzgowski, przywódca opozycji, odznacza- 
jący się nienawiścią ku protestantom, oświadczył, że 
gotów jest zwolnić monarchę od łączącej go z królową 
przysięgi a winę grzechu wiarołomstwa rozłożyć na 
wszystkich poddanych państwa. Król wszakże pozostał 
wierny przywiązaniu swemu do poślubionej małżonki 
a przy pomocy kilku wiernych przyjaciół zdołał prze- 



— 100 — 

zwyciężyć opór przeciwników: Barbarę uznano królową 

a sam prymas Dzierzgowski ukoronował ją w r. 1550. 

Błędne poste- Ewangelicy polscy w tei sprawie postąpili nader nie- 

powaniepro- ^. /^ -^ .1 ^i 1 

testantów mądrze. W mm byli podtrzymywać króla w walce z opo- 

^ "^gu!^ ^^ zycją, aby go tem pozyskać dla sprawy reformacji; wska- 
zywał im tę drogę jeszcze i ten powód, że krewni 
Barbary otwarcie wyznawali wiarę ewangelicką (Mi- 
kołaj Radziwiłł, wojewoda wileński, kanclerz i wiel- 
ki hetman litewski, był bratem Barbary*), a wro- 
gie dla młodej królowej usposobienie głowy kościoła 
rzymsko-katolickiego w Polsce, Dzierzgowskiego, mn- 
no było postawić protestantów w szeregach jej obroń- 
ców. Zapominając jednak dla domniemanych interesów 
swego .stanu o istotnych korzyściach swego wyznania, 
szlachta protestancka, ■ zamiast popierać króla, podniosła 
wsj)ólnie z bracią rzymsko-katolicką wielki a bezmyślny 
wrzask przeciwko temu małżeństwu. W tem lekcewa- 
żeniu wspólnych z całą ludzkością świętych praw mał- 
żeńskich monarchy nie daje się dostrzedz żaden powód 
prawdziwie patrjotyczny; wywołała je drażliwa za- 
zdrość, z jaką stan rycerski starał się przy tej sposo- 
bności bronić swych przywilejów przed niebezpieczeń- 
stwem, przewidywanem ze strony wzmagającego się 
wpływu Radziwiłłów. 

Bunt akade- Początek panowania Zygmunta Augusta zakłócony 

°ko\\iich^ został wypadkiem, który sam przez się mało ważny, na- 

• hw^Tdemi^®^ doniosłe miał następstwa, gdyż przyśpieszył rozwój 
wszechnice zasad ewangelickich w Polsce. W roku 1549 Regina 

cudzoziem- , i i • • . i -n 

skie. fetrzemocka, prosta ladacznica, znieważona j^rzez kiIku 



*) Mikołaj Radziwiłł Czarny był stryjecznym bratem Barbary; zaś Mi- 
kołaj Radziwiłł, Rudym zwany, —jej bratem rodzonym. Obaj ci Radziwiłłowie 
cale życie sw^e poświęcili rozwojowi reformacji w Polsce i dali początek dwóm 
linjom liadziwiłłowskim : Czarny— nieświeskiej, istniejącej do dziś dnia, lecz 
katolickiej już przy synie Czarnego, Krysztofio Sierotce ; Rudy— birżańskiej, 
która w męskiej linji wygasła w r. 1669, zostając do końca ewangelicką. H. M. 



— 101 — 

studentów stojących przed kolegjum Wszystkich Świę- 
tych, wezwała na pomoc sługi księdza Czarnkowsldego, 
proboszcza lo'akowskiego i zwierzchnika wspomnianego 
kolegjum. Słudzy ci, ujmując się za nią, wystąpili prze- 
ciw studentom; wywiązała się bójka, w czasie której 




Mikołaj Czarny Ks. Eadziwiłł. 

słudzy, używszy broni palnej, zabili kilku studentów. 
Wypadek ten wywołał powszechne wzburzenie między 
akademikami, którzy zobowiązali się solidarnie, iż będą 
się domagali uroczystego zadośćuczjuienia za śmierć to- 
warzyszów. Udali się przeto tłumnie na zamek kró- 



— 102 — 

lewski, błagając o wymierzenie sprawiedliwości na za- 
bójcach, a zwłaszcza na samym Czarnlcowskim, głównym, 
podług nich, sprawcy tej zbrodni. Samuel Maciejowski, 
biskup krakowski, odradzał im tłumnego na zamek po- 
chodu, przedstawiając, że takowy ubliża majestatowi 
królewskiemu, i przyrzekł wyjednać dla nich zupełne 
zadośćuczynienie. Akademicy odeszli od zamku i prze- 
ciągali po ulicach, niosąc na barkach ciała zabitych to- 
warzyszów i wygłaszając mowy gwałtowne. Zatwier- 
dziwszy wzajemne zobowiązanie ścigania winowajców, 
obrali ze swego grona jednego, polecając mu sądowne 
dochodzenie tej sprawy; oświadczyli też, iż, w razie 
nieotrzymania sprawiedliwości, opuszczą wszechnicę 
a nawet ojczyznę. Król przyjął poselstwo studentów 
zanoszących skargę, gwałtowność której dowodzi Aviel- 
kiej ich dla władzy duchownej nienawiści, czekającej 
tylko sposobności, aby wybuchnąć. Zarzucali oni Czarn- 
kowskiemu, iż, będąc przełożonym kolegjum, rozka- 
zał sługom swym użyć przemocy; lecz tenże dowiódł, 
że w czasie, gdy zaczął się rozruch i morderstwo do-- 
konane zostało, wcale nawet nie był w domu. Król, zga- 
niwszy burzliwe postępowanie akademików, polecił roz- 
patrzenie tej sprawy Samuelowi Maciejowskiemu, kan- 
clerzowi wszechnicy, odznaczającemu się łagodnością 
i miłem obejściem. Studenci, wątpiąc o bezstronności 
biskupa, nie stanęli przed sądem i zaniechali dochodze- 
nia swej krzywdy. Czarnkowskiego uznano niewinnym, 
natomiast sługi jego uwięziono. Gdy jednak żaden 
oskarżyciel się nie stawił, sądu być nie mogło; akade- 
micy postanowili więc opuścić uniwersytet. Ponieważ 
niepodobna było użyć przeciwko nim jakiegokolwiek 
przymusu, władze starały się zapobiedz wykonaniu tego 
zamiaru środkami pojednawczymi. Zaproszono studen- 
tów do kościoła franciszkańskiego, gdzie zastali zebra- 
ny senat uniwersytetu, biskupa krakowskiego i Jana 



— 103 — 

Tarnowskiego, pana najbardziej w owym czasie szańc- 
owanego. Tarnowski przemówił do młodzieży, obiecując 
ukaranie winowajców. Słucliano go z wielką uwagą; 
lecz gdy biskup chciał się odezwać, przerwano mu, nie 
dając dojść do słowa. Poczem studenci łiałaśliwie wy- 
szli z kościoła, postanawiając opuścić miasto dnia nastę- 
pnego. Kraków przedstawiał onego dnia smutny wd- 
dok: AYSzędzie słychać było tylko narzekania, jęki i po- 
żegnania; miasto straciło najwięcej ożywioną i najświe- 
tniejszą część swej ludności. Według słów współczesne- 
go pisarza, „szkoły opróżniły się, sale uniwersyteckie 
opustoszały, kościoły zamilkły" ; najstarsi mieszkańcy 
Krakowa nie pamiętali tak wielkiej klęski, tak po- 
wszechnego utyskiwania. Wędrowcy zebrali się w koście- 
le na Kleparzu, skąd, po wysłuchaniu mszy, rozpoczęli 
1549 r. swoją pielgrzymkę, śpiewając pieśń nabożną. 
Niektórych zdołano namówić do powrotu, lecz większość 
opuściła kraj, udając się na obce uniwersytety. Prze- 
ważna część wychodźców skierowała się do będącego 
niejako częścią Polski Ślązka, gdzie kwitła wówczas 
w Goldbergu sławna szkoła pod kierunkiem Franken- 
dorfa, najznakomitszego z uczniów Melanchtona. Był 
to już oddawna przez polskich studentów ulubiony za- 
kład a szlachetny ród Leszczyńskich zwykle tam wy- 
chowywał swe syny. Wielu akademików udało się tak- 
że do świeżo założonej w 1544 roku przez Alberta, 
księcia pruskiego, wszechnicy w Królewcu.*) Wszyscy 



*) Uniwersytet Królewiecki wielce przyczynił się do rozszerzenia w Pol- 
sce znajomości Pisma Św. Pierwsza ewangelja po polsku i pierwsze dzieła an- 
tyrzymskie w tymże j(;zyku pojawiły się pod egidą tej instytucji naukowej, ktÓT 
rą założył w r. 1541 książę pruski Albert, siostrzeniec Zygmunta Augusta, z ce- 
lem uprzystępnienia wiadomości religijnycli, literackicli i naukowy cti niemcom, 
polakom i litwinom, zamieszkałym w Prusiecti. Książę Ałbort myślał nawet 
o wstąpieniu na tron Połski po skonie Zygmunta Augusta i dlatego starał się 
wszystkimi sposobami stać się popularnym w tyra kraju. Przyjął on godność se- 
natora polskiego i niezawodnie, z pomocą partji ewangelickiej, może i byłby do- 



— 104 — 

niemal powracali do ojczyzny, przejęci zasadami ewange- 

lickiemi, a przez opowiadanie ich swym rodzinom, wielce 

przyczynili się do rozpowszechnienia nauki reformacyjnej. 

Walenty, W tym samym roku zdarzył się nowy wypadek, 

Chraczomfwa ^owodzący siły, jaką zdobyły sobie w Polsce pojęcia 

pierwszy żeniprotestanckie. Rcktor chrzczonowski Walenty jawnie 

się i otwarcie^. . ., , . ci i ił/r • •" i • 

wyzuaje zasa- się ozenił, za CO zostai przez feamuela Maciejowskiego 
* ^ ^ckie? ^"' pociągnięty przed sąd duchowny. Obwiniony stanął śmia- 
ło przed biskupem a towarzyszyli mu ludzie wielkiej na- 
uki i zacnych stanowisk, jak Mikołaj Oleśnicki, pan na 
Pińczowie, Mikołaj Rej *) z Nagłowic, pierwszy poeta 



piął celu, gdyby wczesna śmierć (w r. 1568) nie była stanęła temu na przeszko- 
dzie. Jedyny syn jego był nader słaby i dlatego niezdolny do przeprowadzenia 
ambitnych myśli ojca. 

*) Mikołaj Rej z Nagłowic (majątek ziemski do niego należący) był 
pierwszy, który pisał poezje polskie w XVI wieku. Przetłómaczył on psałterz, 
apokalipsę i objaśnienie tejże przez Bullingera. Dziełem jednak, które się cie- 
szyło największą poczytnością, jest jego „Postyla polska to jest wykład ewan- 
gelji niedzielnych i świąt uroczystych, które wedle zwyczaju dawnego w koście- 
le Bożym czytane bywają." Wyszła ona w Krakowie na początku roku 1567 
i przyczyniła się wielce do rozkrzewiania nauki ewangelickiej. Napisana jest 
z całą bezwzględnością, jaka cechuje dzieła polemiczne owego czasu, i przyozdo- 
bionadrzeworytami, wyobrażającymi karykatury papieża i kardynałów, których wtedy 
wiele wydawano w różnych częściach Europy. Dprócz wymienionych dzieł wydał 
jeszcze pieśni święte, katechizm w formie rozmów dla młodzieży i ,, Wizerunek 
własny żywota człowieka poczciwego " To ostatnie dzieło jest szkicem treści 
moralnej, zawierającym ciekawe opisy zwyczajów i obyczajów, panujących w Pol- 
sce w wieku XVJ. Rej był to charakter nawskróś narodowy i dlatego zapewne 
dzieła jego zyskały tak wielką popularność. Wykształcenie jego było raczej za- 
niedbane, ale wrodzony talent i usilne starania nabycia wiedzy przykryły ten 
niedostatek. Był też znany z wielkiej jowialności i dla niej uważany za jednego 
z najmilszych towarzyszów owych czasów; z tego powodu, pomimo gwałtowności 
jego poglądów protestanckich, wszędzie był mile widzianym gościem, a nawet śród 
biskupów rzymsko-katolickich zaufanych miał przyjaciół. Umarł w r. 1568. 

Reja uwielbiali protestanccy pisarze, a jeden z nich (Miaskowski) mówi 
o nim, że stawiać go należy na równi z Hezjodem u greków i Ennjuszem u rzy- 
mian, ponieważ wszyscy trzej wskazali narodom swoim drogę do wiedzy. Również wy- 
soko go ceni Andrzej Trzecieski. Natomiast katolicy, przeciwnie, wymyślali mu 
od „szatanów nieokrzesanych", nazywali go „dragonom okszańskim (Oksza — ma- 
jątek ziemski do niego należący), Sardanapalem z Nagłowic" i t. p. Zycie jego 
opisał Andrzej Trzecieski. Znajduje się rówhież treściwy i świetny życiorys jego 
w dykcjonarzu poetów polskich, wydanym przez ks. Juszyńskiego, który, choć 
ksiądz katolicki, był wielce bezstronnym krytykiem. 



— 105 — 



CATECHISMYS 

toie[l\Krotka\aprolła 

(fłorcy wiary Ct>t3cfciattf ticy ) 
mufa. po wtóre wy&ana/ 

prjcd lAKA 8ECLV/ 
CIANA. 

2Ctcmu pr5v5arw frotfarunita 
csftoitiay piania. 

Jumit>c:on0m'ux/ albo naufa txf}c\y 

ticQo (łatm ftM^Jlom potrzebna 

3pyfmafvvictcgo. 

tV XroU wc3upruflfim 
I r 4 9. 

14 # n 



Faksymile karty tytułowej katechizmu Lutra, 

wydanego przez Seklucjana w Królewcu r. 1549. 



106 — 



EYANGE 

LI A SWIE T A 

PANA IRSVSA CHRIjSTYSA 

Vedl«? Madiicu(za Sv'ictcgo/zGr(xkiV'go 

Iczyka oa Polski przdozorw . I wyt 

kładem krótkim a ku inCz^m Eua 

pdilUjm pouzrbmm* oa Wido 

micscaćh obiasnionar 

C 






lYM Pólff i^gd/ fcf tym »|/f g<fm i in^m p<>ff <» 



wKrolcWaiPrufkjm. ^ 

1 ? r !• 

Non nobts domirK* non nobist 
Scd nomini tuo da gloriam* 



Faksymile karty tytułowej Ewangelji św. Mateusza, 

przetłóraaczonoj przez Seklucjana i wydanej w Królewcu r, 1551 (najdawniejsze 
polskie tłómaczenie Pisma Świętego). 



— 107 



polski i gorliwy ewangelik, Kemigjusz Chełmski i kilku 
innych. Orzechowski, który niebawem miał się stać 




Mikołaj Rej (1505-1568). 

(Podług spólczesnego sztychu). 

sławny, podtrzymywał swem zjadliwem piórem sprawę 
księdza Walentego. Popierany przez takich sprzymie- 



— 108 — 

rzeńców, rektor z Cłirzczonowa nietylko nie unikał są- 
du, lecz, przeciwnie, poszukiwał go jako dobrej sposo- 
bności do zaznaczenia swych przekonań, przeciwnych ko- 
ściołowi rzymsko-katohckiemu. Biskup Maciejowski je- 
dnak przezornie zaniechał tej sprawy, przewidując, że 
niemożność wykonania wyroku sądowego uwidoczni sła- 
bość duchowieństwa a natomiast wzmocni siły odszcze- 
pieńców. 

Następca Maciejowskiego na biskupstwie krako- 
wskiem, Zebrzydowski, miał zupełnie odmienne usposo- 
bienie od swego łagodnego i pojednawczego poprzedni- 
ka: był to mąż znakomitych zdolności i nauki, zdobytej 
pod kierunkiem Erazma, którego, zdaje się, ulubionym 
był uczniem. Dawniej brał on udział w zgromadzeniach 
roztrząsających przedmioty religijne w Krakowie, ale, 
chociaż wtedy zdradzał wyraźnie skłonność ku zasadom 
protestanckim, stał się następnie nader gorliwym a na- 
wet gwałtownym obrońcą kościoła rzymsko-katolickiego. 
Przeciwnicy Zebrzydowskiego oskarżali go o rozwiązłe 
życie, niedowiarstwo i lekceważenie najważniejszych za- 
sad religji objawionej, uważanych jakoby przez niego 
za proste bajki ; lecz, w braku dostatecznych dowodów 
na poparcie tych twierdzeń, poprzestaniemy na opisaniu 
publicznej jego działalności. 
Daremne usi- Zebrzydowski, postanowiwszy wystąpić przeciw wzma- 

łowania prze- gojącej się herezji, zawezwał przed sąd swój właścicie- 
Przecławskie-la ziemskiego Konrada Krupkę Przecławskiego, by ten 
^stantyzm. usprawiedliwił się z zarzutu popierania luteranizmu i nie- 
składania dziesięcin. Przecławski, usłuchawszy wezwa- 
nia, stanął przed biskupem w towarzystwie kilku wpły- 
wowej szlachty, podzielającej zapatrywania jego. Zapy- 
tany o przekonania religijne, odpowiedział, że wierzy 
w Ewangelję, która jest słowem Bożem, i w Chrystusa, 
Głowę kościoła. Gdy zażądano od niego ścisłego okre- 
ślenia tych słów, śmiało objaśnił je w myśl Rzymowi 



— 109 — 

przeciwną, nie starając się bynajmniej ukrywać swych 
przekonań protestanckich. Za odwołanie tych przeko- 
nań biskup obiecywał Przecławskiemu przebaczenie, lecz 
ten je odrzucił; uznano go więc za heretyka, skazując 
na śmierć i utratę dóbr a wykonanie tego wyroku pole- 
cając trybunałom świeckim. Łatwiej w^szakże było Ze- 
brzydow^skiemu wydać, niż wykonać taki wyrok. Cały 
stan rycerski, nie wyłączając rzyrnskich katolików, obu- 
rzył się w^ielce na myśl, iż biskup rościł sobie prawo 
skazywania szlachcica na karę śmierci za jego przeko- 
nania religijne, czego król nawet samowolnie uczynić 
w Polsce nie miał prawa. Kanclerz koronny, wiedząc 
dobrze, jak niebezpieczne mogłoby to pociągnąć dla hie- 
rarchji kościoła rzymskiego następstwa, nie śmiał niko- 
go upoważnić do wykonania wyroku biskupiego. Zy- 
gmunt August bynajmniej też nie był skłonny do popie- 
rania spraw Pzymu przez czyn gwałcący swobody jego 
poddanych, gdyż zagrażałoby to jego powadze króle- 
wskiej. Nie pozostawało zatem duchowieństwu nic in- 
nego nad rzucenie na Przecławskiego klątwy. Ponieważ 
ta jednak nie pociągała za sobą utraty praw obywatel- 
skich, mało więc miała znaczenia dla takiego, który, jak 
Przecławski, otwarcie przyjął ewangelicyzm. 

Aczkolwiek nieudolność rzymsko - katolickiego du- 
chowieństwa w sprawie zgniecenia protestantyzmu siłą 
ujawniona została w sprawie Przecławskiego, mimo to 
reformacja rozwijała się dotąd w sposób wyłącznie bier- 
ny: przez wygłaszanie przeciwnych Rzymowi przekonań, 
przez żenienie się niektórych księży i przez odmawia- 
nie duchowieństwu rzymskiemu dziesięcin. Pierwszy krok 
wprost skierowany przeciw urządzeniom rzymsko - kato- Mikołaj ple- 
hckim zrobił Mikołaj Oleśnicki, pan na Pińczowie, któ-^szy zamienia 
ry, za namową Stankara, wypędził mnichów z klasztoru ^^^^j^^P^^^gJ*^^^^ 
swego miasta, wyrzucił z kościoła obrazy i zaprowadził geUcki. 
tam publiczne nabożeństwo ewangelickie według zasad 



— 110 — 

i obrządku kościoła helweckiego. *) Ta otwarta zaczep- 
ka rzymskiego katolicyzmu nie mogła ujść bezkarnie : 
Oleśnicki, wezwany przed trybunał duchowny w Krako- 
wie, stawił się, lecz przybył z takim pocztem przyjaciół 
i dworzan, że przestraszony trybunał duchowny nie 
Za ten czyn śmiał rozpocząć swych posiedzeń. Duchowieństwo przeto 

Oleśnicki we- ± ' ./ j. x- 

zwany przed oddało sprawę pod sąd królewski, przyznając się tym 

króla i senat. -, . . . • i . n . , 

czynem do niemożności prowadzenia walki z herezją, 
a opuściwszy tem samem stanowisko sędziów, stało się 
jedną ze stron. Oleśnicki stawił się przed królem i se- 
natem, otwarcie przyznając się do swych przekonań 
i czynów. Jako obrońca protestantyzmu wystąpił przy tej 
okoliczności Mikołaj Rej z gorzkiemi oskarżeniami za- 
konów, duchowieństwa i całego kościoła rzymskiego, 
wyrażając nawet przytem Oleśnickiemu wdzięczność 
za wskazanie rodakom prawdziwie chrześcijańskiego 
nabożeństwa zamiast wzgardzonych obrzędów. Biskup 
Zebrzydowski bronii wyznania państwowego, czyniąc 
protestantyzmowi zarzuty raczej ze stanowiska polityki 
niż religji: „Jakie będą skutki — mówił on — ze swobo- 
dnego rozwijania się herezji pośród nas? Niema zbrodni, 
którejby się nie dopuścił tłum nieokiełznany. Będzie 
anarchja jak w Niemczech, gdzie nie słucha chłop pana, 
pan księcia, a książę cesarza. Upadek duchowieństwa 



*) Ogłoszone niedawno (przez Dal tona) akta najdawniejszych synodów 
małopolskich z lat 1550 — 60 dowodzą, że ruch protestancki w tych czasach był 
już bardzo silny. W Krakowskiem już w latach 1546 i 1547, przy poparciu swych 
patronów, niektórzy księża katoliccy kazali podług zasad ewangelickich. W Nie- 
dźwiedziu, własności Stadnickiego, wystąpił pleban Feliks Krucyger ze Szcze- 
brzeszyna, który potem był pierwszym superintendentem ewangelickim małopol- 
skim. Pleban JakóbSylwjiisz w Chrzęcicach, włości Hieronima Filipowskiego, odłą- 
czył si<;. od kościoła katolickiego 1547 r. Na Podolu opiekunem nowopowstają- 
cych zborów był Jerzy Jazłowiecki, wojewoda ruski, który 1549 r. nabożeństwo 
ewangelickie publicznie w kościele w Jaztowcu zaprowadził. To samo uczynił 
Stadnicki w Dubiecku, z liturgją luterską. Jednocześnie z wspomnianą w tekście 
zamianą kościoła katolickiego w Pińczowie na ewangelicki zaczynają się tu zbierać 
synody, których akta dochowały się do dziś dnia. H- M. 



— 111 — 

położy kres władzy świeckiej. Surowemi prawami na- 
leży powstrzymać szerzenie się niebezpiecznego nowa- 
torstwa a wdnnycłi tegoż skarcić dla przykładu." 

Podług pisarzy rzymsko - katolickich, król i senat ^;^jj,;"j^tet 

iednomyślnie e:łosowali za surowem ukaraniem Oleśni- jyy/H^^. "* 
-i J ^ Oleśnickiego. 

ckiego a nawet Jan Tarnowski, w owym czasie mąż 
najznakomitszy śród ziomków swoich nietylko godnością 
rodu i stanowiska, lecz wpływem osobistym, również 
skłaniał się ku surowym środkom. Ta pow^szechna 
opinja przeciwważona została głosem Walentego Dę- 
bińskiego, kasztelana bieckiego, który, powstrzymaw\szy 
króla i senat od gwałtownego postępowania, namówił 
ich do użycia środków łagodnych. Twierdzenie to nie 
wahamy się wszelako uważać za niedokładne dla przy- 
czyn następujących : 

1) Wiadomo, że Tarnowski *) wówczas już skła- 
niał się ku nauce reformowanej, którą ostatecznie 
przyjął; nie mógł więc doradzać surowych kar na tych, 
których przekonania sam podzielał. 2) Mamy dostate- 
czne dowody, iż wielu senatorów już w tym czasie oświad- 
czało się otwarcie za protestantyzmem, a zatem nie- 
prawdopodobna jest jednomyślność wyroku, mogąca mieć 



*) Jan Tarnowski jest jednym z najszlachetniejszych charakterów w hi- 
storji naszej. Urodził się w r. 1488. Odebrawszy staranne wychowanie, długie 
lata podróżował i odwiedził Palestynę, Syrję i brzegi morza Czarnego; potem to- 
warzyszył królowi portugalskiemu Emanuelowi w wyprawie tegoż do Afryki ; 
następnie przebywał iia dworach króla francuskiego Franciszka, Karola V i papie- 
ża Leona X. Powróciwszy do kraju, pozyskał wysokie dostojeństwa, był kaszte- 
lanem krakowskim i w końcu hetmanem. Umarł w Tarnowie r. 1571. Pozosta- 
wił kilka dziei; między innemi napisał też historję swego czasu, która jednak nie 
została wydana. 

Kler katolicki wielokrotnie czynił kroki, aby go zatrzymać w kościele rzym- 
skim. Tarnowski jednak, choć odznaczał się wielkiem umiarkowaniem, był stano- 
wczym zwolennikiem reform i wymagał od papieża dla Polski komunji pod dwie- 
ma postaciami, nabożeństwa w języku narodowym, małżeństwa duchownych 
i zniesienia postów. Zycie Tarnowskiego opisał Bohomolec, który przytera korzy- 
stał z niewydanej pracy biskupa Padniewskiego „Elogia illustrum Poloniae virO- 
rum suae aetatis." 



— 112 — 

dla sprawy ich wyznania tak niebezpieczne skutki. 
Prócz tego trudno przypuścić, by król i senat istotnie 
myśleli o ukaraniu Oleśnickiego, który, należąc do jedne- 
go z pierwszych w kraju rodów, przez liczne swe pokre- 
wieństwa jako też i bogactwo zapewnione miał silne 
wpływy, jeżeli osoby tak stosunkowo małoznaczne jak 
Krupka i rektor Chrzczonowa, pomimo wszelkich usiło- 
wań duchowieństwa, uniknęli kary. W istocie Oleśnicki 
sądzony był tylko za gwałt popełniony przez wyrzuce- 
nie z kościoła i klasztoru rzymsko - katolickich księży, 
lecz nie za herezję, o której wyrokować mogły wyłą- 
cznie trybunały duchowne. Kazano Oleśnickiemu przy- 
rzec zwrócenie mnichom klasztoru, lecz on wymuszonej 
tej obietnicy nigdy nie dotrzymał. 

Choć protestantyzm dowiódł w tej okoliczności 
dostatecznej siły do walki z państwowym kościołem 
w Polsce i do utrzymania się na zdobytem stanowisku, 
lecz, nie będąc przez rząd uznany, nie posiadał żadnych 
praw wobec ustawodawstwa krajowego i mógł być uwa- 
żany tylko za zwycięski bunt przeciw dawnemu po- 
rządkowi rzeczy. Dla przyśpieszenia koronacji królo- 
wej Barbary Radziwiłłównej, Zygmunt August zmuszo- 
ny nawet był przyrzec, iż nie będzie dawał wysokich 
dostojeństw heretykom, lecz obietnica ta spełzła na 
niczem, gdyż monarcha ani mógł ani chciał prawdziwie 
jej dotrzymać. *) 
Sfckf^s^nod Kościół rzymsko-katolicki w Polsce jasno widział 

w Piotrkowie grożące niu niebezpieczeństwo; prymas Dzierzgowski 
wszelkimi zwołał przeto w r. 1551 do Piotrkowa synod, który pD- 
^kmzeSS' stanowił wykorzenić herezję, poczynającą zarażać samo 

herezji w Pol- 
sce. 

*) Tera niemniej reakcja katolicka przez lat parę wzięła górę w Małopol- 
sce. Jakób Sylwjusz i Kruc}'ger zmuszoai byli czasowo opuścić swe kościoły ra- 
zem zo Staakarem. Dopiero kilka lat później (r. 15i5) powrócono icli nazad i spra- 
wa reformacji na nowo kwitnąć poczęła. -^» ^' 






— 113 — 

duchowieństwo. Biskup warmijski Hozjusz, który w wal- 
ce z reformacją nabył później smutnej sławy przez wpro- 
wadzenie do Polski jezuitów, ułożył przy tej sposo- 
l)ności wyznanie wiary, mające służyć za probierz pra- 
wowierności dla każdego rzymskiego katolika. Oprócz 
dogmatów zasadniczycti rzymskiego kościoła, \Yyzname to 
zawierało mnóstwo drobnycli niedorzeczności i praktyk,*) 
widocznie zapożyczonych przez Rzym od pogańskich 
obrzędów starożytnego grodu cezarów. Prymas Dzierz- 
gowski dedykował królowi ten akt wyznania wiary, 
nakazując całemu duchowieństw^u go podpisać. Posta- 
nowiono jednocześnie podać do monarcłiy prośbę, by 
rozkazał urzędnikom, senatowi i szlacticie podpisanie 
tego wyznania i przestrzeganie go jako jedynego pra- 
wdziwego artykułu wiary. Na tym samym synodzie 
AYzbroniono wypuszczania dóbr kościelnych w dzierża- 
wę osobom podejrzanym o herezję i zakazano ducho- 
wieństwu uczęszczania do miejsc i towarzystw, gdzie 
mogły być roztrząsane sprawy religijne. Oprócz tych 
zaradczych środków synod postanowił jeszcze niektóre 
inne bardziej czynnej i energicznej natury. Zamierzono 
wydać prawdziwą wojnę heretyckiej szlachcie i w tym 
celu nałożyć znaczne podatki na duchowieństwo. Mia- 
ło się rozpocząć surowe prześladowanie heretyków a po- 
moc króla w tej sprawie chciano zapewnić przekup- 
stwem, obiecując mu oddanie na własność odebranych 
heretykom majętności. Nadaremnie biskupi kujawski 
i kamieniecki przedstawiah niebezpieczeństwo mogące 
wyniknąć z zaczepki tak potężnego w Polsce rycerskie- 
go stanu; umiarkowaną tę radę zagłuszył głos fanaty- 
zmu i namiętności. Synod postanowił wykonać gwał- 



*) Np.: ,,Czy wierzysz w to, że woda święcona, wzywanie świętych i po- 
święcanie ziół jest skuteczne? Czy wierzysz w czyściec, papieża, mszę, posty, wo- 
ta i w celibat duchownych" ? 

Zarys dziejów reformacji. Tom I. ° 



— 114 — 

towne swe rozporządzenia, a biskupi rozesłali po kraju 
pozwy sądowe do szlachty i duchowieństwa, które się 
od rzymskiego kościoła odłączyło. Utwierdził biskupów 
w tern postępowaniu Rzym encykliką, polecającą wytę- 
pienie herezji. 
Próba wy- Pierwszą ofiarą prześladowania był Mikołaj, pleban 

stanowień sy- z Kurowa, własności Zbąskich, którzy odłączyli się za 
wskiegof m?- '^^^^^^^ husyckich od kościoła rzymskiego. Mikołaj za- 
częństwo Mi- czął głosić W r. 1550 czystą naukę Ewangelji i pozwo- 
na kurów- lił swym parafjanom przyjmować komunję pod dwiema 
postaciami. Wezwany przed trybunał duchowny, oskar- 
żał Andrzeja Zebrzydowskiego, biskupa djecezji, i bronił 
swej nauki z kazalnicy. Porwano go więc, uwięziono 
i otruto czy zamordowano. 
Nieudana Wyżej już wspomniany opiekun Stankara, Stani- 

śiadowania sław Stadnicki, zaprowadził w majątku swym Dubiecku 
i i*nne[ szla° nabożeństwo reformoAvane i kazał chrzcić dzieci podług 
chty. tego obrzędu. Dziaduski, biskup przemyski, wezwał 
Stadnickiego, który też oświadczył gotowość usprawie- 
dliwienia się ze swych j^rzekonań religijnych. Trybunał 
duchowny nie zgodzjł się jednak na to, skazując go za- 
ocznie na pozbawienie praw obywatelskich i utratę mie- 
nia. Na czynione biskupowi uwagi co do zbytniej po- 
rywczości podobnego postępowania, odrzekł tenże, iż nie 
należy okazywać heretykom żadnego pobłażania, lecz. 
obecnych czy nieobecnych trzeba sądzić szybko i zgła- 
dzić. Wszelako wyrok biskupi nie mógł być wykonany: 
Stadnicki wobec zebranych współobywateli powstawał 
w bardzo silnych wyrazach na naruszanie przez ducho- 
wieństwo praw i swobód szlacheckich. „Niedość tego, — 
mówił — że duchowieństwo napełniło miasta swemi beze- 
ceństwy, dąży ono jeszcze do pozbawienia nas czci 
i majątku i do wygnania z kraju. Są oni podobni do 
dzikich zwierząt, które, utuczone zbyt obfitą strawą, 
chcą pożreć karmiących je. Powinniśmy zalecić naszym 



— 115 — 

przedstawicielom ustanowienie praw broniących szlachtę 
od utraty czci, życia i mienia i domagać się, by po- 
dług prawa sądził nas sejm z królem na czele." Ducho- 
wieństwo usiłowało prześladować herezję w całej Polsce ; 
sam prymas pozywał wielu znakomitych obywateli, jak 
dwóch Lasockich: Jana i Krzysztofa, i Jakóba Ostroro- 
ga. Ksiądz Marcin Krowicki, oskarżony o wstąpienie 
w^ związki małżeńskie, zaledwie zdołał uniknąć śmierci, 
chroniąc się do Pińczowa, gdzie, jakeśmy to wyżej 
wspomnieli. Oleśnicki zaprowadził publiczne nabożeń- 
stwo według obrządku helweckiego. Za pojęcie żon 
również byli prześladowani a nawet zostawali w wiel- 
kiem niebezpieczeństwie poniesienia śmierci dwaj bra- 
cia Białobrzescy: jeden, opat w Mogile, drugi, opat 
w Jędrzejowie, należących do djecezji krakowskiej. 

Aczkolwiek kościół rzymsko - katolicki w Polsce 
niekłamaną czuł żądzę zgniecenia przeciwników naj- 
gwałtowniejszem prześladowaniem, krwawe jego zamia- 
ry zostały wniwecz obrócone przez swobodę krajowych 
ustaw i ogólną niechęć urzędników świeckich do wy- 
konywania na współobywatelach barbarzyńskich wyro- 
ków, wydawanych przez trybunały duchowne. Z wyją- 
tkiem kilku odosobnionych wypadków gw^ałtu, jak ten, 
który spełniono na rektorze z Kurowa i prawdopodo- 
bnie kilku innych, dokonanych w ciemnościach klaszto- 
rów *) a zachowanych w głębokiej tajemnicy przed 
wiadomością oburzonego ogółu, dążenia duchowieństwa 
do prześladowania heretyków pozostały bezowocne 
a usiłowania, by wzmocnić upadającą władzę kościelną 



*) Marcin Krowicki o nich pisze: „Owe krakowskie turmy by prawić 
umiały — Lipowieckie katusze gdyby mówić śmiały,— Dowiedziałby się każdy, jak 
głodem morzono, — Pogańskim obyczajem bito i męczono.— Za śmierć Xiędza Mi- 
chała Bogu odpowiecie. — Bo chociaż księgi jego wszystkie popalicie, —Nie zatra- 
cicie jednak Boskiej prawdy onej, — Żeście skryby, Faruze i lad potępiony." 



116 — 




prawu)cp tDiotp 

pr^kupfo nńucf foi^tocp p nnf r^f 

rep o5powie§i«r ifwoift ^ro* 
ni ^(^^r^<p Śiefwp/ 



sćiota pana 3e3u !Rrv|Va ^Ic^yjotofinc^o. 

Pralmo 90. 9X. 
2l\iovoitmoto nicpnYiacićU trooi panu:: abonJicm. oto tuitptif 
iac-ićU tł»0i łgtni^ f bcda rdjpr<jf^t'n,i ro^yfc-f ttorjy cjynu^ nCcpm* 
coosći. 

Lucc.j9. 
(Dttjftctn niepi^yracioty ony rmuctt^orjy nud;cifli nbym trolo 
tptit rta<} mmi / pnV*^"^^?<^c tu y jtibiynic prje^cmin^. 



Paksymile karty tytułowej jednego z najdawniejszych a dziś nader rząd- Jt|f 
kich druków pińczowskich. S 



— 117 — 

przez zastosowanie surowych środków przeciw odłącza- 
jącym siQ ze społecznOvści kościoła, wywoływały skutki 
wprost przt^ciwne a korzystne dla wyznawców zasad 
reformowanych. Stan rycerski, stale zazdroszczący kró- usiłowania 
łowi władzy i ograniczający jej zakres w celu zape- gt^^^J^kat 
wnienia sobie nienaruszalności osobistej i majątkowej, wywołały 

w szlachcis 

spostrzegł z przerażeniem dążność kościoła do zdoby cia polskiej gwał- 
potęgi, mogącej stać się dla ich swobód groźniejszą od ^^"^ "^ ^' 
władzy monarszej. Umysły polskiej szlachty zatrwożyły 
si(^ na myśl podlegania przeważnemu wpływowi stanu, 
który, kierowany przez obcego, nieodpowiedzialnego 
naczelnika, starał się przywłaszczyć sobie prawo roz- 

t>r«f<ńrnt ^antcloa>ep/^Of 

fu ob ^rt:ot>^cnia Si^m 

§3ojcgo,ij6o. 

Podpis na ostatniej kartce obocznie zamieszczonego druku pińczowskiego, 

strzygania o czci, życiu i majątku obywateli. Pod- 
niesiony przez protestanta Stadnickiego okrzyk zgrozy 
rozległ się w całej Polsce, powtarzany nawet przez 
wierną rzymskiemu kościołowi szlachtę. Najcięższy jednak 
cios, jaki w tym czasie spotkał w Polsce kościół rzymsko- 
katolicki, zadany mu był przez zasługującego na szcze- 
gólną w dziejach naszych uwagę Stanisława Orzecho- 
wskiego, który mógłby był oddać wielkie usługi swej 
ojczyźnie pod względem religijnym, literackim i poli- 
tycznym, gdyby gAvałtowność, namiętności i zupełny 
brak zasad nie przyćmiewały znakomitych jego 
zdolności. 



— 118 — 

ROZDZIAŁ III. 

Sejm 1552 rokn znosi w zasadzie sądy dnchowne. Orzechowski, Mo- 
drzewski, Stankar i ich wpływ na sprawy religijne w Polsce. 

Orzechowski, Stanisław Orzechowski, w uczonej Europie zwany 

jego chara- i-,i r\ • t • i -i- -.l-^^ 

kteriwpływz lacmska OricnoYius, urodził się w r. 1513 w woje- 
SgijneTwPot^^^^^^^^i® ruskiem (obecnie Galicja). W Przemyślu roz- 
^^^' począł nauki, które w dalszym ciągu prowadził w Wie- 
dniu a dokończył w Witenberdze, gdzie został ulubieii- 
cem Lutra i Melanchtona. Przejął się też poglądami 
reformatorów, ale, jak wynika z własnych jego zeznań, 
nie z prawdziAvej pobożności ani miłości ku prawdzie, 
lecz, że uważał je za wygodne dla nieokiełznanego swe- 
go usposobienia. „Wysłany do Niemiec, — powiada sam — 
upodobałem sobie nowatorstwo, uważając, że będzie dla 
mnie bardzo zaszczytne i że wyróżni mię śród moich rówie- 
śników, skoro wprowadzę niektóre z zasad niemieckich: 
nie słuchać papieża, nie szanować praw, zawsze ucztować 
a nigdy nie pościć, zagarniać własność kościelną, wytę- 
pić mnichów i nic nie wiedzieć o Bogu. Po trzech la- 
tach nauki doszedłem do przekonania, że Avszystko, co 
stare, co odziedziczone po przodkach, nie jest sprawie- 
dliwe. Chciałem jeszcze zajść dalej i stałem się zwo- 
lennikiem Kaiistadta, o którym mówią, iż pogorszył 
jeszcze wszystko, co wziął od Lutra. Kierunkowi takich 
przewodników powierzyłem się, a ktokolwiek zaprowa- 
dzał śmielsze i liczniejsze nowatorstwa, tego uważałem 
za lepszego i bardziej uczonego."*) 

To wyznanie właściwych mu zasad, wypowiedziane 
językiem prostackim i obelżywym, napisane było w cza- 
sie, gdy, przyłączywszy się do katolicyzmu, napadał na 
protestantyzm ; lecz, chociaż to sprawozdanie z jego sto- 
sunków z reformatorami miało na celu rzucenie ohydy 
na naukę ewangelicką, daje ono jednocześnie prawdzi- 



*) St. Orichovii lloxolni Cbimaera. Kolonja r. 1563. 



— 119 — 

wy obraz namiętności jego charakteru, czyniących zeń 
równie niebezpiecznego wroga jak i sprzymierzeńca. 
Ukończywszy nauki na wszechnicach niemieckich, Orze- 
chowski zwiedził Rzym i powrócił w r. 1543 do ojczy- 
zny zupełnie przejęty poglądami reformatorów, które po- 
czął otwarcie wypowiadać w kraju. Spostrzegłszy 'je- 
dnak niebawem, iż na tej drodze nie osiągnie żadnych 
światowych korzyści, gdy przeciwnie kościół rzymski 
hojnie szafował bogactwy i zaszczytami na korzyść swych 
obrońców, przyjął święcenia kapłańskie a po niejakim 
czasie został mianowany kanonikiem przemyskim. Cho- 
ciaż jednak został członldem duchowieństwa rzymsko- 
katolickiego, wciąż będąc podniecany niepohamowane- 
mi swemi namiętnościami i wpływem krewnego swego 
Reja z Nagłowic, nie mógł ukryć całkowicie swych pra- 
wdziwych pojęć. Obawiając się utraty korzyści, jakie 
mu dawało stanowisko dostojnika kościoła rzymskiego, 
nie śmiał wystąpić przeciw niemu wprost; uczynił to 
więc pośrednio: zamieszkując część kraju, gdzie przewa- 
żało wyznanie greckie, zaczął w swych pismach rozpra- 
wiać o soborach w Ferrarze i Florencji, na których ce- 
sarz bizantyjski i posłowie greccy uznali zwierzchnictwo 
papieża nad kościołem Wschodnim. Aczkolwiek pozor- 
nie wyrażał wielkie poszanowanie dla tych soborÓAV 
i mówił z rzekomym szacunkiem o poddaniu się pod 
zwierzchnictwo papieża kościoła greckiego w Polsce, wy- 
powiadał przytem różne zapatrywania na korzyść nie- 
zależności tegoż kościoła i otwarcie bronił małżeństwa 
księży. Wezwany przed sąd władzy duchownej za gło- 
szenie nowatorstwa niebezpiecznego dla spokoju kościo- 
ła i czystości jego nauki, Orzechowski odwołał swe zda- 
nia, poczem książkę zawierającą jego poglądy ska- 
zano na spalenie. To poddanie się Orzechowskiego wła- 
dzy kościoła trwało niedługo : gdy bowiem rektor z Chi'zczo- 
nowa pojął żonę, Orzechowski w jego obronie wystąpił 



— 120 — 

Orzechowski gwałtownie pizeciw duchowieństwu a niebawem i sam 

zem się i jest *^_ ^ 

za to prześlą- się ożenił z Magdaleną Chełmicką. Wezwany jDrzed sąd 
biskupa przemyskiego, stawił się w towarzystwie tak 
liczny cli i potężnych przyjaciół, że biskup nie. śmiał są- 
du rozpoczynać; udał tylko, że sądzi go zaocznie, rzu- 
cił nań klątAvę i 2:)odpisał wyrok, skazujący go na utra- 
tę czci i mienia. Nie przestraszyło to atoli Orzecho- 
wskiego; wszedł do kościoła podczas nabożeństwa, które 
natychmiast przerwano (z przyczyny jego obecności), 
i przedstawił zgromadzonym usprawiedliwienie swego 
postępowania. Jednocześnie zaniósł przed trybunał wo- 
jewództwa skargę na okrucieństwo postanowień władzy 
kościelnej, od wyroku biskupiego odwołując się do arcy- 
biskupa. Kościół rzymski wszakże zachował jeszcze 
swą prawną władzę a więc wyrok klątwy był obowią- 
zujący. Zażądano tedy od króla, by wojewodzie i sta- 
roście krakowskiemu wydał rozkaz wykonania tegoż. 
Lecz wojewoda krakowski Kmita, nie śmiąc wykonać 
rozkazu tak przeciwnego przekonaniom ogółu, spełnie- 
nie jego powstrzymywał pod błahymi pozorami, odkła- 
dając je do zebrania się sejmu; śmiałe bowiem i zagra- 
żające ograniczeniem swobód obywatelskich uroszczenia 
Rzymu wywoływały w narodzie powszechny opór. Ta- 
kie usposobienie szlachty stanowczo wpłynęło na prze- 
bieg obrad sejmowych 1550 roku. W senacie Mikołaj 
książę Radziwiłł, wojewoda wileński ; Marcin Zborowski, 
wojewoda kaliski; Mikołaj Brudzewski, wojewoda łę- 
czycki; Rafał Leszczyński, wojewoda rawski; Andrzej 
Górka, kasztelan poznański; w izbie posłów Piotr Bo- 
ratyński, Mikołaj Krzycki i Jan Sierakowski, wystąpili 
jako oskarżyciele rzymsko-katolickiego duchowieństwa. 
Przeważny wpływ na obrady tego sejmu wywarł Orze- 
chowski, który namiętną swą i świetną wymową spotę- 
gował ogólne przeciw kościołowi rzymskiemu oburzenie 
do strasznych rozmiarów; jemu więc należy przypisać 



— 121 — 

zasługę poparcia sprawy wolności religijnej. Przeczy- 
tawszy 23rzed posłami niegodziwe wyrazy rzymskiej klą- 
twy, zapytał, czy należy dopuścić, aby biskupi na mo- 
cy tak barbarzyńskich wyroków rozporządzali życiem 
ludzkiem ? Izba poselska oświadczyła, iż nikt, prócz kró- 
la, nie ma prawa sądzić obywateli ani skazywać ich 
na jakąbądź karę ; a mówcy poselscy przedstawili Zy- 
gmuntowi Augustowi, iż nie powinien biskupom pozwa- 
lać na przywłaszczanie sobie praw panującego, Orze- 
chowski równie śmiało przemawiał do króla jak i do se- 
natu. Miotał na Rzym gorzkie obelgi, a małżeństwo 
księży usprawiedliwiał potężnymi argumentami. Bisku- 
pi zapóźno spostrzegli błąd, jaki popełnih, rozbudzając 
niewczesną surowością nienawiść narodu, który przez 
swych przedstawicieli odrzucał teraz ich sądownictwo. 
Monarcha zaś ani śmiał, ani chciał potępić herezji, bro- 
nionej tak zręcznie i przekonywająco. Względy te skło- 
niły biskupów do obrania dróg bardziej pojednawczych, 
a Maciejowski, biskup krakowski, zawsze gwałtownym 
środkom niechętny, przeciwstawił i tym razem zwykłe 
swe umiarkowanie zbytecznej gorliwości innych dostoj- 
ników kościoła. Król wstrzymał orzeczenie swe w tym 
ważnym przedmiocie. Niektóre osoby dobrej woli pod- 
dawały myśl pojednawczej rozmowy między biskupami 
a Orzechowskim, który się na to zgodził i stawił się 
w towarzystwie swych głównych przyjaciół; duchowień- 
stwo wszakże, nie mogąc się zgodzić na publiczne upo- 
korzenie, jakiem byłoby spotkanie w ]"ównych warunkach 
z potępionym przez władzę ich winowajcą, odmówiło mu 
posłuchania. Odroczono więc sprawę, a nie zdejmując 
z Orzechowskiego klątwy, zawieszono jej skutki. Miał 
on zachowywać się spokojnie do wyroku papieża, którego 
winien był prosić o pozwolenie zatrzymania żony. Sejm 
1550 roku nie rozstrzygnął ostatecznie ważnego sporu 
między kościołem rzymskim a jego przeciwnikiem. Nie 



— 122 — 

pochwalając uroszczeń duchowieństwa, nie potępiał też 
wymagań nowatorów. Słabość rzymst:iego katolicyzmu 
uwidoczniła się, lecz protestantyzm nie zdołał jeszcze 
prawnie utrwalić swego istnienia, aczkolwiek zasady je- 
go przyjęła większość przewodniczących w kraju. 
Ogólne rozdra- Oburzenie narodu przeciw rzymskiemu duchowień- 

żnieme prze- (;,^^y^^ i ieoo uroszczeniom stało się prawie wyłącznym 

ciw ducho- . T- j ./ ' ^ 

wieństwu rz. przedmiotem rozpraw przy wyborach na sejm 1552 roku. 
Cały kraj dał swym przedstawicielom na sejm jedno- 
myślne i stanowcze polecenie ograniczenia władzy bisku- 
piej. Żądania wyborców województwa ruskiego, gdzie 
Orzechowski miał licznych przyjaciół i rozległe stosun- 
ki, wyraźniejsze były od innych, gdyż domagały się 
stanowczo, by sejm zniósł sądy duchowne. Rzym spo- 
strzegł grożące mu niebezpieczeństwo, a papież nieśmiało 
prosił króla o utrzymanie tychże sądów i wykonanie 
wyroku biskupów krakowskiego i przemyskiego. 
Sejm 1552 r. Dążność zebranego pod takiemi wróżbami sejmu 

swem^ot\var- ^'^-'^^^ 1552 nie mogła być wątpliwa. W czasie mszy, 
ciu najwyra- zwykle poprzedzającej otwarcie rozpraw, wielu posłów 
nania anty- odwróciło twarz podczas podniesienia monstrancji, gdy 
rzyms le. ■^^,^^ j senat Ugięli kolana przed sakramentem, a Rafał 
Leszczyński silniej jeszcze zaznaczył swe przekonania 
wyznaniowe, gdyż, stojąc przed- królem, nie okazyAvał 
dla mszy najmniejszego uszanowania, nie odkrywszy 
głowy w najuroczystszej nawet chwili obrzędu kościoła 
rzymskiego. Katolicy nie śmieli skarcić tego jawnego 
lekceważenia ich nabożeństwa a izba posłów najwyraźniej 
pochwaliła tak śmiały objaw przekonań, obierając swym 
marszałkiem tegoż Leszczyńskiego, który niedawno 
przedtem wyrzekł się był godności senatorskiej, by 
wstąpić do grona posłów. *) Czyn ten usunął wszelką 



*) Ten Rafał Leszczyński, marszałek sejmu 1552 r., był potomkiem owego Le- 
szczyńskiego, którego Hus wspomina jako swego obrońcę na soborze w Konstan- 



* I 

t 



— 123 — 

wątpliwość co do usposobienia większości sejmowej, 
i w istocie było ono tak jednomyślne, że przeciwne 
sobie stronnictwa polityczne zgadzały sifj we wspólnej 
niecłięci do sądów biskupich, którycli utrzymanie stało 
się już odtąd niepodobne. Biskup przemyski, który wy- 
klął Orzecliowskiego, stał się przedmiotem ogólnego 
potępienia, gdyż nawet inni biskupi wymawiali mu w^- 
AYołanie burzy, która, wstrząsając ich powagą, okazała 
się szkodliwą dla kościoła rzymskiego. Król, skłonny do 
umiarkowania, życzył, aby biskupi dobrowolnie zgodzi- 
li się na ustępstwa i zaprowadzili w swych prawach Biskupi odma- 

. , . 1-1 111 wiajązrze- 

pewne zmiany ; lecz z wyjątkiem biskupa wiaclysia- czenia się 
wąskiego, Drohojowskiego, który doradzał umiarkowania, ^"^^^ ^^*^' 
wszyscy odmówih jakichbądź ustępstw. 

Monarcha, widząc, iż drogą zgody nie da się nic Sejm znosi są- 

^ .... dy duchowne, 

osiągnąć, wydał w m3\śl większości sejmowej wyrok odmawiając 

T . . 1 1 • ^ i 1 • 1 im znaczenia 

orzekający, ze duchowieństwo zachowuje prawo sąclze- cywilnego, 
nia herezji, lecz bez władzy nakładania na potępio- 
ne osoby kar cywilnych lub kryminalnych ; czyli że 
duchowieństwo miało prawo rozstrzygać sprawy religij- 
ne, ale postanowienia jego nie miały mieć żadnych 
następstw ani pod względem cywilnym, ani politycznym. 
Kościół mógł wyrokować o prawowierności danej nauki. 



oji; był też w prostej linji praprapradziadem króla Stanisława, ojca Marj i Leszczyń- 
skiej, szlachetnej małżonki ruzwiąztego życia króla Ludwika XV we Francji. 

Genealog-ja ewans^elików Leszczyńskich przedstawia się w następujący 
sposób: Syn Rafała, Andrzej, wojewoda brzesko-kujawski f 1606 r. (kilku in- 
nych braci powróciło do katolicyzmu). Syn Andrzeja, Rafał, wojewoda bełzki, 
-j- 1636 r. Nicsiecki błędnie robi tego gorliwego obrońcę Ewangelji w końcu życia 
katolikiem. (Istnieją w druku kazania pogrzebowe pastorów Węgierskiego i Ko- 
menjusza, poświęcone pamięci wojewody). Synów Rafała jest dwóch znakomi- 
tszych : jeden, który zmarł r. 1651 ewangelikiem, — Andrzej, wojewoda derptski 
(jedyny syn którego, Samuel, także ewangelik, zmarł bezpotomnie); drugi— J^ogu- 
sław, który r. 16i2 przyjął wyznanie katolickie i został podkanclerzem koronnym. 
Jego rodzonym wnukiem był król Stanisław. Ewangelicka linja Leszczyńskich 
wygasła na stryju króla Stanisława, Andrzeju (synu Władysława, wnuka woje- 
wody Rafała), podkomorzym i staroście dubieńskim, który jeszcze r. 1670 po- 
twierdził fundację zboru w Nejdorfie. H. M. 



— 124 — 

ale nie mógł wymierzać żadnej doczesnej kary na tycłi, 
Oburzenie bi- których wyznanie wiary potępiał. *) Postanowienie to, 
^y^(.}j^°jc^*^ zaprowadzające w Polsce wolność religijną, wzbudziło 
srogie w gronie biskupów oburzenie. Opuścili oni izbę 
senatu, uroczyście protestując przeciw takiemu rozpo- 
rządzeniu i grożąc złożeniem swych senatorskich dosto- 
jeństw. Gdy przecież nie zwrócono na ich groźby ża- 
dnej UAvagi i nie uczyniono żadnych usiłowań, aby 
zatrzymać ich lub przywołać do senatu, którego obrady 
w nieobecności ich toczyły się zwykłym porządkiem, 
powrócili na swe stanowiska. Uchwalono wówczas wnio- 
sek, czy nie byłoby pożyteczne dla narodu zniesienie 
godności senatorów, mianowanych nie przez narodo- 
wego monarchę, ale przez papieża, to jest, czy nie by- 
łoby stosowne wykluczyć z senatu biskupów. Lecz 
wniosek ten nie lepsze miał powodzenie nad podane 
do tegoż sejmu prośby o wprowadzenie komunji pod 
dwiema postaciami i małżeństwa księży. 
Duchowień- Duchowieństwo starało się ominąć tylko co wy- 

stera sfęomi-i^i^^ione postanowienia sejmowe, nie przestając wyklinać 
nąc postano- ^^/^gzystkich występuiących z łona kościoła rzymsko-ka- 

wienia sejmo- "^ j ^r j ^ j j ^ 

we. tolickiego. Biskupi usiłowali wszelkimi sposobami, a 
przeważnie groźbą klątwy, nakłaniać starostów do wy- 

*) Lubienłecki i Węgierski piszt\, że sejm 1552 r. był chwilą upadku przewa- 
gi duchowieństwa rzymsko-katolickiego w Tolsce. Bzowski, Bielski i Orzecho- 
wski (który wtedy już był powrócił do katolicyzmu) w fałszywym go przedstawia- 
ją świetle, podając tylko pierwszą część uchwały, a opuszczając tę część, która 
stanowiła o cywilnych następstwach. Gdyby w r. 1552 uchwalono rzeczywiście 
prawo biskupów do rozstrzygania spraw wiary, niezrozumiale byłoby, dlaczego 
od tego roku ustaje sądzenie heretyków przez >iądy duchowne.— 

Najnowsze badania potwierdziły przytoczone w tekście przez Krasińskiego 
dzieje zniesienia jurysdykcji duchownej na sejmie 1552 r. Lecz decyzję tę po- 
wzięto tylko czasowo, do najbliższego sejmu, zawieszając do tej pory egzekucję 
świecką sądów duchownych tak względem szlachty jako też ludzi wszystkich sta- 
nów. Na tym sejmie król obiecał także wysłać posłów na sobór powszechny, 
a jeśliby ten nie odbył się, to zwołać synod narodowy. Egzekucję świecką sądów 
duchownych o herezję, tymczasowo zawieszoną w r. 1552, ostatecznie zniósł sejm. 
1562 roku. H. M. 



— 125 — 

konywania ich rozkazów ; zdarzało siQ też czasem, iż 
niektórzy z tych urzt^dników, oddani kościołowi rzym- 
skiemu, okazywali skłonność do podtrzymywania jego 
uroszczeń, aż w końcu sejm z roku 1562 wydał rozpo- 
rządzenie, wyraźnie zakazujące starostom postępowania 
wbrew ustawom sejmu jedlińskiego z r. 1430 *), które 
nie dawały żadnych praw duchowieństwu. 

Kościół udawał, że osoby wyklęte uznaje za cy- 
Avilnie umarłe : odmawiał im prawa stawania i świad- 
czenia w sądach, nie przestając przytem drażnić ich 
drobiazgowemi udręczeniami; lecz ustawy z lat 1562, 
1563 i 1565, zatwierdzając i rozwijając postanowie- 
nia 1552 roku, rozporządziły, by osoby, ulegające naganie 
duchowieństwa nie traciły przez to swych praw oby- 
watelskich. Kościół mógł uznawać za heretyka i wyklinać 
kogokolwiek, bez żadnego stąd dla potępionej osoby 
uszczerbku w obywatelskich jej prawach. 

Przywódcą stronnictwa protestanckiego łatwo mógł- 
by był zostać Orzechowski, którego należy uważać za 
głównego sprawcę wyżej opisanych wypadków a dzie- 
ła którego wielce przyczyniły się do zniesienia zapór, 
stawianych postępowi reformacji przez kościół katolicki. 
Niebawem jednak przez niestałość usposobienia i zmien- 
ność przekonań zdradził wysokie zadanie, do którego orzechoVski 
powoływały go wielkie zdolności i śmiałość charakteru. ^^^Jzi się z ka- 
Zycie tego nadzwyczajnego człowieka jest uderzającym 
dowodem, że przy największych zdolnościach, w braku 
zasad, niepodobna zdziałać nic prawdziwie dobrego ani 
wielkiego. Jeszcze zajęty był sejm z r. 1552 udarem- 
nianiem wyroków sądów duchownych przeciw herety- 
kom, gdy główny sprawca tych pamiętnych a szkodli- 
wych kościołowi rzymskiemu ustaw, Orzechowski, szu- 



*) Edykt w Jedlinie (z r. 1430) poręczał szlachcie nietykalność własności 
i osób, której nikt naruszyć nie był w prawie, chyba za wyrokiem kompeten- 
tnego sądu. A co się tyczy kompetencji tej, odmawiała jej względem siebie szła- 



— 126 — 

kał pojednania z tymże samym kościołem. Na syno- 
dzie rzymsko-katolickim oświadczył zupełną zgodę na 
zasady tego kościoła, zrzekł się godności ductiownycłi 
i poddał uznaniu Rzymu swe małżeństwo, którego za- 
twierdzenie przyrzekli mu biskupi, nic nie zaniedbujący, 
by tak zdolnego pisarza oderwać od protestanckiej par- 
tji; poczem dnia 17 lutego 1552 roku zdjęto zeń klą- 
twę, a w roku 1558, czternastego marca, ogłosił to pry- 
mas Dzierzgowski. 
Orzechowski Papież wszakże zwlekał ze stanowczą odpowiedzią 

znów poro- . , . . . . . ^ 

żnił się z du- W tym waznym przedmiocie, me smiąc zatwierdzić 
Vweau małżeństwa księdza katolickiego; przytem Orzechowski 
przestał już być tak niebezpieczny, gdyż, wyrzekłszy się 
swycłi poprzednicłi przekonań, stracił swój nadzwyczaj- 
ny wpływ na naród cały. Niebawem spostrzegł, iż 
Rzym chce go zbyć niczem i znów zaczął go zaczepiać 
dowodami potężnymi i gorzkiemi obelgami. 
List Orzecho- Aby dać Wyobrażenie o gwałtowności pism Orze- 
papieźa chowskiego, przytoczymy niektóre ustępy z jego listów 
ujusza II. (Jq papieża Juljusza III-go: „Święty ojcze, zaklinam cię 
na Boga, na Pana naszego Jezusa Chiystusa i świętych 
aniołów! Przeczytaj, co do ciebie piszę i odpowiedz mi. 
Nie próbuj mnie oszukiwać, nie dam ci pieniędzy i nie 
będę się z tobą targował: coś dostał darmo, daj dar- 
mo." W innem miejscu przemawia do tegoż papieża: 
„Zastanów się, Juljuszu, zastanów się dobrze, z kim 
masz do czynienia. Nie z włochem zaiste, lecz z rusi- 
nem, nie z jednym z twoich nikczemnych papieskich 
poddanych, ale z obywatelem królestwa, gdzie sam 
monarcha ulegać musi prawu." Możesz mię skazać na 
śmierć, jeśli chcesz, ale na nic ci się to nie przyda, 



chta sądom duchownym, twierdząc, że tylko królowi i władzom z jego ramienia 
idącym sądzić takio sprawy wolno, któreby utratę dóbr ziemskich za sobą pocią- 
gały, lub wolności osobistej szlachcica pozbawiały. 



— 127 — 

gdyż król nie wykona twego wyroku: sprawa będzie 
przedstawiona sejmowi. Twoi rzymianie, wprzc^żeni w po- 
niżające jarzmo pismaków rzymskicli, uginają kolana 
przed tłumem twoich służalców. Inaczej jest u nas, 
gdzie prawo rządzi nawet tronem. Król, pan nasz, nie 
może robić, co mu się podoba, gdyż i on spełniać mu- 
si przepisy prawa. Gdy więc ty kiwniesz palcem lub 
błyśniesz mu przed oczyma pierścieniem rybaka, nie rze- 
knie: Stanisławie Orzechowski, papież Juljusz chce, byś 
poszedł na wygnanie, idź zatem! Upewniam cię, że ży- 
czenia króla naszego różnią się od twoich a prawa na- 
sze wzbraniają mu więzić lub skazywać . na wygnanie 
kogokolwiek, bez uprzedniego zasądzenia przez odpo- 
wiedni trybunał." 

Dzieła Orzechowskiego umieszczono na papieskim 
indeksie, a on sam został przez pisarzy duchownych 
ogłoszony sługą szatana. Postępowanie to pobudziło 
tylko Orzechowskiego do tern gwałtowniejszych napaści; 
przemówił on do papieża Pawła IV następującemi sło- 
wy: „Ponieważ niecny Karaffa, mianujący się Pawłem ^g^ Qj.2echo- 
IV, wyrzucił z kościoła Mojżesza i Chrystusa, chętnie wskiego^do 
pójdę za nimi; czyż mogę uważać za hańbę towarzy- Pawła IV. 
stwo tych, których on nazywa heretykami? Klątwa ta 
będzie więc dla mnie zaszczytem i koroną. Zaniedbanie 
dawnej karności zepsuło nas i poniżyło. Pawle IV! 
bacz, b}^ś przeszkodził ostatecznemu upadkowi twej sto- 
licy; oczyść Rzym z brudów zbrodni, wykorzeń chci- 
wość, pogardź korzyściami, płynącemi ze sprzedaży twych 
łask ; bo ja objaśnię i dowiodę moim ziomkom, iż zepsu- 
cie więcej szkodzi kościołowi, niż luterska przewrotność." 
Obrzucił on tegoż samego papieża najobelżywszemi prze- 
zwiskami, jak: świętokradca, ludzki potwór, łotr, wilk-tru- 
teń, osieł, drapieżny zwierz i t. p. Prócz tych zniewag, 
wystosowanych do głowy kościoła rzymskiego, ogłosił 
Orzechowski, iż wyda dzieło pod tytułem: „Wyrzekam 



— 128 — 

się Rzymu/^ *) w którem miał przedstawić wszystkie błę- 
dy i zbrodnie papieży; zamierzał też odłączyć się od 
kościoła rzymskiego i przyjąć wyznawane przez znaczną 
część mieszkańców swego rodzinnego województwa za- 
sady kościoła greckiego. 

Orzechowski, przez prymasa Dzierzgowskiego znów 
wyklęty w roku 1557 za napaści na kościół rzymski, wkrót- 
ce wrócił do posłuszeństwa względem tegoż kościoła. Śmierć 
jego żony usunęła wielką przeszkodę do pogodzenia się 
jego z duchowieństwem rzymskiem, pragnącem bardzo 
doprowadzić do milczenia tak niebezpiecznego przeci- 
wnika i zamienić go w pożyteczne narzędzie walki 
z nieprzyjaciółmi kościoła. Orzechowski stał się niebez- 
piecznym dla duchowieństwa głównie dlatego, iż popie- 
rał wykluczenie biskupów z senatu silnymi dowodami, 
których gwałtowny sposób wypowiadania wielkie ro- 
bił wrażenie na tłumie czytelników. Ogłoszone przezeń 
uwagi o przysiędze biskupów na wierność dla Rzymu 
dowiodły przekonywająco, iż nie należy państwowych 
urzędów powierzać duchownym i że rzymsko-katolicki 
biskup, jako senator królestwa, musiał stać się zdrajcą 
swego kraju, albowiem, złożyr^^szy przysięgę wierności 
wpierw papieżowi a potem królowi, obowiązany był sta- 
Ostre uwagi wiać korzyści Rzymu ponad korzyści swego monarchy. 
^^^^^^°^g^pf"„ Przysięga ta, mówi Orzechowski do króla, pozbawia 
dze, składanej biskupów swobody, czyniąc z nich szpiegów narodu i mo- 
pów na Wier- narchy. Wyższe duchowieństwo, dobrowolnie podda- 
°°^źowt^^^ wszy się tej niewoli, spiskuje i podnosi bunt przeciwko 
własnej ojczyźnie. Zasiadając w swej radzie, spiskują 
przeciw tobie i, badając twe zamiary, donoszą o nich 
swemu obcemu panu. Gdybyś, dla dobra ogółu, chciał 
ograniczyć roszczenia papieskie, wyklęliby cię i wywo- 



*) Manuskrypt dzieła tego czytał Modrzewski. 



— 129 — 

łali krwawe rozruchy. Papież wydał ze swego łona mni- 
chów, którzy spadU na twe ziemie jako szarańcza. Patrz 
na te spiskujące przeciw tobie tłumy, jakie one ciemne 
a barbarz3^ńskie ; spójrz na opatów, na klasztory, na ka- 
pituły i na synody, a bądź pewny, iż ile spotkasz głów 
golonych, tylu masz spiskowców. Otoczeni wszelkiego 
rodzaju zbytkiem i podobni do utuczonych wieprzów, 
pędzą w lubieżności życie wygodne i błogie i tyją na 
piekielną strawę. Obojętne to dla nich, czy zwycięzcą 
jesteś, czyś zwyciężony, czy kraj szczęśliwy jest, czy 
nieszczęśliwy. Alboż pewien biskup nie powiedział je- 
dnemu z twoich przodków: „Niech raczej królestwo za- 
ginie, niżby ila potrzeby narodu użyty miał być choćby 
jeden grosz z kościelnego skarbca, który jest własno- 
ścią 2^apieża, nie zaś króla!"*) Inne kraje w^ykluczjiy 
biskupów ze swoich senatów, zmiarkowawszy, jak niebez- 
piecznie jest sługi papieża dopuszczać do rządów pań- 
stwa. Naśladujcie je, jak np. Wenecję. Należy wydać 
prawo, któreby, zachowując duchowieństwu tylko obo- 
wiązki kościelne, usuwało je od spraw politycznj^ch. 
Niech chrzczą, nauczają, ale nie zajmują się kierowa- 
niem spraw kraju; a jeżeli chcą zachować godność se- 
natorską, niech się wyrzekną zależności od Rzymu. Czyż 
dla nich kościół polski nie jest wystarczający? W razie 
przeciwnym nie należy uważać ich za obywateli kraju, 
albowiem nikt nie może służyć dwom panom. Papież, 
za pośrednictwem niewolników swych, mnichów i bisku- 



*) Kler polski w istocie b}'ł bardzo bogaty. Biskup krakowski Andrzej 
Lipski (w r. 1G30) pozostawił po sobie 900,000 dukatów gotówką, nie licząc ma- 
jątku nieruchomego. Jan Kuczborski, biskup chełmski w r. 1023, pozostawił 
500,000 dukatów. Karaffa, biskup płocki w r. 1615, zapisał swemu bratu 7 mil- 
jonów talarów. Dochody biskupów musiały być wielkie, skoro pozostawiali takie 
sumy po sobie, mimo to że ich wydatki również były znaczne. INtusłeli oni mieć 
książęce mieszkania; wielu z nich na własny koszt utrzymywało pułki wojska 

Zarjs dziejów n formacji. Tom I. ■ 9 



— 130 — 

pów, wkłada jarzmo na samego króla, choć władza mo- 
narsza niezależna jest i od Boga pochodzi."*) 

Orzechowski w napaściach swych na Rzym nie ogra- 
niczył się do odrzucenia świeckiej zwierzchności pa- 
pieża, ale podawał też w wątpliwość duchowną jego po- 
wagę, dowodząc, iż opiera się ona na zupełnie mylnem 
tłómaczeniu słów wyrzeczonych przez Zbawiciela do św. 
Piotra: „Jesteś opoką, a na tej opoce zbuduję kościół Mój." 
Takie to wycieczki czynił ten człowiek bez zasad 
na kościół katolicki, dopóki przepisy tegoż stawiały ta- 
mę nieokiełznanym jego namiętnościom; ale gdy, ze 
śmiercią żony, znikła główna przeszkoda do pogodzenia 
się jego z kościołem rzymskim a pycha jego i chciwość 
wzięły z wiekiem przewagę nad innemi jego namiętno- 
Orzecbowski ściami, Orzechowski znów odwołał wszystkie swe pisma 
tecznie^ko- pi'zeciwne kościołowi i ostatecznie z nim się pogodził 
śeiołemrzym. 2559 j^.Q]^y Odtąd stał się obrońcą kościoła rzymskie- 

1 zwraca swe x ^ "t j ^ 

napaści prze- (to równie gO]'liwym, iak przedtem był iego przeciwni- 

ciwjegowro-f. ^ . \ ' ^ \ , / . . i • 

gom. kiem, zwracając się przeciw protestantyzmowi z takąż 
rubasznością i zjadliwością, jaką odznaczały się pisma 
jego przeciw Rzymowi. Głównym przedmiotem jego 
nienawiści stali się: Andrzej Modrzewski i włoch Stan- 
kar, których należy uważać za dwie osobistości, zasłu- 
gujące na szczególniejszą uwagę ze względu na wielki 
wpływ, jaki wywierali na sprawy religijne w Polsce. 
Andrzej Mo- Andrzej Frycz Modrzewski urodził się w r. 1506 

charaSerilH-^'^ województwie sandomierskiem i jeszcze za panowania 

ema. Zygmunta I Starego przejął się przekonaniami reforma- 
torów, aczkolwiek nigdy nie przyłączył się otwarcie do 



dla państwa; byli toż zobowiązani do wielkiej gościnności. Pewien znakomity 
ksiądz nie przyjął zaszczytu godności biskupiej, odmowę swą tłumacząc tem, że 
nie zamierza i)yć kucharzem szlaclity. 

*) Tak pisze Orzechowski w dziele swojem „De primatu papae" w r, 
1558. Dzieło to wydane wprawdzie zostało bezimiennie i bez podania miejsca dru- 
ku, lecz Modrzewski wyraźnie zaznacza, że napisał je Orzechowski. 



— 181 — 

'żadnego z wyznań ])rotestanckicli*), które si^ ustaliły 
za jego życia. W i*. 1534 udał si(^ na wszechnicą do 
Witenbergi, gdzie dokończył nauld pod kierunkiem Me- 
lanclitona, kt(')rego przyjaźń i szacunek pozyskał w zu- 
pełności. Zabawiwszy potem czas pewien w innycłi oko- 
licacłi Niemiec, wTÓcił do ojczyzny, został sekretarzem 
Zygmunta Augusta i zdobył nieograniczone jego zau- 
fanie. Mało posiadamy szczegółów z życia tego znako- 
mitego człowieka; to tylko wiemy, że pisał i wydaw^ał 
swe dzieła między rokiem 1548 a 1565.**) Niektórzy pi- 
sarze rzymscy potępiali go, inni chwalili; lecz pozyskał 
on uznanie protestantów i ogólny szacunek najznako- 
mitszych uczonych Europy. Zygmunt August stale od- 
woływał się do jego rady, a chociaż Modrzewski zaj- 
mował tylko podrzędne stanowisko sekretarza- króle- 
wskiego, kierował on naJAvażniejszemi sprawami państw^a 
i spełniał wcielę poselstw, np. : do Brunświku, do Danji, 
do Prus, do króla Ferdynanda i do cesarza Karola V. 

*) Modrzewski zalecał roztrząsanie spraw religfijnych ze spokojem filozofa, 
byt przeciwnikiem wszelkiej polemiki, a natomiast zwolennikiem łagodności i spo- 
koju. „Trzeba wrócić— mawiał on— do prostoty wyznania apostolskiego." Propa- 
gował myśl o kościele narodowym, sformułowaną głównie w jego dziele; „O po- 
słach na sobór clirześcijański wysłać się mających," a rozwiniętą potem w najwa- 
żniejszem jego dziele: „O naprawie Rzeczypospolitej" (De rcpublica emendanda, 
1551 i 1554; tłómaczcnie polskie, niezupełne, Cyprjana Bazylika r. 1577), Składa 
się ono z pięciu ksiąg: o obyczajach, o prawach, o pokoju i wojnie, o kościele, 
G szkole. W całem dziele znać człowieka, przenikniętego głęboko uczuciami ewan- 
gelickiemi, znać człowieka poważnego, zacnego i rozumnego, który wie, jak wa- 
żnych dotyka rzeczy i stara się roztrząsać je z całym spokojem i rozwagą, właści- 
wemi jego usposobieniu. Najwięcej antyrzymskiem dziełem jego są „Silvae ąuattuor," 
„Losy" (wydane dopiero po jego śmierci w Rakowie r. 1592), w którem zawarł roz- 
trząsanie wszystkich spornych kwostyj, które protestantyzm obudził, przychylając się 
do niego, lecz bez jaskrawości polemicznej. 

**) Modrz<-wski, po powrocie do kraju, cieszył się także wielkim wpływem 
na prymasa Uchańskiego, którego skłaniał ku myśli utworzenia polskiego kościoła 
narodowego. Zamieszkując w Wolborzu, we włościach biskupstwa kujawskiego, 
na zamku, w urzędzie sołtysa, wywołał w r. 1508 żądanie papieża Piusa V, by go 
jako kacerza z Wolborza usunąć, co toż ówczesny biskup kujawski Karnkowski 
uczynił, wypłaciwszy Modrzewskiemu odszkodowanie. Modrzewski umarł jesienią 
1572 r. O dziełach jego obszernie pisał Ossoliński w „Wiadomościach historyczno- 
kry tycznych." O życiu jego patrz pracę Dylewskiego. H. M. 



— 132 — 

Łatwo pojąć, że kościołowi rzj^mskienui wieJe zale- 
żało na pozyslcaniu osobistości tak uzdolnionej, nczonej 
i wpływowej, jaką był Modrzewski; wkrótce też został 
znienawidzony, gdy usiłowania te nie doproAvadziły do 
pożądanego celu. DucboAvieństwo rzymslde osobliwie 
się zatrwożyło poglądami rozwijanymi przez Modrzewskie- 
go w rozprawie jego „O kościele." Papieże Paweł IV 
i Pius V rzucili klątwę na autora, nakazując duchowień- 
stwu ścigać go jako heretyka; ale ponieAvaż potępienie 
kościelne mało w Polsce było skuteczne, duchowieństwo 
oglądało się za szermierzem zdolnym do mierzenia się 
z tak potężnym jak Modrzewski przeciwnikiem. Znale- 
źli go w Orzechowskim, któremu obiecano przebacze- 
nie wszystkich jego poprzednich błędów i wcielę korzy- 
ści, jeżeli zechce wystąpić przeciw Modrzewskiemu. Orze- 
chowski dał w tym wypadku dowód wielkiej nikczemno- 
ści, gdyż nietylko podjął się walki z dawnym przyjacie- 
lem *), ale, korzystając z rozmów prowadzonych poufnie 
z Modrzewskim o przedmiotach religijnych, oskarżył go 
przed sądem duchownym, domagając się, by, jeżeli Mo- 
drzewski nie odwoła publicznie swych przekonań, 
uznany został za heretyka. Obwinienie to nie pocią- 
gnęło za sobą żadnych następstw, albowiem trybunał, 
nie śmiąc sądzić człowieka tak wpływowego jak Modrze- 
wski (który nawet nie odłączył się otwarcie od kościoła),, 
zaniechał dochodzenia sprawy, jedynem następstwem 
której mogło być pogorszenie stosunku Modrzewskiego 
do duchowieństwa. 
Stankar za- Orzechowski, zostawszy obrońcą kościoła rzymskie- 

przraOrze- S^' obrał za główny cel swej nienawiści Stankara**), wło- 

chow.skiego. 



*) Modrzewski dedykował Orzechowskiemu dzieło swe o komunji i nazywa 
^•0 w niem swoim ^przyjacielem". 

**) Stankar (Stancari) urodzony b^l w INfantiii w r. 1501. O jego losach we 
Włoszech niewiele wiemy. Tij-aboschi (Storia delia litteratura italiana VII, 2 str. 
oG8) donosi, żo wydał on we Włoszech w r. 15-'5 gramatykę hebrajskti i żo, oprócz 



— 133 — 

clia rodem z Mantu i, który został powołany do Krako- 
wa na profesora liebrajskiego języka. Stankar, jakeśmy 
wyżej wspomnieli, zaczepiwszy publicznie cześć oddawa- 
ną świętym i zaznaczając swe odmienne przekonania 
ewangelickie, został wtrącony do więzienia, skąd uwol- 
niony za wypływem kilku ze szlacłity w^yznającej te same 
zasady, usunął się do Pińczowa, gdzie namówił Oleśni- 
ckiego do zaprowadzenia nabożeństwa reformowanego. 
Następnie udał się do Królewca, gdzie rozpoczął spór 
z Ozjandrem o pośrednictwo Chr^^stusa w odkupieniu. 
Zwiedziwszy potem Węgry i Siedmiogród dla popiera- 
nia w tych krajach, sprawy reformacji, powrócił znów 
do Polski. Tu wskutek prośby kilku szlachciców pol- 
skich, protestantów, ułożył prawidła dla urządzenia ko- 
ściołów polskich, poświęcając je królowi Zygmuntowi 
Augustowi. Kiedy Stankar wrócił.do Polski, w kościele piń- 
czowskim zaczęto poruszać pytania, które doprowadziły do 
zaprzeczania istnienia Trójcy Świętej i-wytworzyły sektę, 
odrzucającą wszelkie objawienie. Niebezpieczne te zaga- 
dnienia były w owym czasie roztrząsane z wielką ostro- 
żnością, nie dopuszczającą jeszcze otwartego przeczenia 
tajemnicy Trójcy Świętej. Stankar, acz bezwiednie, zna- 
cznie przyśpieszył rozwój zapatrywań antitrynitarskich, 
głosząc zasadę, iż Jezus Chrystus był pośrednikiem we- 
dle swego człowieczeństwa. Wywołało to gwałtowny spór, 
w którym teologowie geuewscy stanęli przeciw Stan- 



tego, napisał też historję reformacji we Włoszech, wydaną w Bazylei w r. 1547. 
M'Cne opowiada w swej historji reformacji we Włoszecli (str. 370, 382), że Stan- 
kar brał udział w sporach w zborze ewangelickim w Chiavenna. W. r. 1547 mu- 
siał opuścić Augsburg: i udał się do Konstancji, w towarzystwie Ochina, aby nie 
być wydany w ręce Karola V. Około 1550 r. przybył do Kralcowa, powołany 
z miasta Yijlach w Koryntji przez biskupa krakowskiego Maciejowskiego na pro- 
fesora języka hebrajskiego do akademji krakowskiej. 

O życiu Stankara patrz Ossoliński w „Wiadomościach historyczno-kryty- 
cznych." 



— 134 — 

karowi, którego przekonania też potępione zostały na 
synodzie w Książu i Sandomierzu, gdzie dzieła jego ska- 
zano na spalenie. Stankar usunął się do Stobnicy i tam 
umarł w roku 1574, pozostawiając rodzinę, której po- 
tomkowie pod nazwą Stankarych. jeszcze żyją w Polsce, 
wyznając religję reformowaną, 
fasady stan- Prawidła czyli kanony Stankara nie zawierają ża- 

kara. clnych nowych nauk, różniących się od z;asad ustalonych 
przez innych reformatorów. Znamy je tylko z dzieł Orze- 
chowskiego, który przepisywał z pomiędzy nich uważane 
przez się za najszkodliwsze, dodając przytem własne 
uwagi, pisane w duchu rzymsko-katolickim a nacechowa- 
ne właściAvą mu rubasznością. Główne z tych zasad 
Stankara są następujące: Msza jest bałwochwalstwem; 
eucharystja jest tylko znakiem i przypomnieniem wie- 
czerzy Pańskiej; nabożeństwo ma się odbywać w języ- 
ku narodowym ; nie należy oddawać czci obrazom świę- 
tych i męczenników; dawne obrzędy kościelne mogą być 
zniesione ; na godności biskupie należy powoływać tylka 
ludzi zdolnych do pełnienia tego urzędu; należy zakła- 
dać szkoły dla uczenia czystej wiary, wymowy, języków 
i logiki, a dochody kościelne sumiennie mogą być na 
ten święty cel przeznaczane; do wykonywania dobrych 
uczynków zezwolenie władzy nie jest potrzebne; posłu- 
szeństwo winniśmy Najwyższemu Panu naszemu Jezuso- 
wi Chrystusowi, nie zaś zbuntowanym przeciw Niemu 
Jego zastępcom ; kościół obowiązany jest zwoływać czę- 
ste synody i zgromadzenia; przykład kościoła pińczo- 
wskiego, który zwołuje zebrania cotygodniowe, godzien 
jest naśladowania; słudzy religji i nauczyciele szkół win- 
ni być opłacani ze skarbu powszechnego. Orzechowski, 
jakby zapominając, że pierwsi chrześcijanie wyrzekali 
się bałwochwalstwa bez zezwolenia cesarzy i senatu, 
najsilniej potępiał zasadę Stankara, stanowiącą, iż, gdyby 
król przeciwny był reformacji kościelnej, tO' naród ma. 



— 135 — 

prawo przeprowadzić ją bez jego udziału. Zamiast zbi- 
jać poglądy Stankara dowodami opartymi na Piśmie 
Ś-tem i dziełach ojców kościoła, oljrzucił go Orzecho- 
wski przezwiskami najobelży\vszemi, jakie zdołał wymy- 
ślić, a w^ dziele swojem „Cliimaera," broniąc zwierz- 
cimictwa papieskiego, wygłosił tyle dziwacznycti pojęć, 
że zaniepokoiły one nawet niektórycłi katolików.*) Na 
nic by się nie przydało wyliczanie wszystkich obelżywych 
wyrazów, w^j^stosowanych przez tego pisarza do jego prze- 
ciwnika; przytoczymy tylko kilka ogólnych jego uwag 
o stanie kraju jako przykład dowodzeń i języka użj-wa- 
nego przez stronnictwo, którego on w^ówczas bronił: 
„Wstrętna szarańcza arjanów, macedończyków, eutychja- 
nów i nestorjanów spadła na nasze niwy; przez ospal- 
stwo naszych urzędników rozmnożyła się ona i rozpo- 
starła po całej Polsce i Litwie; zuchwały tłum sieje po- 
żogę, niszczy kościoły, przekręca prawa, psuje obyczaje, 
gardzi władzą, poniża rząd, obala tron, niszczy państwo ; 
o wiele pilniejsze jest pokonanie furji heretyckiej ni- 
źli Moskw}^" Orzechowski obwiniał Stankara o pod- 
kopywanie wiary i istniejącego porządku politycznego, 
o zachęcanie młodzieży do niebezpiecznego nowatorstwa, 
o naruszanie w^ładz prawowitych, o podburzanie niższych 
klas przeciwko wyższym, o schlebianie motłochowi przez 
zachęcanie do zagarnięcia własności kościelnej, o dą- 
żność do ustanowienia wspólności majątkowej a tem sa- 
mem zniesienie własności osobistej, o zaprowadzenie do 
tego stopnia zupełnej równości śród wszystkich mieszkań- 
ców kraju, by nie było ni panów ni sług. Nie mogąc spra- 
wdzić z nieistniejących już zapewTie dzieł Stankara, o ile 
czynione mu przez Orzechowskiego zarzuty są słuszne, 
nie w^iemy też, czy on istotnie wypowiadał myśli o roz- 
szerzeniu na inne klasy społeczeństwa praw politycznych, 



") Jak np. Hozjusza. 



— 136 — 

w Polsce wyłącznie przez szlachtę posiadanych; mogły 
bowiem obwinienia te być tylko powtórzeniem powsze- 
chnie podniesionego krzyku rzymskich katolików prze- 
ciw reformatorom za wrzekome dążenie ich do zniszcze- 
nia ustalonego porządku politycznego i społecznego. Za- 
sady, jakich wobec Stankara bronił Orzechowski, jako 
jedynie mogących uchronić państwo od uj^adku, były 
te same, które głosił kościół katolicki, starając się prze- 
Polityczne szkodzić Szerzeniu się reformacji. Polegały one na tem, 
szonepfzez ^J ściśle utrzymać dawne prawa i zwyczaje, bez żadnych 
wskie'^^^^' ^^^^^^^ religijnych ani politycznych; by zgnieść herezję 

ostatecznem i przywrócić Rzymowi nieograniczoną władzę; by ducho- 
pojednaiiiu ^ /, / . , ^ . ^ ^ ... 

z Ezymem. wienstwo uwazane było za pierwszy stan w państwie, 
który, kierując narodem i sądząc takowy, sam nie może 
być przezeń sądzony; by wszelka władza świecka pod- 
dana była papieżowi a sam król stał się tylko sługą, 
narzędziem i mieczem duchowieństwa. Nikt może inny 
nie dowodził wyższości Rzymu nad panującymi tak wy- 
raźnie i śmiało jak Orzechowski, który mówi: „Królo- 
wie na to są tylko ustanowieni, by służyli duchowień- 
stwu. Tylko najwyższy kapłan ustanawia królów a za- 
tem ma nad nimi władzę. Ręka księdza jest ręką sa- 
mego Jezusa Chrystusa. Przez zniesienie arcybisku- 
pstwa gnieźnieńskiego upadłoby państwo Polskie, gdj^ż 
prymas jest kamieniem węgielnym naszego kraju, pier- 
wszym jego urzędnikiem, stróżem wolności: on broni na- 
rodu i ogranicza władzę monarszą. Stolica apostolska 
nie może ulegać żadnej innej władzy, gdyż wyższa jest 
nad wszystkie ; nie płaci daniny i nie składa podatku. 
Powołanie kapłana wyższe jest nad królewskie. Panu- 
jący ulega duchowieństwu i niczem jest bez kapłana. 
Papież ma prawo pozbawić króla tronu; ksiądz jest słu- 
gą ołtarza, a król sługą księdza i uzbrojonym wykona- 
wcą jego woli. Król polski jest sługą duchowieństwa, 
ustanowionym na to, by nikt nie śmiał powstać przeci- 



— 137 — 

wko powadze kościoła." Orzechowski, który utrzymywał, 
że poza obrębem panowania papieskiego nikt nie mo- 
że dojść do poznania Boga, przedstawiał państwo w kształ- 
cie trójkąta, u szczytu którego postawił ducŁiowieństwo 
a w środku la-óla i szlacłitę, resztę narodu całkiem 
pomijając; zalecał tyllco szlacłicie, by obcliodziła się z lu- 
dem po ojcow^sku. Takie to przekonania otwarcie gło- 
sił człowiek, przed niedawnym czasem napadający z nie- 
pohamowaną gwałtownością na ten sam kościół, które- 
mu teraz starał się dać tak stanowczą nad państwem 
przewagę. Zdania o wyższości władzy duchownej nad 
świecką (wypowiedziane bez ogródki przez Orzechowskie- 
go pod wypływem gwałtowności niepohamowanych jego 
namiętności) muszą mieć wielkie znaczenie w oczach 
każdego myślącego czytelnika, gdyż one wdernie przed- 
stawiają zasady, któreby rządziły światem, gdyby kościo- 
łowi rzymskiemu powiodło się było zgniecenie przeci- 
wników. 

Orzechowski wygłosił tylko poglądy duchowieństwa 
rzymsko-katolickiego, a n aj w^iększy luminarz tego kościoła 
w Polsce, kardynał Hozjusz, potwierdził bez zastrzeżeń 
niecne zdanie Orzechow^skiego, iż o wiele lepiej byłoby 
oddać państwo wrogom niż heretykom, co jasno wyka- 
zuje, jak mało duchowieństwo katolickie dbało o dobro 
kraju. 

Jakkolwiek potężnym był Orzechowski sprzymie- 
rzeńcem, nie zdołał już w^szakże powrócić utraconego 
w Polsce wpływu kościołowi katolickiemu, którego po- 
łożenie, według wielu najgorliwszych nawet jego obroń- 
ców, było w tym czasie rozpaczliwe.*) Nie pozostawa- 



*) Potwierdza to wielu pisarzy katolickich. „Senat— jak biskup Piasecki 
głosi — składał się po większej części z heretyków, a ze szlachty iiaiznakoinitsi nir-źowie 
hyli zwolennikami nowej wiary." Rzym prawie godził się już z utratą władzy nad 
Polską, a lxaynaldus, pisarz papieski, narzeka (w r. 1555), że nawet .śród bisku- 



— 138 — 

ło więc temu przestarzałemu ustrojowi nic innego nad 
unikanie wszelkich wstrząśnień, mogących doprowadzić 
do rozsypania się budowy jego, już naruszonej napaścia- 
mi wzrastającego protestantyzmu. Jedyną możebną na 
pewien czas drogą, jaką też obrał kościół katoHcki, by- 
ło trwanie w nieruchomości śród umysłowego ruchu 
ówczesnego i unikanie wszelkich zmian w urządzeniu 
wewnętrznem. 

EOZDZIAŁ lY. 

Sobór trydencki i usiłowania ku zgromadzeniu powszechnego sy- 
nodu narodowego. 

Aczkolwiek za panowania Zygmunta I Polska by- 
ła pozornie jeszcze rzymsko-katolicką, okazywała ona 
jednak już wtenczas silne a ogólne życzenie zniesienia 
nadużyć kościoła przez sobór powszechny, na którym- 
by wszystkie odłamy chrześcijaństwa swobodnie mogły 
mieć swoich przedstawicieli, uważając bardzo słusznie 
taki sobór za jedyny środek do uśmierzenia powstałych 
w łonie kościoła niepokojów. Król osobliwie pragnął 
tym sposobem przywrócić spokój wewnętrzny swemu 
państwu, w którem nauka protestancka szybkie czyniła 
postępy. Gdy jednak w r. 1547 sobór z Trydentu prze- 
niósł się do Bolonji, Zygmunt I odwołał swych posłów, 
gdyż pobyt w tem ostatniem miejscu mógł być dla de- 
legatów -protestantów niebezpieczn3^ Nie będziemy się 



pów znajdują się heretycy. W senacie polskim przy wstąpieniu na tron Zygmunta 
IJI, prócz biskupów, zasiadało zaledwie 7 katolików, a jeszcze mniej ich było 
w senacie litewskim. — 

Wiele nowych ciekawych danych do współczesnego stanu ducliowioństwa 
katolickiego znajdujemy w książce Bukowskiego „Dzieje reformacji w Polsce. ** 
Przytoczona powyżej przez Krasińskiego wiadomość o rzekomej przewadze ewan- 
gelików w senacie polskim za Batorego jest leg-endą, często powtarzaną, ale nie- 
prawdziwi). W r. 1569 ze 115-u świeckich senatorów było 58 ewangelików, .55 
katolików (i, oprócz tego, 15 biskupów), oraz 2 prawosławnych. Przy wstąpieniu 
na tron Zygmunta III liczba katolików w senacie była z pewnością nie mniejsza, 
ale podług wszelkiego prawdopobicństwa znaczniejsza, niż w r. 15(j9. H. M. 



M 



— 139 — 

tu rozpisywali o trudnościach, jakie Rzym (nauczony wy- 
nikami soborów kostnickiego i bazylejskiego, które pod- 
kopały jego władzę) stawiał zwołaniu niezależnego so- 
boru powszechnego. Duchowieństwo polskie jednak, 
zagrożone szyblvim wzrostem protestantyzmu, usilnie pra- 
gnęło zwołania takiego soboru. Zdanie to podzielali 
przewodnicy reformacji i najoświeceńsza część narodu, 
która, sprzyjając nauce ewangelickiej, obawiała się prze- 
cież gwałtownych wstrząśnień, wywołaniach wprowadze- 
niem jej w innych częściach Europy. Arcybiskup gnie- 
źnieński i prymas, Mikołaj Dzierzgowski, który byłby 
użył przeciw protestantom najsurowszych środków, gdy- 
by to było w jego mocy, wystosował w r. 1547 do Pa- 
wła III list w imieniu swej djecezji, przedstawiając te- 
mu papieżowi z uległością, lecz stanowczo, potrzebę so- 
boru, na którymby zdania wszystkich mogły być wysłu- 
chane. Prośby tej wszakże nie uwzględniono. 

Gdy za panowania Zygmunta Augusta wpływ pro- 
testantyzmu stał się w Polsce potężniejszy, wielu zwo- 
dziło się błogą choć ułudną nadzieją możności poprawie- 
nia kościoła rzymskiego bez odłączania się odeń. Prze- 
konanie to rządziło sejmem roku 1552 przy wyborze po- 
słów na sobór trydencki. Byli nimi dwaj, znani z prze- 
konań ewangelickich, prałaci: Jan Drohojowski, biskup 
władysławski, i Jakób Uchański, *) biskup chełmski, 
a ze świeckich: Stanisław Tęczyński, kasztelan lwowski; 
przyczem sekretarzem poselstwa, kierującym jego czyn- 

*) Biskup, a później prymas, Uchański do r. 1568 skłaniał się ku stron- 
nikom reformacji. Później, szczególnie po śmierci Fr3'cza Modrzewskiego, stanął 
silniej po stronie Rzymu. O życiu i polityce Uchańskiego posiadamy obecnie dzieło 
pomnikowe prof. Wio-zbowskiego {W 'irszaw a.. 1895 r.). Jan Drohojowski, biskup ku- 
jawski, umarł 1557 r., zdaje się, ewangelikiem (patrz Bulwicskiego „Dzieje refor- 
macji w Polsce'- 1, 4.3 i 44). W każdym razie rodzony brat biskupa, Stanisław, 
kasztelan przemyski, sam gorliwy ewangelik i fundator zborów (w Jaćmierzy i in- 
nych) był protoplastą rodu, który przez pięć pokoleń należał do wyznania ewan- 
gelickiego. Jeszcze praprawnuk kasztelana i biskupa Aleksander Dymitr był zbo- 
rownikiom w kościele ew.-reformowanym w Kobylanach na Rusi r. 1704. H. M. 



ścioła. 



— 140 — 

Poglądy Mo- nościami miał być Modrzewski. Przy tei sposobności 

drzewskiego ,.-, ,. , ., . • i 

na stan ko- ModrzewsKi Avykazał królowi konieczność i zakres re- 
formy kościoła. Przedstawione przezeń zmiany były prze- 
cież tak stanowcze, iż okazało się niemożliwe przyjęcie 
ich bez zupełnego zniszczenia ustroju kościoła rzymskie- 
go. Ponieważ b3"ły one wyrazem przekonań wielu naj- 
oświeceńszych. w Polsce ludzi owego czasu, przeto jyo- 
dajemy je czytelnikom w streszczeniu: 

„Przestano już w tajemnicy rozprawiać o religji, 
jak to poprzednio czyniono, lecz dzieje się to otwarcie 
na zebraniach narodowych — powiada Modrzewski do 
króla. — Odrzucamy powszechnie dotychczas wyznawane 
nauki kościoła, sądząc, że mamy prawo ustanowić za- 
sady własnej wiary. Rozstrzygnięcie tak ważnej spra- 
wy poddajesz. Miłościwy Panie, pod sąd soboru po- 
wszechnego. Natchniony przez Boga, zrzekasz się użycia 
własnej powagi i samowolnej władzy. Sobór winien dać 
każdemu zupełną swobodę słowa, albowiem chcemy, by 
nas pouczył i oświecił; nie dozwolimy, by władza ludz- 
ka nakazywała milczenie naszemu sumieniu. Ludzie po- 
winni być przekonywani słowem Bożem, nie zaś prze- 
śladowaniem i rozlewem krwi. Co spowodowało rozstrój 
kościoła? Zepsucie obyczajów, upadek karności, zanie- 
dbanie praw i skażenie nauki i obrzędów. Dawni pra- 
wdziwi chrześcijanie znikli, jako też pierwotna czystość 
i świątobliwość kościoła. Pierwsi kaznodzieje Ewan- 
gelji byli nieliczni, ubodzy, nie wyposażeni wielkiemi 
dobrami, natomiast cierpiąc 25i'^eśladowanie, nawrócili 
świat. Teraz niema nikogo, ktoby przechowywał pra- 
wdziwą "naukę i obrzędy ustanowione przez Jezusa Chry- 
stusa . i Jego apostołów, a następstwem tego jest po- 
wszechne i wielkie zepsucie. Ci, którzy objęli w posia- 
danie korzystne dostojeństwa kościelne, oddali się nie- 
właściwym zajęciom, spędzają czas na zabawach i po- 
lowaniach. Polubili oni wesołe uczty, bogate szaty, dro- 



— 141 — 

^io kamienie, liczne orszaki, wszelkie wygody i zbytek. 
Jaka jest obecnie umysłowa powaga duchowieństwa? 
Większość nie zna Pisma Świętego, niektórzy są bez- 
bożnikami, wyśmiewającymi wszystko, co jest święte: 
stracili wiarę, zaniedbując przepisane przez Boga czyn- 
ności. Przywłaszczyli sobie wsie, miasta, zamki, dzie- 
sięciny, ogromne dochody i bogato wyposażone posia- 
dłości. Oparli swą przewagę na pieniądzach, zbytko- 
wnem życiu, światowych stosunkach i poparciu. Chcą 
rządzić tylko siłą a dla utrzymania swej powagi wy- 
wyższyli swój kościół, nadając mu znaczenie przeciwne 
zasadom Chrystusa, przywłaszczając nazwę kościoła so- 
bie wyłącznie a ludowi Bożemu narzucając swe prawa 
i ograniczenia. Żadna przecież społeczność religijna 
nie może być trwała i zachować swą jedność, jeżeli 
nauki jej i czyny nie będą oparte na czystem słowie 
Bożem, Trzeba te'dy dopuścić ludzi świeckich do roz- 
praw o zasadach wiary, albowiem uczony Gerson mó- 
wi: „Sobór jest zgromadzeniem wszystkich stanów ko- 
ścioła, nie wyłączając nikogo z Avierzących. O zasadach 
religji stanowić winni wszyscy, by wiedzieli, w co wie- 
rzyć mają. Czyż nie jest obowiązkiem społeczeństwa 
wglądać, czyli pasterz nie głosi mylnej nauki, i zapo- 
biegać powstawaniu fałszywych proroków i przewrotno- 
ści faryzeuszów?" 

„Sobór powszechny przywróci chrześcijaństwu spo- 
kój, lecz powinien być niezależny i z odpowiednich 
członków złożony. Zniesie on rozpustę duchowieństwa 
i nadużycia powag narodu. Każdy człowiek i każde stron- 
nictwo winno mieć na tym synodzie nieograniczoną swo- 
bodę słowa; nieci laj będzie wolno nawet przemawiać 
przeciw istniejącemu porządkowi i ustalonym zwyczajom, 
albowiem kościół nigdy nie był ani też obecnie nie jest 
nieomylny. Będąc zgromadzeniem ludzkiem, mógł błą- 
dzić, błądzi i nadal błądzić może. 



— 142 — 

„Biskupi powinni zwołać duchowieństwo i ludność 
swej djecezji i nie ograniczać dawnemi ustawy obrad 
chrześcijańskiego ludii. Każdy członek kościoła powi- 
nien wygłosić swe przekonania. Wiara, będąc wspólna 
wszystkim członkom kościoła, winna być określona 
przez nich lub przez zgromadzenie wszystkich wierzą- 
cych. Kościół sam powinien ustanowić przepisy wiary. 
Sobór powszechny ma dowiedzieć się od synodów dje- 
cezjalnych o przekonaniach chrześcijan i według tychże 
wydać swe postanowienia. Lud djecezji ma wybierać 
swych posłów na obrady soboru powszechnego, i tylko 
sobór złożony z posłów djecezjalnych będzie prawdziwem 
i prawowitem przedstawicielstwem powszechnego ko- 
ścioła chrześcijańskiego. Chrześcijanie wszelkich wyznań 
powinni bez różnicy mieć przedstawicieli na tym sobo- 
rze. Alboż Ormianie, grecy i inni nie są także chrze- 
ścijanami? Kościół łaciński sam przez się nie stanowi 
całego kościoła i nie przywróci chrześcijaństwu jedno- 
ści, jeżeli wszystkie jego odłamy nie będą miały nale- 
żytego przedstawicielstwa. 

„Sobór powszechny nie powinien składać się wy- 
łącznie z biskupów. Dlaczegóżby świeckim, stanowią- 
cym część kościoła, wzbronione być miało sądzenie 
o sprawach odnoszących się do ich własnego zbawienia? 
Dostojeństwo biskupie samo przez się nie jest jeszcze 
wystarczające do określenia zasad wiary; do rozstrzy- 
gania bowiem tych ważnych spraw upoważnia jedynie 
nauka i cnota. Kierunek soboru przeto winien być po- 
wierzony cnotliwym i uczonym mężom, z wyłączeniem 
takich, którzy tych uzdolnień nie posiadają. 

„Nieprawdą jest, aby biskupi tylko posiadali moc 
objaśniania Ewangelji. Wszyscy, zachowujący nazwę 
i dochody biskupie bez ich duchowych przymiotów, win- 
ni usunąć się od soboru. Niepodobna odnawiać dawne- 
go zwyczaju zwalczania prawdy i sumienia ogniem 



— 143 — 

i mieczem. Poprzednio narody utrzymywane były przez 
biskupów w poddaństwie i posłuszeństwie dla wszy- 
stkich icti rozkazów: gdy je znieważano, nie śmiały 
skarżyć się, dziękując nawet za obelgi; sprawiedliw^ą 
atoli i słuszną jest rzeczą, by wyrzucono z kościoła 
])ycłią i samowolę rządzących nim. Ani jednemu, ani 
wszystkim winien być zarząd kościelny poAvierzony, ale 
najuczeńszym i najcnotliwszym, chociażby nawet ci nie 
posiadali godności duchownych. Każdy kościół i jego 
zborownicy mają wysłać na sobór swoich przedstawi- 
cieli, albowiem ludzie mają też i słuszne zażalenia 
przeciwko duchowieństwu. Bardzo nierozsądne jest pra- 
wo, pozbawiające wpływu i urzędów najświatlejszych mę- 
żów, jeżeli ci nie należą do stanu szlacheckiego; gdyż 
wszyscy członkowie społeczeństwa winni mieć równe pra- 
wa. Wszyscy naczelnicy kościoła zarażeni są niegodną py- 
chą i zamiłowaniem zbytku; lud jest pogardzony a ubo- 
dzy zupełnie zaniedbani, aczkolwiek szaleniec tylko 
mógłby przypuścić, iż Bóg stworzył ludzkość, aby słu- 
żyła tym, którzy nią rządzą. Sobór wybierze sędziów,' 
którzy określą powszechne wyznanie wiary a żadna 
różnica w przekonaniach religijnych nie powinna b^^ć 
powodem wj^łączenia od tego zadania, albowiem zwo- 
lennicy reformy i przeciwnicy Rzymu też są chrześcija- 
nami. Na cóż przydałoby się zwoływanie soboru, gdy- 
by papież był nieomylny i wyższy nad sobór i nad 
wszystkie kościoły chrześcijańskie? Wiadomo jednak, 
iż papieże błądzili w rzeczach wiary a papież Adrjan 
VI w r. 1522 sam przyznał, iż kościół i jego dostojnicy 
pogrążeni byli w najgłębszem zepsuciu. Jak więc może 
obwinione duchowieństwo wyrokować przeciwko sobie 
i wyrzec się przywłaszczonej a tak korzystnej dla siebie 
władzy? 

„Odrodzenie kościoła należy powierzyć całemu 
chrześcijaństwu, czyli wszystkim wierzącym. W jaki 



— 144 — 

sposób odpowiadał dotychczas kościół na wszellcie po- 
bożne skargi, wnoszone przeciwko jego zepsuciu? Prze- 
śladowaniem i okrucieństwem! A przecież dowody tyl-, 
ko mogą wpłynąć na zmianę przekonań, gdyż religja jest 
sprawą ducha. 

„Obecny sposób zarządu kościelnego powinien 
uledz zmianie: niewłaściwe jest, by jedna osoba pia- 
stowała kilka godności, które winny być udzielane naj- 
cnotliwszym i najzdolniejszym. Kościół nie powinien 
bogactwy swemi utrzymywać próżniaków: jeden du- 
chowny wystarcza dla jednego kościoła. Władzę nad 
ludem należy powierzać osobistościom, odznaczającym 
się wyższością umysłową, bez względu na urodzenie 
ich lub majątek. Królestwo Chrystusowe powinno być 
podti"zymywa.ne tymiż środkami, jakimi zostało założone, 
gdyż uczniowie Zbawiciela nawracali ludzi, nie będąc 
ani bogatymi ani szlachetnie urodzonymi. W naszym 
kraju nieoświecona szlachta piastuje godności kościoła, 
używając przywiązanych do tychże — dochodów; pozo- 
stawiają oni obowiązki nauczania swym podwładnym, 
osądziwszy zajęcia umysłowe za niegodne swego stanu. 
Zajmując pierwsze miejsca, rządzą kościołem, aczkol- 
wiek urodzenie bez zasługi nie ma żadnej wartości. Je- 
żeli szlachta przywłaszczyła sobie godności i bogactwa 
kościelne, powinna też spełniać obowiązki nauczania, 
prorokowania i pielęgnowania trzody Chrystusowej ; 
lecz oni zagarnęli tylko korzyści, odrzucając przywią- 
zane do stanowiska obowiązki. Takie nadużycia są 
równie szkodliwe dla religji jak i dla państwa. Lud, 
wzgardzony i poniżony, traci poczucie własnej godno- 
ści; klasa panująca, zepsuta, mało dba o spełnianie 
obowiązku chrześcijańskiego urzędowania. Nie pyta- 
my wcale o cnoty ani o uczoność, ale staramy się 
stwierdzić szlacheckie pochodzenie przysięgami i doku- 
mentami, czego dowodzi, będąca nieznaną przodkom 



— 145 — 

naszym nowością, ustawa z r. 1515, usuwająca nie- 
szlachtę od wyższych godności kościelnych. Prowadzi 
to do pychy i zbytku, obniżając świętość rehgji; nale- 
ży przeto zaprowadzić inny system. Prawdziwie szla- 
chetnymi są ci, których zdobią cnoty, chociażby nawet 
pochodzili z najniższych warstw społeczeństwa, są więc 
zdolni do piastowania godności, albowiem posiadają 
wszystkie warunki szlachetność stanowiące; obecnie 
jednak, gdy miejsca w katedrach zajęte są wyłącznie 
przez szlachtę, niebezpiecznie jest nawet żądać udziela- 
nia godności kościelnych bez względu na urodzenie, 
chociaż usunięcie niższych klas od tych stanowisk jest 
wielką niesprawiedliwością i nadużyciem. 

„Biskup powinien być wybierany przez wszystkich 
wiernych w sposób następujący: każda klasa społeczna, 
a więc urzędnicy, szlachta, mieszczanie i chłoj)i (albo- 
wiem niesprawiedliwe jest wyłączanie włościan od 
udziału w sprawach społecznych), powinna obierać z po- 
śród siebie po trzech członków, a duchowieństwo wysłać 
dwunastu przedstawicieli. Ci, w liczbie dwudziestu czte- 
rech, mają złożyć przysięgę wobec zastępcy króle- 
wskiego, iż będą obierali biskupa tylko z pośród mężów 
odznaczających się cnotą, nauką i świątobliwością życia 
a że na wybór ich nie wpłyną żadne świeckie względy, 
i podług tego powinni postępować. Całe duchowień- 
stwo powinno być zrównane, albowiem przewaga bisku- 
pów ustalona została przez zwyczaj, a nie przez Jezusa 
Chrystusa, który żadnemu z apostołów nie dawał pier- 
wszeństwa. Taki system wróci kościołowi dawną jego 
czystość i niezależność a uspokoi w nim zamieszki. Dla 
przywrócenia bowiem kościołowi spokoju i ustalenia 
jednej wiary i karności w całem chrześcijaństwie nie- 
dość jest pisać wyroki, ogłaszać rozkazy, sądzić i wy- 
klinać. Kościół i lud chrześcijański nie istnieją dla 
użytku królów i biskupów; przeciwnie, królowie ustano- 

Zarys dziejów reformacji. Tom. I. 10 



— 146 — 

wieni są dla pożytku narodu a biskupi dla pożytku 
kościoła. Królowie powinni zatem dbać o dobro dzieci 
Bożych, ale wybór biskupów, których obecnie mianują 
sami, niechaj pozostawią kościołowi, albowiem żadna 
władza nie ma prawa rządzić kościołem samowolnie. 

„Godność papieża, jako utrzymującą jedność ko- 
ścioła, należy zachować, lecz sposób obierania go zmie- 
nić trzeba zupełnie, gdyż inaczej samowola i niepoha- 
mowana żądza władzy nigdy nie będą z kościoła usu- 
nięte. Papieża nie powinien obierać jeden naród, ani 
jeden kościół, ani jeden odłam chrześcijańskiego społe- 
czeństwa, jak to dzieje się obecnie : papież, będąc na- 
czelnikiem całego chrześcijaństwa, winien być obiera- 
ny przez wszystkich chrześcijan, a każdy naród ma. 
mieć równe prawo i równy wpływ przy jego obiorze. 
Hierarchja potrzebna jest dla utrzymania jedności śród 
wszystkich członków kościoła chrześcijańskiego, lecz nie 
hierarchja wyższości. Każdy duchowny posiada równe 
obowiązki nauczania, chrzczenia, spełniania ofiary, wią- 
zania i rozwiązywania; nie zachodzi w tym względzie 
żadna różnica pomiędzy najniższym duchownym a sa- 
mym papieżem. Istniejąca dziś hierarchja nie opiera się 
na powadze Chrystusa, w Ewangelji bowiem niema 
o niej wzmianki, i nie była ustanowiona w kościele pier- 
wotnym; byłoby też może właściwiej, żeby biskupstwa 
zostały zniesione a papież sam przewodniczył zawiadu- 
jącymi kościołami. 

„Papież powinienby zachować ze swej władzy tyl- 
ko to, co jest niezbędne dla pożytku i dla dobra kościo- 
ła : obowiązany byłby przestrzegać prawa i czuwać nad 
utrzymaniem karności, lecz nie powinien mieć władzy 
sądowej nad kościołem. Każdy naród winien mieć swój 
niezależny kościół i swoje własne niezależne i ostate- 
czne sądy, aby nie potrzebował odwoływać się do Rzy- 
mu. Papież nie jest nieomylny i ma być poddany so- 



— 147 — 

borowi, który jest prawdziwem przedstawicielstwem ca- 
łego chrześcijaństwa. Papież nie powinien wtrącać się 
do stosunków politycznych różnych państw. Stolica apo- 
stolska, jako środowisko chrześcijaństwa, może się znaj- 
dować gdziekolwiek. Papież ma być obierany co rok, 
a nie na całe życie, albowiem częsta zmiana papieży 
nie zniweczy jedności papiestwa. Gdyby papież chciał 
wrócić do dawnych nadużyć, powstrzyma go rada, któ- 
ra powinna się zbierać co dwa lata. Każdy synod pro- 
wincjonalny wybierze dwie osoby, które kolejno będą 
zasiadały na stolicy apostolskiej. Każdy papież po ukoń- 
czeniu swego urzędowania będzie sądzony przez swego 
następcę, który, po ścisłem zbadaniu jego postępowania, 
ukarze go, jeżeli znajdzie w nim winę. Rada będzie 
mianowała ministrów dla papieża, których jemu nie wolno 
usunąć. Ograniczone w taki sposób papiestwo spełni 
swe zadanie lepiej, niż je spełniało dotychczas. 

„Każdy oddzielny zbór powinien mieć swoich proro- 
ków, ewangelistów, pasterzy i starszych, lecz obowiązek 
nauczania nie ma być wyłącznym starszych udziałem. 
Każdy może mówić, prorokować i badać sprawy wiary, 
jeżeli czuje w sobie do tego powołanie. Każdy zbór 
powinien obierać własny zarząd i władzę. Gdyby zbo- 
rownicy umieli obierać najodpowiedniejszych, obecny 
stan kościoła znacznieby się polepszył : miejsca nauczy- 
cieli i apostołów nie byłyby wówczas powierzane wy- 
łącznie szlachcie, która, byleby miała herby, zajmuje 
wszystkie dostojeństwa, bez względu nawet na brak od- 
powiedniego uzdolnienia. 

„Obowiązkiem ewangelistów jest kazać, nauczać 
i wj^kładać Ewangelję; pasterzy — udzielać sakramentów, 
czuwać nad obyczajnością zboru i nakładać duchowne 
kary na prowadzących rozwiązłe życie. ' Obecnie paste- 
rze zapomnieli o swych prawdziwych obowiązkach : umie- 
ją tylko strzydz owce, ale nie czuwać nad ich dobrem. 



I^L 



— 148 — 

Godność biskupia, równa dawnej godności starszych, 
zmieniła obecnie pierwotne swe znaczenie, sprzeniewie- 
rzając się istotnym swym zadaniom. Biskupi zrzucają 
na proboszczów wszystkie ciężary swego powołania, 
zacłiowując dla siebie wyłącznie zaszczyty i połączo- 
ne z nimi bogactwa: korzystają oni z posiadania wsi 
i miast, z wielkicłi i małycti dziesięcin; oni wyłącznie 
zajmują pierwsze miejsca w radacłi państw, ale pieczę 
około dusz i naukę religji pozostawiają podrzędnym 
i nieznacznym osobistościom, uważając obowiązki te za 
rzeczy małej wagi. 

„Pismo Święte powinno być jedynem prawidłem 
wiary, albowiem ono jest pewne, prawdziwe i nieomyl- 
ne i zawiera główne a niezbędne zasady zbawienia. Sło- 
wo Boże powinno być stawiane wyżej nad kościół i nad 
wszelką powagę stworzoną. Czego rozum ludzki nie 
jest zdolen pojąć, temu wierzyć powinniśmy. Tradycja, 
będącaludzkiem objaśnieniem, nie może być obowiązująca,. 
Kościół nie może ostatecznie rozstrzygać, jak Pismo 
Święte ma być rozumiane i objaśniane: powinno ono 
objaśniać się samo przez się, a ustępy niezrozumiałe na- 
leży tłómaczyć przez inne, których myśl jasno jest wy- 
rażona. Kościół, założony na podstawie Pisma Święte- 
go, nie może rozwijać ani zmieniać pierwotnych swych 
zasad przez wprowadzanie rzeczy, nie polegających na 
powadze Chrystusa i nieznanych pierwszym Jego uczniom. 
Kościół przechowuje tylko Słowo Boże, nie mając pra- 
wa do samowolnych tegoż objaśnień. Św. Augustyn 
opierał dowodzenia swe na Ewangelji, przyznając, że 
ona tylko jest nieomylna; uznawał on powagę soborów 
i ojców kościoła, lecz ponad nią stawiał przepisy 
Chrystusa. 

„Spór o prawdziwe znaczenie eucharystji jest zby- 
teczny i przyczynia się do zaniepokojenia raczej, niż 
do zbudowania kościoła Bożego. Lepiej więc jest wie- 



— 149 — 

rzyć słowom Bożym, twierdzącym, iż przyjmujemy ciało 
Ctirystusowe, niż wdawać się w subtelne badanie nad 
sposobem przyjmowania go; należy raczej omijać po- 
dobne wątpliwości, jako nie mogące dać pociechy ani 
nadziei zaniepokojonemu umysłowi. Dla zbawienia na- 
szego wystarcza zupełnie wierzyć, że ustami ducha, nie 
zaś ustami ciała przyjmujemy ciało i krew Zbawiciela. 
Komunja pod dwiema postaciami powinna być udziela- 
na całemu ludowi chrześcijańskiemu. Zaprowadzona przez 
kościół rzymski spowiedź uszna nie jest szkodliwa, lecz 
nie powinna być obowiązująca, gdyż wątpliwe jest, czy 
można ją uważać za sakrament i za warunek niezbędny 
do naszego zbawienia. Spowiedź służy do tego, by nie- 
świadomym dać lepsze poznanie religji, oświeca sumie- 
nie ludzi i wzmacnia karność kościelną. Cześć świę- 
tych winna być ograniczana; osoby zacne zasługują na 
uszanowanie za życia i na pobożne wspomnienie po 
śmierci, ale czyż pośrednictwo świętych przyda się na 
co? Ponieważ ani Stary ani Nowy Testament nie za- 
lecają czci świętych, jako pośredników między ludźmi 
a Bogiem, niczyja wola nie powinna być pod tym wzglę- 
dem ogTaniczana. Chrzest dzieci jest dozwolony a przy- 
rzeczenie rodziców chrzestnych potrzebne; ale ochrzczo- 
ne dziecko, dorósłszy, powinno przymierze chrztu po- 
twierdzić, składającuroczy ste zobowiązanie poszanowa- 
nia i zachowania przepisów Ewangelji. Małżeństwo ma 
być księżom dozwolone a odpra.wianie nabożeństwa ma 
się odbywać w języku narodowym." 

Takie to myśli, będące wyrazem przekonań wielu 
światłych polaków, przedstawił Modrzewski królowi. 
Zarząd kościoła, jaki chciał zaprowadzić, widocznie 
był wzorowany na państwowych ustawach Polski, gdzie 
większa część urzędów była obieralna. Głównym zarzu- 
tem, jaki możnaby zrobić pomysłom Modrzewskiego, by- 
ła zupełna ich niewykonalność i niemożność zastosowa- 



L 



— 150 — 

nia ich do duchownego zarządu kościoła. Prócz tego 
w roztrząsaniu niektórych ważnych przedmiotów tchnie 
dzieło jego zimną obojętnością, niezgodną z energją 
czynu, niezbędną dla wprowadzenia ważnych zmian tak 
w kościele jak w państwie; a wiadomą jest rzeczą, iż 
energję taką może dać tylko głęboka wiara w słuszność 
bronionych przez się zasad, lecz nie powstanie ona w du- 
szy tych filozofów - partaczy na polu religijnem i poli- 
tycznem, którzy o tyle bojaźliwi są w czynie, o ile śmia- 
li w pomysłach. 

Dzieło Modrzewskiego jest pomimo to bardzo cen- 
ne, gdyż daje nam dokładne pojęcie o przekonaniach 
przeważających w radzie Zygmunta Augusta i w je- 
go własnym umyśle; ogólna jednak chwiejność i nieja- 
sność tychże przekonań może nam objaśnić postępowa- 
nie króla Zygmunta Augusta, który, aczkolwiek wido- 
cznie przychylny nauce protestanckiej, nie zerwał prze- 
cież otwarcie z kościołem rzymsko-katolickim. 

Wyżej przytoczone zasady, chociaż nie dałyby się 
zastosować, wywarłyby niezawodnie nadzwyczajne wra- 
żenie na soborze trydenckim, gdyby zostały tam przed- 
stawione przez poselstwo pozornie katolickie. Zamie- 
rzone poselstwo nie przyszło jednak do skutku, gdyż ze 
względu na pokój passawski w r. 1552 i abdykację 
Karola V, która niebawem potem nastąpiła, sobór za- 
wiesił na pewien czas swą działalność. 

Tymczasem niebezpieczeństwa grożące kościołowi 
rzymskiemu w Polsce rosły z każdą chwilą. Synod pro- 
testancki w Koźminku r. 1555 doprowadził do skutku 
połączenie braci czeskich z reformowanymi w Polsce, 
przez co stronnictwo protestanckie znacznie się wzmo- 
cniło. Kościół rzymski, utraciwszy prawo karania here- 
tyków, uczuł swą słabość i skłonny już był do zwoła- 
nia synodu narodowego, któryby miał zaprowadzić w ko- 
ściele znaczne zmiany z warunkiem zachowania nauk 



— 151 — 

zasadniczych i hierarchji kościelnej. Król, zamiast po- 
pierać duchowieństwo rzymskie, radził mu bronić swej 
sprawy dowodami, nie zaś siłą.*) Franciszek Krasiński, 
chociaż uczeń Melanchtona, piastujący godność archi- 
djakona kaliskiego, a który, zostawszy następnie bisku- 
pem krakowskim, wzbudził silne podejrzenie herezji, gło- 
sił o tym przedmiocie swoje uwagi w latach 1555 i 56, 
wypowiadane w sposób zdradzający wątpliwą prawo- 
wierność. Dzierzgowski, arcybiskup gnieźnieński, ró- 
wnież pragnął zwołania narodowo-niezależnego synodu 
dla uspokojenia waśni religijnych w Polsce. Czy du- 
chowieństwo rzymskie w Polsce miało szczere zamiary 
wprowadzenia rzeczywistej reformy w nauce i karności 
kościelnej i czy zamierzało uwzględnić żądania swych 
przeciwników, trudno o tem wyrokować; mamy wszakże 
powody do przypuszczania, że zamiary takie istniały przy- 
najmniej śród pewnej części duchowieństwa, gdyż myśl 
o takim synodzie na serjo wzbudzała obawy stolicy apo- 
stolskiej i niektórych najgorliwszych jej stronników. I rze- 
czywiście, papież ważne miał powody do sprzeciwiania 
się takiemu przedsięwzięciu, gdyż zwołanie synodu rzym- 
sko-katolickiego nie zdołałoby powstrzymać ruchu refor- 
macyjnego, a synod, do obrad którego przypuszczonoby 
protestantów, doprowadziłby niechybnie do obalenia 
wpływu papiestwa w Polsce. Nie dziw przeto, iż Ezym 
odmówił zezwolenia swego na zwołanie synodu narodo- 
wego w Polsce, przyrzekając załatwienie spraw kościo- 
ła naszego kraju na soborze powszechnym. Istotnie, 
trwanie w nieruchomości najmędrszą było drogą, jaką 
Rzym mógł wówczas obrać, gdyż usiłowanie dążące do 
poprawy zepsutego stanu kościoła doprowadziłoby do 



*) Król wyraźnie zaznacza ten pogląd swój w liście do Hozjusza i doda- 
je, źe jest za zwołaniem synodu z udziałem „sekciarzy". Hozjusz natomiast 
otwarcie wypowiada, że nigdyby nie zgodził się na wspólne obrady z heretyliami. 



— 152 — 

zupełnego obalenia tej spróchniałej budowy, zwłaszcza, 
że stronnictwo protestancl^ie, pełne energji i siły, gorą- 
co pragnęło starcia się ze swym przestarzałym przeci- 
wnikiem. 

Sejm 1552 rok:u wypowiedział życzenie, aby niepo- 
rozumienia, powstałe między liościołem panującym a zna- 
czną częścią narodu, załatwione zostały przez zwołanie 
soboru narodowego. Gwałtowne spory o sądy duclio- 
wne odroczyły tę ważną sprawę, litóra została wznowio- 
na na sejmie piotrkowskim r. 1555. Izba posłów przed- 
stawiła królowi potrzebę zwołania soboru narodowego, 
złożonego ze wszystkich stronnictw religijnych, któryby, 
pod przewodnictwem samego króla, naprawił kościół, 
przyjmując Pismo Święte za jedyną tych reform podsta- 
wę. Do obrad tego synodu mieli być przyjęci nietylko 
przedstawiciele wszystkich sekt religijnych w Polsce na 
równych prawach z duchowieństwem katolickiem, lecz 
zamierzano zaprosić na nie najznakomitszych w Europie 
reformatorów jak Kalwina, Bezę, Melanchtona i Werger- 
jusza, bawiącego podówczas w Polsce, *) Największą 
jednak nadzieję poprawy kościoła krajowego pokładano 
w Janie Łaskim ; o nim przeto mówić będziemy w roz- 
dziale następującym. 

ROZDZIAŁ V. 
życiorys Jana Łaskiego**) i jego działalność. 
Ród Łaskich. Pód Łaskich należy do najszlachetniejszych w Pol- 
sce i znany jest z tego, że w XVI wieku wydał wielu 



*) Na sejmie 1555 r. przedstawione również zostało królowi, wydrukować 
ne później w Królewcu (1656), wyznanie protestanckie wiary byłego proboszcza 
w Koninie a następnie pastora ewangelickieg^o ks, Stan. Lutouiirskiego. E<4ze- 
kucja świecka wyroków duchownych odłożona zoslala na tym sejmie do zebrania 
się synodu narodowego. Od r. 1555 ruch retbrmacyjny w Małopolsce, przerwany 
r. 1550, zaczyna na nowo ogarniać społeczeństwo. Już w r. 1555 b)ło tam 12 
zborów ewangelickich, których liczba w najbliższem pięcioleciu wzrasta w jednera 
województwie krakowskiem i sandomierskiem do kilkudziesięciu. H. M. 

**) Życie Łaskiego najobszerniej obecnie opracował pastor JDaZfon (r. 1881)» 
Kruske w najnowszej pracy swej „Johannes a l^asco u. der Sacramentsstreit" 



— 153 — 

znakomitych ludzi, którzy si^ odznaczyli w kościele, w ra- 
dzie i w boju. Jan Łaski, arcybiskup gnieźnieński, pry- 
mas i legat stolicy ajiostolskiej, wsławił się jako wielki 
kanclerz Rzeczypospolitej polskiej, będąc pierwszy, któ- 
ry zebrał wszystkie obowiązujące prawa swojego kraju. 
Zbiór ten, wydany w r. 1506, zatwierdzony został przez 
króla i sejm i znany jest pod nazwą „Statutu Łaskiego." 
Wysłany przez Zygmunta I na sobór lateraneński av r. 
1513, tenże Łaski otrzymał od papieża Leona X dla 
siebie i dla swych następców na arcybiskupstwie gnie- 
źnieńskiem godność i przywileje legatów stolic}^ apostol- 
skiej. Aczkolwiek sam nie był uczony, gorliwie opieko- 
wał się i popierał nauki. On też był głównym sprawcą 
owej niesprawiedliwej ustawy, która nieszlachtę wyłą- 
czała od wyższych dostojeństw kościelnj^ch. Łaski był 
Avrogiem powstającej reformacji, przeciwko której wydał 
wiele rozporządzeń; ale rzymsko-katolicka jego prawo- 
wierność nie przeszkadzała mu wszakże do gorliwego 
popierania sprawy Jana Zapolji, króla w^ęgierskiego, 
przeciw Ferdynandowi Austrjackiemu. Również gorli- 
w^^m stronnikiem Zapolji był Jarosław Łaski, bratanek 
arcybiskupa, gorliwy protestant. Arcybiskup zasilał go 
pieniędzmi i innymi środkami w walce przeciwko austrja- 
kom i radził mu nawet szukać pomocy u sułtana ture- 
ckiego Solimana Wielkiego. Ferdynand Austrjacki po- 
skarżył się papieżowi Klemensowi VII na intrygi arcy- 
biskupa Łaskiego i dowiódł, iż tenże radził wezwać tur- 
ków przeciw Austrji. Papież wyklął arcybiskupa, nazy- 
wając go w swej bulli arcydjabłem; ale Łaski, usuną- 
wszy potajemnie ową bullę, piastował w niezamąconjmi 
spokoju godność sw^ą do śmierci w r. 1531. 



ocenia działalność Łaskiego z punktu widzenia ściśle lutcrskiego i broni luteran 
od niesłusznych i jednostronnych zarzutów, czynionych im z tego powodu, że nie 
chcieli zgodzić się na unję kościołów: nie mogli lowiera odstąpić od luterskiego 
pojmowania sakramentu komunji św. 



Lk 



— 154 — 

Jarosław Łaski, bratanek arcybiskupa, wojewoda 
sieradzki, był w Polsce jednym z najznakomitszy cli lu- 
dzi XVI wieku tak dla swych zdolności jak dla stosun- 
ków z najwybitniejszemi osobistościami swego czasu i dla 
wybitnego udziału, jaki brał w kilku ważnych zdarze- 
niach. Po zgonie Ludwika Jagiellończyka, króla węgier- 
skiego, który zginął pod Mohaczem (r. 1525), stronnictwo 
narodowe wybrało królem Jana Zapolję, wojewodę sie- 
dmiogrodzkiego. Ten, nie mogąc się utrzymać w walce 
przeciw Ferdynandowi Austrjackiemu, obranemu przez 
stronnictwo przeciwne i popieranemu przez brata swego, 
cesarza Karola V,usunął się do Polski, gdzie Zygmunt I 
dał mu schronienie, ale żadnego przeciw wrogom popar- 
cia nie udzielił. Wtedy Jarosław Łaski poddał Zapolji 
śmiałą myśl uzbrojenia Solimana przeciw niemcom i bro- 
nienia swobód w(^,gierskich mieczem muzułmańskim. Mo- 
żna przypuszczać, iż król Zygmunt I popierał tajemnie 
ten zamiar, nie mogąc patrzeć obojętnie na wzrost po- 
tęgi domu austrjackiego, który ujarzmił Węgry i Czechy, 
niedawno posiadane przez ród Jagiellonów. Zapolja dał 
tedy Łaskiemu nieograniczone pełnomocnictwo w tej spra- 
wie, obiecując mu w nagrodę jego usług księstwo sie- 
dmiogrodzkie. Łaski udał się do Konstantynopola r. 1527 
i tak szczęśliwie poprowadził układy, że w dwa miesią- 
ce potem podpisany został sojusz przeciw Austrji i nie- 
bawem wojska ottomańskie wyruszyły, rozpoczynając 
wojnę, upamiętnioną szczególnie oblężeniem Wiednia 
i wypędzeniem austrjaków z Węgier. 

Wielkie nadzieje wyniesienia, jakie ród Łaskich ży- 
wił w owym czasie, zostały zawiedzione wskutek nastę- 
pnych wypadków; udało się jednak Jarosławowi, którego 
wpływ przeważający był wówczas na Węgrzech, otrzy- 
mać dla brata swego Jana (który wtedy liczył lat 30) 
w r. 1529 biskupstwo Vesprinu. 



— 155 — 

Urodzony w r. 1499, Jan Łaski, od lat chłopięcych 
przeznaczony do stanu duchownego, otrzymał wychowa- 
nie najlepsze, jakie wówczas dostępne było w naszym 
kraju. W latach młodzieńczych zwiedził Niemcy, Fran- 
cję, Włochy i Belgję i zaznajomił się tam z wielu zna- 
komitymi uczonymi owego czasu. W r. 1524 bawił 




Jan Łaski (1498-1560). 

(Podług spółczesnego sztychu). 

W Szwajcarji, gdzie był przedstawiony Zwingljuszowi, 
który pierwszy zasiał w jego duszy wątpliwość o pra- 
wdzie nauki kościoła katolickiego. Rok 1525 spędził Ła- Stosunek 
ski w domu Erazma Kotterdamczyka, z którym złączyły Erazma, 
go węzły najściślejszej przyjaźni. Uczucie, jakie Erazm 



— 156 — 

żywił dla Łaskiego, graniczyło z uwielbieniem; ten zaś, 
oceniając jego przyjaźń, odwzajemniał się mu szacun- 
kiem i zaopatrywał jego potrzeby z hojnością ówczesne- 
go magnata; zakupił też księgozbiór Erazma, pozosta- 
wiając mu jednak dożywotnią tegoż używalność. 

Od Erazma prawdopodobnie przejął się Łaski wiel- 
ką łagodnością i słodyczą obejścia, pomimo cecbującej 
go siły woli. W r. 1526 wrócił Łaski do swej ojczy- 
zny z silną skłonnością ku zasadom reformacji, chociaż 
pozornie trwał jeszcze w wyznaniu rzymsko-katolickiem. 
Kolejno mianowany kanonikiem gnieźnieńskim, kustoszem 
płockim i dziekanem gnieźnieńskim i łowickim, przyjął 
te dostojeństwa w nadziei, iż możebne będzie naprawić 
kościół rzymski bez oderwania się od niego. W tym 
też duchu nakłonił on Erazma do przedstawienia królo- 
wi polskiemu, aczkolwiek w sposób bardzo oględny, po- 
trzebę wprowadzenia niektórych zmian w hierarchji rzym- 
skiej. W r. 1530, mianowany biskupem kujawskim, był- 
by niewątpliwie, za wpływem swej rodziny, w połącze- 
niu z własną zasługą doszedł do najwyższych duchownych 
godności w Polsce; lecz przekonawszy się, iż niema na- 
dziei, by kościół rzymski sam swoją reformę uskutecznił, 
postanowił opuścić kraj, by z większą swobodą i sku- 
Jan Łaski tkiem zająć się sprawą reformacji. Zdaje się, iż uwiado- 

opuszcza oj- j-^^^Qjjy Q jego zamiarze król, obawiając się, by odstąpie- 
skuteczniej nie od kościoła katolickiego osobistości tak znakomitej, 

pracę sprawie jaką był Łaski, nie wywołało zamieszek w kraju, gdzie 
re ormacji. g^j^o^nictwo protestanckie było jeszcze nader słabe, uła- 
twił mu opuszczenie kraju pod zaszczytnym pozorem: 
Łaski opuścił Polskę w 1587 roku, zaopatrzony w zle- 
cenie dyplomatyczne, o szczegółach którego nie mamy 
dokładnych wiadomości. 

Łaski otwar- Nie możemy sprawdzić, dokąd Łaski udał się, opu- 

cie przyjmuje . t-. i i -i j n • ^ -i j_ 

wyznanie ściwszy Polskę; wuidomo tylko, ze przystąpił otwarcie 
ewangelickie. ^^ kościoła ewangelickiego, podług zasad reformatorów 



I 



— 157 — 

szwajcarskich, i pojął żoną w Moguncji w r, 1540, wy- 
rzekając się tym czynem świetnych na przyszłość wido- 
ków, w razie gdyby pozostał był wierny kościołowi 
rzymskiemu. Dokonawszy małżeństwem swem stanowcze- 
go zerwania z Rzyaiem, wzbudził przeciwko sobie gwał- 
towną nienawiść duchowieństwa katolickiego, które wy- 
klęło go jako jawnego heretyka, starając się przy tern 
oczernić go na dworze brabanckim. Zdaje się, że do 
roku 1540 nie zajmował Łaski żadnego publicznego urzę- 
du, lecz rozległe i różnorodne jego wiadomości, prawy 
charakter i przyjazne stosunki z pierwszymi uczonymi 
owego czasu pozyskały mu Avielką słaAvę pośród książąt 
protestanckich, którzy starali się pozyskać jego usługi. Osiadłszy we 
Enno, hr. Fryzji wschodniej, na krótko przed swym n[ujTzleceme 
zgonem postanowił zaprowadzić zupełnąi reformę kościel- ^rz^.dzenm 
ną w swem państwie i wezwał Łaskiego, by dokonał tego kraju, 
tego ważnego dzieła, już niejako rozpoczętego w r. 1528. 
Łaski, osiadłszy w Emden, stolicy Fryzji, wzbraniał się 
pewien czas od przj^jęcia najwyższego kierunku kościoła 
tego księstwa. Ze śmiercią hr. Enno w r. 1540 roko- 
wania w tej sprawie zostały zawieszone. Lecz siostra 
i następczyni jego Anna, księżna Fryzji, nalegała, by 
Łaski podjął się urządzenia kościoła w jej posiadłościach. 
Łaski długo się ociągał z przyjęciem tego zlecenia, 
wskazując na przyjaciela swego Hardenberga jako na 
odpowiedniejszego dla dokonania tego dzieła ; aż w koń- 
cu, zniewolony prośbami senatu i ludu emdeńskiego, 
przyjął ofiarowany mu urząd w r. 1543, a w roku na- 
stępnym został mianowany superintendentem wszystkich 
kościołów Fryzji. Jednakże przy dokonywaniu wielkiego 
dzieła reformacji w tym kraju. Łaski napotkał wiele 
trudności, gdyż zmuszony był walczyć przeciw wyraźnej 
niechęci zupełnego usunięcia obrządku rzymskiego, za- 
chowywanego w wielu kościołach tego księstwa, tudzież 
przeciw zepsuciu duchowieństwa a zwłaszcza przeciw 



L 



— 158 — 

okazywanej przez wielu zupełnej obojętności w sprawach 
religijnych. Po sześciu latach udało się polskiemu re- 
formatorowi, dzięki niezachwianej żadnymi zawodami 
wytrwałej gorliwości, usunąć wszelkie pozostałości rzym- 
skiego zabobonu i ustalić całkowicie protestantyzm. 
Przez ten czas Łaski, pomimo chwilowych przerw w pra- 
cy, spowodowanych kilkakrotnem usuwaniem się jego 
od urzędowania ze względu na stawiane mu bezustannie 
trudności, zniósł cześć oddawaną obrazom, uporządkował 
hierarchję, wprowadził karność kościelną, ustalił obchód 
i pojmowanie wieczerzy Pańskiej według Pisma Świę- 
tego, określił wyznanie wiary. Wobec tego można go 
uważać za prawdziwego założyciela kościoła ewangeli- 
ckiego we Fryzji. 

Sława Łaskiego skłoniła wiele kościołów i książąt 
ewangelickich do wzywania jego pomocy i zasięgania 
jego rady. Albert Veden, arcybiskup koloński, i książę 
heski często radzili się go w wielu sprawach kościel- 
nych. Albert ks. pruski zapraszał Łaskiego do objęcia 
najwyższego kierunku spraw duchownych w jego pań- 
stwie. Lecz Łaski postawił za niezbędny warunek: nie- 
zależność kościoła od władzy świeckiej, czyli zupełne 
odłączenie tegoż od państwa; prócz tego bardzo był 
przeciwny zachowanym częściowo w kościołach luterskich 
obrzędom rzymskim. Ta okoliczność uniemożebniła za- 
dośćuczynienie prośbie księcia Alberta i rokowania zo- 
stały obustronnie zaniechane. Wtedy to Łaski ułożył 
wyznanie wiary dla kościołów Fryzji, przedstawiając je 
wielu znakomitym reformatorom jak: Melanch tonowi, 
Bucerowi, Bullingerowi, Pellikanowi i Hardenb ergowi. 
Wyznanie to, zatrzymując naukę o komunji przyjętą 
przez reformatów szwajcarskich i angielskich, wywołało 
śród luteran wielkie oburzenie. Teologowie brunświccy, 
hanowerscy i bremeńscy wystąpili przeciw Łaskiemu 
w sposób gwałtowny, na co on im odpoAviadał z chrze- 



jj 



— 159 — 

ścijańską miłością i łagodnością, przeciwstawiając rozu- 
mowanie ich obelgom. 

Podczas swego pobytu w Emden, Łaski czQsto by- 
wał zmuszony wdawać się w rozprawy z zapamiętałymi 
sekciarzami, od których roiło się w Niemczech w XVI wie- 
ku. Sławny Menno Simonis, założyciel menonitów, głosił 
w Emden swą naukę. Łaski zaprosił go na przyjazną 
rozprawę, która jednak okazała się bezowocną. Sekta 
Dawida Georgis wstrząsała wów^czas gwałtownie ludem 
Emdenu, a gdy wielokrotne rozprawy teologiczne, któ- 
remi Łaski chciał tych sekciarzy nawrócić, nie odniosły 
żadnego skutku, władze Emdenu rozkazał}^ Dawido- 
wi i jego zwolennikom opuścić miasto niezwłocznie. 
Rozliczne trudności, z jakiemi Łaski walczyć musiał dla 
popierania wielkiej swej pracy w^e Fryzji, zniewoliły go 
do zrzeczenia się w r. 1546 kierunku spraw duchowmych 
tego kraju a poprzestania na urzędzie zwykłego dusz- 
pasterza przy jednym z kościołów w Emdenie. Spostrzegł 
on przytem, że śród mieszkańców Fryzji zaczęła się 
wzmagać skłonność do luteranizmu. Pewien duchowny, 
nazwiskiem Lemmius, był głÓAvnym twórcą stronnictwa, 
które, wzmagając się szybko, głośno objawiało zamiar 
sprowadzenia Melanchtona, iżby ten zaprowadził nabo- 
żeństwo wedle obrządku luterskiego, zamiast tego, któ- 
re ustanowił Łaski. Jednocześnie z powzięciem swego po- 
stanowienia Łaski otrzymał nader pochlebne zaproszenie Łaski we- 
od arcybiskupa Cranmera, aby się przyłączył do grona ^3,?™^; 
znakomitych reformatorów, powołanych wówczas do An- zreformowa- 

' ^ -^ nia kościoła 

glji dla dokonania reformacji kościoła. Zaproszenie to w Anglji. 
zrobione zostało głównie za wpływem Piotra Męczenni- 
ka i Turnera; ostatni szczególniej polecił Łaskiego re- 
jentowi Sommerset, który przy tej sposobności wystoso- 
wał do reformatora polskiego własnoręczne pismo. Ła- 
ski postanowił przyjąć zaproszenie Cranmera, chociaż 
silne miał jeszcze stronnictwo we Fryzji i cieszył się 



— 160 — 

względami panującej tam księżny, która nader niechę- 
tnie z nim się rozstawała i, tylko dzięki przedstawieniom 
dworu angielskiego, zezwoliła na czasowy jego wyjazd. 
Nie mając wszakże pewności co do niektórych za- 
sad, na jakich przeprowadzona miała być reforma ko- 
ścioła Av Anglji, postanowił czasowo tylko tam pozostać 
dla dokładniejszego obeznania się z zamiarami angiel- 
skich reformatorów. Otrzymawszy więc pozwolenie księ- 
żny panującej, Łaski pożegnał swój zbór i udał się do 
Anglji w r. 1548, przebywszy w przebraniu Brabant 
i inne kraje katolickie. Sześciomiesięczny pobyt jego 
z arcybiskupem Cranmerem w Lambeth utrwalił ścisłą 
przyjaźń tych dwóch mężów, których poglądy na refor- 
mę kościoła zupełnie się zgadzały tak co do nauki jak 
i co do hierarchji i karności kościelnej. Z Windsoru 
napisał Łaski pocieszający list do swego zboru a wkró- 
tce opuścił Anglję, gdzie pozostawił po sobie tak ko- 
rzystne wrażenie, iż Latimer w kazaniu wypowiedzia- 
nem wobec Edwarda VI głosił jego pochwały. Wró- 
ciwszy do Eradenu w towarzystwie przydanego mu posła, 
zastał tam Łaski sprawy swego zboru w stanie bardzo 
niebezpiecznym, czego dowodzi list stamtąd przez nie- 
go pisany do Williama Cecila 1549 roku. Wkrótce też 
opuścił Emden powtórnie. Wprowadzenie do Fryzji 
„interim" *) z roku 1548, którem cesarz Karol V chciał 
narzucić niemieckim protestantom zasady i obrzędy ko- 
ścioła rzymsko-katolickiego, przyśpieszyło wyjazd Łaskie- 
go z tego kraju. Podróże jego dały powód do oskarże- 
nia go o intrygi polityczne i do twierdzeń, że celem je- 



*) Jest to rozporzE^dzenie Karola V, mocą którego chwilowo, aż do zwoła- 
nia po wszech neiTO soboru, dozwolona była protestantom wyłącznie prawics tylko ko- 
raunja pod dwiema postaciami, z obowiązkiem zatrzymania dawnycli obrzi;.dów 
i zwyczajów rzymsko-katolickicb. To ,,intci'im" zniesione zostało przez umowę 
w Passawio r. 1552 i pokój w Augsburgu 1555 r., zapewniający protestantom peł- 
ną wolność wyznania. 



— 161 — 

go wycieczki do Anglji było przeprowadzenie sojuszu 
między królem polskim a angielskim przeciw cesarzowi ; 
locz o bezpodstawności tego oskarżenia przekonywa list 
Zygmunta Augusta, pisany w tym przedmiocie do Ła- 
skiego i przez tegoż odebrany przed wyjazdem jego. 
Opuścił on Emden w październiku, a zabawiwszy czas 
pewien w Bremie i Hamburgu, odpłynął z tego osta- 
tniego miasta do Anglji, gdzie przybył na wiosnę 
1550 roku. 

Łaski mianowany był w Londynie superintendentemi^askipowra- 
cudzoziemskiego zboru ewangelickiego, który się skła- i mianowany 
dał z francuzów, niemców i włochów, jacy u rządu perStendeii- 
angielskiego znaleźli schronienie i wspaniałomyślne po- tem zborów 

. i. ./ X cudzoziem- 

parcie. Zborowi temu oddano na użytek kościół „Austin- skich 1550 r. 
Friars" i dokument, nadający im Avszelkie prawa przy- 
'sługujące stowarzyszeniu. Cranmer dowiódł światłej gor- 
liwości i szerokich, poglądów, zakładając taki zbór, któ- 
ry łatwo mógł się stać nasieniem reformacji dla krajów, 
z jakich pochodzili jego członkowie. Edward VI wydał 
d. 24 lipca 1550 r. Łaskiemu patent, mianujący go pa- 
sterzem tego zboru w słowach dlań najpochlebniejszych. 
Pobyt Łaskiego w Londynie tak opisuje Strype w swym 
życiorysie Cranmera: ,, Wkrótce po przybyciu cudzoziem- 
ców do Anglji i darowaniu im do użytku kościoła św. 
Augustyna, wszczął się między nimi wielki spór o tenże 
kościół." Piotr Męczennik pisze o tem do Bucera ze 
smutkiem, dodając, iż wzajemne między nimi rozjątrze- 
nie było tak silne, że trzeba było całą tę sprawę przed- 
stawić przybocznej radzie królewskiej. 

Łaski, osiadłszy w Londynie śród swoich cudzo- 
ziemców, przez listy królewskie zainstalowany jako głó- 
wny ich pastor, gorliwie dbał o zabezpieczenie swobód 
i korzyści swego zboru, członkowie którego osiedli prze- 
ważnie w dzielnicy św. Katarzyny i Wielkiego i Małe- 
go Southwark. Tu od czasu do czasu wzywano ich, aby 

Zarys dziejów reformacji. Tora I. 11 



— 162 — . 

się udawali do kościołów paraf jalny eh i tam słuchali na- 
bożeństw. Gdy w hstopadzie r. 1552 cudzoziemcy za- 
mieszkujący Southwark znów byli niepokojeni, gdy na- 
wet grożono im uwięzieniem za niestawienie się w ko- 
ściele, superintendent Łaski udał się osobiście do lor- 
da kanclerza, którym był podówczas Goodrich, biskup 
Ely ; nie zwrócił się zaś do opiekuna swego, arcybisku- 
pa z Canterbury, albowiem tenże, jako przyjaciel Somerse- 
ta, źle był wówczas widziany przez następcę tegoż, księ- 
cia Northumberlandu. Kanclerz przyjął Łaskiego uprzej- 
mie i odesłał go do sekretarza Cecila, polecając mu 
przedstawić tę sprawę na zebraniu Rady następnego dnia 
po południu, gdy on, Goodrich, sam będzie tam obecny; 
przyrzekł także wystarać się o piśmienny rozkaz do du- 
chownych i starszych kościelnych parafij Southwark 
i Św. Katarzyny, by zaprzestali odtąd niepokoić człon- 
ków zboru cudzoziemskiego. 

Następnego rana Łaski posłał do Cecila jednego ze 
starszych swego zboru z listem, w którym, tłómacząc się, 
iż dla bólu głowy osobiście stawić się nie może, obznaj- 
mił sekretarza z treścią rozmowy swej z lordem kan- 
clerzem, dodając, iż posiadanie piśmiennego rozporzą- 
dzenia w owej sprawie jest dla zboru niezbędne do obro- 
ny przeciwko ludziom złej woli, gdyż zbór przechowa 
ten dokument, aby na przyszłość w podobnym wypadku 
nie był zmuszony znów naprzykrzać się radzie króle- 
wskiej o wydanie podobnego rozporządzenia. Chciał on 
tym sposobem nakłonić sekretarza do napisania owego 
rozporządzenia w tonie jak najsilniej urzędowym. Na za- 
kończenie listu, prosząc Cecila, by zechciał wysłuchać 
tego, co mu starszy zboru będzie miał do opowiedzenia 
i żeby go łaskawie odprawił, przesłał mu Łaski zape- 
wnienie swojego szacunku. 

Władza Łaskiego rozciągała się nietylko nad zborem 
niemieckim, lecz i nad wszystkimi innymi zborami Cu- 



— 163 — 

(Izoziemskimi w Londynie jako też nad ich naukowymi 
i wychowawczymi zakładami. Podlegały one także jego 
nadzorowi i sądownictwu. Melanchton w liście swym, 
pisanym doń we wrześniu 1551 r., zachwala czystość 
nauki w tych zborach. Położenie majątkowe Łaskiego 
polepszyło się w tym czasie tak znacznie, iż mógł on wspie- 
rać uczonych cudzoziemców, szukających schronienia 
w Londynie. Gdy Mikołaj Forst, mąż światły i powa- 
żny, długo przebywający na uniAversytecie w Lowanjum, 
spędziwszy pewien czas u Melanchtona, postanowił z przy- 
czyny swych przekonań religijnych przenieść się do An- 
glji, Melanchton polecił go Łaskiemu, jako zdolnego do 
nauczania w jego zborach i szkołach, prosząc zarazem, 
by okazał życzliwość Avygnanemu z kraju dla tychże sa- 
mych co i on powodów i aby mu wynalazł schronienie. 
Zdaje się nawet, iż sam Melanchton zamierzał udać się 
pod opiekę Łaskiego, jak się to okazuje ze wspomnia- 
nego listu, w k.tÓYym zwie go swym dobroczpicą, do- 
nosząc mu, że z przyczyny wdelkich klęsk swego kraju, 
on sam obawda się wygnania a przeto prawdopodobnie 
w krótkim czasie przybędzie do Anglji, przyczem sławi 
gościnne przyjęcie, jakiego doznaw^ali od Łaskiego cu- 
dzoziemcy. Widzimy więc, jak wdelu uczonych i bogo- 
bojnych mężów tego czasu otaczało Łaskiego dowoda- 
mi swej czci i szacunku. 

Burnett w swych „Dziejach reformacji" zarzuca Ła- 
skiemu, iż tenże, będąc cudzoziemcem, wtrącał się do 
spraw kościoła anglikańskiego, wypowiadając swe zda- 
nie o karności i obrzędach tegoż. Uczony ten uważał 
go prawdopodobnie za naczelnika protestanckich emi- 
grantów, nie wiedząc widocznie, iż Łaski wezwany był 
do Anglji jako reformator, gdyż inaczej nie byłby mu 
robił tak niesłusznych zarzutów. Otwartość, z jaką Ła- 
ski wypowiadał swe przekonania w sprawcach ducho- 
wnych, nie przyniosła mu ujmy w szacunku rządu an- 



— 164 — 

gielskiego; albowiem, podług tegoż samego Burnetta, 
został mianowany wraz z imiymi teologami członkiem 
komisji, wyznaczonej w październiku 1551 roku do zre- 
formowania prawa kościelnego. Wielu innych w poło- 
żeniu Łaskiego byłoby się wstrzymało od wypowiadania 
swoich zapatrywań, gdy te sprzeciwiały się przekona- 
niom ludzi, od których zależało ich powodzenie docze- 
sne ; Łaski natomiast bronił swych zasad z narażeniem 
się na utratę względów potężnych sw^ych przyjaciół. 

Postępy reformacji w Anglji przerwane zostały przez 
zgon Edwarda VI a wstąpienie na tron Marji Tudor. 
Gwałtowne wszakże za jej panowania prześladowanie 
protestantów nie dotknęło cudzoziemskiego zboru ; albo- 
w^iem członkom tegoż pozwolono spokojnie opuścić kraj. 

Łaski zniewo- Wówczas Łaski wraz ze swymi zborownikami, którzy 
°Anglj^"ze ^ w liczbie 175 postanowili dzielić losy swego pasterza, 

swymi zboro-gjg(^|jj ^^, Grayesend na dwa okręty duńskie dnia 15 

"vvnikami,roku ^ -^ 

1553. września 1553 roku. 

Podczas podróży burza rozproszyła maleńką flotę 
bogobojnych Avychodźców a okręt wiozący Łaskiego do- 
stał się szczęśliwie do portu Elsinore w Danji. Król 
duński dał mu przychylne posłuchanie i przyjął pielgrzy- 
mów gościnnie. Wkrótce przecież kapelan królewski, 
Noviomagus, gorliwy luteranin, wpłynął na zmianę uspo- 
sobienia monarchy.*) W kazaniu swem, na którem obe- 
cny był zaproszony przez króla Łaski, napadł kapelan 
ów gwałtownie na kościół reformowany. Łaski głęboko 
odczuł to złamanie praw gościnności przez duchowień- 



*) Najsmutniejszą może kartą w historji rcfonnacji, iiietjiko w Polsce, 
są waśnie wewnętrzne miinlzy dwoma g-łównymik.kierunkanii w protestantyzmie, 
reprezentowanymi przez Lutra i Kalwina Ton brak jedności, w wielu razach, 
i u nas mi<;dzy innemi, doprowadzał do upadku samą sprawia reformacji. Tern 
milsze są dla nas, naturalnie, te chwile prze-;złości, gdy waśń ustępowała chrze- 
ścijańskiej zgodzie i miłości, czego Polska dała światu jeden z najpiękniejszych 
lirzykladuw w „ugodzie sandomierskiej" (1570). H. M. 



— 165 — 

stwo luterskie, które nie ograniczyło swego prześlado- 
wania do tych małostkowych zniewag, wyrządzonych do- 
tkniętemu nieszczęściem człowiekowi; starano się jeszcze 
nakłonić go do wyrzeczenia się przekonań, które nazy- 
wano herezją, a obrona wyznania, jaką Łaski przedsta- 
wił królowi, nie wpłynęła bynajmniej na złagodzenie te- 
ologicznej nienawiści duńskiego duchowieństwa przeci- 
wko niemu. Postępowanie ich wskazuje, iż, odstąpiwszy 
od kościoła rzymskiego tylko połowicznie, zachowali wie- 
le właściwych temu kościołowi przesądów i ducha prze- 
śladowczego. Westfal, teolog luterski, przezwał tuła- 
jący się zbór Łaskiego męczennikami czarta, a inny 
teolog tegoż wyznania, Bugenhagen, oświadczył, iż nie 
należy uważać ich za chrześcijan. Oświadczono wreszcie Zborowniny 
zborownikom Łaskiego, że ki^ól zniósłby raczej papistów ^^j^ pf °eśla" 
w swoiem państwie, co zniewoliło ich do niezwłocznego^ dowaniaw 

.... . . Danjii w nie- 

opuszczenia Danji i udania się w dalszą podróż, pomi- których oko- 

1 • 1 • • 1 j_ 1 j !-> 1 . . licach Kie- 

mo nieodpowiedmej do tego pory roku; tylJvO dzieciom mieć. 
Łaskiego dozwolono pozostać do czasu korzystniejszego 
dla morskiej podróży. Taż sama nienawiść luteran prześla- 
dowała zbór Łaskiego w Hamburgu, Lubece i Rostoku; 
duchowieństwo luterskie odmawiało mu nawet posłucha- 
nia, potępiając z góry nieznane im nawet jego zasady. 
Ody szczątki tego nieszczęśliwego zboru znalazły nareszcie 
schronienie w Gdańsku, Łaski sam wrócił do Emden, 
gdzie dawni jego uczniowie przj^jęli go ze wszelkiemi 
oznakami czci i uszanowania. Z Emden wystosował on 
do króla duńskiego ostrą wymówkę za niezasłużone znie- 
wagi, jakich doznał w jego państwie, a niebawem do- 
stał od Gustawa Wazy, króla Szwecji, zaproszenie, aby 
się osiedlił w tym kraju, wraz z przyrzeczeniem zupeł- 
nej swobody wyznania tak dla niego jaki dla jego zbo- 
rowników. Łaski wszakże nie skorzystał z tego zapro- 
szenia, zamierzając prawdopodobnie osiąść we Fryzji, 
gdzie poprzednio już pracował z tak pomyślnym skutkiem 



— 166 — 

dla sprawy reformacji. Wzmagający się jednak tam 
wpływ luteranizmu i niechęć dworu brabanckiego, który 
nie mógł znieść blizkiego sąsiedztwa tak znakomitego 
reformatora, zatruły Łaskiemu pobyt w Emden, zawo- 
dząc wszelkie jego nadzieje pozostania tamże, Avskutek 
czego zamierzył wrócić do ojczyzny, gdzie stronnictwo 
protestanckie bardzo potrzebowało uczonego i doświad- 
czonego przywódcy. Pomimo więc wszelkich usiłowań 
wiernych założycielowi SAvego kościoła mieszkańców Em- 
den, jako też nalegań panującej księżny, Łaski przeniósł 
się do Frankfurtu nad Menem, gdzie założył zbór pro- 
testanckich wychodźców z Belgji, których obrzędy i wy- 
znanie wiary zostały zatwierdzone przez senat miejscowy. 
Łaski utrzymywał z wielu rodakami stałe stosunki 
tak w sprawach osobistych jak i religijnych ; cieszył się 
on względami swoich monarchów i, jak to już wspomnie- 
liśmy wyżej, otrzymał zlecenie dyplomatyczne od Zy- 
gmunta I a Zygmunt August własnoręcznym listem obro- 
nił go od rozsiewanych przeciw niemu oszczerstw. Pod- 
czas pobytu jego w Anglji, Edward VI pisał o nim do 
Zygmunta Augusta jako o mężu obdarzonym znakomi- 
temi zdolnościami i posiadającym rozległe wiadomości. 
Łaski nigdy nie zapominał o swym wielkim celu, jakim 
było popieranie reformacji w swe'j własnej ojczyźnie^ 
gdyby tylko nadeszła odpowiednia do działania pora. 
Obejmując apostolskie obowiązki we Fryzji i Anglji, 
Łaski zawsze stawiał za warunek, iż dozwolony mu bę- 
dzie powrót do kraju rodzinnego, skoro tylko obecność 
jego okaże się pożyteczną i potrzebną dla spraw reli- 
gijnych jego ojczyzny. 
Łaski usiłuje Podczas swego pobytu we Frankfurcie, Łaski po- 

polączyc wy- j^^^^^.c- j gj^^ szczególniej staraniom około połączenia dwóch 
gelickie. głównych wyznań ewangelickich: luterskiego z reformo- 
wanem. Zachęcał go też do tego w swym liście król 
Zygmunt August, uważający owo połączenie za ważny 



— 167 — 

krok ku przyjacielskiemu załatwieniu wstrząsających je- 
go królestAvem spraw religijnych, które mu bardzo leża- 
ły na sercu. Zbliżenie takie było także nader ważne dla 
spraA^^ protestantyzmu, wiele cierpiącego od tych bez- 
ustannych sporów. Pod wpływem tych zamiarów. Łaski 
przedstawił senatowi frankfurckiemu pracę piśmienną, 
w której starał się dowieść, że niema dostatecznych po- 
wodów do rozłączania dwóch wyznań ewangelickich. Na- 
znaczono więc w tym ważnym przedmiocie rozprawę na 
22 maja 1556 r., popieraną przez kilku książąt niemie- 
ckich, i spodziewano się, że tym sposobem osiągnie się 
cel pożądany. Na samym jednak wstępie teolog luter- 
ski Brencjusz zniszczył wszelkie nadzieje zgody, stawia- 
jąc wyznawcom kościoła helweckiego warunek przyjęcia 
augsburskiego wyznania wiary. Łaski twierdził, że uży- 
te przez Brencjusza dowody dla objaśnienia pojęcia o po- 
łączeniu w wieczerzy Pańskiej ciała i krwi z Bóstwem 
Chrystusa, były nieprawdopodobne, niesłychane i nie mo- 
gące znaleźć poparcia ani w Piśmie Świętem ani w pi- 
smach ojców kościoła. Brencjusz odparł zarzuty Łaskie- 
go, nazywając go „fałszywym mędrcem." Rozprawa ta, 
zamiast zbliżyć dwa wyznania, powiększyła tylko ich roz- 
dwojenie. Łaski wszelako, nie tracąc nadziei przepro- 
wadzenia pożądanego połączenia, uczynił ostatni jeszcze 
wysiłek i udał się, za poradą księcia heskiego, do Witen- 
bergi, aby się tam rozmówić w tej sprawie z Melanchto- 
nem. Przyjęto go z wielką czcią, a wszechnica zamie- 
rzała nawet uroczyście obchodzić jego przybycie, lecz 
Łaski wymówił się od tego. Nie udało mu się jednak 
przeprowadzić tam otwartej rozprawy o zajmującym go 
przedmiocie; dał mu tj^lko Melanchton list do króla pol- 
skiego z dołączeniem zmienionego nieco wyznania augs- 
burskiego i obiecał nadto posłać dokładniejsze obja- 
śnienie sprawy w razie, gdyby król polski zechciał za- 
prowadzić w swem państwie reformację. Zygmunt Au- 



— 168 — ■ 

gust, przeczytawszy list Melanchtona, uwierzył w mo- 
żność połączenia kościołów ewangelickich, w Polsce, co 
się też później stało. 

Przed powrotem swym do kraju rodzinnego, Łaski 
wydał we Frankfurcie, 6 września 1555 roku, nowe spra- 
wozdanie z zarządu swego zborami cudzoziemskimi w Lon- 
dynie jako też poza granicami Anglji i poświęcił to 
dzieło swemu monarsze, senatowi i wszystkim stanom 
swej ojczyzny. W temże dziele przedstawiał on z peł- 
nym godności spokojem konieczność reformacji w Polsce 
i powody skłaniające go do odrzucenia nauki i liierarchji 
rzymskiej, popierając swe poglądy silnymi dowodami. 
Twierdził on, że tylko Ewangelja jest prawdziwą pod- 
stawą nauki, wiary i karności kościelnej i że ani poda- 
nia ustne, ani obyczaj dawno ustalony nie mogą w tych 
sprawach żadnej mieć powagi; nawet dowody ojców ko- 
ścioła nie mogą być rozstrzygające, gdyż zdania ich bar- 
dzo się różnią w tej mierze a niejednokrotne usiłowa- 
nia ich zaprowadzenia jedności wiary nigdy się nie 
powiodły; że najlepszym sposobem usunięcia wszelkich 
wątpliwości i niepewności jest badanie nauki i ustroju 
pierwotnego kościoła apostolskiego; że słowa Ewangelji 
nie mogą być tłómaczone ani treść ich zmieniana wy- 
razami całkiem obcymi ich duchowi; że sobory i uczeni 
teologowie dopuścili się wielu w tym względzie nadużyć. 
Łaski twierdzi, iż papież stawia wiele przeszkód w przy- 
wróceniu Ewangelji należnej jej powagi i że trzeba ta- 
kowe przezwyciężyć, gdyż dobry początek w tej mierze 
dał sam król, zgadzając się na zaprowadzenie reformacji, 
której domagała się większa i lepsza część mieszkańców 
jego państwa. Reformy wszelako, mówi dalej Łaski, po- 
winny być przeprowadzone z wielką oględnością ; nie 
każdy bowiem przeciwnik Rzymu uważany być może 
przez to samo za prawowiernego. Należy się wystrze- 
gać, by w miejsce dawnej przemocy nie powstała nowa; 



— 169 — 

lub, aby wskutek zbytniej pobłażliwości nie zrodziła się 
niewiara, do kt(3rej wielu ludzi ma skłonność. Ponie- 
waż pojecie prawdziwego znaczenia eucłiarystji jest je- 
szcze wątpliwe i nieokreślone, należy przeto prosić Bo- 
ga, by nas w tym względzie oświecił; wszelakoż ciało 
i krew Pnna naszego przyjmuje się tylko przez wiarę, 
gdyż w . ieczerzy Pańskiej niema obecności Jego oso- 
bistej ani cielesnej. Prócz tego wykładu swych religi j- 
nycłi poglądów. Łaski dał niektóre objaśnienia dotyczą- 
ce jego osoby, mianowicie: iż nigdy nie był wygnańcem, 
opuściwszy kraj rodzinny za zezwoleniem króla Zygmun- 
ta I; że w wielu krajach Europy spełniał obowiązki 
chi-ześcijańskiego duszpasterza; że był superintendentem 
cudzoziemskiego zboru, którego to naukę i ustrój przed- 
stawia jako wzór mającej się w Polsce zaprowadzić re- 
formacji. 

Mąż tak wzniosłego charakteru jak Łaski był nie- 
zaprzeczenie osobistością najwłaściwszą dla przeprowa- 
dzenia reformacji w Polsce. Nie dziw przeto, iż wzbu- 
dził on w ewangelikach tyle nadziei i uwielbienia, ile 
zjadliwej złośliwości w katolikach, starających się roz- 
siewać o nim najnikczemniejsze oszczerstwa. 

Łaski przybył do Polski w grudniu 1556 r. Żale- Powrót Ła- 
dwie dowiedziano się o jego przyjeździe, gdy biskupi, pod- skifldziepro- 
burzeni przez nuncjusza papieskiego Lipomaniego, ze- ^^^e^^dz^ieło 
brali się na naradę co do sposobu postępowania wzglę- apostolskie, 
dem „rzeźnika kościoła i państwa," jak nazywał Ła- 
skiego Zebrzydowski; poczem gromadnie udali się do 
króla, aby mu przedstawić niebezpieczeństwo, mogące 
wyniknąć dla kraju z pobytu takiego, wyjętego z pod 
prawa, kacerza jak Łaski,- który, zewsząd wypędzany, 
powrócił do rodzinnego kraju, aby w nim wywołać za- 
mieszki i wstrząśnienia. Zarzucali mu nawet, że groma- 
dzi wojska dla burzenia kościołów w djecezji krako- 
wskiej, zamierzając wywołać powstanie przeciw panują- 



— 170 — 

cemn, jako też zamęt i zniszczenie w całym kraju. Król, 
na którego umyśle wszczęta przez biskupów wrzawa 
nie uczyniła najmniejszego wrażenia, bynajmniej nie 
pochwalał ich postępowania. Wówczas to Lipomani do- 
radził królowi zastosowanie najokropniejszych i najnie- 
uczciwszych środków dla wytępienia herezji. . 

Wkrótce po powrocie Łaskiego do Polski, powie- 
rzono mu nadzór nad wszystkimi kościołami wyznania 
helweckiego w Małopolsce. Głównym przedmiotem gor- 
liwych jego usiłowań stało się wówczas przeprowadze- 
nie połączenia wszystkich ewangelików. W tym więc 
celu nalegał na nich, aby, zaniechawszy sporów o roz- 
dzielające ich drobne różnice wyznaniowe, połączonemi 
siłami bronili wielkich prawd, wspólnych wszystkim wy- 
znaniom ewangelickim. Połączenie kościoła helweckiego 
z braćmi czeskimi, dokonane w Koźminku 1555 r., wiel- 
ce ułatwiło jego zamiary. 

Łaski przybył do Polski podczas pobytu króla Zy- 
gmunta Augusta w Wilnie. Lecz pragnąc działać sta- 
nowczo, zamierzył udać się do króla osobiście, by go 
nakłonić do rozpoczęcia reformy, o którą głośno dopo- 
minała się najoświeceńsza część narodu ; wszelako po- 
dróż ta, która trwogą napełniła katolików, nie przyszła 
do skutku dla niewiadomych nam przyczyn.*) Łaski wy- 



*) Najnowsze badania źródłowe okazały, iż Łaski rzeczj^wiście był przy- 
jęty przez króla po powrocie z zagranicy. W marcu 1557 r. reformator przybył 
do Wilna, gdzie l)awił Zygmunt August. Na pierwszej audjoncji przyjęty łaska- 
wie przez króla, Łaski winszował mu, iż światło Ewangelji pod panowaniem Zy- 
gmunta rozszerza się w Polsce. Urzędową odpowiedź Łaskiemu dał król w kil- 
ka dni później przez podkanclerzego Przerębskiego, który w imieniu monarcby 
oświadczył, iż król będzie stał i nadal przy wierze przodkóvv. I^ecz w dwa dni 
później, wezwany powtórnie do króla i napomniawszy go, iż przed dwoma dniami 
wyrzekł się Chrystusa, uzyskał T^aski na nowo zapewnienie względów królewskich, 
godność sekretarza królewskiego i obietnicę, iż król zajmie się reformacją kościo- 
łów po ukończeniu wojny iniianckioj. Oprócz togo Zygmunt August zapewnił 
Łaskiemu swą opiekę i pozwolił nui organizować zebrania religijne (V atrz Dalton, 
Luboxoiczj. W ogłoszonych przez Daltona protokółach najdawniejszych synodów 



— 171 — 

słał do monarchy wykład swych poglądów na naprawą 
kościoła w Polsce, załączając przytem listy Melan- 
chtona i zmienione wyznanie augsburskie. Król przyjął je 
łaskawie, ociągał się jednakże z rozpoczęciem kroków 
stanowczych, wyczekując na połączenie się protestantów. 

Około tego czasu przyiechał powtórnie do Polski ^^^.^^V?™^" 

^ 1 j j L ujni wielką 

włoch Lismanini, znany nam iuż poprzednio z udziału, szkod.^ wyrzą- 

.-,.,, . . , dza sprawie 

jaki brał w Krakowie w tajemnych zebraniach roztrzą- reformacji 
sających sprawy religijne, dla których dostarczał no- ^^ąc zSady * 
wych dzieł reformatorów. Wspomnieliśmy też o niebez- arjanskie. 
pieczeństwie, grożącem mu z powodu oskarżenia, posła- 
nego nań do Rzymu przez biskupa krakowskiego. Ta 
ostatnia okoliczność utwierdziła Lismaniniego w prze- 
ciwnych katolicyzmowi przekonaniach, aczkohviek za- 
chowywał on ściśle pozory mnicha katolickiego. Mógł 
on stać się nader pożyteczna w popieraniu reformacji 
Av Polsce, dzięki łatwemu przystępowi do Zygmunta 
x\ugusta, którego łaskę zyskał przez swe pośrednictwo 
w pogodzeniu królowej matki z młodą królow^ą Bar- 
barą. Używał też swego wpływu, jaki miał na króla, 
ku naw^róceniu tegoż do zasad ew^angelicznych i wykła- 
dał mu przez czas pewien, we środy i piątki, dzieło 
Kalwina „Ustawa religji chrześcijańskiej." Król, pragnąc 
poznać prawdziwy stan reformacji w Niemczech jako 
też w innych częściach Europy tak pod względem za- 
sad jak i pod względem wpływu wywieranego przez 
nią na ludy, które ją przyjęły, polecił Lismaniniemu 
zwiedzić główne kraje Europy, gdzie wprowadzono pro- 
testantyzm, i następnie dać sobie dokładne w tym przed- 
miocie sprawozdanie. Prawdziwy jednak cel podróży 
Lismaniniego zachowano w głębokiej tajemnicy: opu- 



małopolskich jest ślad, iź Łaski, oprócz audjeucyj wileńskich, widział króla jeszcze 
raz 1559 r. po sejmie piotrkowskim, z bardzo pomyślnym dla protestantów rezul- 
tatem. H. M. 



— 172 — 

ścił on Polskę w 1553 r. pod pozorem przedsięwzięcia 
uczonych badań i zakupu ksiąg dla bibljoteki króle- 
wskiej. Podróż zaczął od zwiedzenia Włoch i bawił 
w Wenecji, Padwie i Medjolanie, gdzie wzbudził tak 
silne podejrzenie herezji, iż go wtrącono do więzienia, 
skąd następnie został uwolniony ze względu na okaza- 
ne przezeń polecenia króla polskiego. Z Medjolanu 
udał się Lismanini do Szwajcarji, gdzie wszedł w bliz- 
kie stosunki z najznakomitszymi profesorami szkoły w Zu- 
rychu: Gualterem, Pellikanem, Bullingerem, Gesnerem 
i innymi. Odwiedził też Bern, Genewę i Lion i bawił 
pewien czas w Paryżu, stale zachowując pozory rzym- 
sko-katolickiego księdza. Wszędzie starał się badać 
stan miejscowych spraw religijnych, a udzielając część 
swych sj)ostrzeżeń królowi Zygmuntowi Augustowi, naj- 
ważniejsze z nich zostawiał przy sobie do czasu swego 
powrotu do Polski. Z Paryża udał się znów do Szwaj- 
carji, gdzie za namową Kalwina otwarcie przyjął pro- 
testantyzm, poczem pojął małżonkę. Temu postępkowi 
sprzeciwiał się mocno sekretarz jego i towarzysz Sta- 
nisław^ Budzyński, przedstawiając mu, iż tak przed- 
wczesne objawienie przekonań protestanckich zaszkodzi 
sprawie reformacji w Polsce i że on, Lismanini, powi- 
nien był zachować pozory katolicyzmu aż do czasu po- 
wrotu swego do tego kraju, gdyż to ułatwiłoby na- 
wrócenie króla. *) 

Postępek Lismaniniego niewątpliwie był niepolity- 
czny, gdyż król, nie życząc sobie otwartego wyjawiania 
przekonań religijnych i obrażony tem, że Lismanini zdra- 
dził osobiste jego poglądy, zerwał z nim wszelkie sto- 
sunki, wstrzymał dostarczane mu dotąd zasiłki pienię- 
żne i podpisał rozkaz wzbraniający mu powrotu do Pol- 
ski, a duchowieństwo rzuciło nań klątwę. Lismanini pi- 

*) Budzyński znany jest później" jalto pisarz socyniański. 



— 173 — 

sał kilkakrotnie do króla, aby odzyskać wzgh^dy monar- 
sze, lecz ani jogo własne listy ani wstawianie się Kal- 
wina, Bullingera i Bezy nie wywarły żadnego wpływu 
na Z3^gmimta Augusta, którego w dodatku podburzała 
przeciw Lismaniniemu królowa Bona, nie mogąca prze- 
baczyć, że dawny jej spowiednik otwarcie odstąpił 
od wyznania katolickiego. Gdy w r. 1555 zebrać się 
miał synod protestancki do Pińczowa, Kalwin napisał 
do najbardziej wpływowych ewangelików w Polsce, na- 
legając, by zaprosili Lismaniniego, gdyż ten mógłby oka- 
zać się bardzo pożytecznym. Wstawiało się też za nim 
wiele znakomitych osób, lecz najważniejsza przeszkoda 
do jego powrotu usunięta została w tymże roku przez 
wyjazd z Polski królowej Bony. *) Przybył tedy Lisma- 
nini do Polski w czerwcu 1555 r., lecz przez pewien 
czas ukrywał się w Iwanowicach u szlachetnie urodzo- 
nej Agnieszki Dłuskiej, skąd napisał do hetmana Tar- 
nowskiego z prośbą, aby tenże zechciał użyć swego wpły- 
wu dla zdjęcia zeń wyroku wygnania. Ostatecznie do- 
zwolono Lismaniniemu pozostać w kraju na prośby Bo- 
nara, kasztelana bieckiego, i Krucigera, superintenden- 
ta kościołów helweckiego wyznania w Małopolsce, któ- 
rzy wstawili się do króla w imieniu szlachty i ducho- 
wieństwa swojego wyznania. Król, chociaż odwołał roz- 
kaz wydany przeciw Lismaniniemu, nigdy mu przecież 
nie powrócił swej łaski i nie udzielił posłuchania. 

Gdyby Lismanini pozostał był wierny otwarcie przy- 
jętemu w Genewie wyznaniu i szczerze wraz z Łaskim 
pracował nad połączeniem sekt, dzielących ewangelików 
polskich (co było krokiem wstępnym a niezbędnym dla 
zapewnienia ostatecznego zwycięstwa sprawie protestan- 



*) Królowa Bona opuściła Polskę w r. 15Ó5 i umarła w r. 1557 w Bari, 
które to miasto Ijyło jej własuością, odziedziczoną po matce, księżniczce neapo- 
litańskiej. 



— 174 — 

ckiej w Polsce), mógłby jesczcze, pomimo utraty wzglę- 
dów królewskich, oddać sprawie reformacji polskiej wa- 
żne usługi tak przez swą znakomitą uczoność jak przez 
dar przekonywania i wielki wpływ, jaki wywierał av kra- 
ju na znaczną liczbę osób. Niestety, zaczął on jednak 
niebawem objawiać przekonania antitrynitarskie, które- 
mi przejął się prawdopodobnie już w r. 1551, gdy Le- 
lio Socino, przybywszy do Polski, znalazł gościnę w je- 
go domu. Lismanini ukrywał jednak swe zapatrywania 
tak starannie, że Kalwin i reformatorowie zurychscy 
uważali go za niezachwianego wyznawcę swej nauki. 
Oskarżony przed synodem w Krakowie, gdzie sprawdzo- 
no rzeczywiste jego przekonania, został wyłączony z ko- 
ścioła reformowanego i niebawem opuścił Polskę. Uda- 
wszy się do Królewca, zakończył tam życie w r. 1563 
samobójstwem, popełniając czyn ten w przystępie szału, 
spowodowanego nieszczęściami rodzinnemi. 

Łaski, aczkolwiek pozbawiony pomocy Lismaninie- 
go, nie zaprzestawał pracy nad ustaleniem reformacji 
w Polsce. Uczoność jego, zacny charakter i rozległe 
stosunki pokrewieństwa szczególniej przyczyniły się do 
szerzenia i wzmocnienia zasad reformatorów szwajcar- 
skich śród wyższych warstw społeczeństwa polskiego. 
Głównym celem, jakiego Łaski nigdy nie tracił z oczu, 
było, jakeśmy to wyżej wspomnieli, połączenie wszy- 
stkich wyznań protestanckich w Polsce i utwierdzenie 
reformacji w całym kraju podług wzoru kościoła angli- 
kańskiego, którego był wielkim wielbicielem a którego 
sprawy zajmowały go do końca życia. Brał on czynny 
udział w synodach, które się zebrały w Iwanowicach 
1557 r. i we Włodzisławiu 1558 r. ; należał też czynnie 
do przekładu Biblji brzeskiej*) i wydał wiele dzieł, któ- 



*) Dzieje tłómaczeuia sławnej Jliblji brzeskiej wyjaśniły nieco odszulcane 
przez Daltona akta synodów małopolskich. Po pierwszycłi polskich tłómaczeniach 



— 175 — 

rych większa część zaginęła. On to więc położył pod- 
stawę połączeniu protestanckicli wyznań w Polsce, któ- 
re przyszło do skutku już po jego zgonie w sławnej 
ugodzie sandomierskiej. Umarł 8 stycznia 15(30 r.*) a zgon 
jego przeszkodził całkowitemu wprowadzeniu w czyn 
wielkiego dzieła, do którego tak należycie był przygo- 
towany. Opierając się bowiem na świadectwie prote- 
stanckiego pisarza Węgierskiego, który na podstawie 
dokładnie zebranycli wiadomości o charakterze Łaskie- 
go z naciskiem nazywa go „Wielkim", możemy przypu- 
szczać, iż byłby on niezawodnie doprowadził swe za- 
miary do skutku, gdyby życie jego było potrwało dłużej. 
Wiadomości, jakie posiadamy o usiłowaniacłi jego po po- 
AYrocie do Polski, podjętych w celu popierania bronio- 



Noweg-o Testamentu, wydanych w Królewcu przez Seklucjana i Małeckiego, chcie- 
li mieć polscy protestanci tłómaczenie całego Pisma Św. Już 1557 r. synod mało- 
polski w Włodzisławiu wyhiera w tym celu komisję złożoną z pierwszych wy- 
znawców Ewangelji w Małopolsce: Stanisława Szafrańca, późniejszego kasztelana 
i wojewodę sandomierskiego (około 1595 r.), Stan. Lasockiego, Baltazara Łuko- 
wskiego, Kacpra Smolika. Zygmunta Myszkowskiego i Ludwika Justa Decjusza. 
Na synodzie w Pińczowie 1559 r. jako tłómaczów wyznaczono: Grzegorza Orsza- 
ckiego, polaka, rektora szkoły, i nauczycieli tejże szkoły, francuzów Piotra Sta- 
torjusza (który później otrzymał polski indygenat jako Stoiński) i Jana Tenan- 
djusza. Do 1560 r. tłómacze wykończyli tylko 5-ioksiąg Mojżesza: wskutek nie- 
zgody z Orszackim rękopis został mu odebrany i zapłacony i tegoż roku dalsze 
tłómaczenie polecono, oprócz wymienionym francuzom, jeszcze Grzegorzowi, baka- 
łarzowi żupnika wielickiego, i Jakóbowi Lublińczykowi. Ale już w maju 1560 r. 
na synodzie w Pińczowie Trzecieski w imieniu ks. Radziwiłła oświadczył, iż woje- 
woda wileński bierze na siebie wszystkie wydatki na tłómaczenie i drukowanie 
Biblji i prosi, by tekst tłómaczenia ustanowiony był za zgodą kościołów polskich 
i litewskich, a na synodzie w Książu 1560 r. potwierdził to kaznodzieja wojewo- 
dy, ks. Tomasz [Sokołowski (Falconius;. Biblja, jak wiadomo, wyszła drukiem 
1563 r. H. M. 

*) Uroczysty pogrzeb Łaskiego, którego pochowano w kościele pińczo- 
wskim (dziś od 1584 znowu katolickim) koło wielkiego ołtarza, odbył się dopiero 
29 stycznia, w obecności 16 pastorów małopolskich i kilkudziesięciu obywateli 
ewangelickich. Mowy pogrzebowe mieli po polsku Jakób Sylwjusz, pastor 
z Chrzęcic, i ks. Krncyger, superintendent małopolski. Po łacinie kazali ks. Stani- 
sław Sarnicki, pastor z Niedźwiedzia, i Piotr Statorjixsz, rektor szkoły pińczowskiej. 
Akta synodowe w notatce o śmierci nazywają Łaskiego „człowiekiem Bożym" 
i „ozdobą swej ojczyzny." H. M. 



— 176 — 

nej przezeń całe życie Avielkiej sprawy, są bardzo nie- 
dostateczne: mniej tu mamy szczegółów odnoszących, się 
do tego okresu jego życia, niż do lat spędzony cłi prze- 
zeń zagranicą. Ten brak wskazówek, mogących, wyświetlić 
ostatnie lata jego życia, należy przypisać starannemu 
niszczeniu przez duchowieństwo katolickie, a zwłaszcza 
przez jezuitów, wszelkich wiadomości odnoszących się 
do nauki ewangelicznej i głównych jej przedstawicieli 
w naszym kraju. Mogło się to stać i z dziełami Ła- 
skiego, tem więcej, że potomkowie jego, wróciwszy na 
łono kościoła rzymsko-katolickiego, starali się z pewno- 
ścią zniszczyć wszystko, co się odnosiło do prac przod- 
ka ich, którego uważali za krzewiciela *) herezji. 

EOZDZIAŁ VI. 

Nuncjusz papieski Lipomani przybywa do Polski. Za jego staraniem zbie- 
ra się rzymsko-katolicki synod polski w Łowiczu. Kommendoni i sobór 

trydencki. 

Aczkolwiek zwołanie synodu narodowego, na któ- 
rymby wszystkie stronnictwa religijne były przedstawione, 
nie przyszło do skutku, sprawa reformacji odniosła prze- 



*) Łaski dwa razy bjł żonaty: pierwsza jego żona, z Lowanjum, zmarła 
w Londynie w r. 1551; druga, ICatarzyiia, zapewne była angielką. Pozo.-itawił po 
sobie 9-ioro dzieci, z których znane nam są imiona sześciorga: Jana, Samuela, Hie- 
ronima, Tomasza, Stanisława i Barbary. Jedna z córek jego wyszła za mąż za 
Jana Morsztyna, kustosza salin bocheń.skich i wielickich; druga była żoną Stani- 
sława Lutomirskiego. Syn jego Samuel odznaczył się podczas wojen, prowadzo- 
nych za Stefana l^atorego, i wysłany był w r. 1598 z polecenia Zygmunta III do 
Szwecji, w roku zaś lOO.) król go delegował do Gdańska celom wyrównania pe- 
wnych różnic poinitjdzy luteranami i reformowanymi, llodzina ł^askich, których 
niezmierne bogactwa stopniały za czasów Jarosława, podupadła potem i przeszła 
na katolicyzm. .Jednym z potomków był sławny jezuita Marcin Łaski, który ogło- 
sił kilka dzieł pełnych zjadiiw\ch napaści na protestantów (nie wiemy jednak, 
w jakim on był stopniu pokrewieństwa z naszym reformatorem). 

Moglibyśmy przytoczyć wiele jeszcze dowodów czci i poszanowania, jakiem 
sii; cieszył Łaski u najznakomitszych ludzi swoich czasów. Dodajemy tylko je- 
szcze, że Orzechowski tak był poruszony do głijbi Łaskim, iż rzekł do niego; 
„Mężu Boży, ]ękę ci podaję (vir Doi, tibi porrigo manus)". 



— 177 — 

cięż wielkie zwycic|Stwo na sejmie 1556 r.*), gdyż uchwa- 
lono na nim prawo, dozwalające każdemu szlachcicowi 
zaprowadzać w swoim domu takie nabożeństwo, jakieby 
uważał za stosowne, byleby zgodne było z Pismem Świcj- 
tem. Król posłał w imieniu sejmu na sobór trydencki 
list do papieża Pawła IV, żądając zezwolenia jego na 5 żądania sej- 
następujący eh punktów: 1) odprawianie mszy w języku TysSnT 
narodowym; 2) udzielanie komunji pod dwiema posta- ^"'^'^'\^^!^*^^"* 
ciami; 3) małżeństwo księży; 4) zniesienie annatów^ t. j. 
opłat od zatwierdzenia biskupów na stolicę rzymską 
i 5) zwołanie soboru narodowego dla naprawienia nadu- 
żyć kościelnych i dla połączenia rozmaitych wyznań 
religijnych. 

Łatwo sobie wyobrazić, jak dwór rzymski zląkł się 
tak śmiałych żądań, a przytem najżarliwsi nawet jego 
obrońcy odczuwali w zupełności niebezpieczeństwo i roz- 
paczhwe niemal położenie kościoła katolickiego w Pol- 
sce. Już w poprzednim, 1555, roku wysłano z Rzymu Przybycie Li- 
jednego z najwierniejszych sług papiestwa, znanego do- ^°"pyis^i|° 
brae Alojzego Lipomaniego **), aby ocalił, jeśli można, ko- 
ściół katolicki od grożącego mu w Polsce upadku. Przy- 
tem wysłał papież listy do króla, senatu i do najznako- 
mitszych panów, przyrzekając zaprowadzić wszelkie naj- 
potrzebniejsze zmiany i przywrócić kościołowi jedność 
za pomocą soboru powszechnego. Obłudę tych przyrze- 
czeń wykazał zręcznie Wergerjusz ***) w hście swym do 



*) Data sejmu jest błędna; powinno być 1555 r., na sejmie w Piotrkowie. 
Sejm warszawski r. 1556, o ile wiadomo, potwierdził tylko ogólnikowo postanowie- 
nia sejmu piotrkowskiego. H. M. 

**) Lipomani, urodzony około 1500 r. w Wenecji, pochodził ze starożytnej 
rodziny i uważany był za jednego z najwykształceńszych księży XVI wieku. Był 
on kolejno biskupem Modeny, Werony i Bergamo i często wysyłany bywał przez 
papieży w misjacli dyplomatycznych do Polski, Niemiec i Portugalji. Był też je- 
dnym z prezesów soboru trydenckiego. W r. 1556 został sekretarzem papieża 
Juljusza 111 i umarł w Rzymie w r. 1559. 

***) Wergerjusz, włoch, poseł papieski do Ferdynanda i Karola V, a nastę- 
pnie biskup w rodzlnnem mieście Capo d'Istria, przeszedł potem na protestantyzm. 

Zarys dziejów reformacji. Tom I. 12 



41 



— 178 — 
Obłuda pa- k^óla, który zapraszał go w r. 1556 na seim do War- 

pieskich obio- ' J r o _ J 

tnie, wyka- szawy. „Sobór powszechny — pisze on — nigdy nie będzie 

zana przez , t. . . -, ii-' i- 

Wergerjusza. zwołaiiy, gdyz papieze, ciicąc przeszKoclzic zgromadzeniu 
się niezależnego synodu narodowego, wciąż przyrzekają ta- 
kie sobory. Paweł IV, dowiedziawszy się, że Polska zamie- 
rza sama zreformować swój kościół, obiecał zwołać so- 
bór niezawodnie, wzmacniając swe przyrzeczenie pieczę- 
cią Św. Piotra. Czy go przecież dotrzymał? Nie; skła- 
mał naj nikczemniej. Gdyby jednak sobór taki został na- 
wet zAvołany, nie doprowadzi on do niczego, będzie się 
bowiem składał z papieża, kardynałów, patrjarcliów, 
arcybiskupów, biskupów i opatów; czyż więc sędziami 
i reformatorami kościoła mają być owi ludzie, obwiniani 
o ateizm i epikureizm?! Taki sobór nie będzie ani rze- 
czywisty, ani swobodny, ani chrześcijański, albowiem 
wszyscy chrześcijanie, nie należący do duchowieństwa, 
będą usunięci, pozbawieni wpływu i zmuszeni wyłącznie 
do posłuszeństwa, a Polska nie może niczego się spo- 
dziewać po takim soborze. Nigdy dotąd nie było okoli- 
czności bardziej sprzyjających zrzuceniu jarzma, nałożo- 
nego przez Rzym na ludy świata chrześcijańskiego. Za- 
prawdę, nigdy stany państwa Waszej Królewskiej Mości 
nie wyrażały tak jednomyślnego życzenia naprawy ko- 
ścioła. Z nielicznymi wyjątkami, wszyscy są znużeni pa- 
piestwem i pragną wybrnąć z tej kałuży." W innem 
miejscu tegoż listu Wergerjusz mówi o przyjeździe Li- 
pomaniego do Polski: „Przybywa teraz do Twego pań- 
stwa człowiek, który zniszczy mądre i zbawienne Twe 
zamiary, będzie się starał przeszkodzić przeprowdzeniu 
naprawy kościoła i zakłóci spokój Twego państwa. Gdy 
się przekona, iż niepodobna przeszkodzić zwołaniu sobo- 
ru powszechnego lub narzucić mu jarzmo niewoli, ogło- 



Książę Albert brandenburski i Mikołaj Radziwiłł zalecili mu zwiedzenie Polski 
w celu krzewienia tam zasad reformacyjnych. fapież twierdził, a sądzimy, nie bez 
przyczyny, że król go miał zawezwać. 



— 179 — 

si on w imią papieża niektóre małoznaczące ustępstwa, 
aby utrzymać prawdziwe i wielkie nadużycia." 

Papież wystosował do Zygmunta Augusta list, prze- List papieża 

1 • 1 • • ' ^ ^ • T . 1 • • , do Zygmunta 

pemiony gorzkiemi wymówkami: „Jeżeli mam wierzyć Augustaz wy. 
dochodzącym do uszu moich pogłoskom, — powiada Pa- ^^^^ ^'^dama 
^veł IV w tvm liście — to z głębokim smutkiem powa- sic^i^upi""^^- 

^ r ^ stantom. 

tpiewać muszę o Twojem i Twojego państwa zbawieniu: 
opiekujesz się bowiem kacerzami, bywasz na ich kaza- 
niach, słuchasz ich rozmów, obcujesz z nimi i przypu- 
szczasz ich do swego stołu. Odbierasz od nich i piszesz 
do nich listy; dozwalasz, aby Tobie poświęcone dzieła 
ich czytane były i rozpowszechniane; nie zabraniasz ka- 
cerzom zgromadzeń, schadzek i kazań. Gdy więc, za- 
miast im się opierać, wspomagasz ich, czyż przez to nie 
podtrzymujesz sam buntowników i przeciwników kościo- 
ła katolickiego, czyż nie jesteś ich obrońcą? Czyż j^o- 
trzeba silniejszego dowodu Twego przywiązania do he- 
retyków nad ten, że, wbrew przysiędze Twej i pra- 
wom Twego kraju, obdarzasz niewiernych pierwszemi 
w państwie godnościami? Zaprawdę, podtrzymujesz, 
karmisz i rozszerzasz herezję, darząc swemi łaskami — 
kacerzy. Nie czekając na zatwierdzenie stolicy apostol- 
skiej, mianowałeś biskupem kujawskim biskupa chełm- 
skiego *), pomimo iż tenże zarażony był najwstrętniej- 
szymi błędami. Obrońcy i naczelnikowi kacerzj", woje- 
wodzie wileńskiemu, nadałeś pierwsze w kraju godności : 
jest on kanclerzem litewskim, wojewodą wileńskim, naj- 
poufalszym przyjacielem króla a może być uważany za 
współrządcę i drugiego monarchę kraju. Zniosłeś sądy 
kościelne i dozwoliłeś sejmowi postanowić, aby każdy 
obj^watel Twego państwa miał takich kaznodziejów i na- 
bożeństwa, jakie mu się podobają. Jan Łaski i Wergerjusz 
przybyli do Polski za Twym rozkazem. Mieszkańcom 



*) Jakóba Uchańskiego. 



— 180 — 

Elblągu i Gdańska dozwoliłeś znieść obrządek rzymsko- 
katolicki. PoAvinieneś tedy całkowicie zmienić swe po- 
stc^powanie : nie dawaj posłuchu tym, którzy Ciebie i pań- 
stwo Twoje chcą podburzyć przeciw kościołowi i pra- 
Avdziwej religji ; wykonaj rozporządzenia Twych najbo- 
gobojniejszych przodków; znieś wprowadzone do króle- 
stwa Twego nowatorstwa i powróć kościołowi zawieszo- 
ne prawo sądów; odbierz heretykom zagrabione przez 
nich kościoły i wypędź nauczycieli bezkarnie Twój kraj 
zapowietrzających. Nie masz potrzeby czekać na sobór, 
gdy dla wykorzenienia herezji masz gotowe środki. Jeżeli 
zaś upomnienia moje za takie zbrodnie i zgorszenie bę- 
dą lekceważone, zmusi mnie to do użycia innych a po- 
tężnych środków, którymi stolica apostolska nigdy bez- 
skutecznie się nie posługuje wobec zatwardziałych bun- 
towników. Bóg świadkiem, że nie zaniedbałem niczego, aby 
przywieść Cię do upamiętania; gdy jednak listy moje, 
poselstwa, upomnienia i prośby pozostaną bez skutku, 
użyję środków najsurowszych." *) 

List papieża daje dokładne Avyobrażenie o stanie, 
w jakim wówczas znajdował się kościół rzymsko-katoli- 
cki Av Polsce, jako też o postępie zrobionym tu przez 
protestantyzm i o trudnościach, jakie legat papieski na- 
potkać musiał w naszym kraju. W istocie, posłannictwo 
jego było bardzo trudne, gdyż senat polski, złożony prze- 
ważnie z ewangelików, wahał się nawet pewien czas, 
czy ma zezwolić na przyjazd Lipomaniego, który przy- 
bywał z wyraźnym celem odbudowania daAvnego porzą- 
dku religijnego w Polsce. Król jednak, nie chcąc je- 
szcze doprowadzić do ostatecznego zerwania z Rzymem 
a przytem niewiele widocznie przywiązując wagi do przy- 



*) Patrz Raynaldus na rok 1556. Jednocześnie papież polecił arcybiskupo- 
wi gaieżnieiiskiemu i biskupom użycie wszelkich środków, aby powstrzymać ma- 
jący sif^ zebrać sejm od powzięcia uchwał, sprzecznych z interesem kościoła. 



— 181 — 

b3'cia legata, nie sprzeciwiał się temu. Wszelako szla- 
chta mocno siQ zaniepokoiła przyjazdem Lipomaniego 
i poleciła wielu swoim przedstawicielom na sejmie 
strzedz, by obecność legata nie przyniosła państwu 
szkody. 

Przybycie Lipomaniego wywołało istotnie dużo wa- Skutki intrjg 

. / . ^ j ■ • IV-- Lipomaniego 

znycn następstw, przeszkadzając jDrzyjaznemu zblizenm się w Polsce, 
katolików z ewangelikami. Legat ten podniósł chwiej- 
ną odwagę i stygnący zapał katolickiego duchowieństwa 
i zwiększy! wahanie króla, upewniając go, iż stolica 
apostolska zgodzi się na zmiany, których niezbędność 
zostanie dowiedziona. Jego to intrygom udało się za- 
siać niezgodę między ewangelikami, czem znacznie osła- 
bił ich stronnictwo; przyrzekając, fże sobór powszechny 
wprowadzi wszelkie potrzebne reformy w kościele, obez- 
władnił on tem czynności tych umiarkowanych reforma- 
torów, którzy, pozostając przy wyznaniu rzymsko-katoli- 
ckiego kościoła, spodziewali się znieść jego nadużycia 
j)rzez synod narodowy. *) 

Na posłuchaniu u króla Lipomani wskazywał mu Lipomanido- 

•^ _ , ^ 1 " • 1 radzą królowi 

Środki, jakimiby skutecznie można było wykorzenić he- wjkorzenie- 
rezję w państwie. Monarcha przedstawiał legatowi, że pi-zez zdradę 
prawa krajowe wzbraniają wszelkich gwałtów i prześlą- ^J^^^^^^^J'^ 
dowania; Lipomani jednak nalegał, by przywódców i^^i so^e ogól- 

^ ^ "^ o ' .y A ./ ^^ nienawiść 

.stronnictwa reformacji pojmać i doraźnym sądem pozba-weałjm kraju, 
wić życia, gdj^ż protestanci, straciwszy s^yych przywód- 
ców, łatwo dadzą się pokonać. Gdy wiadomość o tej 
rozmowie rozeszła się, wywołując w całym kraju gwał- 
towną przeciw legatowi nienaAyiść, zaczęto go zaczepiać 
pamfletami i karykaturami a nawet grozić jego życiu. 
Niektórzy pisarze rzymsko-katoliccy twierdzą, iż 
Lipomani wymógł na królu przeciwko drukarzom i roz- 



*) Wergerjusz słusznie potępia obrońców takich połowicznych środków. 
„Są ludzie, — pisze on do króla Zygmunta Augusta— którzy wmawiają w siebie, iż 



— 182 — 

przedawcom dzieł heretyckicłi wyrok, ciekawy ze wzglę- 
du na wyliczenie w nim wszystkich sekt heretyckich, 
istniejących w ówczesnej Polsce. Wymienia on: pikar- 
dów, braci czeskich, anabaptystów, sakramentarjuszów, 
i zwolenników wyznania augsburskiego. Rozporządze- 
nie to zakazuje drukowania, sprzedawania i przywoże- 
nia książek pisanych przeciwko Rzymowi; lecz ponie- 
waż nie przywracało ono sądów duchownych, ani nie 
znosiło postanowienia, dającego każdemu szlachcicowi 
prawo dowolnego wyboru nabożeństwa, nie znalazło 
więc żadnego praktycznego zastosowania i prawdopodo- 
. bnie dane było przez króla jako nic nieznaczące ustę- 
pstwo, uczynione żądaniom legata. *) 

Lipomani doznał wielkiego upokorzenia na sejmie 
w Warszawie w r. 1556, gdzie uchwalono wyżej wspo- 
mniane prawo, dozwalające każdemu szlachcicowi swo- 
bodnie zaprowadzać nabożeństwa, i gdzie przekonał się, 
iż nic nie mógł wskórać przeciw protestantom. Posta- 
nowił przeto wzmocnić przynajmniej stronnictwo kato- 
lickie, usuwając nieporozumienia i niezgodę, przeszka- 
dzające utrzymaniu karności w tym kościele. Należało 
więc rozbudzić gorliwość duchowieństwa, naprawić ich 
zepsute obyczaje, wykorzenić wiele nadużyć i Avzmocnić 
rozluźnioną karność. 
Synod katc- Dla osiągnięcia tego celu, Lipomani i arcybiskup 

wiczu r. 1556. Dzierzgowski zwołali we wrześniu 1556 r. synod do Ło- 
wicza. Niebawem uwaga całego kraju zwrócona zosta- 
ła na ten synod a wiele osób spodziewało się, iż du- 



można prawdziwie czcić Boga, jak my czynimy, a zarazem zostać pod władzą pa 
pieską. Ja bo sądzę, że w wielkim znajdują się biedzie." 

*) Friese podaje dosłowny tekst tego rozporządzenia (I str. 262). Musi- 
my jednak wyznać, że wątpimy, czy podobne rozporządzenie istotnie zostało wy- 
dane. Jakkolwiekbądź, król zapewne wskutek natarczywości legata wydać mógł 
ten rozkaz, wiedząc, że pozostanie bez skutku. — 

Dekret rzeczywiście był ogłoszony, lecz skutku nie miał prawie żadnego. 

H. M. 



— 183 — 

chowieństwo samo zdoła przeprowadzić potrzebne zmia- 
ny. Nadzieje te nie były bezpodstawne, albowiem na- 
wet śród bislj:upów znajdowało się l<:ill^u wymownycti 
obrońców reform l?:ościelnycłi. I gdyby nie obecność le- 
gata, nadzieje te niezawodnie ziściłyby się, gdyż synod, 
mogąc wówczas działać niezależnie, uległby prawdopo- 
dobnie powszechnemu prądowi narodowych przekonań. 
Duch niezależności, jaki się zaznaczył przy otwarciu sy- 
nodu łowickiego, jest jednym więcej dowodem na po- 
parcie tego przypuszczenia. Osobiście stawili się na sy- 
nod biskupi: ki'akowski, poznański, płocki, przemyski 
i kamieniecki. Zastępców wysłah: biskup chełmski, dla 
choroby, a arcybiskup lwowski, dla podeszłego wieku- 
Biskupi litewscy uczynili toż samo. Kapituły zaś wy- 
słały po dwóch kanoników. Zdaje się wszakże, iż niższe 
duchowieństwo niewielkie przy^viązywało znaczenie do 
tego zgromadzenia, albowiem prymas zmuszony był znie- 
walać ich do stawienia się groźbą grzywny i podania 
ich nazwisk stolicy apostolskiej. 

Już pierwsze zgromadzenia synodalne zaznaczyły się Synod obja- 

• 1 • • . . . . T . . . wia niezale- 

simemi nieporozumieniami pomiędzy wyzszem a nizszem ^^^^(.^ p^jj^. 
duchowieństwem oraz żywą niechęcią, okazywaną rzym- ^™\ ^'^^^" 

'^ \ . '^ wemmtryga- 

skiemu legatowi. Postanowiono nie dawać mu głosu na mi Lipoma- 
obradach synodu a nawet niedopuszczać obecności jego na 
nich, podając mu tylko szczegółowe sprawozdanie z po- 
siedzeń. Legat odrzucił to postanowienie, jako przeci- 
wne prawom, nigdy dotąd nie przekroczonym; napotkał 
wszelako silny opór i byłby prawdopodobnie wyłączony 
z obrad synodu, gdyby nie umiał skorzystać z powstałej 
między ^^^^ższem a niższem duchowieństwem niezgody. 
Oświadczył on chęć pośredniczenia między obu stron- 
nictwami, wskutek czego otrzymał głos na obradach. 
W ten więc sposób nietylko przełamał opór przeciwko 
obecności swojej na posiedzeniach, ale niebawem uzyskał 
tak silny wpływ na zgromadzenie, iż wszelkie nadzieje 



— 184 — 

reform, pokładane z początku przez wielu we wrze- 
komej niezależności obrad, zupełnie zostały zawiedzione. 
Synod, poddawszy się całkowicie wpływowi Rzymu, za- 
miast przeprowadzić istotną naprawę kościoła, uchwalił 
natomiast kilka praw na korzyść stolicy apostolskiej. 

Najciekawszą częścią obrad tego zgromadzenia są 
robione przezeń uwagi o stanie kościoła katolickiego 
w Polsce i o przyczynach zakłócających jego spokój ; 
aczkolwiek pisane w duchu ściśle katolickim, wyjawia- 
ją z wielką swobodą i bez zamiaru ukrywania błędy tak 
duchowieństwa jako też stolicy rzymskiej. 
Interesujące „Przyczyną niepokojów — mówi synod — jest niedbal- 

nie^staiurko- ^^^o proboszczów i wyższego duchowieństwa. Ale i sto- 
ścioła katoi. lica apostolska popełniła Aviele błędów, lekceważąc nie- 

wPolsce przez . ... 

synod łowi- bczpieczeństwo i obojętnie wobec niego się zachowując : 
czjTij ko/up^i Iii© wyprawiła posłów do króla, by wymódz na nim wy- 
"^ '^"^'^"g^'^"" konanie praw przeciw nowatorstwu; ociągała się zbyt 
długo ze zwołaniem soboru powszechnego; bez względu 
na dobro kościoła, dawała monarcliom rozległe a roz- 
zuchwalające ich przywileje. NiewłaściAve rozdawnictwo 
godności kościelnych wielce zaszkodziło duchowieństwu, 
jako też bezczynność i ospałość biskupów, pomnażają- 
ce w kościele niepokoje. Aczkolwiek obdarzeni wielką 
władzą w sprawach religijnj^ch i politycznych, nie umie- 
jąc jednak godnie spełniać swych obowiązków, zupełnie 
je zaniedbują. Z poddanymi obchodzą się w sposób 
okrutny, wymagając od nich pracy często w dnie świą- 
teczne, a w uciskaniu chłopów przewyższając nawet szla- 
chtę. Biskupi nie czuwali nad rozszerzaniem się praw 
przywłaszczonej przez królów władz}^; owszem, sprzyja- 
li temu, aby otrzymywać dobre posady. Przenoszeni 
często z jednego biskupstwa na drugie, nie znali nieraz 
nawet stolicy swej djecezji. Wobec krzewicieli herezji 
postępowali z wielką pobłażliwością, przyjmując ich we 
własnych pałacach bardzo uprzejmie i zamiast karać, po- 



— 185 — 

tajemnie ich bronili. Osobom wyklętym przez kościół 
nie odmawiali gościnnego u siebie przyjęcia, chętnie 
wstrzymując wykonanie wyroków klątw, któreby radzi 
widzieć całkiem zniesione. Istotnej surowości nie sto- 
sowali właściwie nigdy a jeden z biskupów otwarcie na- 
wet powiedział na zebraniu szlacheckiem: „Niech ludzie 
wierzą, w co im się podoba, bylebym tylko ja miał swoje 
dochody." Takie postępowanie wywołało odpowiednie 
następstwa : zagarnięto dochody kościołów, z których w}^- 
gnano księży, oddając je kaznodziejom herezji. Na urzę- 
dy chrześcijańskich kapłanów mianuje się nie uczonych 
i cnotliwych, ale mających rozległe stosunki, jakkolwiek 
niektórzy z nich tak są młodzi, że niemal dziećmi zwa- 
ni być mogą; nadto wzbraniają się nieraz przywdziać 
szaty kaj^lańskie. Zepsucie obyczajów pow^szechne jest 
tak śród świeckiego duchowieństwa jak śród zakonnego : 
lubują się oni w zbytkach, skąpstwie, rozpuście, pró- 
żniactwie i niedbalstwie, a co najgorsza, księża nie zna- 
ją prawa Bożego. *) Nie powinniśmy ukrywać przed so- 
bą własnj^ch błędów, gdyż postępowanie takie wielce za- 
szkodziło powadze papieża i interesom kościoła. Od cza- 
su gd}^ znaczenie nasze podupadło, dawna nienawiść 
przeciwko duchowieństwu odżyła śród szlachty, która 
tłumnie przystępuje do kacerstwa, aby przywłaszczyć so- 
bie majątki kościelne. Now^atorstwo religijne wzmaga 
się wskutek łaski króla, który dostojeństw^y państwo we- 
mi obdarza zarówno heretyków jak i chrześcijan. Do- 
zwala on też młodzieży polskiej uczęszczać na zagrani- 



*) Stanisłcm Kossobiidzki, gorliwy lecz sumienny katolik, który protestan- 
tów nazywał brygantami i złodziejami majątku kościelnego, nader niepochlebnie 
w liście do prymasa Karnkowskiego z r. 1572 wyraża się o duchowieństwie ka- 
tolickiem. „Każą raczej bajki niewieście, aniżeli Słowo Boże,— mówi on— a przez 
to wypędzili z kościołów karność, nabożeństwo i inne cnoty. Pozostała tylko pu- 
sta nazwa wiary, aleśmy od dróg Bożych odstąpili ; powodując się własną wolą, 
odrzuciliśmy sprawiedliwość i czynimy zło." 



— 186 - 

czne akademje, znane jako rozsadniki kacerstwa i nie 
zabrania drukowania wszelkich książek, 

Synod, opisawszy w ten sposób stan kościoła rzym- 
skiego w Polsce, podał następnie środki dla przywróce- 
nia mu powagi i wytępienia herezji: 

„Przy boku króla powinien zawsze przebywać nun- 
cjusz stolicy apostolskiej, aby przeszkadzać popieraniu 
herezji i udzielaniu swobód i przywilejów przeciwnych 
dobru kościoła. Prawo obierania biskupów powinno być 
zwrócone kapitułom. Godności kościelne należy powie- 
rzać osobom zdolnym do wykonania obowiązków swe- 
go stanu; ale najniezbędniejszą rzeczą jest naprawa oby- 
czajów duchowieństwa jako też zniesienie różnych nad- 
użyć, których się względem nich dopuszczano. Biskupi 
powinni usunąć heretyków ze swoich domów i nigdy ich 
nie przyjmować. Należy się też, by zwiedzali księgarnie 
i wzbraniali drukarzom wydawania dzieł kacerskich. 

„Należy surowemi karami powstrzymać szlachtę od roz- 
powszechnienia ksiąg heretyckich, a na królu trzeba 
wymódz, aby na przyszłość przynajmniej wstrzymał się 
od swej niepojętej bezbożności, wzbronił kacerzora wszę- 
dzie i bezustannie odbywających się zgromadzeń jako 
też zagrabiania przez nich kościołów i własności ducho- 
wnych; aby oczyścił swój dwór z heretyków i nie ob- 
darzał ich swemi łaskami. Gdyby jednak król spełnie- 
nia tych żądań odmówił, biskupi powinni opuścić senat 
i nie brać udziału w naradach, dotyczących spraw pań- 
stwa. Trzeba też prosić papieża, by upomniał króla 
i zastosował doń środki powszechnie używane przeciw 
odstępcom od kościoła. Należy odnowić rozkaz, wzbra- 
niający akademikom polskim uczęszczania do szkół cu- 
dzoziemskich. Biskupi powinni zawsze być obecni przy 
wyborach posłów na sejm i czuwać nad tem, aby po- 
słami obierani byli tylko prawowierni katolicy. Ostate- 
cznie wyraził synod życzenie, aby zwołać sobór w miej- 



= 



— 1S7 — 

scu niezależnem i j^rzez zaprowadzenie potrzebnych re- 
form położyć kres niezgodom wstrząsającym kościół. 

Aczkolwiek synod ten nie miał żadnycli skutków 
ani uchwalił wyraźnych praw, jest on uwagi godzien 
ze względu na śmiałość, z jaką wytknął zło kościół nur- 
tujące i domagał się niezbędnej tegoż naprawy. Należy 
też przypuszczać, że, gdyby obrady tego synodu toczyły się 
niezależnie od wypływu legata i gdyby w zgromadzeniu 
mógł się rozwinąć ożywiający je przez pewien czas 
z 230czątku duch niezależności, to niezawodnie byłoby 
mu się powiodło przeprowadzić niektóre zbawienne re- 
formy, a może naw^et zrzucić panowanie papieża nad 
kościołem polskim. Synod, albo raczej kierujący jego 
czynnościami legat, spróbował przy tej sposobności do- 
wieść swych praw do wykonywania sądów duchownych, 
a ponieważ wyroki tych sądów nie mogły już dosię- 
gnąć szlachty, obrał więc sobie za ofiarę jednego z opor- 
nych księży: więc Stanisław Lutomirski, kanonik prze- 
myski i rektor koniński, wezwany został jako podejrza- 
ny o herezję. Lutomirski usłuchał wezwania, by sko- 
rzystać z dobrej sposobności wyjawienia swych eAvan- 
gelickich przekonań. Przybył on w licznem gronie synod łowi- 
przyjaciół, z których każdy zaopatrzył się w Biblję ja- ^sz7pS' 
ko najskuteczniejszą broń przeciw rzymskiemu katolicy- ^^ój sąd księ- 
zmowi, lecz synod nie odważył się rozpocząć śledztwa skiego, nie 

1 -I ' • 1 • -1 -i^-i 1- ośmielił się 

przeciw tak śmiałemu przeciwnikowi kościoła rzymskie- roztrząsać je- 
go a drzwi sali, w której pozwany miał być sądzony, °" sprawy, 
zostały zamknięte tak przed nim jak przed jego przy- 
jaciółmi. 

Gdy synodowi nie udało się dowieść swych praw 
sądowniczych względem herezji, zdołał uczynić to ze 
smutnem powodzeniem względem rzekomego świętokradz- 
twa. Aby mieć większą pewność osiągnięcia zamierzo- 
nego celu, duchowieństwo obrało sobie tym razem ofia- 
rę śród niższych klas społeczeństwa. Obwiniono młodą 



— 188 — 
Sądowe mor- clzieAYCzyn^ Dorotę Łażęcką, iż, pod pozorem przyimo- 

derstwo popeł- . .. . , o i 

nione na kilku wania Komunji, otrzymała od dommikanow w bocnacze- 
dnej^chrzesci- wie liostję ; Że zaAvinąwszy ją w swe ubranie, sprzedała 
Jance z^^^^p-a- jj^ następnie żydom z sąsiedniej wsi a za to otrzymała 
trzy talary i suknię wyszywaną jedwabiem. Tę liostję 
zanieśli jakoby żydzi do synagogi, gdzie, nakłówszy ją 
igłami, wydobyli z niej peAvną ilość krwi, którą zebrali 
do butelki, przechowując dla jakichś celów swych obrzę- 
dów religijnych. Pomimo całej niedorzeczności tego 
oskarżenia, skorzystał legat skwapliwie z wydarzenia, 
które, według pisarzy rzymsko-katolickich, przytrafiło się 
bardzo w porę, aby cudem dowieść prawdziwości prze- 
miany symbolów w ciało i krew, a tem samem całkowi- 
tej zbyteczności komunji pod dwiema postaciami; gdyż 
hostja zawiera zarówno ciało jak i krew Chrystusa Pa- 
na. Nadaremnie żydzi staraH się dowieść niedorzeczno- 
ści tego oskarżenia, twierdząc, iż religja ich zabrania 
wierzyć w przemianę pierwiastków do komunji używa- 
nych, wobec czego nie można przypuszczać, aby robili 
podobne próby na hostji, która dla nich jest tylko zwy- 
czajnym opłatkiem. Synod *) \vszelako, pod wpływem 
Lipomaniego, skazał ich, jako też nieszczęśliwą Ła- 
żęcką na spalenie żywcem. Niegodziwy ten wyrok nie 
mógł jednak zostać wykonany bez podpisu królewskiego, 
a trudno było spodziewać się, by król tak światły, jak 
Zygmunt August, mógł zgodzić się na coś podobnego. 
Wówczas Przerębski, biskup chełmski, współczesn}^ pod- 



*) Spalenie sochaczewskich żydów i Łażęckiej nastąpiło jeszcze przed ze- 
braniem się synodu w Łowiczu. Wyrok okrutny zapadł jednak w sądzie ducho- 
wnym. Król przełożonemu świeckiemu (pewno staroście w Socłiaczewie) rzecz je- 
szcze raz zbadać kazał i ten, wydawszy wyrok śmierci, wykonać go kazał w pią- 
tek przed Wniebowstąpieniem. Gdy jednak jeszcze trzecli innych współoskarżo- 
nycb żydów było, starosta sąd o nich zdał w ręce wojewody rawskiego. Król 
8 czerwca wydał rozkaz do starosty, by sąd i wykonanie wyroku odłożył do przy- 
jazdu komisarzy królewskich; lecz rozkaz ten przyszedł zapóźno, gdyż i pozostali 
żydzi już 1 czerwca spaleni zostali. Moralnym winowajcą tych wszystkich okru- 
cieństw był niezaprzeczalnie nuncjusz Lipomani- H, M. 



— 189 — 

kanclerzy koronny, przedstawił ową sj^rawę monarsze 
z wyrażeniem pobożnego oburzenia i błaganiem, by nie 

^ pozwolił przejść bezkarnie takiej zbrodni przeciw maje- 
statowi Boga. Myszkowski, jeden z Avysokicłi dostojni- 

p ków koronnycli protestanckiego wyznania, tak się obu- 
rzył na to sprawozdanie, iż nie mógł ukryć swego gnie- 
wu a tylko obecność króla powstrzymała go od zniewa- 
żenia prałata, którego oskarżeń niedorzeczność i bezbo- 
żność wykazał w przekonywającej mowie. Król oświad- 
czył, że nie wierzy takim bredniom i wysłał do starosty 
sochaczewskiego rozkaz uwolnienia uwięzionych. Pod- 
kanclerzy jednak podrobił rozporządzenie, przyczepiając 
doń pieczęć królewską bez wiedzy monarcliy, i wysłał 
je z rozkazem, by zawarty w niem wyrok został niezwło- 
cznie wykonany. Król, dowiedziawszy się o tem fałszer- 
stwie, natychmiast wyprawił gońca, by przeszkodzić speł- 
nieniu wyroku. Niestety, było już zapóźno, gdyż nie- 
słychany ten czyn został dokonany przed przybyciem 
posłańca królewskiego. 

Ten czyn okropny wzniecił w całej Polsce oburze- 
nie i powiększył nienawiść przeciw legatowi, a niechęć 
dla Ezymu wzmogła się w narodzie, gdy ten spostrzegł, 
czego się ma spodziewać, gdyby stronnictwo katolickie 
zgniotło swych przeciwników. Lipomani, stawszy się 
przedmiotem powszechnego wstrętu i nienawiści, opuścił 
kraj, ścigany złorzeczeniami narodu. 

Należy tu wspomnieć o usiłowaniach legata ku na- Wymiana li- 
wróceniu przywódcy stronnictwa protestanckiego, księcia^^ ilponSSm^ 
Mikołaja Radziwiłła Czarnego, który przez ścisłą swą ^ ^.^ai^y;"^"" 
przyjaźń z królem, wysokie stanowisko i bogactwa był 
w Polsce najbardziej wpływowym magnatem owego cza- 
su. Lipomani wystosował doń list, ^v którym udaje, że 
nie wierzy w herezję RadziAviłła, aczkolwiek tenże otwar- 
cie wyznawał zasady kościoła helweckiego. Przytoczy- 
wszy w owym liście wiele pogłosek o kacerstwie księ- 



— 190 — 

cia, legat zapytuje go, czy ma im dawać wiarę? „Po- 
wszechne pogłoski — pisze on — twierdzą, iż wojiewoda wi- 
leński opiekuje się wszelkiemi herezjami; że wszystkie 
niebezpieczne nowatorstwa gromadzą się pod jego opie- 
kę; że gdziekolwiek sięga jego władza, tam wznosi on 
bezbożne i świętokradzkie ołtarze w przeciwieństwie do 
ołtarza Bożego ; że ustanawia kazalnice błędu na prze- 
kór kazalnicom prawdy." Dalej zarzuca legat Radziwił- 
łowi wprowadzenie komunji pod dwiema postaciami, znie- 
sienie czci świętych i modłów za umarłych; a wymieni- 
niwszy wiele jeszcze innych oskarżeń, kończy następują- 
cem pochlebstwem, że gdyby Radziwiłł wyrzekł się ka- 
cerstwa i powrócił na łono kościoła katolickiego, byłby 
najdoskonalszym z ludzi, albowiem posiada wszelkie za- 
lety i cnoty, z wyjątkiem prawdziwej wiary! Radziwiłł 
odpowiedział na ten list w sposób gwałtowny, odpiera- 
jąc wszystkie jego zarzuty dowodzeniami przeplatanemi 
wyrazami głębokiej niechęci dla kościoła rzymskiego.*) 



*) Interesująca ta korespondencja opublikowana została po łacinie w Kró- 
lewcu w r. 1556 z przemową Wergerjusza. (Istnieje i polskie tłómaczenie kore- 
spondencji Radziwiłła z Lipomanim. Jest to jedna z najrzadszycti polskicłi ksią- 
żek: jedyny zachowany egzemplarz znajduje się w bibljotece synodu wileńskie- 
go. H. M.) 

IMikołaj Radziwiłł własnym kosztem wydał pierwszą I-5iblję w języku pol- 
skim w r. 1563, tak zwaną Biblję brzeską. Przedmowa jego do kró^a, której faksy-' 
mile podajemy tu w całości, jest tego rodzaju, tak pełna wiary ewangelickiej i głę- 
bokich pogląd(jw, że słusznie o niej 200 lat później mówi Ringeltaube, pastor 
ewangelicki: „Tak chyba rzadko który kanclerz mówił do swego króla!" 

Mikołaj Radziwiłł zmarł 28 maja 1565 r. i został pochowany w ufundowa- 
nym przez siebie zborze w Dubinkach. Żona jego, Elżbieta Szydłowiecka, zmarła 
1561 r. i pochowana w zl)orze w Żakiszkach. Z siedmiorga ich dzieci czterej sy- 
nowie i dwie córki po śmierci rodziców koło r. 1-570 przeszli na katolicyzm. Tyl- 
ko jedna, Anna Magdalena, żona Mikołaja Buczackiego, podkomorzego podolskiego, 
zmarła 1590 r., pozostała przy wyznaniu rodziców do śmierci. Są pewne ślady, iż 
w ostatnich latach życia Radziwiłł przechylał się do antitrynitarzy. 

Wobec znaczenia rodziny Radziwiłłów w dziejach polskiej rotormacji po- 
dajemy tu krótką taldicę genealogiczną potomków Krzysztofa Rudego, protoplasty 
Radziwiłłów protestanckich „na Rirżach i Dubinkacli" (potomstwo Radziwiłła 




Paksymile karty tytałowej Biblji Eadziwiłłowskiej. 




Paksymile przemowy Radziwiłła do króla. 

^otuiccftcmu/^nprtncf temu/ etc* ^anu (? ^^'tct>^icott)ictc* 
^$anua1pauu/33anu memu mitb^au)cmu etc^ 



^rtwfiitcpflp mCo'^U\x>p 6crolu ctc» 



^ć) 33an ^ocj t»f|ptfo t)o6rc fprau)utc/c|pnt/pba*- 

ie lu^jtam na 0xvittie : ^bowiem on u({ Trfscgd bobrci bo(Vonale»- 
po pocjatticm/ociym gbrit«£ Ea jtiylRrseeófliiJłtcgo jłanii dja* 
irolfirtjrt cilowuE poxrm«itn'KC5yć/t^eby bcilefo wicccy t£?flf5<i 
^rolcwfYnŁlTifopł: icfolUoUktrjeśfiflnffi/tafj^tcj ontmtcto 
'rjvfj/y}a t^o v fitbtc cncivfjro;timu^/i5to obtrufocc?*! prjey* 
r^cntcm 2«ojyni / y jcicitfo fis/ f bo rbey &oby ttwet/ jce JPnfjci ^trolewfi-a tJliIosY po 
pc50«3Eocl> fw/d> d)Tyaiet(nf c^/ n« tl>yd> jlawnrd) pnri)łTr«d) ot> mego icfl.^cokm /pomfl* 
jciTłcetu / y wjclfitił uiojit;m Piittcm / n wotjjcm łubu Bojego po|i<5tx)ioił/ń 50 tuola tego 
etfutha pcjej tbftE trule Iatt> Wofja i^foUtfjPa tłlilośi' flrtoritic tidb iwroby »(3fje» 
mi panuuf}. tłlicbjy Erl^orcmi bfbac i« tiOen 5 obywarbcloir tyct) fraiW cjnii ju tv 
tbym/ 5«m it(i aapt-job ci itabetrftytbFo PiJiiu 2&ogu potfitticn . ©byi on jbftivu« pob, 
panotpaiłiem ótric tobha?ym prjobf ow XX). 7^. tli. 'B^foloti'' pol(Vtdv y IPielf icb ^(la jat S:V 
tcrfihd)/ 'Dv>m a Kor)>JCC motc jrtCnftvcjćttT7o-J^iflflniut3!4cbf«fi«gc> odłcbośyl/y ftbcm" 
fprrtTOiwf y la jf dtrc fccct U?. K. Ml. Eu tn rtu/bobrobii«y(ltrcm t\>. i^. t1 f . STiccjnym raojyC 
muofrflst^: §« co t<t tcgoś,vi:7urE«BofVtiV mitosit"!/ cci mcbo(?oyntc/b'fli(cjesćyd>Wflli/2t 
lt?.2\. tn. mPo tego jiemff!ifririirn»ttiiio(lEoT»i/ btboc trt>ji£cj«ym pflmutnjfjcm na bobrO> 
biteyj^^ri W.l^.^.S^pWmcrmcydłwrtsrtTOfje&JKfł ciynif. 3 dłcac ntciafiercyfaFowcf 
incy wbJKcjnodc^ieTftflbectwo pcjebjjcjymolubjf iemi prjcawlP. 2t.fct7T.p«no fwcmn prjy 
robjiflłemn pof dsatf/wmyflilcm ro co v jlebu' in^m ja naytptttfja pocjtt ofir.ronrdc tt)»2^. tXI» 
fpcairuiac fit w tym T»«bk woley Bo jcv/ f r^T rotFrtjyiwf^y pojluficńllnio Fu fobie/y wypI4cc> 
mebattie^Bogn poanimcy/tesbrugie po(7Hf5cri)ia'o scIynCjcm prjytajkil ot>b«Wfl<'vc5,(boiJ» 
prjcfojonYm/f toreon na tym tbo ótricdtc po|fnmiV wtt>k wiecjitcgo fo-cgo pojfcbhf racjyt* 
2tgbyicmTV'pi0mł«d>b!l^<>t'«v^/ocjmatot»nicbcjyr«iac/tnfO6n'iccfKgo|l<tnncjlowieEttfl* 
lrt;i o tym jmtanff /tj ja c jciju ptolomcfl iEgiptfFKgo 'Ktola Demctryu^s^olcccus. ja^rty tt7w 
bcjfc/ cci 23ógvi pratfbiiwego nte jnfll / rabjil mu / abr iv (0«cEi itjyC jafoH Sojy byf 
prjttloionforjtcm a|tflrb«mfrolcai(ł"tm. "Ja tb«bvvbatif3y fiftymflttbjmjpoboincy yjwtscf 
ifo?otcy/5 m'ev mdutnoa^i/ttorcy jre-olcy 23ojcy 0. 5 poc je iwcgo nabyiia prjobfon', myd)/ y j lat 
ifTjlP.^.ttT.Bu mttterjyt»Am/tymje fwym wlrtfoym bob«m 4 o«f lobem moim rcjynilnri 
rjeć i taEowa/o f torty mam tt nabiteu / ob v»fj«d) !i^r jcoiio ń(Tidł Uibjt by^ gobua pochwały/ 
.tnubjy nacob0Jovincnfh'ego itsyta pob Cytulcm o im«€ni«inlP.2v.tt7.*jT'"'"l^'" SroUt»» 
.;(ftm/f asatcm n7vbfi(f/ Co ie(l/tf ewuta Uf cv<ł/^fifgi Bibluy/jaf on płern^fjy prJT''*'^'' "^'^ ^ 
jcgo/taf jey <Cc|lam«ntnon»y Ji£t»cinuli« pana J^cyfłufotrt/tłapolf^a monjfbatufjy prjdo^ 
i^/bocjegop.łnBogpobpomoc d pofjcjcs^tc mi tPteyfptósfłe rac jyt/f torą ittc|Fu7apnKtit 
jdclynal/ rtnim tego pr5cb(in\^jtc('ta jwcgo tylfofwym wU-irnym jbantcni cirnil/ •21I« 5a (pole* 
cii»7m5ejwolcrticiimfjrtfid>^06Viofow<i5boi-Ott?iP,r}e9^tV;r1tftA/rc'pńri(łtradłlX>.lV.tn^ 
tftCtf Koronie tafoy w:Rrtf(la'i< wcbU (^c^rcgo fłotpa BojcflO rojmito^onrcb/ f rorjy ?po» 
fitjob jiebif jgobuie obrntrfjy Inbit' trtf^we/ tafie twUpity a oamwa jnicy fr> tb*SO vmui«n«/ 

q 0«bC 



gobrte/ <J (toiclcnt hti rójumkli v jiKJIi/tCofjc oiiym M woim iabonicm yltiiU d pdrtcj;Ii M/ 

c^igomu/ewJOtKncjłpanBog/joownojwłcJ^acbu^iatriOiic^pcrpnaf. (Saj^^JftT^b* 

»»t<Uo<>|pcfltt'i«/trcbOc>brrd)flcnTd)lu&)it>tnieitniO0<?/«'iara/yptIiiopć/tflf pobojniy prfi> 

cey td> iflwnu^ofr^ icfł fit pof .ajola/trc jym flowy blugicmi laUcac onyd) niccbcf/jnccjnie le 

5flUc<ł0tvutobhwcid>|łarflni«r fajnego n?Krt«jio/fl tym tructy rtt?. [R.tlT.ftoregoPftit 

3&«g tojumcm a wuUim rojfoof irm wcwfsytfiin cbOariyC «(l lacjyl. 21 tb<i^ wfoin pomu'/ 

jiłl utjysfjr? po6 d)trfllcbnyni ifnKniemn?.^.tT?.ro|ł«5rtxrrjytl)enrp(MłiincC tt^ytrnfoticflć/ 

It?. R. tlT.fwemu mitowlurtniu prjyroSjonennt point too lificaryty tD. ^. tli. t)acmJ/ 

ttorowiotiwieUoby^.trfjofoinicprjcropotjou Domcyry £^jfgi/oby (]« idjwfitfsypocicr rt 

lujbó w Stbltoucc IX>. "Bs.' ITI. prsyc jy rtilfl/ a poryro tylfo liby ro tr jaWAróit miAfo U jc(/ 3t le 

łsby o&UP.^- IT?- prjO&Eiem famcgo/y ob Uibii luroooir i^riciiiańffidf / ftorep"" ^Dog 

pob ref a tP. ?» . IH. imc<' raciy/ rftaroic jiiu a cjffto tcsf o fprawa 33oia/ jrt Etbora wfjytto na 

6V»tccitn«U5y/bvtfl pcj<c,7taiia : 23o jtao priypotrjy fitpfłctrey fajoy rctrnt fcciotri/f » £ro'/ 

remu prje jbnTVicm< ncfjc wutinc fitbic y jytrotv nafje piowabjić mamy . 2( potykn te j w rf.m 

ftpiery m pismu/y to tpfjclflti fiiin nayo|ie a obiic jy/ y nancjr fii tego/poc jawfjy ot) pcnó/ tav 

toonporjattmc ^Jecipofpolitafprou^on^a^ina j tiar:)^rtvfi ypoijbani triaficl)obycjfliod> a 

poftfpfod) pr jy|1oynyd) pi-5f('itr Sogii y pi'j;cloio>tiym |w y/n jojlatroćmfittt. (Sojie ofobl'^'" ^ 

toTt>. ^y.J^T.J^^i^rynłyifcjlin^trpcofu/ mccbficy pccbrkc rfju fw^d) ^roUrp|łicli t»£o'/ 

n"7inluDJiam/ f torjy ft^myd) nrlfo 5oc jc6nyd)fu7d) trc jaroa-" jlrjcgcc/ jrt5broef« tey jnae j'/ 

iiievirtrflia/anAlepff;cgorcg6f}<i.'?fio wfjcmirobcc vpot«m ftrym ntcjycja: Slbyay 1P«A' 

tri. r<'>"ViMimicliroc;ytdcvanvm(]f('wiciy^/cjcgotvr5ytFimt)r<łofi(gntfiiirttroUftT»#«'łC 

Cirtcgo ufł porcjebo. 2ibomem icfli obicrnicfim boiym chcemy wicrjyc/ icto j (l"t5'"^ mflm;? 
im tviar< b>ł^/rct)y gobii fit rrfjcm n^arjlarom iient|Ttm/aby Cit im te" mit nie jcbrcnwi ^<>vou-. 
botvflć/o ciym fit rano y w icciorfaj&y baGac m.i. 230C ic^cit go-it'muc u^jytf im bo pratcicc 
23o}cv/ ti^E rei jafit/cjego nas panie 550,^ rdiowrty/ywUnJo. Pf5efo^' wfjcymcypotorjc 
pob&rtrtcylP-^-tn.ponara^egoprscumu^JioifprofjfynJpcminam^abyśtymiflott^^mo 
i<mt/y te rprjcyma jaolm^oefiagac&iicnieratjrl/pamitrajaceótllt&rj^c iiapifal: poboba? 
ia.{K ikrclom rjła (VraTrie&Ip.ve/y piat\'bf moi\-'iaf egd miltiia. ^ c^wifoiiti je fnat>jtoter<i5 
PanBog cjmić racjy/iafo won C5aot>>iala!/gt)y rarjac lnt> fvrov pcje jtosif y ntetx7t>iifCJ5' 
H08<^/0GialbyI jpoer50&faid)5rtfonrrPoy/Frory potym ai ^a 305yaf!,a oncgo t>ob«go 2Ńtola 
cf«5fll na ia?lntcprjcjrtcei£lcvaf3a paplane yRafciia^anclcrjaiego.Cotijtsitafon^mc' 

je f fjtaltem fam pan Sog pobitOjnrfjy Eteni u mou jlr.ran rc/ Do rcE tf. R. tli. to prawo fo?0'/ 
u pc»o«tra(' cacir. (Cicgo ta rpcjeymcm fcrcem YO. T\'tXi. 'yfcj(/ abyś naflot>mac prjyfli^&ił 
tegotaCfir.'ittcgo Jvroro/na3rcrcp6bt>aiu&orbrtToroieóć/iiapcmina('/y rcjycracjtl-śeby'/ 
finy fit v|łan7icjnte chwalebnym jafonrml3ornm/ Etery ob niemałego cjafu barjo miebjyiicł? 
inisanictobany by(/matac go tuj teras pr5ebocjv'ma/onvmfpratroTvaIi/bcn'ilt/y^vrtcjylifi« 
lunun. ©fajnie tylEolX>.;i^.inrfamemuf;_cif6<:icfifb(tiiic/ale y nam a^fiiy tf im po^ rofłfl> 
Sowanicni twym / gor patrjac nalP. 2\.t7?~oG bitbow wFo^jnól tvnicfionyd>/bo}5oga a 
©t-capahdnafsegojnnfa jkryjliira/jewfjyrheybiirse nafjieyr&amyynaitTOfimrfif/cbown 
iac łegoGyna flwuta j£wanieha7iak>rmv na to fu obo«Jiajani .2t w«&le tcy i£wftirrcliey pt je5 
jbawióelanafjcgonampo^aiity/tatienani: 2(po(lcl|Vidv yC?rtmoiitytaEovpyd)btt>iłe'^ *•> 
jywac/iaficbtooboicpifmonasrci^. nacOiVj|i«vt?|>ycfimpilno ogU&gc nalcjy/ale itCidc 
batj^cy VV. "h.t^l. gbvj &o rrtó vi'f5cd) pobojiiyd) i^roloa^ braciey fwey on btogofti^^jony 
2\rol D«iv;& Prorof y 2lrfiiła 23oir rpomtitaiue trim jlowy cj^m 1 11 «i ter 1^5 2^rotort7Ie ro* 
jiimityfic/ ftvi(i<fic f\( ftborsffa&jióe jtemu. Scci icfliic/cjego panic ^ojenicb.iy/fWO 
&J«fitt)lnievja aTriarem/ntcbacjacomrlnOńCiicgo. UEaiac fit leffcjc laEicyobln^r a imna/ 
pof&jieiii brtley vr tenje bfa&/Eroty trcblc tJanulotrcgo proioctwa tbcn ntcfromtejhtfey rcOA'f 
r^y J^fifi^K5ym(łicy25ojntcc Jjalnj.in/jruf^yf i«l błió lawny pofoi»KrfieeciaiifTicgo/roj> 
fi<TracłfttFolu/EtorfwfTV«yjaroJl'i^ey ^'ł"nicyboynierorploGjiifbo>Jarno/iaEo nMafny a 
praro&jiwy 2(ntyEry|ł/ ja Etocym taEowym lafjc jorcjcgo robjain prietrobniEiemflepym/ufli 
by«^ fielP. J^.ni.tx'bAtral aj 00 Eoiicn/y nac lut* wierny £«oi7 ja foba te jprowct)iiVby9 (ł)('ial/ 
bypanJJog fela obrjuceniapraa^oyfwcy/iiianteftorjycbcac prawie mice wyturoconcyjni^ 
fjc joitft natufjtm iego ónciitc. 25ofł*i cbwalt/nao ja to j IPcfja K. tH. wf;yrFicb/ij-a«<rromO» 
ctinc/ vpat>et"/y na poMo3C/a na jlamanic wiecine/Etotc fif lu j poc3t^iv iiic(lcryrj/micb?y na> 
inijacjynrt/prjtOociyma inyd)iłarot)Ot»/iafo prjeMymjcŚcccyaoU balrrochwalilwa V'/ 
ciynil/ w tjtcjacbpofpolitYd) nafjyd> nteyb/iafaj / apotym y ob wiecjncgo fwego nieeinicr? 
celiugowefda/fforc nam prje} ict>ynego@yni(jy«go obieca! bac/nieobraiif /ynicjamfnfit 

twn;bocbwaUbnyd7pr}ybfti;Vw(\»y(^/wbprj«fccnymisl«P«smitiiuiv?r,anfcrr«5«w^ 

•iicd)«(5C 

Zarys dziejów icformacji. Tom I. 



;łi»br<4nym«(5f<jry SflbilońfłUy/sonymfwymfpratrublinjym. aUbflticojlT<jf5liwYtno fco^ 
gimt»irtOfi«n»/obftOK0o2lp«lfócyrtn«gt)iKynłtpoyb;te.2(bOT»iem pcieo iitni bcjywfjeWEt 
ii«mfV« tfcjab/y tai&ynrtytrirtf?yyrtaymo>niev|"5T wcokttgo0wifltfltnau|łrtt. tPcjymd^^ 
iO.^. tli. y n«0 wj^jytf id) Pan ]6(>g pojłtjt^/rcbowflc/y wre ja obrony fwojcy bobcoUiwcy 
jńlo jy<? cflc jyf/4 cflle fu jbatricHiił ja tym to fjc jy tent ftx70tm jdc^owiil/lu f tojcmu W . K. tTT. 
ndflflbuiac mobhtx»y a poCocy ^tola majtajTe y rflairtcjnie ptjes trfjytf t toni ftpoic vp«bfl// 
iac na Mana w feccufwoim J^coUnjfTim proefai gorąca c jyrti<f rflcj/ 5at>fliac oOniego w^nW/ 
Sit0obd<i<8nf0oy wiecinegobobra. StpanBogftocy prjejujyClubjfi tumttonttbsiufYuo// 
im t»yflOT»ion by<! nu moje/ t^af im XX>» ti, tH. nci rr j«b jie d (tolicy twey poawjtconey 'S<.t09 
Ummitf btbiie/tflfoottybobirca>5yt}dPTOiey T»Rcjes<:i«in(łt»iejRtolemi<łl: ©rt;mvfl na// 
trfjemtofłropny/ytrpijjejaEonfwoywfetcetD.R.tn.po&diacnóCdj&acbwiurftbfwoy/y 
fptflWieblnuoecTwoitlP. ]^.tn.i«Eofynot»i]^roUi(»(licmu.tt? cjym abyś V0. K. tTi.y |po 
ro y trwale j tCalentu fobie ob niego jle conego flufjna jotcfje lic jbc bawał/ teby y sibrowic m 
bobrfmtX?.J^.tn.po9iIi/tcjbfbjieracjyljwy^it(ltvoiiobniept5yiacicły Dac/ y roimitośy ó» 
? iNtoloi^fltnal jonIlalD. ^. tn. mila/ 5 tdt O^wnego TO KrjesciaHfłirie narobił corl'o/« n«e 
oftfltotrt«8(ictotami/botovniegovrfjyttoypobobnoytacrt0. 3bowicm on fam te|} fio^ a 
Panwiecinty madcoe^i/mocy/ y bobro^t fpolnie 5 @ynem ftroim v j©ud)cm owif ry m/ fioty 
rof^ytfo tł)0 co Eu bobrey fprdTX7ie Rtolct»(?iey oalc jy/ lato ;ai»f?e mihuacym (i»bic oairać 
3WTn/fj<Jobt5epP.&.til.ttdbd(' bcbi«e racjyf. Cjego ia rJO.^R.tn.fnJontt WilOetitwenm 
p<inu/9npidbcjaconvmfamrm/gbyjfercemoieiemuiviabomei((l/tvicrntc$yc;(/y ł* to u* 
gOttffoCiegotndieflotu niegobnie iatogtjcfjny cjtot»it£ dntbjnyrobatprofiC/oby to trfjy/ 
itojyśfif/ypotymblugo tego pofłrjeglnabtb.l^.in.pomajańcemfnjoini etc. 
^anwtPtlnictniefiacatDrsesntdbjietrutnaflegobnia. 3^o£u óbndrobscniaGyito Ibckł 
00/ Cy|iacnego/pt(rf(tntgó/ fscścbjiefiatego tr jecicgo. 



XUi(ifm<yf)(0o tnatcjłattt tt).!&.tn. 



SyciUwy 0iti«bn<f/p<>flt»rjfly 



t1Til«l4y)^4ei^«^c(ccC» 



— 195 — 

Zamiast tedy naprawić sprawQ katolicyzmu, synod 
łowicki raczej zaszkodził jej, wykazując słabość duclio- 
wieństwa katolickiego a spełnieniem wjToku na żydacli 
i Łażęckiej dowodząc, jakiem byłoby jego postępowanie 
w razie otrzymania w Polsce przewagi. Stronnictwo pro- 
testanckie, stając się z każdym dniem mężniejsze, doszło 
do tego, iż na sejmie w Piotrkowie 1559 r. spróbowało 
pozbawić l)iskupów godności senatorskiej ze względu 
na składaną przez nich papieżowi przysięgę wierności, 
której treść sprzeczna była z i cli obowiązkami dla oj- 
czyzny. Ossoliński, który postawił powyższy wniosek, 
przeczytał publicznie rotę owej przysięgi, wykazując nie- 
bezpieczne jej dążności w stosunku do spraw państwa, 
i na zakończenie rzekł, iż biskupi, spełniając włożone 
na nich przez tę przysięgę obowiązki, stają się zdrajca- 
mi kraju, nie zaś jego opiekunami. Wniosek ten nie zo- 
stał przyjęty, prawdopodobnie dlatego, iż spodziewano 
się niebawem ogólnej naprawy kościoła. Dla przyśpie- 
szenia jej sejm z r. 1563 uchwalił, aby zebrał się synod 
powszechny, na którym wszystkie stronnictwa religijne 
miały mieć przedstawicieli swoich. Pomimo jednak że 
iircybiskup Uchański bardzo tę myśl popierał, zwołanie 



Czarnego „na Nieświeża i Ołyce," brata stryjecznego Rudego, przyjęło katolicyzm, 
jak to wyżej wspomniano). 

« Mikołaj Rady, wojewoda wileński, łietman wielki 

i litewski f 158i. 

I — ;^ — •Mikołaj, wojewoda nowogrodz- 

• Krzysztof Piorun, wojewoda wileński, hetman wiel- l^j . jggg 

_kijitewski t 1603. , jgj.2y^ kasztelan trocki 



• Krzysztof, wojewoda wi- Janusz, kasztelan | 161.3. 

I leński, hetman wielki i wileński f 1620. 



litewski f 1640. 
Janusz, wojewoda wileń- • Bogusław, koniuszy li- 
ski, hetman wielki lite- 
wski -}- 1655. 



tewski -J- 1669, żouaty 
z córką Janusza, hetra. 
* Ludwika Karolina, 
księżna nejburska. 
"Wszyscy wsporanieni Radziwiłłowie pomarli w wyznaniu protestanckiem. H. M 



— 196 — 

iTonimendom takiego syiioclu zostało odroczone przez machinacje pa- 

''z^w-^ołaniu^ pieskiego legata Kommendoniego, a jeszcze bardziej 

pynodu pi^zez panujące miedzy stronnictwami protestanckiemi nie- 

narodowego. r r- j ^ ^ j ^ r 

Zgody, które przyniosły wielką szkodę sprawie reformacji. 
Podczas wyżej wspomnianych usiłowań naprawy 
kościoła w Polsce przez zwołanie synodu powszechnego, 
sobór trydencki zakończył swe prace- Wiadomo, iż, po- 
mimo mianowania się soborem powszechnym, składał się 
on wyłącznie z przedstawicieli stronnictwa rzymsko-ka- 
tolickiego, a usiłowania kilku osób, by przeprowadzić 
niektóre rzeczywiste reformy, nie powiodły się wobee 
przeważających wpływów Ezymu. 
Polska nie Mówiliśmy już o tem, iż Polska zamierzała wysłać 

wsoborS^y^^^^ ten sobór swych przedstawicieli, co jednak z powo- 
denckim ^n niesprzyiaiących temu okoliczności nie doszło do 

1 sprzeciwia i. j j o <■ ^ 

siępostano- skutku ; można więc twierdzić, iż sobór trydencki po- 
goź. został dla Polski całkiem obcy, gdyż nawet stronnictwo 
katolickie naszego kraju nie miało na nim swego przed- 
stawicielstwa. Biskupi polscy, zajęci obroną swych dje- 
cezyj przeciw napaściom protestantyzmu, nie śmieli wy- 
dalić się z kraju i prosili o pozwolenie głosowania na 
soborze przez zastępców; lecz papież odmówił ich pro- 
śbie. Miał on ku temu ważne przyczyny, gdyż, jeżeli- 
by dozwolił biskupom głosowania przez zastępców, ci, 
należąc do rozmaitych narodowości, otrzymaliby prze- 
wagę nad obecnymi na soborze prałatami włoskimi, 
a w takim razie stolica rzymska zostałaby narażona na 
następstwa podobne do tych, jakich doznała na sobo- 
rach kostnickim i bazylejskim, a których usihiie pra- 
gnęła uniknąć. Nieobecność prałatów polskich na so- 
borze w Trydencie zaniepokoiła kurję rzymską, która wy- 
mogła na królu wysłanie tamże Herburta, biskupa prze- 
myskiego, jako posła na sobór. Biskup ten wy- 
chwalał na jednem ze zgromadzeń gorącemi słowy bo- 
gobojność i prawowierność swego monarchy, Wszelar 



— 197 — 

koż, nie posiadając od swego sejmu upoważnienia do 
reprezentowania go na soborze, był tylko osobistym po- 
słem swego króla, co stwierdza uczony dziejopis soboru 
trydenckiego, robiąc uwagę, że Polska nie miała na 
tern zgromadzeniu swego przedsta.wiciela. 

Kommendoni przywiózł ustawy soboru trydenckie- 
go do Polski i starał sie o przyjęcie ich przez sejm 
w Parczowie w r. 1564. Wobec zgromadzonego senatu 
zwrócił się do króla, zachwalając w długiej przemowie 
religję rzymsko-katolicką i sobór trydencki a potępiając 
nowatorstwa religijne. Arcybiskup Uchański w mowie 
swej pełnej pochwał dla papieża i ojców soboru, radził, 
aby przywiezioną przez legata rzymskiego księgę uchwał 
grzecznie przyjąć, nie dając przecież żadnej stanowczej 
odpowiedzi, dopóki król i jego rada nie przeczytają i nie 
rozważą jej treści. Nastąpiła więc ożj' wioną w tym 
przedmiocie rozprawa, która jednak wkrótce została prze- 
rwana, nie doprowadziwszy do żadnych stanowczych wnio- 
sków; kanclerz tylko uwiadomił legata, iż wspomniane 
wyżej postanowienia soboru zostały ki'ólowi doręczone 
i że tenże podda się ich wyrokom. Senat wszakże nie 
uchwalił przj^jęcia ustaw trydenckich a izbie posłów 
nie zostały one nawet nigdy przedstawione. Duchowień- 
stwo katolickie przyjęło ustawy powyższe z niektóremi 
ograniczeniami tegoż samego roku 1564, a już w r. 1578, 
na synodzie w Piotrkowie, toż samo duchowieństwo 
poddało się im bezwarunkowo. Sejm jednak nie przy- 
jął ich nigdy, pomimo usiłowań czynionych w tym kie- 
runku przez stronnictwo prawowiernych katolików za pa- 
nowania Zygnmnta III i Jana Sobieskiego, aczkolwiek 
w owym czasie rzymski katolicyzm odniósł już był zu- 
pełne nad protestantyzmem zwycięstwo. 



— 198 



ROZDZIAŁ Vn. 



Dalszy ciąg walki protestantyzmu z katolicyzmem i wzrastające 
krzewienie się reformacji w różnych częściach Polski. 

Sjiiod kato- Duchowieństwo rzymsko-katolickie spostrzegało wy- 

|.j^^^,jg°^^' raźnie szybki i powszechny upadek swego wpływu, 
a zwołany do Piotrkowa synod położenie to uwydatnił 
jeszcze bardziej. Stwierdzając opieszałość duchownych, 
* postanowiono na synodzie tym zapewnić sobie obecność 
ich na przyszłych synodach za pomocą nakładania kar 
pieniężnych na chcących się uwolnić od obowiązku 
uczestnictwa.*) Na wymienionym synodzie wzbroniono 
używania w szkołach książek, wypowiadających dążno- 
ści nowatorskie, a polecono autorów starożytnych, prze- 
kładając pogaństwo nad herezję. Postanowiono też żą- 
dać od króla wydania rozkazu, wzbraniającego księga- 
rzom sprzedam, anią dzieł heretyckich. Toż samo ducho- 
wieństwo wymogło natręctwem swem na królu niektóre 
rozporządzenia względem nowatorstw religijnych, będą- 
ce raczej upomnieniem niż wyrokiem, albowiem potępia- 
ły herezję bez Avymierzenia jakiejbądź na niej kary. 

Najbardziej godne uwagi z postanowień w sprawach 
religijnych było prawo, za wspólnem usiłowaniem prze- 
ciwnych stronnictw wydane r. 1564 na sejmie w Parczo- 
wie, tyczące się nauki arjanów czyli antitiynitarzy, któ- 
rą w tym czasie zaczął rozpowszechniać kościół tak zwa- 
nych minorytów, czyli anabaptystów pińczowskich. Do- 
wodząc wyższości Boga Ojca nad Synem, torow^ali oni 
drogę zupełnemu zaprzeczeniu bóstwa Chrystusowego. 
Zasady te obudziły niechęć wszystkich stronnictw reli- 
gijnych a trzy ewangelickie wyznania w Polsce: hel- 
weckie, luterskie i czeskie, zamierzające połączyć się 
z sobą, wyrzekły si(; wszelkiej z pińczowianami wspól- 



*) Arcybiskup, w razie nieprzybycia, miał płacić karę 100 dukatów, a bi- 
skupi po 60. 



— 199 — 

ności. Kommendoni i Hozjusz starali się skorzystać z tej 
okoliczności, by przedstawić królowi potrzebę prawa, 
skazującego na \vy gnanie z Polski wszystkich księży nie- 
zatwierdzonycli przez stolicę rzymską ; ale przekonawszy 
się o niemożności ustanowienia takiego prawa, zażądali 
od króla rozkazu wypędzenia wszystkich duchownych 
ewangelickich obcego pochodzenia. Lecz i to im się nie 
powiodło; natomiast arcybiskup Uchański i kilku sena- Obcokrajowi 
torów, należących bądź do helweckiego bądź do czeski e-ar'|aScyotezy. 
go kościoła uzyskało swym wpływem od króla rozkaz, ^^"J^ rozkaz 

"^ -li- T opuszczenia 

skazujący na wygnanie tych księży cudzoziemskich, któ- Polski. 
rzy nie uznawali tajemnicy Trójcy Świętej: zmuszeni byli 
oni opuścić Polskę w trzy dni po św. Michale. Aczkolwiek 
rozkaz ten dotyczył wyłącznie antitrynitarzy, Hozjusz Hozjusz da- 
starał się rozciągnąć go także do braci czeskich, uważa- wS^rozpoSą^ 
iącichza cudzoziemców a zatem podlee-aiących wspomnia- 'lżenie to za- 

J' lojij r stosować do 

nemu wyrokowi, jakkolwiek dalekimi byli oni od zaprze- braci czeskich, 
czaniadógmatu Trójcy S-tej. Kościelecki, kasztelan poznań- 
ski a gorliwy katolik, za namową Hozjusza, stosując wy- 
krętnie ten rozkaz, począł zmuszać braci czeskich do 
opuszczenia Polski; lecz Jakób Ostroróg, Rafał Leszczyń- 
ski i Wawrzyniec, biskup zborów czeskich, dowiedli 
ki'ólowi, że rozporządzenie to nie da się do nich za- 
stosować, a na poparcie swoich twierdzeń przedstawili 
obronę swej wiary. Król przyjął te uwagi uprzejmie, 
oświadczając, iż wyznanie braci czeskich w niczem nie 
sprzeciwia się prawdziwemu chrześcijaństwu, wskutek 
czego wydał rozkaz 1564 r., wzbraniający prześladowa- 
nia cudzoziemców, Avyznających wiarę czeską. Takie za- 
stosowanie owego rozporządzenia nie podobało się Ho- 
zjuszowi, który też czynił gorzkie wymówki prymasoAvi 
Uchańskiemu za zajęte przezeń w tej sprawie stanowi- 
sko, utrzymując, że należy prześladować i niszczyć wszy- 
stkich kacerzy, gdyż wygnanie li tylko przeciwników 
Trójcy Św. mogło być uważane niejako za uznanie in- 



— 200 — 

nycli herezyj. Jeżeli niepodobna wygnać wszystkich ka- 
cerzy, to już lepiej zostawić wszystkich, by sie wzaje- 
mnie niszczyli swemi niezgodami, gdyż wojna pomiędzy 
heretykami przynosi spokój kościołowi katolickiemu. 
Wyrok ów, za- Jedyną ofiarą tego wyroku był sławny włoch Ochi- 
włocha^Ocbi" no. Przybywszy do Polski av maju 1564 r., został ser- 
dX'^szczeui'a^^^c^^i^ie przyjęty przez tych, którzy podzielali jego reli- 
Poiski, gijne przekonania. Zabawił on czas pewien w Krako- 
wie, gdzie miewał kazania w rodowitej swej mowie wo- 
bec zgromadzenia składającego się z włochów i polaków. 
Brał też czynny udział w synodzie antitrynitarzy. Kar- 
dynał Boromeusz napisał z rozkazu papieża do Rozju- 
sza i Kommendoniego, aby postarali się wygnać Ochi- 
na z Polski ; a w tymże samym czasie Beza napisał hst 
podobnej treści do wyznawców kościoła helweckiego. 
Ochino zatem zmuszony był opuścić Polskę i schronił 
się na Morawy, gdzie niebawem zakończył długie i nie- 
spokojne życie. 
Duchowień- Duchowieństwo katolickie, straciwszy nadzieję szko- 

ckie nadare- dzenia szlachcie protestanckiej, obrało sobie inne pole 
prześladować^^ Avalczenia zherezją: postanowiło skorzystać z tego, 
mieszczan po- 7^ f, mieszkaiK^y miast nie cieszyli się opieką przywilejów, 
jakie przysługiwały szlachcie, ani też byli włączeni pod 
prawo dające każdemu szlachetnie urodzonemu polako- 
wi swobodę zaprowadzania w swoim domu form chrze- 
ścijańskiego nabożeństwa według osobistych przekonań. 
Najdogodniejsze pole do próby prześladowania ewange- 
lików przedstawiał wówczas Poznań, wielu bowiem je- 
go obywateli otwarcie wyznawało luteranizm lub zasa- 
dy braci czeskich. Kościelecki, kasztelan poznański, 
i, jak się już rzekło, gorliwy katolik, zawsze był skłon- 
ny do popierania wszelkich usiłowań zdążających do 
prześladowania przeciwników papiestwa; a Czarnkowski, 
biskup poznański, człowiek przezorny, nie mając odwagi 
otwartego rozpoczęcia prześladowania, potajemnie do nie- 



— 201 — 

i;o zachęcał. Śmielszy •odeń Paweł Sarbin, dominilcanin 
i inkwizytor djecezji poznańskiej, wezwał przed sąd du- 
chowny mieszczanina Grzegorza Grycera, obwiniając go 
o wystąpienie z kościoła katolickiego i przyjęcie łiere- 
/ji czeskiej lub pikardyjskiej. Zarzucał mu dalej, że 
otworzył dom 8W(')j bezbożnym zgromadzeniom, na któ- 
rych udzielana była komunja pod dwiema postaciami, 
i że wychowanie swych dzieci powierzył Janowi Roki- 
cie, duchownemu czeskiemu. Grycer nie zaprzeczał pra- 
wdzie tych oskarżeń, żądał tylko odroczenia sądu. Jedno- 
cześnie, na podstawie takichże samych obwinień, we- 
zwał inkwizj^tor dwóch innych obywateli poznańskich, 
Jakóba, aptekarza, i Serafina, krawca, którzy jednak nie 
zwrócili żadnej na to wezwanie uwagi. Urzędnicy mia- 
sta uwięzili, pod wpływem ducliowieństwa, tych ludzi, 
któr3'^ch koniec byłby niezawodnie smutny, gdyby roz- 
])Oczęte przeciw nim śledztwo nie zostało przerwane 
przez magnatów protestanckich: Górkę, wojewodę po- 
znańskiego, i Jakóba Ostroroga, którzy, wtargnąwszy do 
nuasta na czele licznego pocztu uzbrojonych szlache- 
ckich swych współwyznawców, przemocą otworzyli wię- 
zienie, uwalniając prześladowanych, których, dzięki tak 
potężnej opiece, zaprzestano odtąd niepokoić za ich re- 
ligijne przekonania. Biskup, widząc, iż otwarcie nie 
zdoła wywrzeć swej zemsty na ludzie miejskim, wezwał 
przed sąd ducłiowny, otworzony we własnym majątku, 
Książu, Pawła, organistę, obwiniając go o herezję. Ten- 
że nie zapierał się zupełnie i przyrzekł dowieść słuszno- 
ści swych przekonań. Wszelako obrona tego rodzaju 
niewieleby mu pomogła, gdyby nie znalazł skuteczniej- 
szej. Jakoż i tym razem magnaci protestanccy, miano- 
wicie: Jan Tomicki, kasztelan z Rogoźna, Jakób Ostro- 
róg i Rafał Leszczyński, na czele stu uzbrojonych dwo- 
rzan towarzyszyli Pawłowi przed sąd duchowny. Bi- 
skup, dowiedziawszy się o tem, nie czekając na ukaza- 



— 202 — /' 

nie się oskarżonego, wydał nań zaoczny wyrok śmierci. 
A gdy wyżej wymienieni panowie stanęli przed bisku- 
pem, oświadczył im, że przybywają zapóźno, bo spra- 
wa skończona, dodając, iż nie powinni się do niej wtrą- 
cać, ponieważ nie tyczy się ona szlacticica, tylko czło- 
wieka nie posiadającego ich przywilejów. Na to odpo- 
wiedział Ostroróg, iż, gdyby pozwolili skrzywdzić z po- 
wodu przekonań religijnych jednego choćby człowieka, 
najniższego nawet pochodzenia, to samo mogłoby się 
przytrafić wkrótce i największym magnatom królestwa! 
Uwolniono tedy Pawła, który wrócił do Poznania, gdzie 
spróbowawszy potem raz jeszcze mu dokuczyć, ducho- 
wieństwo zostawiło go nareszcie w spokoju. 

Osłabienie powagi Rzymu oraz lekceważenie i po- 
gardę, w jaką popadła w Polsce, najjaskrawiej uwy- 
datnia zdarzenie, jakie zaszło w 1564 r. w Lublinie. 

ptwinowski Erazm Otwinowski, *) znany później zwolennik antitry- 
^^śwSzT"'' nitarzy i kierownik sławnej ich szkoły w Rakowie, prze- 

obrządek ko- ]^Qj^3^^g7y księdza katolickiego o niedorzeczności wierze- 

scioła katoli- _ j >■ ^ ... 

ckiegopodczasnia W dogmat przemiany ciała i krwi Chrystusa w eu- 

procesjiwLu- , ... , , j . i • i .... 

blinie, charystji, wymogi na tymże księdzu przyrzeczenie, iz ni- 
gdy nie będzie wystawiał hostji ku czci ze strony zebrane- 
. go ludu. Ksiądz wszelako nie dotrzymał obietnicy i, pod- 
czas uroczystej procesji po ulicach Lublina, szedł na jej 
czele, niosąc hostję. Otwinowski zatrzymał go wówczas, 
śród licznego tłumu ludu głośne czyniąc mu wymówki 
za spełnianie obrządku, którego niedorzeczność sam 
uznał; poczem zażądał, by ksiądz odmówił ,, Ojcze nasz." 
A gdy duchowny rzekł: ,, Ojcze nasz, któryś jest w nie- 
bie," Otwinowski zawołał: ,,Bóg jest w niebie, a nie 



*) Tenżo Erazm Otwinowski znany jest w literaturze polskiej jako tió- 
niacz metamorfoz Owidjusza i jako autor kilku poematów. Trzotlómaczył też na 
język polski wierszem wszystkie podobieństwa Zbawiciela. Wraz z ośmioma bra- 
ćmi swymi przeszedł na socynianizm i umarł w r. 1607, mając lat i)0. 



— 203 — 

w chlebie!" i to mówiąc, wyrwał z rąk księdza puszkę 
zawierającą poświęcone opłatki, rzucił ją na ziemię i po- 
deptał nogami. Zebrany lud szemrał na to świętokradz- 
two, lecz nie popełnił żadnego na Otwinowskim gwał- 
tu. Ksiądz posłał po siłę zbrojną, kt(3raby Otwino- 
wskiego uwięziła, lecz ten scłironił się tymczasem do 
domu szlaclicica protestanckiego Suchodolskiego. Zu- 
chwalstwo tego czynu, zasługujące niezaprzeczenie na 
surową karę, da się chyba wytłómaczyć zapamiętałą gor- 
hwością Otwinowskiego, który, bądź co bądź, narażał swe 
życie, występując w podobny sposób przeciwko temu, co 
uważał za bezbożne bałwochwalstwo, a czem wywołał 
oczywiście wielkie śród katolików oburzenie. Ale też 
czynem swym zachwiał wiarę w przemianę przy sakra- 
mencie, gdyż żaden znak z nieba nie nastąpił, aby uka- 
rać tak zuchwałe sponiewieranie przedmiotu uważanego 
przez katolików za święty. Oskarżony przed sądem sej- 
mowym, Otwinowski byłby niezawodnie poniósł surową 
karę, ale ujął się za nim poseł krakowski Rej z Nagło- 
wic, któremu powiodło się dać pomyślny obrót tej spra- 
wie. Rej bronił Otwinowskiego na zasadzie, iż przeci- otwinowski 
wko podobnym przewinieniom nie było w Polsce prawa pi^zedsejmem, 
i że należało tylko wymódz na Avinowaicy Avynagrodze- 1®^^ umewm- 

•^ "J ó j j n mony. Ucnwa- 

inie księdzu za zepsutą puszkę i mąkę użytą do przyrzą-ionenowepra- 

|d.zenia opłatków. Uwolniono więc Otwinowskiego, ale czające woi- 

jednocześnie uchwalono nowe prawo, zabraniające prze- ^^^ wszel-' 

szkadzania wszelkim obrzędom bądź to katolickim bądź ^^^^ wyznań, 

iwangelickim. 

Biskupi, przyszedłszy do przekonania, że nie poko- 
nają protestantów siłą, zmienili swój sposób postępowa- 
nia, starając się osiągnąć cel swój łagodnymi środkami; 
poczem na sejmie r. 1566 *) podali ewangelikom nastę- 



^) Propozycja rzeczona postawiona została na sejmie warszawskim 1556 r. 

H. M. 



-- 204 — 

AYnioskipod-pujące warunki: Dozwala się szlachcie utrzymywać 
nione"ewan- W swych domacli księży, którzy wystąpili z kościoła 

b?skup^wka-^"^y^-'^^^^®§'^' ^^^^ diichowiii ci muszą być zatwierdzeni 
tolickich na przez biskupów katolickich. Szlachta może budować dla 

sejmie 1566 i". 

nabożeństwa ewangelickiego nowe kościoły i utrzymy- 
wać je własnym kosztem, lecz nie wolno im zabierać 
kościołów katolickich ani należnych temuż kościołowi 
dziesięcin. Oprócz tych ustępstw zgadzali się na inne, 
pozornie większej jeszcze doniosłości a tyczące się za- 
sad religji, mianowicie okazali gotowość przyjęcia Ewan- 
gelji za jedyną nieomylną podstawę wiary i zniesienia 
wszelkich w tym przedmiocie objaśnień synodów i sobo- 
rów katolickich, żądając tylko, aby zdania św. św. Au- 
gustyna, Chryzostoma, Ambrożego i Hieronima przyję- 
te zostało za miarodajne do objaśniania Pisma Święte- 
go. Temu wnioskowi oparli się wyznawcy kościołów 
helweckiego i czeskiego: Stanisław Lasocki i Mikołaj 
Rej. Ten ostatni zapytał biskupów o bliższe określenie 
znaczenia, w jakiem należało pojmować owych czterech 
ojców kościoła? Biskupi wówczas zmuszeni byli przy- 
znać, iż nie da się to objaśnić inaczej, jak według zna- 
czenia, nadawanego pismom ich przez kościół katolicki. 
Zeznanie to dowiodło, że wnioski owe były tylko sidła- 
mi, zastawionemi przez biskupów na ewangelików, sku- 
tkiem czego na tem przerwano rozprawy w tym przed- 
miocie. 

Ustalenie lu- Podczas gdy W Polsce toczyły się opisywane przez 

w Prusach nas walki religijne, nauka Lutra szybkie av Prusach 

królewskich, królewskich robiła postępy. Jakeśmy to już opisywa- 
li, protestantyzm w Gdańsku i całych Prusach stłumio- 
no do czasu gwałtownym sposobem. Kraje te, aczkol- 
wiek złączone z Polską, posiadały odrębny zarząd i pra- 
wodawstwo; miały też odrębną hierarchję kościelną, na 
czele której stał arcybiskup warmijski, zupełnie nieza- 
leżny od głowy kościoła katohckiego w Polsce. Okoli- 



— 205 — 

czność ta, odłączając niejako duchowieństwo pruskie od 
polskiego, sprzyjała ro/wojowi reformacji, przeszkadza- 
jąc zgodnemu działaniu duchowieństwa obu krajów prze- 
ciwko wzmagającemu sic^ wpływowi protestantyzmu. 

Gwałtowne stłumienie nauki ewangelickiej w Pru- 
sach w r. 1526 nie zdołało jej wykorzenić, powstrzymu- 
jąc tylko objawianie się jej na zewnątrz i, zdaje sie, ja- 
koby prześladowanie podnieciło wyobraźnię gorących 
umysłów, albowiem są ślady, iż w tym czasie zaczęły 
w Gdańsku powstawać sekty fanatyczne. Gdy osłabło 
wrażenie, wywołane srogością zwycięskiego katolicyzmu, 
ukrywające się dotąd przekonania protestanckie znów za- 
częły się ujawniać, nabierając z każdym dniem większycłi 
rozmiarów. Hozjusz, zostawszy biskupem warmijskim w r. 
1551, wymógł na królu wyrok nakazujący utrzymanie 
obrządku katolickiego; lecz nie zdołało to przeszkodzić 
objawiającej się z dniem każdym silniej skłonności ogó- 
łu ku reformacji, skutkiem czego okazała się naw^et po- 
trzeba zaniechania publicznych procesyj w r. 1555. Te- 
goż roku na sejmie krajowym pruskim postawiono wnio- 
sek, by ogłosić tu wolność wyznania, lecz gdy sejm nie 
przeprowadził ustawy w tym przedmiocie, większość du- 
chowieństwa pruskiego odmówiła Rzymowi posłuszeń- 
stwa w r. 1556, zacząw^szy udzielać swym parafjanom 
komunji pod dwiema postaciami. Usiłowania Hozjusza, 
by powstrzymać szybki rozwój reformacji, okazały się 
bezskutecznemi, albowiem wpływ jego niweczyli, przy- 
jąwszy protestantyzm, Achacjusz Czema, wojewoda mal- 
borski, i Paweł Działyński, wojewoda pomorski.*) Przy- 



*) Wspomnianemu w tekście DziaJyńskiemu było na imię Jan i był on woje- 
wodą chełmińskim. Przyjął on następnie znów katolicyzm. Brat rodzony Jana, Rafał, 
kasztelan brzesko-kujawski, któremu w r. 1561 dedykowano polskie wydanie konfesji 
augsburskiej, i syn Ratała, Łukasz, podczaszy koronny, zostali do śmierci ewano;c- 
likami. Na Łukaszu wygasła protestancka linja Działyńskich : wdowa jego, Zofia 
Zamojska, siostra kanclerza, f w wyznaniu augsburskiem w Brodnicy 1605 r. H. M. 



— 206 — 

tern król, zachowując się bezstronnie, udzielał kolejno 
rozmaitym miastom pozwolenia na budowę świątyń i szkół 
protestanckich, a gdziekolwiek otwarte popieranie refor- 
macji uważał za niestosowne, tam pobłażał jej rozwo- 
jowi. *) W końcu uprawnił istnienie nowych zasad przez 
udzielenie miastu Gdańskowi w r. 1567 pozwolenia na 
zaprowadzenie obrządku luterskiego, który to przywilej 
rozciągnięto na Elbląg, a w r. 1569 na wszystkie inne 
części Prus. Swoboda ta odnosiła się wszelako wyłą- 
cznie do wj^znania luterskiego, inne zaś wyznania ewan- 
gelickie pozbawione były udziału w tem dobrodziejstwie. 
Przy przylą- Gdy Inflanty, dobrowolnie poddawszy się Polsce, zo- 

śki Inflant, stały do niej przyłączone 1561 r., obrządek rzymski był 
^sta'?Sm" za" ^^^^ 3^^ zniesiony a natomiast ustalone było wyznanie 
twierdzony ewangelicko-augsburskie. Ten stan rzeczy uznany został 

pl*Z6Z Krois. ^ ^ 1 I 1 1 • • • 

polskiego. 1 zatwierdzony przez króla polskiego wraz z mnemi swo- 
bodami i przywilejami, jakie przysługiwały mieszkańcom 
nowonabytego a ważnego kraju. 
Szerzenie się Miasta polskie, jakeśmy to już wspomnieli, nie cie- 

nauki ewan- ... ^ i • t i • i • •••ii 

gelickiej szyły Się swobodami szlachcie przysługuj ącemi i nie były 
^owskiej-^' uprawnione do zaprowadzania u siebie nabożeństwa ewan- 
gelickiego. W tem samem położeniu, jak wszystkie inne 
miasta, znajdował się też i Kraków, stolica państwa 
i siedziba panującego. Opisane powyżej tajemne stowa- 
rzyszenie przeważnie szerzyło protestantyzm w tym gi'0- 
dzie, szybko też nauka ewangelicka ogarnęła wojewódz- 
two krakowskie a wszystka szlachta dwóch okręgów: 
proszowickiego i ksiąskiego przyjęła wyznanie helweckie. 
Oleśnicki obrócił w zbór ewangelicki kościół katolicki 
w Pińczowie. Za jego przykładem poszli Lasocki w Peł- 



*) Jan Ocieski, kanclerz wielki koronny, oświadczył w r. 1556 na konfe- 
rencji z deputatami gdańszczan, którzy żądali przywileju wyznawania swobodnie 
roligji ewangelickiej, że król nie może wydać podobnego prawa, gdyż w takim 
razie papież, rozgniewany tem, gotów byłby zniewolić cesarza do dania pomocy 



207 



sznicy, Stadnicki w Niedźwiedziu, Zborowski, wojewoda 
kaliski, w Stobnicj', Fili2:>owski w Chrz^cicach, jako też 
wielu innj^ch. Myszkowski, Avojewoda krakowski, potę- 
żny ród Szafrańców jako też i inni przyjęli zasady ko- 
ścioła helweckiego i utrzymywali księży tegoż wyznania, 
którzy w ich domach głosili kazania dla ludności kra- 
kowskiej. Justus Decjusz, sekretarz królewski, ustano- 
wił r. 1552 kościół reformowany w majątku swym Woli, 
położony pod samym Krakowem, a sjmod ewangelicki 
wyznaczył Grzegorza Pauli z Brzeziny kaznodzieją tegoż 
kościoła, do którego uczęszczały tłumy mieszkańców 
Krakowa. Zgromadzenia te zostały niebawem przenie- 
sione do domu kasztelana bieckiego Bonara w śródmie- 
ściu. Gdy Grzegorz Pauli przejął się zasadami antitry- 
nitarskiemi, urząd jego powierzono w r. 1572 Szymonowi 
Zacjuszowi. W r. 1556 Tęczyński przeniósł zbór do wła- 
snej kamienicy, a w^r. 1568 Tarło, wojewoda lubelski, 
zabrał go do sw^ego domu. W ten sposób zbór ewange- 
licki istniał w Krakowie pod opieką przywilejów szla- 
chcie przysługujących. Wkrótce jednak okazała się po- 
trzeba wzniesienia tu kościoła ewangelickiego, którego 
wygląd zewnętrzny odpowiadałby wyglądowi kościołów 
katolickich a którj^by, nie potrzebując uciekać się pod 
niczyją poszczególną opiekę, miał byt prawem zapewnio- 
ny. W r. 1569 magnaci ewangeliccy otrzymah wpływem za przywil»- 
swym od Zygmunta Augusta pozwolenie na budowę Jg^^jn^^^biSo. 
kościoła, szkoły i szpitala dla swego wyznania, jako też J'^^? ^ ?^*" 
na założenie cmentarza. Pozwolenie to potwierdzono helweckiego 
i rozszerzono w r. 1572 rozkazem królewskim, na mocy 
którego zbór ewangelicki otrzymał prawa, równe posia- 
danym przez rzymskich katolików. Główni członkowie 
zboru ki-akowskiego, tak ze szlachty jak z mieszczan, 



wyznania. 



Moskwie przeciwko polakom ; że jednakże mogą wyznawać taką wiarę, jaką im 
nakazuje ich sumienie, i że król nie pozwoli na to, by im w tern przeszkadzano. 



— 208 — 

hojnemi składkami natychmiast pokryli wydatki na bu- 
dowę kościoła i szkoły; na rządców i starszycli zboru 
obrani zostali z pomiędzy szlacłity: Jan Zebrzydowski, 
Stanisław Iwan Karmiński, jeden z pierwszych i najgor- 
liwszych zwolenników reformacji; a z pośród mieszczan — 
Chrubowski i Gutterer, radcy krakowscy, Maciej Wierz- 
bięta, sławny drukarz, i kilku innych; cechmistrza gar- 
barzy obrano djakonem. Tak urządzony zbór kwitnął 
do czasu, gdy zachęcony przez jezuitów motłoch zbu- 
rzył go i zniszczył. 
Eracia czescy, Bracia czescy, którzy w ]•, 1548 zmuszeni byli do 

wPolsce/wie^^^P^^'^^^^®^^^ Polski, spędziwszy dziesięć tygodni w po- 
lu tam zysku-|)ii^,^i Poznania, zatrzymali się na pewien czas w To- 

]i\ zwolenni- . ..... . 

ków. runiu, gdzie uprzejmie przyjęci zostali tak przez mieszkań- 
ców miejscowych jak i okolicznych. Szybkie szerzenie 
się ich nauki zaniepokoiło duchowieństwo katolickie, 
a biskup chełmski, Tiedeman Giese, aczkolwiek sprzyja- 
jący potajemnie reformacji, zmuszony był prosić rząd 
o zastosowanie do braci czeskich w Prusach tych sa- 
mych praw, na zasadzie których wygnani zostali z 
Wielkopolski. Zmuszeni więc do opuszczenia Prus kró- 
lewskich, przeszh do wschodnich czyli książęcych, po- 
zostawiwszy w Toruniu jednego swego księdza dla do- 
zorowania małego, przezeń utworzonego zboru ; lecz ksiądz 
ten, wyszperany przez Hozjusza, musiał w r. 1549 udać 
się za swymi współwyznawcami. Albert, książę pruski, 
przyjął Braci uprzejmie a nawet osłaniał ich przeciw na- 
paściom zbyt gorliwych teologów luterskich, potępiają- 
cych ich naukę. Udzielił im też praw obywatelskich, 
zupełnej swobody wyznania i oddal na ich użytek ko- 
ściół, w którym odprawiali nabożeństwo w swym naro- 
dowym języku. 

Nie poprzestając jednak na tem, bracia czescy, usil- 
nie pragnęli rozszerzyć wyznanie swe w Polsce, gdzie 
rzucili już swój zasiew, podczas krótkiego tam pobytu 



— 209 — 

r. 1548. W tym celu Maciej Syoński, biskup zboru cze- 
skiego, odwiedził w nastąpnym, 1549 roku Poznań, gdzie 
przyjęty gościnnie przez radnego miasta Andrzeja Lip- 
czyńskiego, miał w jego domu kazanie i utworzył tam- 
że mały zbór. Zwiedziwszy Morawy, w powrocie znów 
się zatrzymał w Poznaniu dla utwierdzenia w wierze 
swej gminy, szybko w^zrastającej dzięki usiłow^aniom Ma- 
teusza Akwili, Mateusza Czerwonki i Jerzego Izraela, 
którzy tu często przybywali z Prus książęcych dla po- 
krzepienia wiary i gorliwości sw^ycli nowonawróconych 
braci. Zbór ten, wzrósłszy w liczbę, zażądał od Macie- 
ja Syońskiego, aby mu wyznaczył stałego duszpasterza, 
a biskup powierzjd urząd ten Jerzemu Izraelowi. 

Zadanie jego pełne było niebezpieczeństw z powodu 
zawiści duchowieństwa katolickiego ; lecz gorliwa praca 
Izraela w winnicy Pańskiej niebawem uwieńczona zosta- 
ła św^ietnem powodzeniem, gdyż do jego zboru przyłą- 
czyły się najpierwsze rody wielkopolskie. Z pomiędzy 
nowonawróconych wymienimy: panią na Pamiątkowie, 
Katarzynę, siostrę, Jakóba i Stanisława Ostrorogów, i dru- 
gą ich siostrę, Jankowską, za której przykładem poszli 
mąż i kilku krewnych; prócz nich, rodziny Bukowieckich, 
Jaskóleckich, Rożnowskich i innych. Górka, kasztelan 
poznański, wyznający już zasady ewangelickie, opieko- 
wał się nowym zborem, do którego niebawem przyłączył 
się też jeden z główniejszych obywateli Poznania, Szyl- 
ling, i zakonnica dominikanka, Prakseda, która następnie 
odznaczyła się bogobojnem i cnotliwem życiem jako też 
owocną pracą nad szerzeniem Słowa Bożego. 

Najczynniejszym jednak krzewi cieJem zasad kościo- 
ła czeskiego był sam Jerzy Izrael, pracujący nad tern 
dziełem z nieznużoną wytrwałością i narażeniem życia, 
któremu zagrażali nasadzeni przez biskupa poznańskie- 
go zbóje. W pracy tej dzielnie wspomagała go Kata- 
rzyna Ostrorożanka. Brat tejże Jakób, którj^ odstąpi- 

Zarys dziejów leformacji. Tom I. 14 



— 210 — 

wszy od Ezymii, wahał się jednak jeszcze w wyborze 
wyznania, zaprosił w r. 1553 Feliksa Krucigera ze 
Szczebrzeszyna, superintendenta kościołów helweckich 
w Małopolsce, i Stankara, by wspólnie z Izraelem do- 
prowadzili do skutku połączenie obu wyznań. Dwaj ci 
mężowie nie zdołali jednak dojść do porozumienia w tym 
ważnym przedmiocie; Feliks powrócił więc do siebie 
a poglądy Stankara odrzucone zostały zarówno przez 
kościół łielwecki jak i czeski. Eozprawa, jaką w tym 
przedmiocie mieli z Izraelem w obecności wielu osób, 
zrobiła tak silne wrażenie na Barbarze ze Stadnickich 
Ostrorożynie, iż oświadczyła postanowienie przyłączenia 
się do zboru czeskiego. Mąż jej ociągał się jeszcze 
czas pewien, ale w końcu poszedł za jej przykładem 
i oddał braciom czeskim wszystkie znajdujące się w je- 
go dobrach kościoły katolickie. Świetne te powodzenia 
umożebniły Braciom urządzanie nabożeństw swych w pa- 
łacu Ostrorogów w Poznaniu; lecz ponieważ nie otrzy- 
mali na to urzędowego pozwolenia, przeto postępo- 
Avanie ich uznane zostało za bezprawne a król, zmu- 
szony uledz przedstawieniu rzymskich katolików, wydał 
r. 1556 w Wilnie rozkaz, wzbraniający Braciom zgro- 
madzeń pod groźbą kar wymienionych w statutach pol- 
skich przeciw heretykom, aczkolwiek paragrafy tych 
ustaw od dawna były tylko martwą literą. Gorliwy 
katolik Kościelecki pośpieszył wykonać wymienione roz- 
porządzenie królewskie, rozkazując zamknąć kościół bra- 
ci czeskich, którym jednak powiodło się niebawem, 
dzięki wpływom Ostroroga, otrzymać pozwolenie na 
ponowne kościoła tegoż otwarcie. Powodzenie to za- 
chęciło luteran do urządzania zgromadzeń na tem sa- 
mem miejscu, a wiemy już, że nowa próba prześlado- 
wania braci czeskicli r. 1564 spełzła na niczem. 

Usiłowania Stankara i Feliksa ze Szczebrzeszyna, 
mające na celu połączenie braci czeskich z kościołem 



— 211 — 

helweckim nie doprowadziły wprawdzie do pożądanych 
wyników, lecz wyznawcy obu tych kościołów zaczęli 
odtąd spostrzegać z każdym dniem wyraźniej może- 
bność i konieczną potrzebę tegoż połączenia. Synod 
w Słomnikach w listopadzie r. 1554, chociaż nie po- 
wziął stanowczych uchwał w tej sprawie, znacznie ją 
przecież posunął naprzód a obrady na synodach w Chrzę- 
cicach, w marcu 1555 r., i w Gniewkowie coraz więcej 
zbliżały oba wyznania ku temu celowi, aż wreszcie Wyznania 
połączenie to doprowadzono do skutku na synodzie i czeskie 
w Koźminku, pod Kaliszem, na obradach trwający eh ^^gjp°^^555'^J:^^ 
od 24:-go sierpnia do 2-go września 1555 r. Przedsta- 
wicielami czechów na tym synodzie byli: Jan Czerny, 
biskup czyli starszy ich zborów, Jerzy Izrael, Mateusz 
Eybiiiski, Jan Gyrk, proboszcz niemieckiego zboru, 
P. Studenius, Piotr Skalnicki, M. Marsz ek, Albert Ser- 
pentin, proboszcz koźmiński, Jan Rokita, Jan Lauren- 
tius, Jan Petranius, St. Bydrański, J. Filipowski i inni. 
Prócz nich, ze szlachty wyznającej naukę czeską, byli: Jan 
Krotowski, wojewoda inowrocławski, Jan Tomicki, ka- 
sztelan z Rogoźna, Jakób Ostroróg, Leszczyński, Gru- 
dziński, Marszewski i inni. Przedstawicielami helwe- 
ckiego kościoła byli: Feliks ze Szczebrzeszyna, super- 
intendent kościołów reformowanych w Małopolsce, An- 
drzej Prażmowski, Stanisław Lutomirski, Marcin Kro- 
wicki, Aleksander Yitrelinus, Grzegorz Pauli (ci czte- 
rej ostatni przyjęli później zasady antitrynitarskie). 
Oprócz wymienionych tu duchownych, szlachtę przed- 
stawiali: Lasocki, Filipowski i sławny uczony /Andrzej 
Trzecieski. Książę pruski wysłał swego kapelana Jana 
Funka, Wilhelma Krzyneckiego, barona z Ronowa, 
i Hieronima Małeckiego. Czesi przedstawili członkoin 
kościoła helweckiego wyznanie swej wiary i porządek 
hierarchji i karności kościelnej, które, po starannem 
zbadaniu, uznano za ściśle zgodne z czystemi zasadami 



— 212 — 

Ewangelji i zwyczajami kościoła pierwotnego. Ustano- 
wiono wspólność duchowną między obu wyznaniami, 
jakkolwiek każde z nich zachowało swą oddzielną hie- 
rarchję, i zaprowadzono równouprawnienie duchownych 
czeskiego kościoła z duchownymi wyznania helweckiego. 
Połączenie to wywołało wielką radość pośród głównych 
reformatorów w Europie, a wielu z nich, jak Piotr 
Męczennik, Sturm, Pontanus i inni wystosowali powin- 
szowania do zborów ewangelickich w Polsce. 

ROZDZIAŁ VIIL 
Powstanie i rozwój antitrynitaryzmu w Polsce. 

Zasady reformacji w tym czasie pokonały zupełnie 
opór kościoła katolickiego, a zbory protestanckie, zali- 
czające do swych wyznawców najszlachetniejsze rody 
polskie,*) stały pod względem politycznym na równi ze 
swymi przeciwnikami, posiadając jednak nad nimi tę 
przewagę, jaką daje rzeźka młodość nad zgrzybiałą sta- 
rością. Ale oto w obozie samych protestantów powstał 
wróg, o wiele groźniejszy dla kościoła ewangelickiego 
niż knowania Rzymu, wróg zarówno niebezpieczny dla 



*) Trzecieski w dziele swojem „De Evangelii in Polonia origine" A\'ylicza 
następująco wybitne rody polskie, które około r. 1556 wyznawały zasady ewange- 
lickie: Ostrorogowie, Oleśniccy, Sienniccy, Leszczyńscy, .Szafrańcowie, Tęczyuscy, 
Jordanowie, Zborowscy, Górkowie, Mieleccy, Łascy, Chodkiewiczowie, Radziwiłło- 
wie, Melsztyńscy, Dembińscy, Bonarowie, Boratyńscy, Firlejowie, Cikowscy, Tar-j 
łowię, Lubomirscy, Działyńscy, Zebrzydowscy, Sieniawscy, Czarnkowscy, GorscyJ 
Dziaduscy, Zarębowie, Przyjemscy, Bnińscy, Małachowscy, Konarscy, Wielopolscy! 
Straszowie i wielu innych. Reprezentanci wszystkich tych rodów zajmowały naj-l 
wyższo dostojeństwa w lvraju. Interesującą też jest rzeczą, że wielu byłych pro-j 
testantów, nawet po powrocie swoim do katolicyzmu, zachowało poglądy nie licui 
jące z duchem tego kościoła. Tak np. Jan Zamojski, którego historja nasza na-l 
żywa „wielkim." Wychowany w wyznaniu ewangelickiem, podczas pobytu w(| 
Włoszech przeszedł na katolicyzm, lecz pozostał na zawsze obrońcą wolności relif 
gijnej. Rzelił on razu pewnego, wobec króla i senatu, następująco godne parniej 
ci słowa: „Oddałbym połowę życia mego, gdyby ci, którzy opuścili katolicyzinl 
z dobrej woli znowu powrócili do tego kościoła; lecz wolałbym oddać całe me iyjj 
cie a nie ścierpię, aby kogokolwiek do tego zmuszano." 



— 218 — 

katolików jak i dla ewangelików, gdyż grożący obale- 
niem wiary w objawienie Boże. Mamy tu namyśli nau- Pierwsze 

. . objawy nauk 

kil antitrynitarzy, którą już w r. 1546 zaczf^to wypowia- arjanów 
(lać w Polsce na zebraniach tajnego stowarzyszenia 
w Krakowie, Według świadectwa Modrzewskiego, wielu 
polaków^ czytało dzieła Serw^eta; też same przekonania 
głosił niewątpliwie Lelio Socyn, odwiedziwszy nasz kraj 
w r. 1551. Do icli rozwoju zaś wielce przyczynił się 
Stankar, utrzpnując, że pojednanie ludzkości z Bogiem 
dokonane zostało przez Clirystusa nie przez Jego natu- 
rę Boską, lecz ludzką. 

Pierwszy, który streścił przekonania antitrynitarzy Goniądzki 
i ujął je w kształt nauki, był niejaki Piotr Goniądzki lub si zasady ar- 
z Goniądza na Podlasiu. Wychowany na wszechnicy ■^^^^^g^gfoJ" 
krakowskiej, w r. 1550, jako gorliwy katolik, występo- '"**^*?y"* ^• 
w^ał przeciw Stankarowi. Paweł Algimont, książę hol- 
• szański, biskup wileński, zajął się nim i dopomógł mu 
do doskonalenia się w naukach na uniwersytetach zagra- 
nicznych. Goniądzki zwiedził główne akademje niemie- 
ckie i uczęszczał j)rzez czas niejaki na w^szechnicę w Wi- 
tenberdze, pozostając mimo to wierny Rzymowi. Prze- 
konania swe zmienił dopiero w Szwajcarji, zetknąwszy 
się tam prawdopodobnie z nauką antitrynitarską, głoszo- 
ną przez włochów, zbiegłych z rodzinnego kraju z powo- 
du religijnych przekonań. Bądź co bądź, Goniądzki wró- 
cił do Polski jako pozorny wyznaw^ca zasad kościoła hel- 
weckiego, ale już w r. 1556, na synodzie reformowanym 
w Secyminie, otw^arcie wyznał swe arjańskie zasady. 
Odrzuciw^szy atanazjańskie „credo," zaprzeczał jedności 
Boga Syna z Bogiem Ojcem, nie uznawał pow^szechnie 
przyjętego pojęcia o Trójcy Świętej, utrzymując, że są 
trzy różne osoby Boskie, lecz że prawdziwe bóstwo po- 
siada tylko Bóg Ojciec. Synod nie orzekł nic w tym 
przedmiocie, poddając go wyrokowi Melanchtona, do któ- 
rego Goniądzki sam się udał. Daremnie jednak wielki 



— 214 — 

reformator starał się go nakłonić do wyrzeczenia się po- 
wziętycli przekonań. Na synodzie w Brześciu Lite- 
wskim, r. 1558, Goniądzki dokładniej rozwinął swą na- 












% 



mi 

s.Gorinth: 73. ■ 



"Ęrt^oWm t Węgrowie,' R^hi 



Paksymile karty tytułowej jednegojz druków arjańskich. 
ukę. Odczytawszy rozprawę przeciw chrzczeniu dzie- 
ci, zakończył znaczącą uwagą, że, oprócz tego, niejeden 



— 215 — 

jeszcze dogmat papiestwa przeniesiono clo kościoła ewan- 
gelickiego. Synod, z obawy rozdwojenia między refor- 
mowanymi, nakazał Goniądzkiemu milczenie pod karą 
klątw^y; ten wszakże odmówił posłuszeństwa swemu ko- 
ściołowi a niebawem licznych znalazł zwolenników swo- 
ich zapatrywań. Najsihiiejsze poparcie dał mu Jan Ki- 
szka, starosta żmujdzki i hetman litewski, magnat posia- 
dający wielkie bogactwa i wpływy, który, przejąwszy się 
poglądami Goniądzkiego, mianował go proboszczem w ma- 
jątku swym "Węgrowie, gorliwie popierając zakładanie 
zborów, uznających wyższość Boga Ojca nad Synem. *) 
Nauka Goniądzkiego zbliżająca się bardziej do zasad 
Arjusza niż Serweta, prowadziła do zupełnego zaprze- 
czenia tajemnicy Trójcy S-tej i bóstwa Jezusa Chrystu- 
sa. Pomiędzy zwolennikami Goniądzkiego, tak z ducho- 
wieństwa jak ze szlachty, znalazło się wkrótce wielu lu- 
dzi, odznaczających się nauką i stanowiskiem. 

Nauka antitrynitarzy dosięgła szczytu rozwoju w Piń- Szkoła piń- 

•^ ^ ^ ^ . , . . , czowska przej- 

czow^ie w województwie krakowskiem, gdzie, jakeśmy to muje się zasa- 
wyżej w^spomnieli, Mikołaj Oleśnicki pierwszy odważył Srskiemi. 
się obrócić kościół katolicki na świątynię ewangelicką. 
Duchowieństwo pińczowskie, aczkolwiek pozornie wyzna- 
jące zasady kościoła helweckiego, podzieliło się nieba- 
wem na kilka odcieni w pojęciach o tajemnicy Trójcy 
S-tej. Prócz tych, którzy tej prawdzie nie zaprzeczali, 



*) Goniątlzki (lub Gonezjusz), utrz3'mujący, że chrzest winien być udziela- 
nj' tylko dorosłym (dlatego też zwolenników jego nazywano anabaptystami, nowo- 
cbrzceńcami), napisał następujące dzieła: 1) „O Synu Boga, który był przed stwo- 
rzeniem świata i przez którego wszystkie rzeczy uczynione," dedykowane jego pa- 
tronowi Kiszce, drukowane w Węgrowie w r. 1570. 2) „O chrzcie dzieci." 
3) „O Trzech, t. j. o Bogn, o Synu jego i o Duchu św." (zamieszczamy faksymile 
kartki tytułowej, jako próbę druków węgrowskich). Oprócz tego napisał kilka in- 
nych jeszcze pism polemicznych. Gromiono go i potęj.iano na różnych synodach.; 
wreszcie oburzony jego naukami bluźnierczcmi wystąpił przeciw niemu sam Ki- 
szka i kazał palić i niszczyć jego dzieła, które niegdyś sam w drukarni przez 
siebie w Węgrowie założonej drukował. Stąd pisma jego należą do wielkich rzad- 
ś ci bibljograficznych. 



— 210 — 

były jeszcze dwa stronnictwa: jedno utrzymujące, że 
Chrystus równ}^ jest Bogu Ojcu wedle Boskiej Swej na- 
tury, ale niższy od Niego, jako pośrednik, według ludz- 
kiej natury Swojej ; drugie dowodzące stałej podrządno- 
ści Syna wobec Boga Ojca. Ten ostatni pogląd rozwi- 
jał się szybko, zyskując coraz liczniejszych zAvolenni- 
ków. Pomimo sprzeczności tych zdań z zasadami ko- 
ścioła helweckiego, do rozłamu nie przyszło jednak przez 
czas dłuższy a wielu nawet spodziewało się, iż czystość 
nauki da się utrz^anać. Nadzieje te okazały się prze- 
cież płonne : Czechowicz stanowczo odrzucił chrzest 
dzieci; a Szoman, Lustowic i Piotr Statorjusz *) całkowi- 
cie zaprzeczyli bóstwa Ducha świętego. Pińczowianie 
wydali dwa wyznania swej wiary: mniejsze w r. 1560 
i większe r. 1561, które wszelako uważać można tylko 
za nieokreślone zarysy ich nauki, chwiejnej przez czas 
pew^ien. Szkoła ich różniła się i wahała długo w wybo- 
rze zasad dla ścisłego, określenia wiary. Nareszcie do- 
szli do następującj^ch wniosków: Chrystus nie jest pra- 
wdziAvym Bogiem ani też Duch Święty; pośrednictwo 
Zbawiciela jest ludzkiem a chrzest nie uświęca. Było 
to więc zupełne zaprzeczenie objawienia Bożego i przy- 
pisanie chrześcijaństwu ludzkiego pochodzenia. 
Walka kościo- Szybki rozwój tych zasad, powstałych w łonie ko- 

ła heiweckie- j^^ioła helweckiego, zaczął zagrażać istnieniu tegoż ko- 
go w Polsce *^ ' i o ^ o 

przeciw anti- ścioła, który przeważając w Małopolsce i na Litwie, wzmo- 

trjnitarzom . . . , , . , . . ,-.^. , 

i rady lefor- cnił Się przez połączcnie się z braćmi czeskimi z W lel- 

.szw^car- kopolski. Czując niebezj^ieczeństwo, postanowił śmiało 

skich. oprzeć się wrogowi powstałemu śród swych własnych 

dzieci. Z Genewy upominano kościół reformowany, aby 



*) Statorjusz pochodził z TliioDvi]le (we Francji). Odbywał on nauki pod 
kierunkiem Bezy, lecz przejął się poglądami Serweta. Do Polski przybył w r. 
1559 i tu naturalizowany jako szlachcic, przybrał nazwisko Stojeńskiego. Jest oa 
autorem pierwszej polskiej gramatyki. 



— 217 — 

dzielnie sifj bronił przeciw antitrynitarzom a Beza 
otwarcie radził użyć przeciw nim miecza. Ponieważ 
jednak użycie gwałtownych środków w Polsce było nie- 
możliwe, nie pozostało kościołowi helweckiemu nic in- 
nego nad walką na synodach dowodzeniami, opartemi 
na Piśmie Światem. 

Dogmat Trójcy bj^ł też zaczepiony przez Jerzego . Klandrata 
Blandratę, męża wielce uczonego, który, przybywszy na rozwój an- 
z Włoch do Polski takie tu zyskał poważanie śród pro- zmu w Polsce, 
testantów, iż go obrali jednym z superintendentów ko- 
ścioła helweckiego w Małopolsce.**) Synod pińczowski 
r. 1558 usiłował nakazać milczenie głoszącym niebez- 
pieczne te nowatorstwa: Stankarowi, Blandracie i Lis- 
smaniniemu. Za dogmatem Trójcy św. gorliwie obstawa- 
li Jan Łaski i Stanisław Sarnicki. kapelan kasztelana 
bieckiego Bonara; lecz usiłowania ich w tym względzie 
nie doprowadziły do pożądanego skutku. Przewodniczą- 
cy na synodzie w Pińczowie 25 kwietnia 1559 r. Łaski 
i Sarnicki zażądali od wszystkich obecnych tam księży, 
by złożyli A\wznanie swej wiary w Trójcę Świętą. Ale 
i to wszakże nie zapobiegło złemu, bo jeszcze na s}Tiodzie 
w Pińczowie 20 i 22 listopada tegoż roku Remigjusz 
Cłiełmicki przedstawił swe dzieło, w którem, zaprzecza- 
jąc boskości Duchowi Świętemu, radził zaniechać wzy- 
wania Go w modlitwie. Zdanie to poparł, acz z wię- 
kszem umiarkowaniem, Piotr Statorjusz. O Trójcy roz- 



*) Blandrata był rodem z Saluzzo (w Piemoncie) i poświęcił się studjom 
medycznym. Zdolności jego wielkie i miłe obejście zapewniały mu wstęp do 
najpierwszych rodzin. Przeszedłszy na protestantyzm, udał się do Genewy, skąd 
jednali z powodu antitrynitarskicłi poglądów swoicłi musiał biedź i przybył do 
Polski w r. 1555. Mimo napomnienia i przestrogi Kalwina przyjęto go tu z otwar- 
temi rękoma. W r. 1563 opuścił Polskę, przyjąwszy miejsce lekarza przyboczne- 
go księcia Jana Zygmunta w Siedmiogrodzie, którego, wraz z wieloma ze szla- 
chty siedmiogrodzkiej, nawrócił do swoich poglądów. Po "śmierci Jana Zygmun- 
ta wrócił znowu do Polski i został lekarzem Stefana Batorego. Wyrzekłszy się 
swych poglądów antitrynitarskich, praystąpił znowu do kościoła reformowanego. 
Zamordowany został około 1590 r. przez własnego swego bratanka. 



__ 218 — 

prawiano też na synodach w Sandomierzu, Włodzisła- 
wiu i Książu. Na ostatnim z tych synodów r. 1560 
ustalono też hierarchję kościoła reformowanego; nie po- 
wiodło się wtedy antitrynitarzom dać w zarządzie lio- 
ścioła przewagą świeckim nad duchownymi, których 
pragnęli pozbawić wszelkiego wpływu, ograniczając obo- 
wiązki ich do nauczania. Wpływ ich musiał być jednakże 
wielki, skoro superintendentem wszystkich kościołów w 
Małopolsce obrano Blandratę, któremu to znacznie uła- 
twiło rozszerzanie nieprawowiernych jego przekonań. 

Szybkie szerzenie się antitrynitaryzmu zagrażało zu- 
pełnem znieprawieniem kościoła reformowanego w Pol- 
sce. Niebezpieczeństwo to zwiększyło się ze śmiercią 
najznakomitszego obrońcy prawowierności tegoż kościo- 
ła, Jana Łaskiego, który w obronie reformacji przeciw 
zewnętrznym i wewnętrznym jej wrogom sam jeden star- 
czył za hufiec. Wszelako Opatrzność pozostawiła jeszcze 
temu kościołowi kilku żarliwych obrońców, którzy z nie- 
zmordowaną gorliwością i nieustraszoną odwagą sprze- 
ciwiali się rozwijającemu się pozornie z nieprzepartą si- 
łą złemu, które zaraziło już wtedy wielu najznakomitszych 
członków kościoła helweckiego : Andrzej Trzecieski, Sta- 
nisław Sarnicki, Leśnio wolski (Sylwjusz) i Feliks ze Szcze- 
brzeszyna najusilniej starali się przeszkodzić rozdwoje- 
niu w kościele, które musiało przynieść wielkie szkody 
sprawie reformacji. Szukali oni rady i wsparcia w Szwaj- 
carji, jako u głównego źródła ich nauki, a reformatoro- 
wie genewscy i zurychscy gotowi byh wspomódz ich 
Av tej potrzebie. 

Zdanie Stankara o pośrednictwie Zbawiciela potę- 
pione zostało przez Melanchtona, Bullingera, Piotra Mę- 
czennika i Bezę, a wyrok ich potwierdzony został przez 
zbory w Genewie^i Zurychu w r. 1561. Blandrata, którego 
przekonania znacznie więcej niż Stankara zbliżały się do 
antitrynitaryzmu, rozpowszechniał je z wielką przezor- 



— 219 — 

nością, głosząc je wyrazami wzicjtyini z Ewangelji ; po- 
zornie wiQC nie odstąpił od prawowiernego wyznania, 
tylko objaśniał je na swój sposób. Przedstawiona prze- 
zeń na sj^nodzie w Książu obrona jego przekonań uzna- 
na została za zgodną z ducłiem nauki kościoła reformo- 
Avanego. To udawanie prawowierności, którem Blandra- 
ta oszukał polskicli ewangelików, nie uszło jednak prze- 
nikliwości Kalwina, który, nie dowierzając szczerości je- 
go wyznania wiary, usilnie upominał zbory polskie, aby 
nie dowierzały włochowi. Wypadki późniejsze usprawie- 
dliwiły w zupełności obawy Kalwina, gdyż Blandrata 
użył wielkiego swego wpływu w Polsce ku rozpowszech- 
nianiu błędnej swej nauki. 

Upomnienia Kalwina, chociaż nie pozostały bez sku- 
tku, wywołały jednak niezadowolenie na synodzie w Wil- 
nie. Przewodniczący na nim książę Radziwiłł nie po- 
chwalił postępowania Kalwina i, zamiast uznać Blan- 
dratę za heretyka, mianował go swym przedstawicielem 
na synodzie pińczowskim r. 1561, gdzie antitrynitarze 
niemniej śmiało występowali, twierdząc, że właśnie ich 
nauka jest prawowierna. R. Chełmicki powtórzył tu swe 
poglądy na istotę Ducha Świętego a Statorjusz, podjąwszy 
się obrony Blandraty, radził nie dawać wiary ostrzeże- 
niom Kalwina. Synod, Avysłuchawszy tylko zasad wy- 
znania przeciwników, nie powziął żadnego w tej mierze 
postanowienia. 

Synod zgromadzony w Krakowie w grudniu 1561 r. 
wyraźniejszy był w swych orzeczeniach : odczytał ostrze- 
żenie Kalwina, a idąc za radą Sarnickiego, odrzucił na- 
ukę Blandraty i Lismaniniego. Synody w Pińczowie 
AV czerwcu i listopadzie 1561 r. i w Władysławowie 
w październiku tegoż roku obradowały nad tym przedmio- 
tem, również nie dochodząc do stanowczych rezolucyj. 
Synod 1562 r. w Książu, aczkolwiek przychylny antitry- 
nitarzom, zdawał się jednak zbliżać wzajemnie spierają- 



— 220 — 

ce się strony ; poglądy Blandraty zyskały tu nowych 
zwolenników, lecz synod nie uchwalił w tym przedmiocie 
nic stanowczego, pozostawiając rozstrzygnięcie sporu do 
uchwały zgromadzenia powszechnego. Na synodzie, ze- 
l:»ranym w Pińczowie tegoż roku w kwietniu, Blandrata 
l)rzedstaAvił SAve wyznanie wiary, ułożone z wyrażeń zu- 
pełnie prawowiernych, odpierając czyniony mu zarzut, 
jakoby poglądy jego zawierały uznanie wielobóstwa. Wy- 
dane przez tenże synod postanowienia zdawały się wska- 
zywać, iż właściwie chodziło mu o to, by ukryć pra- 
wdziwe przekonania lub za jakąbądź cenę uniknąć roz- 
dwojenia. Wszelkie dochodzenia co do istoty Trójcy 
Świętej, pośrednictwa, wcielenia, miały być zaniechane 
a nieznane pierwotnemu kościołowi wyrażenia zostały 
wzbronione; duchowni mieli głosić czyste słowa Ewan- 
gelji, nieskażone żadnemi ludzkiemi objaśnieniami; po- 
stanowienia soborów, które się zbierały w czasach po- 
apostolskich, uznano za nieobowiązujące. Sarnicki, spo- 
strzegłszy, że uchwały powyższe miały na celu ukrycie 
rzeczywistych*" przekonań tych, którzy je powzięli, zażą- 
dał usunięcia z urzędów wszyskich księży, zaprzeczają- 
cych równości Syna z Bogiem Ojcem. Wniosek jego zo- 
stał jednak odrzucony, co uwidoczniło skłonność synodu 
do przychylenia się ku antitrynitarzom. 

Slrzegorz Pau- Blandrata, opuściwszy Polskę, przeniósł się do Sie- 
i'ii?u^Śa dmiogrodu, a miejsce jego zajął Grzegorz Pauli z Brze- 

Qaukęantitry-j,ii^y^ który na synodzie w Secyminie r. 1556 przyjął 
ogłoszone tam wówczas przez Piotra Goniądzkiego za- 
sady antitrynitarskie. Obwiniony o to na synodzie 
w Pińczowie, zrzucił wszystkie pozory i zaczął z kazal- 
nicy powstawać przeciwko tajemnicy Trójcy Świętej. 
Odrzucił on wyznanie wiary nicejskie i naukę pięciu 
pierwszych soborów powszechnych. Zaszedł nawet da- 
lej od Goniądzkiego i Arjusza: utrzymując, że Chrystus 
nie istniał przed Swem wcieleniem, widział w Nim tylko 



— 221 — 

człowieka. Potępiał też chrzest dzieci. Twierdził, iż 
Cłirystus zni(3sł władzę świeclcą. Głosił, iż śmierć nie 
oddziela duszy od ciała, gdyż ciało w rzeczywistości nie 
umiera, i że Pismo Święte nie zaznacza żadnej różni- 
cy między zmartwycłi wstaniem duszy i ciała, lecz, że 
wspólnie zmartwycłiwstaną, gdyż ducłi nie stanowi 
odrębnej i niezależnej istoty a Bóg wskrzesił martwe 
ciało Cłirystusa, które weszło do nieba. Twierdził wre- 
szcie, że naukę o śmierci ciała wymyślił antychryst, któ- 
ry w ten sposób wynalazł czyściec i ustanowił wzywa- 
nie świętych. Pauli skłaniał się prócz tego do uznania 
w^spólności dóbr. Zuchwałym tym pomysłom sprzeci- 
wiał się Sarnicki i licznie reprezentowane na synodzie 
stronnictwo prawowiernych. Oświadczyło ono śmiało, 
że nauka Pauliego jest niebezpieczna, grozi bowiem oba- 
leniem chrześcijaństwa. Synod tedy rozszedł się, nie 
wydawszy żadnych postanowień a walka odtąd toczy- 
ła się na kazalnicach. Zwołany w r. 1562 do Rogowa 
synod dla pogodzenia stron wykazał skłonność ku nau- 
kom Pauliego a synod w Pińczowie, zebrany tegoż ro- 
ku w sierpniu, składał się przeważnie z jego zwolenni- 
ków, co spowodowało Sarnickiego do nieuznania ważności 
postanowień tego zgromadzenia. Drugi synod w tymże 
roku i miejscu, zwołany av listopadzie, usiłował za- 
chować jedność w taki sposób, by wyznanie wiary ko- 
ścioła helweckiego zostało podpisane z pozostawieniem 
nieograniczonej wolności badania i objaśniania tegoż ; 
lecz stronnictw^o prawowiernych odrzuciło ten wniosek. 
Do ostatecznego rozdziału stronnictw doszło wreszcie 
na synodzie, odbytym tegoż roku w Piotrkowie, gdzie 
antitrynitarze, zgromadzeni tu pod przewodnictw^em du- 
chownych: Pauliego, Stanisława Lutomirskiego, Marcina 
Ki'owickiego, Jerzego Szomana, i szlachty : Jana Niemo- 
jewskiego, Hieronima Filipowskiego i Jana Kazano- 
wskiego, uroczyście odrzucili tajemnicę Trójcy Świętej. 



— 222 — 

Na synodzie Sarnicki, poparty wpływem Bonara, kasztelana bie- 

krakowskiin ,. -a/ti i- • iii i- 

•. 1563 kościół ckiego, 1 Myszkowskiego, wojewody krakowskiego, zgro- 
^g^^^^^^J^madził 15 maja 1563 r. w Krakowie synod, złożony 
zrywa z anti- 2 niezacliwianycli zwolenników kościoła helweckiego, 

trymtarzami. ..-,.. . 

pomiędzy którymi znajdowali sie : kasztelan krakowski 
i zaAvicliostski Firlej, wojewoda lubelski Joachim Lubo- 
mirski i Justus Decjusz, sekretarz królewski. Synod po- 
wyższy potępił z całą stanowczością naukę antitrynita- 
rzy i wezwał Pauliego, aby złożył swój urząd ducho- 
wnego zboru krakowskiego. Zmuszony zastosować się 
do tego rozporządzenia, przewodniczył on czas pewien 
odrębnemu zborowi, który wyznawał jego przekonania.*) 
Antitrynitarze nie ulękli się jednak stanowczego po- 
tępienia ich nauki na synodzie krakowskim i w kilka 
dni później zebrali w temże samem miejscu synod, zło- 
żony z dwudziestu duchownych i trzech świeckich, pod 
przewodnictwem Lutomirskiego. Zgromadzenie to uzna- 
ło postanowienia poprzedniego synodu za nieważne, 
odwołując się do synodu, jaki zamierzano zwołać we 
Avrześniu tegoż roku. 

Wydali oni obronę swego wyznania, zapraszając 
zbory Podlasia i Litwy, gdzie wielu podzielało ich błę- 
dy, by przyłączyły się do nich av celu wyraźniejszego 
określenia nauki wiary i hierarchji. Zamierzony w Kra- 
kowie we wrześniu synod nie przyszedł jednak do skii- 
Synod anti- tku. Zebrawszy się mimo to na synod przeciwko kościo- 
T^Mmlach. ^^^i helweckiemu 6 czerwca 1563 r. w Mordach, na 
Podlasiu, antitrynitarze dali dowód, że odtąd tworzą 
silne, odrębne stronnictwo: czterdziestu dwóch ducho- 
wnych podpisało tam wyznanie zaprzeczające Chrystu- 



*) Pauli ])ył pochodzenia włoskiego, ale urodzony w Polsce. Po wyjściu 
/, Krakowa, udał się do Pińczowa, a stamtąd do Rakowa, gdzie stał na czele zbo- 
ru antitrynitarskiego aż do swego zgonu w r. Ibdi. Przez całe życie swe pro- 
pagował pogląd, że chrześcijanin nie powinien przyjmować urzędów świeckich 
ani nosić onjża. Podobno zdania wygłaszał Goniądzki. 



— 223 — 

sowi bóstwa, pozostawiając jednak wyrażenie „Trójca," 
aby nie odstraszać niektórych mniej śmiałych umysłów. 
Antitrynitarzy zacze^to nazywać pińczowianami od 
miasta, gdzie mieli główną swą szkołę^. Złączeni wspól- 
nem wyznaniem co do wyższości Boga Ojca nad Sy- 
nem, różnili się przecież między sobą w wielu innych 
poglądach, I tak: Goniądzki, Albin, Pulchranius, rektor 
szkoły w Bychawie, Paklewski, pastor zboru lubelskie- 
go, Hieronim Piekarski, a zwłaszcza Czechowicz, zna- 
komity pisarz tego stronnictwa, potępiali chrzest dzieci ; 
bronili zaś obrzędu tego Szymon Zacjusz, *) superinten- 
dent wileński, i wielu innych. Powstały stąd spór zła- 
godzono nieco na synodzie w Brześciu Kujawskim 1565 
r., na który przybyło 32 księży, nie uchwaliwszy jednak 
w tym przedmiocie nic stanowczego. Za jedno z naj- 
ważniejszych _ zgromadzeń antitrynitarskich uważać mo- 
żna synod, który się odbył 25 grudnia 1565 r. w Wę- ^[jl^°jfitarzy 
growie, na który przybyło 47 księży i 18 znakomitej ^ Węgrowie, 
szlachty, oprócz znacznej liczby pomniejszych osobisto- 
ści. Uchwały jego uznane były przez zbory: szydło- 
wiecki, lubelski, chełmski i brzeski, a synod z gór Kar- 
packich wysłał nań licznych przedstawicieli. Odczyta- 
no też na tem zgromadzeniu listy zborów Siedmiogro- 
du, a wiele osób z pierwszych rodów przyłączyło się 
wówczas do kościoła antitrynitarskiego. Z tych wymie- 
nimy Barbarę, małżonkę wojewody witebskiego Kiszki, 
i Annę, księżnę Radziwiłłowa. Synod ów odrzucił chrzest 
dzieci na zasadzie, iż nie był on używany w kościele 
pierwotnym ani nie jest nakazany przez Ewangelję; nie 
AYzbronił jednak udzielania chrztu dzieciom, pozostawia- 
jąc zastosowanie tego obrządku sumieniom księży, zale- 
cając natomiast wzajemną pobłażliwość w imię mi- 



*) Szymon Zacjusz, superintendent ewangelicki wileński, rzeczywiście bro- 
va\ clirztu dzieci; antitrynitarzera nie był. H. M. 



— 224 ~ 

łości chrześcijańskiej. Postanowienia te odrzucił zbór 
wileński, obstając przy chrzcie dzieci. Na tymże syno- 
dzie wprowadzono w użycie chrzest dorosłych przez za- 
nurzanie, a Czechowicz zastosował go do Jakóba Nie- 
mojowskiego. 
Główne zasa- W r. 1565 kościół antitrynitarzy zupełnie już był 

zorganizowany: miał on swoje synody, swoich księży, 
swoje szkoły i zupełną hierarchję duchowną. Główne 
zasady tej sekty, zawarte w ogłoszonem r. 1574 wyzna- 
niu wiary*), były następujące: Bóg stworzył Chrystusa, 
najdoskonalszego proroka, najświętszego kapłana, nie- 
zwyciężonego króla, przez którego stworzył nowy świat. 
Nowym tym światem jest odrodzenie, o którem Chrystus 
nauczał, które uskutecznił i postanowił. Zbawiciel nasz 
naprawił dawny porządek rzeczy i udzielił wiecznego 
życia wybranym Swym, aby, po Bogu najwyższym, w Nie- 
go wierzyli. Duch Święty nie jest Bogiem, lecz darem, 
który Bóg Ojciec udzielił w pełni Swojemu Synowi. 
Wzbronione jest składanie przysięgi i dochodzenie krzy- 
wdy wszelkiej przed sądami; grzeszników należy upomi- 
nać, lecz nie karać lub prześladować w jakibądź spo- 
sób **) ; wszelako kościół zastrzegał sobie prawo wyłącza- 
nia nieposłusznych członków ze swojej społeczności. 
Chrzest trzeba uważać tylko za znak oczyszczenia, za- 
mieniający grzesznika w człowieka niebiańskiego, nale- 
ży go przeto udzielać tylko dorosłym. Eucharystja win- 
na być pojmowana w myśl reformatorów zurychskich. 
Zasady te szybko się rozpowszechniły a wiele naj- 
znakomitszych w Polsce osób przejęło się niemi. Zwró- 



*) Catechisis et confessio fidei coetus per Poloniam congregati in iioniine 
Jesu Christi, domini nostri, crucifisi et resuscitati." Rok wydawnictwa 1574, 
ICO stronic, czcionkami Aleksandra Turobickiego, 12-mo. Dzieło to nader rzadkie. 
Autorem jego zapewne Grzegorz Szoman. 

**) U naszych antitrynitarzy spotykamy jaż bardzo jasno zaczątki współ- 
czesnej doktryny Tołstoja o niesprzeciwianiu się złemu. H. M. 



— 225 — 

ciło to uwagQ całego kraju, a Modrzewski, mając pole- 
cone sobie przez Zygmunta Augusta wykazanie różnic 
zachodzących pomiędzy kościołem helweckim a pińczo- 
wianami, napisał w tym przedmiocie swe dzieło „Sylvae," 
w którem, nie pochwalając nauki pińczowian, zdradzał 
jednak skłonność ku antitrynitarzom. 

Na sejmie 1566 r. król,*) dla uspokojenia kościo- i^ubikzna roz- 
lów reformowanych, wydał rozkaz odbycia publicznej refonnowany^ 
rozprawy. Jakkolwiek trudno było spodziewać się osią- Starz?m?n^a 
gnięcia przez taki środek j^ożądanego celu, rozprawa ta?^J"^.*^^fi2g^' 
odbyła się przecież na sejmie w Piotrkowie 1566 r. 
w sposób uroczysty. Przedstawicielami kościoła helwe- 
ckiego byli tam: Sarnicki, Sylwjusz (Leśniow^olski), An- 
drzej Prażmowski, Krzysztof Trzecieski, rektor szkoły 
w Krakowie, i Jan Rokita, proboszcz czeskiego zboru 
• w Koźminie ; świadkami i sędziami w imieniu tegoż ko- 
ścioła ustanowiono: Jana Firleja, wojewodę lubelskiego 
i hetmana wielkiego koronnego, Jana Tomickiego, ka- 
sztelana gnieźnieńskiego, i Jakóba Ostroroga. Przewo- 
dniczącym obrano Myszkowskiego, kasztelana sandomier- 
skiego, a sekretarzem Mikołaja Dłuskiego. Przedstawi- 
cielami antitrpiitarzy byli: Grzegorz Pauli, proboszcz 
krakowski, Grzegorz Szoman i Stanisław Paklewski, pro- 
boszcze lubelscy, Stanisław Lutomirski, superintendent 
zborów antitrynitarskich w Małopolsce, Jan Lutomirski, 
kasztelan sieradzki, i nazwany dla wymowy swej De- 
mostenesem polskim Mikołaj Siennicki, marszałek izby 
posłów. Przewodniczącym mianowano Hieronima Filipo- 
wskiego a Jana Kazanowskiego — sekretarzem. Lutera- 
nie nie brali żadnego w tych rozprawach udziału. Rzym- 
scy katoHcy, zaproszeni przez króla do współdziałania 
w obronie głównej zasady wiary chrześcijańskiej, z po- 



*) Projekt dysputy powstał między antitrynitarzarai. Król zgodził się na 
jej odbycie. Sama dysputa odbyła się w Piotrlcowie 1565 r. H. M. 

Zarys dziejów reformacji. Tom. I. 15 



— 226 — 

ezątku zdawali sią chętnie na to zgadzać, lecz nastę- 
pnie odmówili, pod pozorem, iż stolica apostolska wzbra- 
nia częściowym zgromadzeniom rozpraw nad przedmio- 
tami wiary. Odbyto tedy cztery zgromadzenia, na któ- 
rych roztrząsano tajemnicę Trójcy Świętej. Przedsta- 
wiciele zborów reformowanych bronili tego dogmatu na 
podstawie Ewangelji, ojców kościoła i pierwszych sobo- 
rów powszechnych. Antitrynitarze zaś, broniąc swych 
poglądów, odrzucili powagę tak soborów jak i ojców ko- 
ścioła, a głównym ich mówcą i przywódcą był Grzegorz 
Pauli. Konferencje jednak nie doprowadziły do żadne- 
go rezultatu, gdyż obie strony pozostały przy s^^'ych 
j)rzekonaniach. Znamienne tylko było to, że sprawo- 
zdanie z tych rozpraw przedstawili królowi i senatowi 
Firlej, wojewoda lubelski, wierny zwolennik kościoła hel- 
weckiego, a izbie posłów — Siennicki, antitrynitarjusz. 

Dalszy rozwój sekty antitrynitarskiej w Polsce, do 
czasu wygnania jej z kraju, przedstawimy w następnym 
tomie tego dzieła. 

ROZDZIAŁ IX. 

Usiłowania ewang-elików celem połączenia się i doprowadzenie 

złączenia tego do skutku przez ugodę sandomierską 

(Consensus Sandomiriensis). 

Pomimo niepokojów, wywołanych av kościele hel- 
weckim przez antitrynitarzy i wielkiej szkody, jaką wy- 
rządzili sprawie reformacji w Polsce, ewangelicy polscy 
nie przestawali myśleć o połączeniu trzech głównych 
wyznań protestanckich: reformowanego czyli helweckie- 
go, czeskiego czyli waldensów i luterskiego czyli augs- 
burskiego. *) Sojusz taki nadałby stronnictwu protestan- 
ckiemu w naszym kraju siłę niepokonaną i zapewniłby 



*) w ogłoszonym obecnie przez Daltona protokóle tego synodu (15 czer- 
wca 1557 r.) nie znajdujemy wezwania luteran do unji; jest tylko ogólnie wypo- 
wiedziane życzenie połączenia wszystkich wiernych w Chrystusie. H. M. 



— 227 — 

mu szybkie zwycięstwo nad kościołem rzymskim, który 
stawiał mu opór skuteczny nie tyle przez własną potęgę, 
ile AYskutek nieszczęsnego rozdwojenia polskich ewan- 
gelików. 

Ważnym krokiem ku temu doniosłemu celowi było 
dokonane r. 1555 w Koźminku połączenie kościołów 
helweckiego i czeskiego, które, uzyskawszy pochwały 
najznakomitszych reformatorów *) Europy, zostało za- 
twierdzone na synodzie w Pińczowie r. 1556, we Wło- 
dzisławiu r. 1557 i w Książu r. 1560. Zjednoczone wy- 
znania usiłowały wciągnąć do swego związku luteran, 
a synod włodzisławski, pod przewodnictwem sławnego 
Jana Łaskiego, wezwał ich, by przyłączyli się do tego 
związku; lecz zaproszenie to pozostało bez żadnego sku- 
tku. Łaski cieszył się przeważnym wpływem śród zbo- 
lów reformowanych w Polsce. Można twierdzić, że on 
najbardziej prz)'czynił się do ustalenia ich w naszym kra- 
ju i do przewagi, jaką zdobyły u nas nad innemi wyzna- 
niami protestanckiemi. Przez luteran jednak nielubiany, 
doznał od nich, jak wiadomo, niemało prześladowań. 
Przyczyną odmowy luteran polskich na zaproszenie sy- 
nodu wdodzisławskiego było przejęcie się ich ku Łaskie- 
mu nienawiścią duńskich i niemieckich współwyzna- 
wców, a usiłowania luterskiego synodu w Głuchowie 
1557 r., by utorować drogę do zjednoczenia się, zamiast Luteranie 

,^T,.. . .. i-r»i 1 oponują prze- 

usunąc trudności, jeszcze je powiększyły. Połączone ko- ciwko połą- 
ścioły (czeski i reformowany) jako przedstawicieli swych trzech wy- 
na ten synod wysłały duchownych : Izraela, Drzewińskie- SSh w*Por 
go, Wawrzyńca i Rokitę. Łaski, zapewne przewidując, ^ce. 
iż podrażni luteran, nie stawał się na to zgromadzenie. 
Okazało się też, że miał słuszność; albowiem luteranie 
odczytali na tym synodzie dzieło Westfala, będące, ja- 



*) Tak np. w gorących słowach pochwala to zjednoczenie Kalwhi w liście 
do Kaimińskiesfo. 



— 228 — 

keśmy to już AYyżej wspomnieli, cierpką i niezasłużoną 
napa.ścią na Łaskiego. Niewłaściwy ten postępek obra- 
ził wyznawców helwecko-czeskiego kościoła, powiększa- 
jąc trudności w przeprowadzeniu połączenia icti z lute- 
ranami. Kościół czeski tymczasem szybko wzrastał pod 
kierunkiem Jerzego Izraela, *) którego zasługi i poświę- 
cenie się sprawie tegoż kościoła czyniły go najzupełniej go- 
dnym powierzonego mu przewodnictwa. Zgromadzony 
w Ślezanach na Morawach synod czeski składał się z 200 
księży, przybyłych z Polski i Moraw, oprócz szlachty 
i innych członków świeckich obu tych krajów. Ponie- 
waż luteranie ustawicznie Braciom czynili zarzut herezji 
(a im wiele zależało na połączeniu wszystkich wyznań 
ewangelickich), by więc Otrzymać stanowcze i uroczyste 
świadectwo swej prawo wierności, uciekli się do mą- 
drego środka: wyprawili do luterskiego kościoła w Niem- 
czech poselstwo dla odnowienia duchowego sojuszu za- 
wartego z Lutrem i usunięcia złej woli jego uczniów. 
Bracia czescy pi'zeszkadzającej upragnionemu zjednoczeniu. Wysłanych 
''^Ttawicidi''^^^ ^^1 Sprawie Jakóba Rokitę i Piotra Herberta życzli- 
swych do głu- ^ic przyjął Wolfgang, margrabia reński, i Krzysztof, ksią- 
matorów żę wirtcmbcrski ; wyznanie zaś wiary kościoła czeskiego 
i7t(')izy ajno-' uznanc zostało za wolne od błędów i zgodne z nauką 
Sie wiJy -^^^^^S^y^- ^siążę wirtemberski przez listy polecił zbo- 
ry czeskie opiece Mikołaja księcia Radziwiłła, Łukasza 
Górki, wojewody poznańskiego, i Stanisława Ostroroga. 
Rokita, zaopatrzony dostatecznemi świadectwami dla od- 
])arcia luteran tak w kraju jak zagranicą, powrócił do 
Polski, a Herbert puścił się w dalszą podróż dla odwie- 
dzenia najznakomitszych reformatorów i głównych szkół 
protestanckich w Niemczech i Szwajcarji, aby wyznanie 
czeskiego kościoła poddać ich zatAvierdzeniu, Osiągnął 



*) Działalności Izraela poświęcona jest najnowsza monografja Kruskego 
1S95 r. H. M. 



— 229 — 

on cel ten w zupełności, albowiem Sulcer w Bazylei, 
Piotr Męczennik i Bullinger w Zurychu, Kalwin, A^iret 
i Beza z Genewy i Muskulus z Berna dali prawowierno- 
ści zborów czeskich najpochlebniejsze świadectwa. Orze- 
czenie takich powag stłumiło na czas pew^ien objawy 
złej Avoli luteran, którzy na synod do Książa we wrze- Synody 
śniu 1560 r. wysłali swoich przedstawicieli. Lecz ci by- po^aSwt" 
li tam tylko słuchaczami, nie biorąc w obradach czyn- łane celem 

i" • 1 • 1 • 1 T n Tl 1 połączenia ko- 

nego udziału i tłomacząc się, że przybyli tylko dla słu- ściolów ew. 
chania i badania, gdyż nie upoważniono ich do zawarcia 
sojuszu rehgijnego.*) Synod ten zaprowadził ostateczne 
urządzenie połączonych zborów i wzmocnił związek icli 
j)rzez dokładne określenie niektórych zagadnień. Na 
licznym synodzie, zgromadzonym w Poznaniu w listopa- 
dzie tegoż roku a złożonym z wielu z pośród szlachty 



*) Na wspomnianym synodzie wybrano superintendentem generalnym mało- 
polskim Szczęsnego Krucigera, pastora w Secymiuie, dodając mu jako pomocników 
Li^maniniego i Blandratę. Wszystkie istniejące już wówczas' (15G0 r.) zbory w Ma- 
łopolsce podzielono na dystrykty, na czele których stali seniorzy. Organizacja ta 
przedstawiała się w sposób następujący: 

1. W dystrykcie j^ińczowskhn były zbory: Pińczów, Łukowa, Chmielnik, 
Solec, Pieskowa Skała. Seniorami świeckimi byli: Mikołaj Oleśnicki, Baltazar Łu- 
kowski, Andrzej Gołuchowski, Golecki. 

2. W dystrykcie krakowskim zbory: Kazimierza, Rogów, Czarnocin, Bobin, 
Gorzków. Seniorami byli: Lutomirski Mikołaj, kasztelan Czechowski, Cikowski 
Stanisław, Smolik Kacper, Słusz. 

3. W dystrykcie ksiąskim: Pełsznica, Iwanowice, Niedźwiedź, Książ. Se- 
niorzy: Hieronim Filipowski i Stanisław Lasocki. 

4. W dystrykcie icłodzisłaicskim : Włodzisław, Lubcza, Chrzęcice, Koro w, 
Moskorzów, Szczekociny, Tarnawa. Seniorzy: Stan. Szafraniec, Hier. Rzeszowski, 
Fil. Szczepanowski, Jan Włodzisławski. 

5. W dystrykcie zhoru krakowskiego i wielickiego. Seniorzy: Bonar, Lu- 
tomirski, Karmiński. 

6. W dystrykcie |)0(i^órsA:mi: Wielogłowy, Siekluka. Seniorzy: Sebastjan 
Wielogłowski, Jordan, Broniewski, Paw. Górski. 

7. W dystrykcie sandomierskim: Czyżów, Goślice, Zdziechowice. Seniorzy: 
An. Jakubowski, Piotr Swieczyński, Stan. Czyżowski. 

8. W dystrykcie radomskim seniorzy: Stan. Wąsowicz, Jakób Chlewiński. 

9. W dystrykcie sanockim seniorzy: Bal, Domaracki i Stan. 

Oprócz tych zborów były w Małopolsce jeszcze liczne zbory w Lubelskiem, 
zorganizowane na synodzie w Bychowie 1561 r. 



— 230 — 

i duchowieństwa Wielkiej i Małej Polski, luteranie oka- 
zali się mniej opornymi w przeprowadzeniu ugody. Ósma 
uchwała tego synodu polecała obmyślenie środków dla 
osiągnięcia tego celu. Główną ku temu przeszkodą był 
ściśle dogmatyczny duch luteran, wzbraniających się uczy- 
nić jakiekolwiek ustępstwa av rzeczach mniejszej nawet 
wagi. Nie chcąc zadowolić się podobieństwem, doma- 
gali się oni zupełnej tożsamości nauki. Zaczynające się 
ustalać porozumienie zakłócone zostało wpływami ze- 
wnętrznymi: Flacjusz Illiricus*) wysłał w r. 1558 do 
Polęki jednego z zaufanych swych stronników w celu 
przeszkodzenia zamierzonemu tam połączeniu wyznań 
ewangelickich, a zwolennicy jego idei gorliwie popierali 
te szkodliwe dążenia. Pokonano wszakże wpły^yy te, 
a zła wola obcych nie zdołałaby powstrzymać połącze- 
nia, gdyby nie stanęły temu na przeszkodzie niesnaski 
domowe. 
Gwałtowne Bracia czescy, aczkolwiek nie mogli otwarcie od- 

wTstftpiGniG 

MorgensternajPra-wiać swych nabożeństw w Toruniu, założyli tam 
skie°owToru'-P^^®^^^^ ^^ór SWÓJ W 1549 roku. MiejscoAvy pastor przy 
niu, przeciwko ]^Q^(3iele P. Marii, Morgenstern, człowiek kłótliwy i cia- 

braciom cze- "' ^ . . "^ . 

skini. snego a fanatycznego umysłu, nie mogąc znieść nieza- 
leżności zboru czeskiego od swej władzy, starał się roz- 
ciągnąć nad nim swe zwierzchnictwo. Bracia, których 
wyznanie wiary i karność duchowna o wiele ściślejsze 
były od luterskich, opierali się jego uroszczeniom, wy- 
trwale stojąc przy swojej wierze. Po pewnym czasie 



Co do luteran na synodzie w Książu, to w aktach sj-nodowych znajdujemy 
wzmiankę o d«'óch pastorach augsburskich z Wielkopolski: .Janie i Wawrzyńcu, 
którzy w imieniu swych kościołów oświadczyli chęć ustanowienia jedności z mało- 
polskimi kościołami. H. M. 

*) Flacius Illiricus, właściwie Frankowicz, Słoweniec, był rodem z Albony 
w Ilirji (ur. w r. 1520). Uczeń Lutra i Melanchtona, został w r. 1544 profeso- 
rem języka hebrajskiego w Witenberdze, a potem w r. 1557 w Jenie. Teologi- 
czne spory, w których brał nader gorliwy udział, ściągały na głowę jego liczne 
prześladowania, skutkiem których był zmuszony do częstych zmian miejsca swego 



— 231 — 

Wawrzyniec, proboszcz Braci, otwarcie wypowiedział 
przyczynę, dla której nie chcieli oni poddać sie, przewo- 
dnictwu luteran; oświadczył on, że śród zwolenników 
i wyznawców kościoła augsburskiego nie wprowadzono 
istotnej naprawy obyczajów i że duchowieństwo ich nie 
mogło służyć za wzór kościołowi chrześcijańskiemu, al- 
bowiem życie ich nie jest zbyt bogobojne; że kościół 
ich nie posiada ustalonej hierarchji, że wielkie rozdwo- 
jenie przeważa śród zborowników, a zasady i obrzędy 
nie są dostatecznie określone. Na ostatek uskarżali się 
czesi, że duchowieństwo luterskie mianowane jest przez 
władzę państwową, co oni uważali za ujmę dla nieza- 
leżności i duchownego kierunku kościoła. Pomimo te- 
go Wawrzyniec nie odrzucał stanowczo połączenia z lu- 
teranami, lecz postanowienie w tej sprawie pozostawił 
do rozstrzygnięcia najwyższej władzy swego kościoła. 
Podrażniony takim oporem, Morgenstern zaczął kazać 
z kazalnicy przeciwko czechom, obwiniając ich o he- 
rezję, aż nareszcie ci, po niejakim czasie, postanowili, 
dla utrzymania zgody śród ewangelików, poddać swój 
kościół zwierzchnictwu luteran, zastrzegając sobie tylko 
zachowanie wewnętrznego urządzenia. Ugodę tę za- 
Avarto na naradzie w październiku r. 1563; lecz gdy po- 
mimo tego wielu czechów unikało nabożeństwa luter- 
skiego, Morgenstern wygłaszał przeciwko nim jeszcze 
bardziej surowe kazania. Od tego czasu, skutkiem 
wzrastającej przewagi luteranizmu, rozpoczął się zanik 
zboru czeskiego w Toruniu a Morgenstern, któremu nie- 
pohamowany charakter przysporzył wielu wrogów, znie- 
wolony był, skutkiem tego prawdopodobnie, złożyć swój 
urząd w r. 1567. 



pobytu. Umarł w r. 1575. Był on założycielem tali zw. „Centuriae Magdebur- 
genses*' (pierwsza protestancka historja kościelna). 



— 232 — 

Na synodzie Niecheó luteran ku braciom czeskim iaskraAvo uwy- 

w Pozuaniu , . . •* . " 

luteranie datniła siQ iia synodzie zgromadzonym w styczniu r. 
'^^ci czeikich 1567 W Foznaniu, na którym przewodniczący Erazm 
^ zasad^^*^'^ Gliczner, superintendent kościołów luterskich w Wielko- 
polsce, wyobraziwszy sobie, że można będzie skłonić cze- 
chów do zupełnego zastosowania ich wiary do zasad lu- 
terskich, nalegał na przedstawicieli braci czeskich, Izraela 
i Wawrzyńca, by przyjęli wyznanie augsburskie na tej 
podstawie, iż przyjęli je ewangelicy rozmaitych odcieni 
w Niemczech. Izrael nie wystąpił przeciwko temu wy- 
znaniu wiary, bronił jednak zasad swego kościoła, twier- 
dząc, że one wolne są od błędów i niesprzeczne z Ewan- 
gelją, że przeto poddanie ich dogmatycznym określeniom 
teologów luterskich równałoby się przyznaniu do błę- 
dów dotychczasowych. Żądając od luteran wykazania 
tych błędów, czesi przyrzekli na wszelkie zarzuty dać 
zadowalającą odpowiedź. Synod obiecał czechom, że 
wykaże ich błędy, lecz podczas posiedzeń nie powziął 
żadnego w tym względzie postanowienia. Dopiero po jego 
zamknięciu czesi otrzymali cały spis zarzutów czynionych 
ich kościołowi. Wyszły one z pod pióra Morgensterna, a 
że doręczone zostały tak późno, zachodzi więc wątpliAvość, 
czy nie uczynił on tego bez upoważnienia synodu. Zarzu- 
cano więc czechom, że nie wierzą w niewidzialną obe- 
cność Chrystusa na ziemi ; że pojęcie ich o posłannictwie 
Ducha S-tego zbliża się do wiary w trójbóstwo, albowiem 
według ich zdania Duch S-ty przebywa śród wiernych 
w zastępstwie Chrystusa; że siebie tylko uważają za 
jedyny prawdziwy kościół; że nauka ich o żalu za grze- 
chy błędna jest, albowiem nie wiara to, jak utrzymują 
oni, wywołuje skruchę będącą częścią żalu za grzechy, 
lecz przeciwnie: wiara jest następstwem skruchy; wy- 
magają oni od katechumenów, zgodnie z papieżem i ana- 
baptystami, powtórzenia obietnic uczynionych przy chrzcie, 
co jest niejako samego chrztu powtórzeniem; przypisu- 



— 233 — 

jąc zbawienie wyłącznie dobrym uczynkom, potępiają 
przez to samo wyznanie augsburskie, które twierdzi, iż 
nie są one konieczne do zbawienia, albowiem zbawienie da- 
je wiara ; utrzymują, iż kazania nie są słowem Bożem ; nie 
nauczają wraz z kościołem prawowiórnym, iż człowiek 
usprawiedliwiony bywa tylko przez łaskę Bożą; że ko- 
ściół Braci w wyznaniu wiar}^ przedstawionem Włady- 
sławowi Jagiellończykowi, królowi czeskiemu, 1504 r. 
uznawał wespół z antychrystem siedm sakramentów, 
i że zaprzeczał prawdziwej obecności Chrystusa pod po- 
stacią chleba i wina w komunji; i nareszcie, że odrzu- 
cając władzę świecką, ustanawiają dla swych współwy- 
znawców niezależne sądownictwo. 

Wyznawcy kościoła czeskieo-o natychmiast oe:łosili /^i^po^^fiź 

"^ "^ -1 • • "^^^^ czeskich 

odpowiedź na powyższe zarzuty, twierdząc, iż kościół na zarzuty 
ich nigdy nie zaprzeczał niewidzialnej obecności Chry- 
stusa na ziemi; że nauka ich o Duchu Świętym zgodna 
jest z ewangelją św. Jana r. 14 w. 26 i r. 16 w. 7 ; że 
kościół czeski uważa się tylko za część powszechnego 
kościoła chrześcijańskiego a swoimi nazywa tę liczbę 
Aviernych, którzy pozostali pod jego zwierzchnictwem; 
że poznanie zakonu i grzechu (fides generalis) powin- 
no poprzedzać skruchę, której następstwem jest ufność 
w miłosierdzie Boże (fides speciahs) że katechumen, 
przystępując do komunji, winien powtórzyć zobowiąza- 
nia złożone przy chrzcie jego przez rodziców chrze- 
stnych; dobre uczynki są to owoce żywej wiary, do 
spełniania których obowiązany jest każdy chrześcijanin 
nie dlatego, by otrzymać odpuszczenie grzechów, lecz 
bj^ dowieść Bogu swego posłuszeństwa i szczerości swej 
wiary; kazania, zgodne z Ewangelją, są słowem Bożem; 
zbawia nas łaska, nie zaś dobre uczynki. Kościół czeski za 
czasów Husa uznawał siedm sakramentów, lecz wyznanie 
wiary, przedstawione królowi Ferdynandowi, przyznało 
tylko dwa: chrzest i eucharystję; zaś „Apologja wyzna- 



— 234 — 

nia augsburskiego" przyjmuje rozgrzeszenie jako trzeci 
sakrament. Kościół czeski wierzy, iż w eucharystji 
przyjmuje się ciało i krew Pańską duchownie, nie zaś 
cieleśnie; uznaje on świeckie sądy, lecz nieporozumienia 
w sprawach mniejszej doniosłości stara się rozstrzygać 
przez swą własną powagę, ważniejsze tylko pozosta- 
wiając sądownictwu państwowemu. 
Poddanie spo- Ta obrona wiary braci czeskich nie zadowoliła je- 

ru czechów , , , , . . . . . , , 

z luteranami dnak luteran, którzy upatrzyli w mej pewną niejasność, 
^°^®^j^g^Jg^'twierdząc, iż się wiara czeska nie zgadza ze ściśle 
skich, którzy ewang-elicznemi zasadami. Wskutek tego za obustron- 

orzekają na ^ '-' _ 

korzyść braci ną zgodą, uchwalono ią poddać sądowi teologów wi- 
tenberskich, których orzeczenie miało mieć moc roz- 
strzygającą; gdyby wypadło na korzyść czechów, zgo- 
dzono się odtąd nie stawiać przeszkód połączeniu się 
Braci ze zborami luterskimi w Polsce. Bracia cze- 
scy wysłali przeto do Witenbergi jako swych przedsta- 
wicieli Wawrzyńca i Jana Polikarpa, przyjętych tam 
w r. 1568 bardzo życzliwie przez wydział teologiczny, 
złożony z Pawła Ebera, ówczesnego dziekana wydzia- 
łu, Jerzego Majora, Pawła Krella i sławnego Kacpra 
Peucera, *) który, choć nie był duchownym, wywierał 
jednak wielki wpływ na sprawy wiary. 

Obrona wyznania czeskiego, po rozpatrzeniu, uzna- 
na została za prawowierną i zgodną z wyznaniem augs- 
burskiem. Eber w mowie wypowiedzianej przy tej 
sposobności oświadczył : „Bracia czescy i morawscy od 
dawna wyznają, czystą naukę, wierzą w to samo, co 
i my, a tylko niektóre zewnętrzne ich obrzędy różnią 
się od naszych. Nie są ani anabaptystami, ani wroga- 
mi praAvdziwej wiary; niesłusznie byłoby więc wystę- 



*) Kacper Peucer, zięć Molanchtona, urodzony w Budziszynie w Sakso- 
nji w r. 1525, był jednym z najuczeńszych mężów swego czasu. Za tajemno 
sprzyjanie nauce Kalwina przez stronnictwo ściśle luterskie wtrącony do więzie- 
nia, po uwolnieniu ,swem został nadwornym lekarzem księcia Anhalt-Zerbst. 
Umarł w r. 1602. Odznaczał się zarówno nauką, jak wielką zacnością charakteru. 



— 235 — 

pować przeciw nim czy to publicznie, czy prywatnie, lub 
też pot(^piać ich z kazalnicy: są oni braćmi naszymi, za- 
sługuj[\cymi na naszą życzliwość chrześcijańską. 

Teologja witenberska nie miała jednak w owym 
czasie przewagi w zborach luterskich, z których wielu 
obwiniało ją o przychylność dla zasad kościoła helwe- 
ckiego w nauce o wieczerzy Pańskiej, co nazywano kry- 
pt okalwinizmem albo filipinizmem. *) Czuli wiąc teolo- 
gowie witenberscy drażliwe swe stanowisko, a Eber, 
wręczając wysłańcom braci czeskich zupełnie zadowa- 
lające świadectwo o ich prawowierności, nie ukrywał 
przed nimi obawy, iż ono nie wywrze może pożądane- 
go skutku. „Szkoła witenberska — mówił on — niezdol- 
na jest wymódz posłuszeństwa na niespokojnych umy- 
słach, których niepohamowanej burzliwości niepodobna 
opanować." Ubolewając jednocześnie nad panującą śród 
luterskich zborów i rzekomych zwolenników tychże nie- 
zgodą, oświadcza, iż wolałby spokojne zacisze, niż kie- 
rowanie szkołą w Witenberdze. "W liście pisanym do Izra- 
ela gorzko nawet narzeka na wichrzycieli, którzy obłudą 
swą i prostactwem zakłócają spokój zborów i jak psy 
wściekłe nie oszczędzają nawet zmarłych. Wyraziwszy 
ubolewanie nad tem, że wyznawcy kościoła augsburskie- 
go sprawili rozdwojenie śród zborów ewangelickich, 
oświadczyli teologowie witenberscy, że wyznanie braci 
czeskich, zamerając czystą naukę, wolne jest od wszel- 
kiej niejasności; że kościoły czeski i luterski przez dłu- 
gi czas połączone były związkiem duchowej spójni, tak, 
że sam Luter odwołał w 1542 roku nieprzychylne po- 
przednio swoje o nich zdanie, wydając im wonczas świa- 
dectwo najpochlebniejsze. Oświadczywszy w końcu uro- 
czyście, że zarzuty synodu poznańskiego były bezpodsta- 

*) Nazwa ta pochodzi od imienia Melancbtona: Filip. Wiadomo, że i Me- 
łanchton posądzany był o sprzyjanie kalwinizmowi w nauce o sakramencie komu- 
nji świętej. 



— 23(3 — 

wiie, zaleca tym, którzy je czynili, większą sprawiedli- 
wość, jak to przystoi nauczycielom wiary świętej. 

Zdaje się, iż orzeczenie teologów witenberskich le- 
piej poskutkowało, niż się spodziewano, albowiem odtąd 
luteranie zaniechali swych napaści na kościół czeski 
a myśl połączenia wyznań ewangelickich w Polsce szyb- 
ko zaczęła postępować. Uchwalono zwołać w tym ce- 
lu synod, obierając na ten zjazd miasto Sandomierz, 
gdzie przedstawiciele Avyznaii ewangelickich doprowa- 
dzić mieli do skutku wielkie dzieło zjednoczenia. 

Rok 1569 upamiętnił się jednym z najważniejszych 
w dziejach naszych wypadkiem, mianowicie, połączeniem 
się Litwy z Polską na sejmie lubelskim. *) Zgromadze- 
ni na tym sejmie j^rzedstawiciele najpierwszych rodów, 
należących do trzech ewangelickich wyznań w Polsce, 
postanowili wszelkimi sposobami popierać i3ołączeni(^ 
swych kościołów i przeprowadzić je w roku następnym. 
Spodziewali się oni także, iż król Zygmunt August, któ- 
ry tak życzył sobie zjednoczenia owych Avyznań, widząc 
je spełnione, przyjmie protestantyzm. Nadzieję tę pod- 
sycało w nich i to, że podczas sejmu monarcha wraz 
z dworem swym, senatem i przedstawicielami obcych 
mocarstw uczestniczył w pogrzebie protestanta Sienia- 
wskiego, wielkiego hetmana koronnego, sławnego ryce- 
rza, który zmarł w podeszłym wieku lat 81. 

Synody 1570 r. w Poznaniu i w Wilnie przygoto- 
^^ały zamierzone połączenie, usunąwszy wiele przeszkód 
stawianych przez duchowieństwo luterskie. 



*) Litwa i Polska dotąd byłj połączone z sobą tylko za pomocą wspól- 
nepfo władcy, który na Litwie był dziedziczny, w Polsce zaś obieralny. W akcie 
unji lubelskiej król zrzekł si^ swych praw dziedziczenia na Litwie i odtąd podle- 
gał wyborowi w obu krajach, które zarazem otrzymały wspólną izbę prawodawczą, 
choć zarządy tymi krajami, prawa i wojska pozostały odrębne. Porządek ten, 
z ruałemi zmianami, przetrwał aż do upadku Polski. 



— 237 — 

Synod sandoiiiierski składał sie ze szlaclity i ducho-'^^"?<^ ^ V'^I'- 

•^ . . domierzu 1570 

wieństwa, należących do trzecli wyznań ewangelickiclir. połączył wy- 
w Polsce ; antitrynitarzy z obrad tych wykluczono. Świec- trzecłi kościo- 
cy członkowie obrali na swych przewodniczących: My- ^^^p^^"^" 
szkowskiego, wojewodę krakowskiego, Zborowskiego, wo- 
jewodę sandomierskiego, i Stanisława Iwana Karmińskie- 
go; duchowni zaś mianowali prezesami swymi na ten 
synod księży wyznania helweckiego : Gilowskiego, Pra- 
żniowskiego i Sokołowskiego; ten ostatni został sekreta- 
rzem. Posiedzenia synodu trwały od 9 do 14 kwietnia. 
Wielkie trudności stawili bracia Erazm i Mikołaj Gli- 
cznerzy, przywódcy stronnictwa luterskiego, żądając, aby 
wyznawcy kościoła helweckiego i czeskiego przyjęli wy- 
znanie augsburskie. Ponieważ ci na to zgodzić się nie mogli, 
zaszła na wstępie obawa, iż synod rozejdzie się, nie osią- 
gnąwszy celu, dla którego się zebrał. Nareszcie przecież 
doprowadzono sprawę do skutku dzięki usiłowaniom wo- 
jewodów krakowskiego i sandomierskiego (Myszkowskie- 
go i Zborowskiego), którzy błagali stronnictwa, by nie- 
zgodami swemi nie szkodziły sprawie reformacji wobec 
tak groźnego przeciwnika, jakim jest kościół rzymski ; 
dawali przytem do zrozumienia, iż, gdyby nie ubolewa- 
nia godne niesnaski, rozdzielające protestantów, król 
możeby przystąpił do kościoła ewangelickiego. Skoro 
luteranie zaniechali oporu, między przedstawicielami 
kościołów helwecko-czeskich a augsburskiego w Pol- 
sce podpisana została dnia 14 kwietnia 1570 r. nastę- 
pująca umowa: 

Akt połączenia w sprawie religji między kościoła- Akt umowy 
mi ewangelickimi Wielkopolski, Małopolski, Rusi, Litwy skiej. 
i Zmujdzi, które dotychczas zdawały się różnić między 
sobą pod względem trzech wyznań : augsburskiego, cze- 
skiego i szwajcarskiego, zawarty w Sandomierzu dnia 
14 kwietnia 1570 roku: 



— 238 — 

„Po wielu a długich sporach z sektami tryteistow, 
ebjonitów i anabaptystów *), po uwohiieniu się za ła- 
ską Bożą od wszystkich tych wielkich a opłakanych nie- 
snasek, prawowierne kościoły ewangelickie w Polsce, 
które (wedle twierdzenia wrogów kościoła ewangelickiego) 
zdają się nie zgadzać w pewnych zapatrywaniacli i obrzę- 
dach, postanowiły, dla miłości pokoju i zgody, zwołać 
synod, by oświadczyć zupełne między sobą porozumienie. 
W tym celu, odbywszy przyjazne i chrześcijańskie roz- 
prawy, stanowią, za wspólną zgodą, uchwały następują- 
ce: Ani my, którzyśmy złożyli na synodzie tym wyzna- 
nie wiary, ani bracia czescy nie zarzucaliśmy wyznawcom 
kościoła augsburskiego, że nauka ich o Bogu Ojcu, wcie- 
leniu Syna Bożego, usprawiedliwieniu i innych przedmio- 
tach naszej wiary nie była bogobojna lub prawowierna. 
Tak samo wyznawcy kościoła augsburskiego szczerze 
zaświadczają, iż w nauce wyznania naszego jako i bra- 
ci czeskich (których nieświadomi nazywają waldensami) 
o Bogu Ojcu, Trójcy, wcieleniu, usprawiedliwieniu i in- 
nych głównych artykułach wiary chrześcijańskiej nie 
znajdują nic, coby nie było zgodne z prawdziwą pra- 
wowiernością i czystem Słowem Bożem. Jednocześnie 
weszliśmy we wzajemne i święte zobowiązanie jednomy- 
ślnej i przepisami Słowa Bożego określonej obrony tego 
naszego przymierza w sprawie prawdziwej i czystej wia- 
ry chrześcijańskiej, przeciw wyznawcom kościoła rzym- 
skiego, przeciw sekciarzom, jako też przeciw wszystkim 
wrogom prawdy i Ewangelji. 

Co się tyczy nieszczęsnych sporów o wieczerzy Pań- 
skiej, postanowiliśmy trzymać się znaczenia słów Chrystu- 
sa Pana według objaśnienia ojców kościoła, a mianowi- 
cie Ireneusza, który orzeka, że tajemnica ta jest po- 
dwójna : ziemska i niebiańska. Nie twierdzimy, aby chleb 



*) Tak nazywano antitrynitarzy. 



— 239 — 

i wino były tylko czczymi symbolami; uznajemy owszem, 
iż wierzącym dają i w istocie przez wiarcj udzielają to, 
co znaczą. Ażeby przedstawić rzecz jaśniej i dokładniej, 
zgodziliśmy się wierzyć w istotną obecność Chrystusa 
w komunji dla tych, którzy ją przyjmują. Tak więc' 
ciało i krew Pana naszego istotnie udzielana jest pod 
postacią chleba i wina, a zatem, zgodnie z istotą sakra- 
mentu, nie należy takowych uważać tylko za Avyobraże- 
nie ciała i krwi Chrystusowej. 

„Dla zapobieżenia nowym sporom powstać mogącym 
z różnicy wyrażeń, postanowiliśmy do artykułu naszego 
wyznania dodać orzeczenie kościołów saskich o wiecze- 
rzy Pańskiej, posłane w r. 1551 na sobór trydencki, a 
które przyjmujemy, uznawszy je za bogobojne, a miano- 
mcie: „Chrzest i wieczerza Pańska są zadatkiem i świa- 
dectwem łaski Bożej, przypominają nam obietnicę i cał- 
kowite zbawienie i zaświadczają, iż dobrodziejstwa Ewan- 
gelji są udziałem tych, którzy korzystają z tych obrzę- 
dów i t. d. 

„Nikt nie może przystąpić do stołu Pańskiego, jeśli 
poprzednio nie był badany przez duszpasterza i nie 
otrzymał jego rozgrzeszenia, przed uzyskaniem którego 
ludzie mniej oświeceni winni być badani co do swej 
wiary i nauczani. Sakramenta ustanowione są przez 
Boga, lecz nie mogą być uważane za takowe, gdy nie są 
udzielane według ustawy Pańskiej. Gdy jednak komunja 
udzielana bywa zgodnie ze słowami ustanowienia, Chry- 
stus istotnie w niej jest obecny a ciało i krew Jego 
spożywane przez wiernych. 

„Dla pewniejszego zatwierdzenia tej świętej, wza- 
jemnej naszej umowy, uznajemy prawowierność kościo- 
łów saskich z takąż miłością chrześcijańską, z jaką oni 
uznali za prawowierne wyznania nasze i braci czeskich. 
Puszczamy w wieczystą niepamięć wszelkie nieporozumie- 
nia i spory, które przeszkadzały dotąd rozwojowi Ewan- 



— 240 — 

gelji ku wielkiemu dusz bogobojnych zgorszeniu a da- 
jące wrogom naszym sposobność do oszczerstw i do na- 
paści na naszą prawdziwie chrześcijańską wiarę; nato- 
miast obowiązujemy się utrzymywać między sobą po- 
kój, żyć we wzajemnej miłości i Avzajemnie wspierać się 
w budowaniu kościoła chrześcijańskiego, w myśl tej na- 
szej bratniej spójni. 

„Jednocześnie obowiązujemy się wspólnie zapra- 
szać i nakłaniać braci naszych, by przyłączali się, utrzy- 
mywali i popierali tę naszą ugodę, przyczyniając się do 
tego zwłaszcza przez słuchanie słowa Bożego i używa- 
nie sakramentów; zachowując wszelako porządek i kar- 
ność, jako też obrzędy każdego z wyznań. 

„Albowiem obecny sojusz pozostawia swobodę obrzę- 
dów każdemu z kościołów, gdyż obrzędy małej są wa- 
gi, byleby nauka i podstawa naszej wiary pozostała czy- 
sta i nieskażona, a czego też żądają wyznania saskie 
i augsburskie, i cośmy wyrazili w nasze m własnem wy- 
znaniu, podpisanem na obecnym synodzie w Sandomie- 
rzu. Dlatego, jako członkowie jednego ciała, przyrze- 
kamy wspierać się wzajemnie w miłości chrześcijańskiej 
radą i czynem a wszelkimi sposobami popierać wzrost 
prawowiernych kościołów ewangelickich w Polsce, Li- 
twie, Żmujdzi i Rusi. Gdy kościoły te zechcą odbywać S}^- 
nody powszechne, powinny powiadamiać nas o tem a na- 
wzajem nie mogą nam odmawiać, gdy ich na nasze synody 
będziemy wzywali. Dla należytego ustalenia tej naszej 
bratniej ugody uważamy za stosowne, ile razy zmuszą nas 
do tego wrogowie prawdy ewangelicznej, zbierać się w 
oznaczonych miejscach, by tam w imię ewangelickich ko- 
ściołów Polski, Litwy, Żmujdzi i Rusi streszczać nasze 
wyznanie i ogłaszać je dla nakazania milczenia przewro- 
tności ludzkiej a ku pociesze bogobojnych. 

„Podawszy więc sobie uroczyście ręce, święcie przy- 
rzekliśmy zachować stale pokój w wierze i popierać go 



dfcil 



^ 241 — 

z każdym dniem wie^cej ku zbudowaniu kościoła a uni- 
kać wszelkich powodów do niezgod. Wreszcie obowią- 
zujemy się nie szukać własnej korzyści; lecz, jako przy- 
stoi prawdziwym sługom Bożym, — chwały Zbawiciela 
naszego Jezusa Chrystusa przez krzewienie słowem i czy- 
nem prawdy ewangelicznej. Zwracając się więc do Bo- 
ga, Twórcy i obfitego Źródła wszelkiej pociechy i poko- 
ju, który wyrwał nas i zbory nasze z głębokiej ciemno- 
ty papiestwa, obdarzając światłem czystego słowa Swe- 
go i świętej Swej prawdy, prosimy Go, by pobłogosła- 
wił ten święty nasz pokój, ugodę i sojusz, na chwałę 
Swego imienia i ku zbudowaniu Swego kościoła. Amen. 

„Oto jako rzecz dobra i jako wdzięczna, gdy bra- 
cia zgodnie mieszkają!" Psalm 133 w. 1. 

Akt ten podpisali: Stanisław Myszkowski, wojewoda 
krakowski; Piotr Zborowski, wojewoda sandomierski; Sta- 
nisław Bniński w imieniu Łukasza Górki, wojewody po- 
znańskiego, i Jana Tomickiego, kasztelana gnieźnieńskie- 
go, jak rÓAvnież w zastępstwie wszystkich zborów augsbur- 
skiego wyznania w^ Wielkopolsce. Stanisław Chrząsto- 
wski, pastor zboru helweckiego w Jazłowcu, w imieniu 
Jerzego Jazłowieckiego, wojew^ody Rusi, tudzież w za- 
stępstwie wszystkich ewangelickich zborów tego kraju; 
Zygmunt Myszkowski, starosta oświęcimski; Erazm Gli- 
czner, superintendent kościołów augsburskiego wyzna- 
nia, w imieniu własnem i wszystkich współduchownych 
wielkopolskich; Mikołaj Gliczner, starszy zborów luter- 
skich obwodu poznańskiego; Andrzej Prażmowski, pa- 
stor helweckiego kościoła w Radziejowie na Kujawach ; 
Szymon Teofil Turnowski, djakon braci czeskich; Sta- 
nisław Sarnicki, starszy zborów helweckich obwodu kra- 
kowskiego; Jakób Sylwjusz, starszy takichże zborów 
w obwodzie chęcińskim, jako też i Paweł Gilowski 
z obwodu Zatorskiego i oświęcimskiego; Mateusz Raków, 
pastor kryłowski, w imieniu szlachty województwa beł- 

Zirys dziejów reformacji. Tom I. lu 



— 242 — 

skiego; Stanisław Iwan Karmiński, wybrany sekreta- 
rzem synodu; Daniel Ckrobiewski i Adam Różanka, do- 
ktorowie medycyny i radni krakowscy; Krzysztof Tre- 
cjusz, starszy zborów helweckich w Krakowie; Stani- 
sław Marcjan, pastor takiegoż zboru w Dziewałtowie na 
Litwie i delegat księcia Wiśniowieckiego ; Walenty Brzo- 
zowski, proboszcz Dobrkowa, senior zborów helweckich 
w Podgórzu; Andrzej z Kruszwicy, duchowny tegoż wy- 
znania z Lisowa na Kujawach, i Piotr Tarnowski, pa- 
stor z Dębnicy. *) 
Uchwały sy- Według powziętego na tym synodzie postanowie- 

znaniu roz- nia, zwołano dnia 18 maja tegoż roku do Poznania 
nowiema sy- nowe Zgromadzenie dla potwierdzenia i rozwinięcia 
"m^ersSeS" ^^chwał synodu sandomierskiego. Na synod ten Hcznie 
zebrała się szlachta i duchowieństwo, należące tak do 
kościoła czeskiego jak i luterskiego, jako to : Łukasz 
Górka, wojewoda poznański, Jan Tomicki, kasztelan 
gnieźnieński, Jerzy Izrael, Wawrzyniec, Erazm i Miko- 
łaj Glicznerzy i t. d. Małopolskie zbory helweckie nie 
posłały wówczas swych przedstawicieli prawdopodobnie 
dlatego, że na synod ten udali się duchowni tegoż wy- 
znania z bliżej położonych Kujaw jako i czescy, wy- 
znający też same zasady. Usunąwszy wiele wątpliwo- 
ści, nierozstrzygniętych jeszcze w Sandomierzu, synod 
poznański powziął następujące uchwały, zawarte w dwu- 
dziestu artykułach: 

*) Ugoda sandomierska była drukowana: 1) po łacinie w r. 1586; 2) w r. 
1592 w Toruniu po łacinie i po polsku (przekład ^Tarnowskiego); 3) w Toruniu 
w r. 1595 z dodatkiem uchwał synodu toruńskiego. 4-te jej wydanie dołączone 
do historji kościołów braci czeskich Kamerarjusza, w Heidelbergu w r. 1605. 5-te 
Avydanie, po łacinie i po polsku, w Baranowie w r. 1628. 6-te wydanie, z tłóma- 
czeniem na język niemiecki, w Frankfurcie nad Odrą w r. 1704. Prócz tego wy- 
drukowana została w różnych dziełach teologicznych. Jabłoński wydał po łacinie 
historję ugody tej (Historia consensus Sandorairiensis). Dziennik synodu sando- 
mierskiego, napisany po polsku przez Szymona Teohia Turnowskiego, wtedy dja- 
kona, a potem seniora braci czeskich .wj Wielkopolsce, znajdujemy u Łukaszewi' 
cza w jego sławnej Historji kościołów braci czeskich|w Wielkopolsce, Poznań r. 1835. 



— 243 — 

„Zatwierdza się uchwały ugody sandomierskiej. 
Duchowni obu wyznań mają udzielać sakramentów, ka- 
zać, odprawiać nabożeństwa podług obrządku i zwycza- 
ju swoich kościołów. Gdzie duchowny jest ustanowio- 
ny, tam kolator tegoż miejsca nie powinien wzywać 
duchownych innych zborów, bez zezwolenia swojego 
proboszcza. Komunję należy pojmować według orze- 
czenia synodu sandomierskiego, stosownie do artykułu 
saskiego wyznania, posłanego na sobór trydencki w r. 
1551 ; unikać zaś wszelkich wyrażeń, słów i objaśnień, 
różniących sie od owego wyznania. Duchowieństwo 
jednego kościoła nie powinno, pod żadnym pozorem, 
przyciągać do niego członków drugiego ^yj^znania. Star- 
si obu kościołów obowiązani są popierać wszelkimi 
sposobami połączenie ich i korzyści ; w tym celu mają 
sią zbierać co rok raz, lub, gdyby tego zaszła potrze- 
ba, częściej nawet. Należy unikać wszelkich s^Dorów 
między duchowieństwem obu wyznań lub członkami ich 
zborów w sprawach zaprowadzenia w jednym z kościo- 
łów zmian w nauce, karności, obrzędach i t. p. ; sprawy 
te pozostamane być winny wyłącznie duchowieństwu 
tego kościoła, do którego się odnosić będą. Wszelkie 
czyny wzbronione słowem Bożem jak : bałwochwalstwo, 
mężobójstwo, chciwość, lichwa, niezgody, kłótnie, prze- 
kleństwa, pijaństwo, hulanki, tańce, gry, nieskromne 
stroje i wszelkie cielesne namiętności i zbrodnie, wy- 
mienione przez proroków, apostołów i samego Zbawi- 
ciela, mają być karcone przez kazania jako też przez 
pasterskie upomnienia. Synod pochwala i uważa za nie- 
zbędne utrzymywanie karności i stosowanie duchownych 
kar, podług słowa Bożego, do wszystkich gi^zeszących, 
tak do duchownych jako i członków zboru, bez wzglę- 
du na osobę, a to nietylko w słowach, lecz i w czynie, 
według rozkazu Pana naszego Jezusa Chrystusa i przy- 
kładu apostołów. Dozwolone jest duchowieństwu i człon- 



— 244 — 

kom jednego zboru upominać, ilekroć zajdzie tego po- 
trzeba, duchowieństwo i członków drugiego do pokuty 
i bogobojnego życia. Każdy duszpasterz obowiązany 
jest czuwać nad swym zborem i zwracać baczną uwa- 
gę na jego członków. 

Duchowieństwo jednego wyznania nie powinno do- 
puszczać do wieczerzy Pańskiej członków drugiego 
bez świadectwa duszpasterza zboru, do którego te oso- 
by należą. Odstąpienie od tego przepisu dozwolone 
jest w czasie sejmów, synodów jako też cudzoziemcom. 
Wyłączeni z jednego zboru członkowie tegoż nie po- 
winni być przyjmowani do społeczności drugiego, za- 
nim się nie pogodzą ze zborem, który obrazili. Duszpaste- 
rze, złożeni z urzędu lub wyłączeni z jednego zboru, 
nie powinni być rozgrzeszani ani przyjmowani do urzę- 
dów przez duchowieństwo drugiego, lecz mają być po- 
zostawieni sądowi własnego kościoła. Kolatorowie zbo- 
rów nie powinni żądać od swych duchownych jakich- 
kolwiek zmian w obrzędach, bez zezwolenia na to ich 
zwierzchności. Wszelkie zwyczaje i obrzędy papiestwa 
jako: egzorcyzmy, obrazy, relikwje, zabobonne używa- 
nie gromnic, poświęcanie ziół, chorągwie, złote i sre- 
brne krzyże i temu podobne wymysły, ubliżające Słowu 
Bożemu, powinny koniecznie stopniowo być zniesione, 
aby się nie zdawało, iż ewangelickie kościoły utrzymu- 
ją łączność z antychrystem i pochwalają jego obrzydli- 
wości. Gdyby między duchownymi dwóch wyznań po- 
wstał jaki spór, winien być załatwiony w sposób przy- 
jazny, a jeżeliby to nie dało się uskutecznić, należy 
rozstrzygnięcie pozostawić powszechnemu synodowi 
wszystkich kościołów ewangelickich w Polsce." Doko- 
nane w Sandomierzu a potwierdzone w Poznaniu po- 
łączenie kościołów ewangelickich bardzo było wówczas 
potrzebne ze względu na nowego a groźnego wroga, 
który je, niestety, ostatecznie zburzył. Wrogiem tym 



— 245 — 

byli sprowadzeni w tym czasie do Polski przez kardy- 
nała Hozjusza — jezuici. 

ROZDZIAŁ X. 

Kardynał Hozjusz sprowadza do Polski jezuitów. Charakter tego kardynała. 
Śmierć Zygmunta Augusta i jego cliarakter. 

Stronnictwo rzymsko-katolickie, wyczerpaAvsży prze- 
ciw ewangelikom wszelkie środki, jakimi rozporządzać 
mogło w Polsce, i widząc zupełne niepodobieństwo sta- 
wiania oporu szybkiemu rozwojowi reformacji, której 
ostateczne zwj^cięstwo zdawało się niewątpliwe, zaczęło 
szukać skądinąd pomocy i znalazło ją zagranicą. Do- 
wódca tego stronnictwa, kardynał Hozjusz, zauwaŻ5''ł 
bardzo słusznie, iż jedynym środkiem uchronienia rzjm.- 
skiego katolicyzmu od grożącej mu w Polsce zagłady 
było sj)rowadzenie nowo założonego wówczas zakonu je- 
zuitów, którzy na jego wezwanie chętnie pośpieszyli, by 
ratować swój kościół, stojący tuż nad przepaścią. Usi- 
łowania ich uwieńczyło powodzenie ku chwale Rzymu 
a ku zgubie Polski. Zanim jednak zajmiemy się spra- 
wami jezuitów, wypada nam kilka słów powiedzieć o sa- 
mym Hozjuszu. 

Stanisław Hose (z łacińska Hozjusz), urodzony w r. Życie i cha- 

. 1 1 -1 1 • • • ^ • •" A rakter Hozju- 

1504 W Krakowie, pochodził z rodziny niemieckiej, han- sza. 
dlem wzbogaconej. Wychowywał się po części w Wilnie 
a po części w Krakowie, lecz naukę uzupełnił w Padwie, 
gdzie zaprzj^^jaźnił się z Reginaldem Polem (późniejszym 
kardynałem). Z PadAvy udał się do Bolonji, gdzie zo- 
stał doktorem obojga praw pod kierunkiem Buoncampa- 
gna. j)óźniejszego papieża Grzegorza Xni. Powróci- 
AYSZ}^ do ojczyzny, został przez biskupa Tomickiego po- 
lecony królowej Bonie, która wzięła go pod swoją opie- 
kę, zapewniając mu łatwość szybkiego zdobywania co- 
raz wyższych godności. Król powierzył mu sprawy pru- 
skie i mianował go kanonikiem krakowskim; Hozjusz 



— 246 — 

wcześnie zwrócił na siebie uwagę nienawiścią swą ku 
ewangelikom, których jednakże z początku sam nie za- 
czepiał, lecz, naśladując chytrość wężową, zachęcał in- 
nych kaznodziejów do występowania przeciw nowator- 
stwem religijnym. Mianowany następnie biskupem cheł- 
mińskim, mając powierzone sobie poselstwo do cesarza 
Karola V i do Ferdynanda, króla rzymskiego, zwiedził 
Wiedeń, Bruksellę, Gandawę, wywiązując się z poleceń 
w sposób nader chwalebny. Mianowany biskupem war- 
mijskim, stal się przez to głową kościoła rzymskiego 
w Prusach królewskich i pozyskał wielki wpływ w tym 
kraju; lecz mimo to daremnie próbował oprzeć się po- 
stępowi luteranizmu, który tam szybko się rozszerzał 
i stał się wyznaniem większości mieszkańców. Żaden 
z katolickich dostojników nie zwalczał postępów refor- 
macji z taką gorliwością jak Hozjusz, który dla stłumie- 
nia jej zalecał użycie najgwałtowniejszych środków. 
Badał on starannie dzieła pisane przez zwolenników je- 
dnego wyznania ewangelickiego przeciw zwolennikom 
drugiego i zręcznie korzystał z wywodów, jakimi nie- 
którzy z nich nieoględnie zalecali stosowanie praw kar- 
nych przeciwko błądzącym w rzeczach wyznania. Nie 
wahał się doradzać łamania przyrzeczeń danych here- 
tykom a poskramiania ich nie dowodami, lecz \^ładzą 
urzędową. Zasady swe w tym względzie sam wyznał 
otwarcie w liście do kardynała Lotaryngji, Gwizjusza, 
winszując mu zamordowania admirała Coligny (która 
to wiadomość, jak sam pisze, napełniła duszę jego 
niewymowną radością i pociechą); a dziękując Wszech- 
mocnemu za wielkie dobrodziejstwo, którem rzeź no- 
cy Św. Bartłomieja obdarzyła Francję, błaga Go, by po- 
dobne dobrodziejstwo zechciał zesłać i Polsce. *) 



'■^} Patrz „Dzieła" ITozjusza str, 620 i w tych , Dziełach" jego list da 
kardynała str. 34''. 



— 247 — 

Aczkolwiek prałat ten o innowiercach wygłaszał tak 
ohydne zasady, odznaczał się pod innymi względami wy- 
sokiemi zaletami, choć pochwała Bayla, który nazy^va 
go największym mężem, jakiego Polska kiedykolwiek 
wydała, jest bezwarunkowo przesadna. Współcześni je- 
dnozgodnie wysławiają wysokie jego zdolności, bogoboj- 
ność i cnoty, z czego widać, iż błędy nie wypływały 
z jego charakteru, lecz były nieuniknionem następstwem 
zasad jego kościoła, do których Hozjusz gorliwie a su- 
miennie się stosował. Żarliwość jego dla tego kościoła 
była tak wielka, iż w jednem ze swych dzieł polemi- 
cznych oświadcza, że Pismo Święte, nie poparte powa- 
gą tegoż kościoła, nie więcej miałoby znaczenia od ba- 
jek Ezopa. Mianowany r. 1565 przez papieża Piusa IV 
kardynałem, został przewodniczącym soboru trydenckie- 
go, gdzie wywiązał się z zadania ku wielkiemu zadowo- 
leniu papieża. Powołany na urząd wielkiego peniten- 
cjarjusza kościoła, spędził ostatnie lata w Rzymie, gdzie 
dożywszy lat 76, umarł w 1579 roku. *) 

Hozjusz w polityce rządził się takiemiż zasadami ^^'zekonania 

... . . polityczne 

jak i W religji: twierdził on, że poddani nie mają ża- Hozjusza. 
dnych praw, lecz powinni ślepo ulegać panującemu, któ- 
ry nie jest obowiązany przed nikim do odpowiedzialno- 
ści za swe czyny, a sądzić go jest grzechem. Jak wszy- 
scy inni pisarze katoliccy, przypisywał on nowatorstwa 
polityczne zasadom reformacji i twierdzi wyraźnie, iż 
czytanie Pisma Świętego obudziło w ludziach skłonność 
do buntu; najsilniej zaś powstawał na kobiety Biblję 
czytające.**) 

Pomimo jednak, iż tak stanowczo bronił bezwarun- 
kowego poddania się woli panującego, przecież, ilekroć 

*) Najdokładniejsze wydanie dzieł jego, pisanych po łacinie, wyszło w Ko- 
lonji w r. 1584 ; zawiera ono również listy Hozjusza pisane do wybitnych osób 
spółczesnych. Życie jego opisał Reszka (Rescius) i wydał w Rzymie w r. 1587. 

**) „Dzieła" Hozjusza str. 640. 



— 248 — 

zasada ta okazywała się niekorzystna dla spraw Rz}^- 
mu, sam odstępował od niej bez wahania, jak to widać 
z postępowania jego względem kościoła reformowanego 
w Krakowie, który, choć za pozwoleniem króla był zbu- 
dowany, chciał Hozjusz koniecznie zburzyć i nakłaniał 
Krasińskiego, biskupa krakowskiego, do użycia w tym 
celu wszelkich środków. Prócz tego będziemy mieli 
w dalszym ciągu niejedną sposobność wykazania dowo- 
dów na to, że kardynał ten zupełnie lekceważył zasady, 
ilekroć okazało się to potrzebne dla korzyści jego ko- 
ścioła. Głęboka uczoność, czyniąca go pierwszorzędnem 
światłem kościoła katolickiego, nie zdołała jednak uwol- 
nić jego umysłu od wpojonego weń przez tenże kościół 
niechrześcijańskiego pojęcia, iż dobrowolne udręczanie 
siebie miłe jest Bogu: stosował on do siebie surowe 
ćwiczenia, przez kościół rzymski zalecane a zgodniejsze 
raczej z obrzędami pogańskimi, niż z łagodnemi zasa- 
dami chrześcijaństwa; kalecząc często biczowaniem swe 
ciało, rozlewał własną krew z takim zapałem, jak gdy- 
by była krwią jednego z wrogów papiestwa. 

Takim był sławny ów mąż, który, przekonawszy się 
o bezowocności swych usiłowań w zwalczaniu rozwija- 
jącej się w Polsce reformacji, użył do tego celu środka, 
którym zasłużył sobie na Avieczną wdzięczność Rzymu 
a na przekleństwo Polski: wezwał on na pomoc nowo- 
założony zakon jezuitów, którzy znakomitem urządze- 
niem, gorliwością, zabiegliwością a najbardziej może zu- 
pełną bezwzględnością na wszelkie zasady, zagradzają- 
ce im drogę do osiągnięcia celu, zdołali ocalić Rzym od 
grożącego mu w całej Europie upadku a. nawet zdobj^ć 
mu ponowne panowanie we wielu miejscach. 
Sprowadzę- J^^ż W r. 1558 zakon wysłał do Polski jednego ze 

°do S^kf^ swych członków, Kanizjusza, dla zbadania religijnego 
stanu naszego kraju. Wysłany doniósł, że herezja 
gł(jbokie tu zapuściła korzenie, a przypisywał to głó- 



— 249 — 

wnie niechęci króla do używania okrutnych środków 
w ceki stłumienia protestantyzmu. *) Kanizjusz cząsto 
naradzał sie^ z dostojnikami duchowieństwa rzymskiego 
w Polsce co do sposobów wprowadzenia tam swego zako- 
nu, lecz powrócił, nie osiągnąwszy pożądanego skutku. 
Dopiero Hozjusz, gdy, powróciwszy z soboru tryden- 
ckiego, spostrzegł 'wzrost reformacji we własnej djece- 
zji, zwrócił się osobiście do sławnego generała jezu- 
itów Laineza z prośbą o przysłanie mu kilku członków 
swego zakonu. Lainez natychmiast spełnił to życzenie, 
wysyłając kilku jezuitów z Rzymu a kilku innych z Nie- 
miec. Hozjusz pomieścił tych pożądanych gości w Bruns- 
bergu, małem miasteczku swej djecezji, hojnie obda- 
rowując zakon, który niebawem miał się rozszerzyć po 
całej Polsce. Próba wprowadzenia jezuitów do Elbląga 
r. 1567 spełzła na niczem, gdyż ewangeliccy mieszkań- 
cy tego miasta stawili tak gwałtowny opór przyjęciu 
jezuitów, przybywających z wyraźnym zamiarem w}^- 
plenienia herezji, iż Hozjusz zmuszony był wyrzec się 
myśli osiedlenia ich w Elblągu, ubolewając nad zaśle- 
pieniem mieszczan, odrzucających, wedle jego mniema- 
nia, swe własne zbawienie. Za panowania Zygmunta 
Augusta, który nie zdawał się być przychylnym jezu- 
itom, małe zrobili oni w Polsce postępy. Dopiero w sześć 
lat po przybyciu tych zakonników do naszego kraju, 
biskup Konarski, za namową Plotiny, nuncjusza papie- 
skiego, osiedlił ich w Poznaniu, namówiwszy władze 
miasta, aby im oddały kościół św. Stanisława, dwa szpi- 
tale i szkołę; oprócz tego wyposażjd ich sam mają- 
tkiem ziemskim i obdarzył swoim księgozbiorem. Jezu- 
ici, wkradłszy się w łaski siostry króla Zygmunta Au- 
gusta, księżniczki xA.nny, uzyskali jej poparcia, któremu 
też prawdopodobnie zawdzięczają opiekę, jaką małżo- 



*) Patrz „Historia societatis Jesu." Ant. Sachino II str. 61. 



— 250 — 

nek jej, król Stefan Batory, otoczył ich zakon. Gdy 
nadzieje ustalenia reformacji w Polsce zachwiały się ze 
śmiercią Zygmunta Augusta, silnie sprzyjający poprze- 
dnio zasadom ewangelicznym prymas Uchański, chcąc 
okazywaniem gorliwości dla spraw Rzymu odwrócić 
od siebie wszelkie podejrzenia, stał się troskliwym opie- 
kunem nowego zakonu. Za jego przykładem poszła 
znaczna ilość biskupów, którzy w obronie swych dje- 
cezyj więcej liczyli na zabiegi jezuitów, niż na pomoc 
miejscowego duchowieństwa. 

W dalszym ciągu tego dzieła opiszemy szybki roz- 
wój tego zakonu, tak co do liczby, jak co do jego wypły- 
wu, dzięki któremu zgniótł w Polsce stronnictwo prze- 
ciwne Rzymowi, poświęcając przywróceniu przewagi je- 
go w naszym kraju pomyślność narodu i najważniejsze 
sprawy naszej ojczyzny. 
Zgon Zy- Zygmunt August zmarł dnia 7 lipca 1572 roku w 

^ste.Vego ulubionem miejscu swego pobytu, miasteczku Knyszynie, 
charakter, leżącem na pograniczu Korony i Litwy. Ponieważ ze 
świata zeszedł bezpotomnie, wprowadzono więc w wy- 
konanie istniejące już w zasadzie prawo obieralności 
królów, które w czasie Jagiellonów stosowane było o ty- 
le, że syn zawsze następował po ojcu na tron Polski. 

Zygmunt August obdarzony był wielu przymiotami, 
których nie zdołało stłumić nawet zniewieściałe wycho- 
wanie, jakie mu dała jego matka Bona Sforza w celu 
uczynienia go powolnem narzędziem dla swych zamiarów. 
Otrzymał on staranne naukowe wykształcenie i znał do- 
brze matematykę i łacinę, oraz języki włoski i niemiecki. 
Opiekował się gorliwie literaturą narodową i uczonymi 
hidźmi, z których wielu utrzymywał przy sobie jako 
urzędników. Usposobienia uprzejmego i łagodnego, prze- 
ciwny był z zasady i z charakteru używaniu wszelkich 
gwałtownych i okrutnych środków. Główną jego wadą 
była chwiejność charakteru, która kilkakrotnie szkodli- 



— 251 — 

wie wpływała na sprawy państwowe. To niedbalstwo je- 
go w stosunlvacłi międzynarodowycłi nie rozciągało się 
przecież do spraw osobistycti jego poddanych, Ictóremi 




zawsze zajmował się z niezmordowaną pilnością. Był on 
wielce nieszczęśliwy w swych stosunkach domowych, a 



— 252 — 

ponieAvaż te niemało wpłynęły na spraAvy religijne w 
Polsce, nie możemy pominąć icli milczeniem. 

Zygmunt August, urodzony w r. 1520, pojął naj- 
j)rzód za żonę Elżbietę, bratankę cesarza Karola V, a 
córkę Ferdynanda, króla węgierskiego, późniejszego ce- 
sarza. Pomimo że była piękną, cnotliw^ą i wykształconą, 
nie zdobyła przywiązania swego małżonka a świekra jej, 
królowa Bona Sforza, nienawidziła ją tak gwałtownie, iż, 
gdy nieszczęśliwa księżniczka zmarła w r. 1545, powsta- 
ło silne podejrzenie, że została otruta przez królowę matkę. 
Opowiadaliśmy już o drugiem małżeństwie Zygmunta 
Augusta z Barbarą Radziwiłłówną i o oporze stawianym 
związkowi temu przez szlachtę. Barbara umarła w r. 
1551, a głos powszechny znów obwiniał Bonę, iż jej 
skróciła życie. Król głęboko bolał nad stratą uko- 
chanej małżonki, dla której przez całe życie zachował 
czułe wspomnienie. 

Namówiony przez królowę Bonę do trzeciego mał- 
żeństwa z siostrą pierwszej swojej żony, Katarzyną au- 
strjacką, owdoAviałą księżną Mantui, był w związl^u z nią 
najnieszczęśliwszy, gdyż królowa ta nietylko nie miała 
ujmującej powierzchowności, ale w dodatku cierpiała na 
epilepsję, skutkiem czego król powziął ku niej wstręt 
nieprzezwyciężony i wcale z nią żyć nie chciał. Tru- 
dno pojąć, jakie powody mogły skłonić Bonę do tak nie- 
właściwego wyboru, zwłaszcza, że dla zawarcia tego mał- 
żeństwa trzeba było, ze względu na spowinowacenie obu 
stron przez pierwsze małżeństwo króla Zygmunta Augu- 
sta, starać się o pozwolenie papieża; bądź co bądź, zwią- 
zek ten nietylko uczynił króla nieszczęśliwym, ale i na 
losy państwa wpłynął bardzo ujemnie, gdyż przez bez- 
potomne zejście panującego Icrólestwo narażone zostało 
na niepokoje, spowodowane walką stronnictw przy obio- 
rze nowego monarchy. PrzyAvódcy protestanccy sądzili, 
iż, nakłaniając Zygmunta Augusta do rozwodu, zapobie- 



— 258 — 

gną temu niebezpieczeństwu a zarazem przyśpieszą ze- 
rwanie króla z Rzymem, który, stojąc po stronie Anstrji, 
ująłby się za księżniczką z tego domu pochodzącą. Ostro- 
róg, jeden ze wspomnianych już głównych przywódców 
stronnictwa ewangelickiego, postawił nawet w senacie 
wniosek izby, aby, ze względu na dobro kraju, nakłamano 
króla do powrócenia małżonce należnych jej praw, żeby 
naród mógł mieć nadzieję utrzymania dynastji i aby zara- 
zem uniknąć zgorszenia, wypływającego z niezgod w ro- 
dzinie królewskiej. Wniosek Ostroroga został przyjęty 
przez senat, którego przewodniczący, prymas Uchański, 
zdał królowi następnego dnia z tej uchwały urzędowe 
sprawozdanie. Zygmunt August odrzekł na to, iż nie 
może żyć z małżonką, gdyż wątpi o prawności swego 
związku z siostrą pierwszej żony. Uchański, zgromadzi- 
wszy biskupów, przedstawił im wątpliwości króla, twier- 
dząc, iż słusznem byłoby zgodzić się na rozwód; lecz 
temu stanowczo oparł się nuncjusz papieski Kommen- 
doni, który, przytoczywszy wiele dowodów na to, iż ze- 
zwolenie papieża usuwało wszelkie prawne przeszkody 
do małżeństwa Zygmunta Augusta z Katarzyną, rozwo- 
dził się nad nieszczęściami, jakie spadły na Anglję, 
a czego będąc świadkiem, przypisywał to rozwodoAvi 
Henryka VIII, obwiniając biskupów angielskich, a zwła- 
szcza arcybiskupa Cranmera, o doradzanie królowi te- 
go kroku. Powiodło się nareszcie Kommendoniemu po- 
zyskać i biskupów po Iskich dla swych zapatrywań. We 
zwany przez króla, który przedstawił mu swe nieszczęśli- 
we położenie, błagając go, by mu dopomógł do otrzy- 
mania zezwolenia papieskiego na rozwód, nuncjusz ten 
namówił Augusta do zaniechania zamiarów w tym wzglę- 
dzie głównie tem, iż przedstawił mu niebezpieczeństwa 
mogące wyniknąć dla państwa, gdyby cesarz, obrażony 
odtrąceniem swej córki, podmówił przeciw Polsce Moskwę 
i innych jej wrogów i takowych w walce z nią w^spomagał. 



— 254 — 

Szczegóły te czerpiemy z życiorysu Kommendoniego 
przez Gratianiego, a jeśli zważymy chwiejne usposobienie 
Zygmunta Augusta, zdają się one być wiarogodne. Po- 
mimo wszakże tej jego chwiejności, prawie niewątpliwe 
jest, iż, gdyby życie jego kilka lat dłużej trwało, był- 
by ostatecznie zaprowadził reformację w swem pań- 
stwie. W umyśle króla powstawały wątpliwości co do 
głównych zasad wiary różnych wyznań ewangelickich ; 
zdaje się przecież, iż byłby się ostatecznie skłonił ku 
zasadom kościoła helweckiego, do którego należała wię- 
kszość wpływowej szlachty. Według wszelkiego prawdo- 
podobieństwa pragnieniem jego było przeprowadzenie re- 
formacji kościoła polskiego własnemi jej siłami, aby uni- 
knąć tym sposobem wielu niebezpieczeństw, starć i nie- 
pokojów: na wzór kościoła anglikańskiego pragnął zastą- 
pić papiestwo kościołem narodowym. Zamiar ten po- 
pierany był nietylko przez Jana Łaskiego i wielu zna- 
komitych ludzi w naszym kraju, lecz i przez samego 
króla, który dowiódł tego, mianując na biskupstwa mę- 
żów znanych ze swej przychylności ku reformacji, jak 
Drohojowskiego, biskupa władysławskiego, Krasińskie- 
go, biskupa krakowskiego, i Uchańskiego, arcybiskupa 
gnieźnieńskiego, prymasa królestwa. Wobec więc tego 
powtórzyć musimy raz jeszcze, iż, gdyby Zygmunt August 
był żył dłużej, reformacja zostałaby dokonana w Polsce 
bez wstrząśnień, gdyż wówczas wszystkie, a przynaj- 
mniej większa część stolic biskupich zostałaby powie- 
rzona stronnikom ewangelików. 



KONIEC TOMU PIERWSZEGO. 



i 




BR 
4.20 

P7K651 
t.l 



Krasiński, Walerian Skorobohat; 

ZarV3 dzieiou nmjjałjjnia ■ 



CARD 



UNh 



o 










<-i 






s: 






Tl 




M 


M 


c+ 


H 




f 


^ 


tJ' 


(D 




^ 


}-3 


fD 


P 




M 


W 




03 


s: 


M 


td 


H 


0) 


> 


O 


f* 


O 




H3 




M 


{» 
O 


P3 
O 


@ 


E 


tx) 


O 


O 


o 




g 


t-b 


^ 


O 


M 


i-< 


c+ 


c+ 


># 


@ 


tr-" 


t^ 


O 


O 




O 


03 


Ę 


> 


§_